Nowinki motocyklowe, Wyprawy, Wyprawy motocyklowe

Dookoła na dwóch kołach

Wyprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wyprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Jechać, zwiedzać, nic się nie bać… – takie motto przyświecało Maćkowi Grzelakowi dziewiętnastolatkowi z Warszawy, który samotnie podróżował motocyklem dookoła Europy.

Była to wyprawa sponsorowana, podczas której Maciek miał pokonać około 24 tysiące kilometrów, odwiedzić 20 europejskich krajów, azjatycką część Turcji, Armenię i liznąć szczyptę Afryki czyli objechać Maroko. Patronami medialnymi wyprawy zostali: Ścigacz.pl, National Geopraphic Traveler i Świat Motocykli. Głównym sponsorem, który miał spełnić marzenia Maćka była firma iTechnologie. Nie wszystko poszło zgodnie z planem ale takie jest niestety życie. Maciek jest wojownikiem… I rzeczywiście walczył tak długo, jak mógł…

Wyprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach.

Wyprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach.

W trasę wyruszył 29 czerwca 2011 roku.  Wrócił szybciej niż zaplanował. Z powodów technicznych , politycznych i finansowych musiał przerwać swoją podróż. Myślę jednak, że nie żałuje ani jednego dnia spędzonego na motocyklu. Ta wyprawa dała mu mnóstwo niesamowitych wspomnień, nowych doświadczeń i znajomości. Odwiedził magiczne i niepowtarzalne miejsca, balansował często na granicy ryzyka, nawiązywał nowe znajomości, błyskawicznie przyswajał a przynajmniej próbował przyswoić nowe języki, walczył z lawinami kamieni, dał w mordę Turkowi… Z młodego i niedoświadczonego motocyklisty stał się wytrawnym travelerem. Jeśli chcecie poznać szczegóły wyprawy Maćka zachęcamy do poczytania jego dzienników z podróży.

Początek

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Mołdawia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Mołdawia.

Dziś jest już 2 lipca 2011 roku. Zaczął się czwarty dzień mojej wyprawy.  Pisząc to jestem w hotelu w Rumunii. Hotel nie jest niestety tani i mocno nadszarpuje  mój i tak skromny budżet. Ach ta rumuńska gościnność…

Pierwszego dnia  wyjechałem po prostu z Warszawy.  Odprowadził mnie mój przyjaciel Bartek, zostawiając 40 km przed Kielcami. Dalej pojechałem sam do Tarnowa, gdzie spałem u Porkiego. Piwko wieczorem, spotkanie ze znajomymi, opowieści o planach wyprawy – wywołałem spore zainteresowanie jego brata i mamy.  Wyraźnie martwili się o mnie i moje losy. Muszę powiedzieć, że to przyjemne uczucie być choć przez chwilę w centrum uwagi. 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Mołdawia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Mołdawia.

W nocy okazało się, że  facetowi, który sprzedał mi namiot należy się tęga chłosta. Namiot był nieszczelny.  Przeciekał dosłownie wszędzie, a ja byłem cały mokry. Wytrzymałem w takich warunkach do rana, budząc się co pięć minut z zimna i strachu, z nożem w ręku. O piątej rano pobudka, szybka zupa, prysznic, papieros, wymiana adresów z Jurijem i w drogę. Pierwszy cel – Tesco. Muszę kupić nieprzemakalną folię, którą okryję namiot. Niestety nie mają nic takiego. Nie wiem, czy nie mieli towaru, który mnie interesował czy tylko kompletnie nie zrozumieli o co mi chodziło.  Kupiłem więc folię do przykrywania basenu – lepsze to, niż nic.  Zakup kosztował mnie bagatela – 35 euro. Szybkie pakowanko i znów w trasie.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Mołdawia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Mołdawia.

Teraz bez przystanków aż na Węgry. Mijam granicę w Milhost. Pozwalam sobie tylko na  szybką zupkę na przejściu i dzida w kierunku Rumunii. Jadąc przez węgierskie miejscowości widzę wielkie podobieństwo do duńskich wioseczek. Nie dostrzegam tak często opisywanej odmienności Węgier. Kraj jak każdy inny. Dogadać się z ludźmi – niepodobna. Jadę do Miskolca, po czym kieruję się na Nyíregyháza. Co za nazwa! Stamtąd jadę już prosto do Rumunii, do przejścia granicznego w Nyirabrany.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Mołdawia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Mołdawia.

Jutro jadę w kierunku zamku Draculi – Poienari,  w kierunku Mołdawii. Mam tylko nadzieję że to TO Poienari, a nie żadne inne. Bo na mapie znalazłem ich już pięć…

Gościnność w Mołdawii

Dojechałem do granicy z Mołdawią. Zdziwiony celnik pyta łamanym angielskim: „Co ty chcesz tu oglądać? Same dziwki i złodzieje w tym kraju”. Uśmiecham się, daję paszport i nie odpowiadam. No  bo po co? Po pytaniu czy wwożę alkohol, na które odpowiadam oczywiście przecząco unosi się szlaban i jadę dalej.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Mołdawia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Mołdawia.

Zaczęło się ściemniać i pomyślałem, że warto rozejrzeć się za noclegiem. Zatrzymałem się w małej wioseczce i próbowałem dogadać się – jak zwykle na migi – z czterema kobietami.  Pokazywałem łatwe do rozszyfrowania symbole: „dom” i „spać”. Nikt nie chciał mnie przygarnąć. W końcu jeden pijany facet, zataczając się koło mojego motocykla, powiedział: „U mnie wsio budiet! Wsio budiet normal”. Pomógł mi zdjąć bagaż, co chwilę mnie zresztą przytulając. Cały śmierdział wódą i brudem.

Koniecznie chciał mnie oprowadzić po wiosce. Poszliśmy najpierw po sąsiadach, potem do brata, potem do sadu, potem do winnicy. W miarę chodzenia zbierała się za nami grupka dzieci. Gdy zupełnie się ściemniło, zeszła się rodzina mojego dobroczyńcy: brat, córka i jej znajomi. Tenże brat „pijanego pana” ubił kurę, wrzucił na patelnię i poczęstował mnie pomidorami w occie – niebo w gębie, gęba w niebie.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Rumunia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Rumunia.

Rano budzi mnie dziwne uczucie. Czuję, że ktoś mnie obserwuje… W moim pokoju siedzi córka gospodarza ze swoją koleżanką. Obydwie dziewczyny gapią się na mnie jak na jakiegoś Brada Pitta. Miło i niemiło. Czułem się dość niezręcznie.

Zjadłem śniadanie – wielkie pajdy chleba z masłem i czosnkiem z octu. Brat gospodarza pokazał mi swój dom. Dostałem od niego kawałki smażonej wieprzowiny. Kupiłem papierosy, sok i pojechałem dalej.
Ten epizod wspominam miło, ale też i ze strachem. Co by było, gdybym wypił nieco więcej? Tak czy inaczej, mołdawska gościnność jak widać nie zna granic.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Rumunia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Rumunia.

Chciałem pogadać z kimś w innym języku. Miałem już przesyt angielskiego, rosyjskiego i języka migowego. Już dziesiątego dnia nadarzyła się taka okazja. Jadę w kierunku Constanty w Rumunii, śpiewając sam do siebie „Limit to your love”. Nagle serce zaczyna bić mi mocniej. Na poboczu stoją cztery motocykle – dwa Transalpy, jeden GS 1200 i jakieś Kawasaki. Widzę czterech facetów. Jeden z nich klęczy przy motocyklu. Z uślizgiem tylnej opony hamuję i podchodząc bliżej z bananem na twarzy zauważam czeskie rejestracje. To prawie jak Polacy! – myślę. Zdejmuję kask i witam się. Okazuje się, że jeden z nich ma matkę Polkę, więc jest dwujęzyczny. Reszta jako tako rozumie po polsku.

Jadą do Konstanty nad Morze Czarne. Po wymianie kilku zdań, papierosów i tyrtytek (czyt. opasek zaciskowych) z mojego plecaka, których im zabrakło do naprawy ramy, jedziemy dalej razem. Zatrzymujemy się na jakimś kempingu. Czesi zapraszają mnie do domku i na obiad. Płacą za wszystko. W końcu wieczór relaksu z ludźmi, którzy mnie rozumieją. Pojedli, popili, poszli spać. Rano wymiana uścisków na stacji benzynowej, zaproszenie do Czech i dalej w drogę. Do Turcji.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Rumunia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Rumunia.

Przez Bułgarię przejeżdżam szybko. Robię tylko mały postój na plaży na kąpiel i dalej w drogę. Nocleg w przydrożnym hostelu za 5 euro i następnego dnia już prościutko do Stambułu.

Na granicy bułgarsko-tureckiej czekały mnie dwie miłe niespodzianki. Spotkałem chłopaków z Urzędowa. Niestety tylko dwóch, w dodatku bez motocykli. Wracają do domu autokarem. Z Polski wyruszyli we czterech i na motocyklach. Cóż, mieli po prostu pecha ale i mnóstwo przygód. Zamieniliśmy dwa słowa. Chwilę później spotykam małżeństwo z Lubaczowa na GS 1150 (Tamara i Głazio). Towarzyszy im znajomy (Zaraza) na Super Tenerze. Razem staliśmy w kolejce po dokumenty i razem nas zawrócono przed szlabanem. Podobno nie mieliśmy jakiejś pieczątki. Okazało się, że  pieczątki wydaje gość w cywilnych ciuchach, biegający dookoła budynku. Nieuchwytny prawie jak „Latający Holender”. Nie wiem jak oni go rozpoznali i nie wiem czy sam bym się w tym połapał – nikt tu na przejściu nie mówi po angielsku.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Rumunia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Rumunia.

Zatrzymaliśmy się na mały posiłek, wymieniliśmy adresy i dalej w drogę. Oni kierowali się na autostradę omijając Stambuł, ja ruszyłem w samo jego serce. Dzielnice transwestytów Sisli.

Dookoła na dwóch kołach  Dookoła na dwóch kołach  Dookoła na dwóch kołach - Bułgaria


Stambuł

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

  

W Stambule miałem zostać dwa dni, a zostałem dziesięć. Poznałem nieco to miasto i jego nocne życie: ludzi, alkohol, turecki humor, a nawet temperament Turków i ich stosunek do kobiet. Stambuł wciąga. Można tam zniknąć, zatracić się… na rok, dwa, trzy lub cztery. Mimo ciągłego zwiedzania i włóczenia się po Stambule  można poznać i zobaczyć tylko część tej metropolii. Większą lub mniejszą ale tylko część. Nigdy całość…

A propos tureckiego temperamentu… Któregoś dnia wracaliśmy z nocnych wojaży. Do znajomej ze Słowenii – Jany podeszło dwóch Turków.  Złapali ją za rękę i przystawiali się do niej. Ja jako obrońca kobiecych cnót wcisnąłem się między nich, wziąłem Janę za rękę i próbowaliśmy się wycofać.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Po dziesięciu dniach wsiadłem znowu na motocykl. Przejechałem mały dystans.  Właściwie to tylko kilka kilometrów. Zatrzymałem się w  miasteczku Agva, gdzie znalazłem nocleg na hamaku w restauracyjnym ogródku. Rano śniadanie i dalej w drogę. Znowu przejechałem niewiele kilometrów. Zasiedziałem się po drodze i dojechałem tylko do Zonguldak. Tam przytrafiła mi się historia absurdalna.  Praktycznie niemożliwa, śmieszna i trochę straszna…

Nocleg w więzieniu

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Wchodzimy na teren ogrodzony siatką rodem z amerykańskich więzień. Dalej widać  budynek. Jest  długi, pięciopiętrowy, z kratami w oknach. Do tego jest odrapany i śmierdzący. Wchodzimy. Wąski korytarz, brudne okna, wytatuowane twarze, podejrzane typy…. Gość daje mi klucz do pokoju.  Wracam po bagaż, otwieram drzwi. W środku więzienne łóżko. Pościel śmierdzi. Na ziemi leżą pety. Łazienka cała w błocie, toaleta w kupie. Z umywalki nie leci woda, ale są za to czyjeś stare i mocno zużyte bokserki. Urwany prysznic i brak ciepłej wody. Biorę zimny prysznic i idę spać. Rano budzę się o szóstej , o dziwo – wyspany. Wstaję, pakuję się i jadę dalej.

Dalej miejscowość Sinop. Śpię w małym gospodarstwie. Następny na trasie jest Trabzon nad morzem. Tu spędzam noc w garażu pełnym robactwa. Mijam Rize i dojeżdżam do granicy z Gruzją. Korek tirów Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja. zaczynał się już jakieś dziesięć kilometrów przed przejściem. Na szczęście, dla samochodów osobowych były oddzielne bramki. Tak czy inaczej, na przejściu granicznym spędzam prawie trzy godziny. Jestem zmuszony odpierać ataki wyłudzaczy, którzy za 40 euro chcą mi wszystko załatwić szybciej.

Mijam granicę. Nie wiem zupełnie co się dzieje.  Zagubiłem się w tym. Przejście turecko-gruzińskie mnie nokautuje! Oczywiście – standardowo – nikt nie mówi tu po angielsku. W końcu wjeżdżam do Gruzji. Tuż za Batumi skręcam i wjeżdżam na teren parku narodowego. Tam biorę kąpiel w rzece, robię obiad (mam jeszcze bułgarskie zupki chińskie). Pławię się w luksusie.

Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja

Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja

 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Gruzja

Pakuję się i jadę dalej. Dojeżdżam do Poti – portu nad Morzem Czarnym. Zatrzymuję się w małym hoteliku, płacąc 5 euro za pokój. Taniocha. To tylko połowa stawki za nocleg. Rano budzę się i zaskakuje mnie koszmarna pogoda. Wielka burza wisi nad miastem. Pioruny walą w słupy wysokiego napięcia jakieś trzydzieści metrów ode mnie. Nikt  się tym nie przejmuje. Ja sikam prawie ze strachu. Godzina 17:00 – burza ciągle szaleje. Postanawiam zostać w Poti  jeszcze jedną noc. Teraz jest godzina 19:00 a nawałnica z piorunami ciągle trwa. Może do jutra się wypogodzi. Przynajmniej mam taką nadzieję, przecież  Abchazja czeka. Później w planie Osetia.

Docierając do Gruzji zakończyłem pierwszy etap mojej podróży. Teraz czas na drugi –  zwiedzanie części Azji i powrót w kierunku północno- centralnej Europy, do Danii.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Z żalem zawracam i jadę w kierunku Zugdidi. Ignoruję złośliwe uśmieszki Gruzinów z budki strażniczej. W Zugdidi, po profilaktycznym wymiocie dla zdrowia (:-),decyduję się  jechać do Mestii – stolicy Swanetii. Na mapie droga wydawała się ok. Wiele osób polecało mi Mestię. Czemu nie?! Skoro nie mogę wjechać do Abchazji, to może najwyżej położona część Gruzji będzie dobrym pomysłem na przygodę. Pierwszy odcinek drogi pokonuję bez problemu. Jest kręty ale da się go przejechać. Dojechałem do gospody, gdzie chciałem zjeść obiad i pojechać dalej. Niestety moje plany pokrzyżowała gruzińska gościna…

Pstrąg po gruzińsku

Maro – pracownik gospody zaprasza mnie na zaplecze kuchni. Pokazuje mi jezioro, którego nie widać z drogi a szkoda. Robi niesamowite wrażenie. Góry łączą się, a zagłębienie między nimi wypełnione jest błękitną wodą. Chwilę później Maro przynosi mi z dumną miną tacę z „farelami”. Pytam go, (już nieco lepiej idzie mi po rosyjsku) czy pokaże mi gdzie je złapał. Z uśmiechem na twarzy odpowiada, że jeśli się z nim napiję jego wódki to pokaże! Odmawiam początkowo, zasłaniając się  motocyklem ale Maro wskazuje sugestywnie na łóżko. Wiedziałem już wtedy, że decyzja zapadła. Wypiliśmy po dwa kieliszki. Maro dokończył robotę, ja wypiłem herbatę, spakowałem wędki (patyki z nitką i haczykiem z drutu) i wyruszyliśmy. Szliśmy przez las. Ścieżka wiodła ciągle w dół, po kamieniach i strumieniach. Zszokowało mnie spotkanie ze starą kobietą z drewnem na plecach. Chyba mieszkała sama w lesie. Nie wiem, bo Maro skwitował moje przemyślenia lakonicznym „nie ważne”.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Tak pierwszy raz próbowałem łowić gruzińskie pstrągi. 

 Kaukaskie bezdroża

Następnego dnia, po wyprawie na ryby czekała mnie droga do Mestii. W pewnym momencie górska droga, którą jechałem przyblokowała się. Zadziwiło mnie to. Korek w górach? Na takiej trasie??? O co tu chodzi? Okazało się,  że na drodze przewróciła się cysterna z paliwem. Podobno leżała tak dwa dni. W momencie kiedy ja dojechałem, akurat przyjechał dźwig. Po godzinie droga była już przejezdna.  Szczęście mnie jeszcze nie opuściło.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

 Nim dochodzimy do „miejsca spoczynku” spotykamy kolejną polską parę. Jeśli ktoś chce uciec od Polaków, to Gruzja nie jest odpowiednim  miejscem.  Prawdziwa inwazja polskości…

Podjąłem decyzję. Mimo wielu ostrzeżeń, zdecydowałem się na przeprawę trasą Mestia –  Ushguli – Lentekhii. Na mapie to cienka biała niteczka, ścieżka raczej niż droga. Mieszkańcy Mestii twierdzili – może dla żartu, że droga jest jak najbardziej przejezdna. Mimo, że nie jest asfaltowa można się nią przemieszczać bez problemu. Wyjechałem. Po 600 metrach droga do Lentekhi zaczyna przypominać ścieżkę. Tylko kamienie, piach i błoto. Już wtedy mi się to nie spodobało. Źle się czuję na takich drogach. A nie wiedziałem jeszcze co czeka mnie dalej…

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Spytałem miejscowych gdzie można kupić benzynę. Kiedy w odpowiedzi usłyszałem enigmatyczne „nigdzie” trochę się zaniepokoiłem. Okazało się, że mam do przejechania jakieś osiemdziesiąt lub dziewięćdziesiąt kilometrów a nie tak jak mi mówili wcześniej trzydzieści. Pięćdziesiąt kilometrów robi cholerną różnicę… !!! Na trasie nie ma żadnych wiosek, żadnych ludzi. Totalne górskie pustkowie. Bezludzie. Samochód jeździ tamtędy raz na trzy lub cztery dni. Ta informacja sprawiła, że znów trochę zmiękłem.

Wypytałem kilka osób o dalszą drogę. Każdy odpowiadał to samo – nieprzejezdna a na pewno nie po deszczu. Ale ja, jak ten kretyn i tak nią pojechałem. Pierwszy podjazd już mnie zaniepokoił. Było tak stromo, że przednie koło traciło przyczepność. Tu już nie było kamieni. Zamieniły się  w wielkie głazy wystające z ziemi. Zjazd po obsuwającym się gruncie…to chyba nie jest dobry pomysł. Dookoła wysokie góry, których stoki pokrywa bajecznie zielona trawa. Poza tym nic więcej

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Minąłem lodowiec. Zgarnąłem trochę śniegu w środku lata, wtarłem w gębę dla ochłody i pojechałem dalej. Zjeżdżając z lodowca zauważyłem, że droga przestała być nagle  drogą i przemieniła się w rzekę. Przeprawiałem się przez tą drogę-rzekę około dziesięć kilometrów. Potem ni z tego, ni z owego spod wody wyłoniła się droga. Nie wiedząc czy to ta właściwa, wjechałem na nią uszczęśliwiony. Po prawej miałem strome zbocze do góry. Po lewej strome zbocze w dół. Jak spadnę w dół, to już tam pewnie zostanę…

Pierwszy raz poczułem się naprawdę sam. Jeśli coś się stanie, to nikt mi nie pomoże. Mogę liczyć tylko na siebie. Zjechałem trochę niżej, wjechałem w las. To już nie była droga a trzydziestokilometrowy odcinek błota sięgającego do pół łydki. Częściej pchałem motocykl niż jechałem. Droga kilka razy gubiła się w prywatnej posesji.  Żeby wejść na teren jednej z nich musiałem przekupić chlebem psa pilnującego obejścia. 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Nie mogłem przecież zawrócić. Miałem plany. Trwała wyprawa.

Ominięcie głazowiska zajęło mi trochę czasu. Najważniejsze, że jadę dalej.  Znów błoto i kałuże niczym  małe jeziorka.

Kilka razy czułem się bezsilny i strasznie zmęczony. Motocykl zakopywał się co rusz. Musiałem szukać kamieni, podkładać pod koła, jechać dalej i tak w kółko. W końcu wyjechałem z tych kamieniołomów. Gdy trafiłem na asfalt miałem ochotę go pocałować i dziękować, że jest właśnie tu, a nie pięć kilometrów dalej. Kiedy spojrzałem na zegarek okazało się, że jechałem  dziesięć długich godzin. Dziesięć godzin zajęło mi przejechanie 85 kilometrów??? To było długie dziesięć godzin mordęgi. Pierwsze co pomyślałem –„ ja to jednak jestem gość”. Mam jaja. Pytam kogoś o nocleg i dostaję go bez problemu.  Zostaję dwa dni.

.

Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja


 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Tibilisi, Armenia

Kolejnego dnia pokonuję drogę do Tbilisi. Bez szału. Nagle asfalt wydał mi się strasznie nudny a jeszcze dwa dni temu go całowałem. Dojechałem do stolicy. Znalazłem hostel za grosze. Pełno tu Polaków. Szybkie wyjście na miasto, piwo i sen. Następny dzień mija bez większych przygód: poranny spacer po mieście, senne popołudnie i wieczorny rajd po okolicy. I dziesiątki zimnych kaw. Temperatura w Tbilisi to chyba jakieś 5000 stopni. To zbyt dużo dla człowieka z północy.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Przepiękna trasa. Mijam góry o żółto-złotawym zabarwieniu. Na stokach widać głazy o fantystycznych kształtach. Widok jak z innej planety. Nagle sceneria się zmienia. Przed oczami mam obdrapane domy i fabryki rodem z filmu „Mad Max”. Mijam jezioro Sevan – wizytówkę Armenii i dojeżdżam do Martuni. Na wstępie zaczynam rozglądać się za noclegiem. Każdy mówi „Hotel, hotel” ale mnie przecież nie bardzo stać na ten luksusowy przybytek. Zwłaszcza, że Gruzja i Armenia dysponują najdroższymi hotelami, jakie do tej pory widziałem.

Budka z piwem, nocleg i melanż

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Gość nagle podchodzi do mnie. Staje dosłownie kilka centymetrów przede mną. Prawie mnie dotyka. Na twarzy czuję jego oddech. Przymyka jedno oko, drugie jest nieruchome. Wygląda jak sowa.  Wystawia język i patrzy na mnie. Ja patrzę na niego i czekam. Nie wiem teraz, czy bardziej mnie zdziwił czy przestraszył ale zamarłem wtedy w totalnym bezruchu.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Przed odjazdem widzę jak jakiś człowiek wiąże owcę i wrzuca ją do bagażnika. Dziwny widok.   Ale takie jest tu życie. Wsiadam na motocykl, jadę czterysta metrów i parkuję za białą ładą w garażu. Gospodarz-oprych zaprasza mnie do domu. Wchodzę i nie bardzo wierzę swoim oczom. Dom to cztery brudne ściany. Toaleta to kubeł za firanką. Oświetlenie udaje goła żarówka wisząca na kablu. Kuchenka to mała butla. Lodówka i kuchenka też są ale nie wiem czy działają.

Dostałem jedzonko –  ugotowany ryż z kawałkiem mięsa. Ciężko to przełknąć ale staram się. Nie wiem czy  z grzeczności, czy ze strachu. Jem i się uśmiecham. To dobra strategia. Po chwili zaczyna mi smakować. Zacząłem chyba odczuwać głód…

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Zrozumiałem, że pozwoliłem sobie na zbyt dużo i wsiadając do auta popełniłem błąd. Było już niestety za późno. Siedziałem w tym szambie po same uszy i jak na razie nie miałem możliwości odwrotu. Dojechaliśmy w końcu na jakiś festyn i do naszej ekipy dołączyło jeszcze kilka osób. Do domu wracaliśmy okrężną drogą ze zgaszonymi światłami. Wlekliśmy się czterdzieści na godzinę za dwoma szesnastolatkami, które też wracały z zabawy. Co chwilę któryś z pasażerów mówił coś w stylu „ale bym poruchał”. Po powrocie na metę ten tekst pada jeszcze z trzydzieści razy, chyba  jako lek na niezręczną ciszę.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Wypiliśmy trochę miedviediówki i wskazano mi łóżko, na którym miałem spędzić noc. W nocy budziły mnie kilka razy odgłosy awantury. Bez wątpienia słyszałem jak gospodarz kilka razy uderzył żonę. Teraz mam wyrzuty sumienia, że nie wstałem. Ale czy miałem prawo się mieszać do ich spraw? Jestem tu tylko przejazdem.

Rano śniadanie – pita, ormiański chleb. I dalej w drogę. Dojechałem do klasztoru Tatew. Co za miejsce! Majestatyczny klasztor jest malowniczo położony na skalistych zboczach ogromnego wąwozu.  Miałem w planie spędzić tu noc ale nie zdecydowałem się. To totalne odludzie. Byłoby mi chyba nieswojo. Zawróciłem więc w stronę Erewania. Tam znalazłem hostel i wybrałem się na spacer. Nawet nie wiem kiedy tego wieczoru odleciałem do krainy Morfeusza…

Następnego dnia spacer po stolicy. Erewań mnie zaskoczył… To piękne, duże, czyste i tętniące życiem miasto! Taka trochę Warszawa…

Jezydzi – życie w namiocie

Dwie ulice dalej znów slumsy i rozpadające się domy. Miasto sprzeczności – jak wiele metropolii w Europie. Zrobiłem kilka zdjęć, pogadałem z kilkoma osobami, mój rosyjski jest już na „poziomie komunikatywnym”.  Ruszam znowu w drogę. Trasa prowadzi na Aragac. Aragac to góra z czterema wierzchołkami i wygasły wulkan. Myślałem, że droga na szczyt będzie przypominała trasę „Mestia- Lentekhi”. Niestety pomyliłem się. Droga jest wyłożona asfaltem do samego szczytu. Na górze – restauracja, hotel i turyści. Głodny usiadłem sobie z boku nad jeziorem i zacząłem gotować.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Jak sie potem okazało, Jezydzi to naród bez własnej ziemi ale z własnym językiem i historią. Wierzą w słońce. Lato spędzają w górach mieszkając w namiotach, na zimę wracają do miasta. Niektórzy z nich posiadają własny dom, inni nie.

Jezydzi ugościli mnie po królewsku. Najpierw serwowali owoce, potem wyrabiane przez siebie wino.  Opowiedzieli mi o historii swojego narodu a na końcu przedstawili mnie całej wiosce. Ten dzień był istną sielanką. Grałem z dziećmi w piłkę, doiłem krowy i zaganiałem je do obory na wieczór. Zostałem pasterzem!!!

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Armenia.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Polacy na drodze i głupoty w Gruzji

Robię sobie przerwę. Słyszę jak po drodze jadą motocykle. Wyskakuję z pobocza, gwiżdżę i macham rękoma jak szaleniec. Zauważyli mnie i zatrzymują się. Najpierw zawraca jeden, zaraz po nim cała reszta. To Polacy. Przybijamy piątki i wymieniamy standardowo informacje czyli „kto, gdzie i kiedy”.  Dołączam do nich. Znowu mam okazję porozmawiać w ojczystym języku.  Razem jedziemy do Wardzii – skalnego miasta, gdzie od XI wieku wciąż mieszkają mnisi. Wieczorem biwakujemy niedaleko skalnego miasta. Palimy ognisko, pijemy wiśniówkę i gadamy do późna. Rano podejmuję decyzję. Jadę z nimi do środkowej Gruzji. Postanawiam spędzić trochę czasu z tą przypadkowo napotkaną ekipą. Wydaje mi się, że dużo nas łączy. 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Po jakimś czasie naszą uwagę przykuła stara czerwona łada jeżdżąca bez świateł po głównej drodze.. Miejscowy drifter jeździł bez butów i był kompletnie zamroczony. Po pewnym czasie zatrzymał się obok nas, pogadaliśmy, popiliśmy. Z ust Dziadka padło pytanie: „Mogę poprowadzić???”. Kierowca łady zgodził się, aczkolwiek niechętnie.  Dziadek wsiadł do auta pewny siebie i z obleśnym uśmiechem na ustach. Chyba chciał dać czadu. A tu wtopa. Zgasł mu samochód.

Kierowca usadził nas z tyłu a jego kolega pchał biedną ładzinę z nami w środku. Odpaliła w końcu. Nim się obejrzałem, siedziałem w rozpadającym się samochodzie, jadącym bez świateł sto czterdzieści na godzinę po koszmarnych zakrętach. Że nie wspomnę o pijanym w sztok gościu za kierownicą…. W pewnym momencie zapiąłem pasy. Zrobiłem to raczej dla komfortu psychicznego niż ze względu na  bezpieczeństwo. Nie pamiętam dokładnie jak to się stało ale po jakimś czasie kierowca bezpiecznie  odstawił nas pod altankę. Mi ciągle było mało. W marę jedzenia apetyt rośnie. Byłem głodny adrenaliny. Dopchałem się więc do kierownicy. Usiadłem i ruszyłem na pełnym gazie. Chciałem zmienić bieg ale…  skrzynia biegów nie działała!!!. Nic nie mogłem zrobić. Te cholerne biegi nie wskakiwały po prostu.  Właściciel uratował sytuację i zachował zimną krew. Gość nagle schylił się,  jedną ręką wcisnął sprzęgło, drugą wrzucił  trzeci (chyba !) bieg. Kierownica była obrócona względem kół o jakieś dziewięćdziesiąt stopni, więc prowadzenie auta było dużo trudniejsze niż myślałem. Zawróciłem i po kilku minutach znowu siedzieliśmy na ławce pod  altanką. Z sercem w gardle wypiłem kieliszek wódki…

To najgłupsza rzecz, jaką w życiu  zrobiłem.  Gorzej już chyba być nie mogło! Jeszcze długo siedzieliśmy  pod altanką. To był ciekawy wieczór. Tyle emocji….

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Gruzja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Gruzja.

Benek i Dziadek postanowili definitywnie odłączyć się od swojej grupy „szutrowców” i dalej przez Turcję jechać ze mną. Zadecydowaliśmy wspólnie, że będziemy jechać trasą, którą zaplanowałem sobie wcześniej. Mieliśmy się rozstać dopiero w Stambule. Ja miałem w planie Grecję, Dziadek i Benek  – powrót do Polski.

Dookoła na dwóch kołach - Armenia  Dookoła na dwóch kołach  Dookoła na dwóch kołach  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja  Dookoła na dwóch kołach - Gruzja

.


 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Turcja

 Pierwszego dnia przejechaliśmy granicę gruzińsko – turecką i… zaczęło się. Ściemniało się już a my byliśmy ciągle w górach, z dala od cywilizacji.  Nie mamy gdzie spać, droga też pozostawia wiele do życzenia. Postanawiam szukać miejsca na nocleg. Pytam chłopaków o zdanie. Na moje sugestywne „Śpimy tu, czy jedziemy dalej?” otrzymuję pokrętną odpowiedź. Co jest grane? Dziadek – ten, który opuścił swoich kolegów bo za dużo kilometrów robili – chce jechać dalej. Zaczynam się gubić… Wybucha mała awantura i dochodzi do krótkiej wymiany zdań. Moi towarzysze podróży zarzucają mi, że robimy za krótkie przejazdy dzienne. Dziś zrobiliśmy na przykład sześćset kilometrów. A myślałem, że to kobiety są zmienne….

Znajdujemy jakiś hostel. Nocleg  kosztował nas jakieś 15 lirów (27 zł). Rano iście wojskowa  pobudka.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Dojeżdżamy do Tatvan – położone na zachodnim brzegu jeziora Van miasteczko, które nie stanowi samo w sobie większej atrakcji turystycznej.  Miasteczko może natomiast służyć jako punkt wypadowy do odwiedzenia góry Nemrut. Ściemnia się szybko. Pytam chłopaków co z noclegiem.  Ja po nocy nie chcę jechać. Boję się. Benek mnie ignoruje. Nie pokazuję po sobie jak bardzo zaczyna mnie denerwować zachowanie moich współtowarzyszy. Nie odzywam się słowem ale mam już  dość tej niezręcznej sytuacji. Benek i Dziadek zrobili się wyjątkowo upierdliwi.  Najpierw obydwaj psioczyli na ciągłe i nieustające  „klepanie kilometrów” a teraz odwrócili kota ogonem. Widzę, że to właśnie chłopaki „offroadowcy” byli tymi, którzy chcieli naprawdę podróżować i czerpać radość z podróży. Wyrażenie „stukać kilometry” nagle stało się pustym frazesem…  Chyba mam już dość tej trującej jazdy… Jakie to dziwne, że błędy dostrzegamy zawsze dopiero po czasie…

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Tatvan to miasto należące do obszaru kurdyjskiego, gdzie toczy się regularna wojna z Turcją. Pełno tu  czołgów, opancerzonych wozów policyjnych, żołnierzy z karabinami. Taka mała namiastka wojny w cywilizowanym świecie….

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Kryzys i pomoc Włochów

W Kayseri – w miasteczku położonym w środkowej Turcji – dopadł mnie kryzys. Posypałem się. Czułem się strasznie samotny. Brakowało mi mojej dziewczyny, znajomych, kontaktu z ludźmi. Przespałem się w parku i rano ruszyłem dalej na południe w kierunku Mersin. Im więcej myślałem o domu, tym było gorzej. Musiałem się zatracić w podróży. Zapomnieć o wszystkim… Jechałem więc dalej w kierunku Silifke – miasteczka położonego na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Tu poznałem parę Włochów – Albero i Annę. Oboje byli nauczycielami.  Podróżowali po zachodniej części Turcji, przez Grecję do Włoch. Przyłączyłem się do nich. Potrzebowałem towarzystwa.  Pojechaliśmy za Antalię, do małego miasteczka, w którym z ziemi wydobywały się gazy zapalające się od kontaktu z powietrzem.

Wieczór spędziliśmy bardzo miło,  śmiejąc się i rozmawiając o niczym.  Czułem się dobrze w ich towarzystwie – zupełnie jakby mieli po dwadzieścia lat. Bariera wiekowa nie istniała…

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Po nocy przespanej na kampingu zjedliśmy śniadanie.  Udało nam się nawet upitrasić budyń. Całe to spotkanie i poranny budyń poprawiły moje samopoczucie. Dojechaliśmy razem do głównej drogi, gdzie po wymianie adresów, numerów i obustronnych zaproszeń rozstaliśmy się.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Ja pojechałem dalej, przez przepiękne lazurowe wybrzeża w kierunku Izmiru. Tam zaliczyłem  nocleg w parku pod chmurką i rano wyruszyłem w dalszą w drogę. Przybyłem do miasta króla Priama. Troja zwana inaczej Ilionem – rozczarowała mnie! Nie tego się spodziewałem! Zastałem tu tylko kilka kamieni. Wejściówka kosztowała mnie 30 lirów!
Z Troji ruszyłem wzdłuż wybrzeża do Stambułu. Po drodze spotkałem parę Turków, którzy powiedzieli mi o tańszym i szybszym sposobie transportu – promie z Badmiry. Standardowa wymiana adresów, zaproszeń, uśmiechów. Do kompletu dorzucam kilka zdjęć i w drogę. Dojechałem do Badmiry. Tam spotykam znajomych poznanej pary na KTM 990 (pierwsi Turcy, którzy nie jeździli w klapkach i czapeczkach z daszkiem na motocyklu). Zabrali mnie z promu i po dopłynięciu do portu odprowadzili pod wskazany adres. Mieszkał tu mój znajomy – Moe, którego poznałem poprzednim razem. Wykorzystuję miejscówkę i robię pranie.  Porządny nocleg i odpoczynek dobrze mi robią. Zostaję na  jeszcze jedną noc. Gosia – znajoma,  u której spałem poprzednim razem, robi  imprezę na  nowym mieszkaniu.  Na imprezie pojawiłem się oczywiście ale bylem tak zmęczony,  że nic nie piłem i poszedłem spać o 23:00.  Zasnąłem nawet nie wiem kiedy.  Rano wracam do Moe po swoje rzeczy. Pakuję się, jem śniadanie, żegnam, zabieram dobre wspomnienia i jadę dalej.

Kierunek – Silivri.  Przeprawa na cwaniaka czy może raczej na żebraka przez autostradę czyli „wpuść mnie pan, bo nie mam kasy”.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Kurwy, fucki i yarraki – wypadek w Silivri, Burger King  przychodzi z pomocą

Jechałem do Silivri, miasta w prowincji Stambuł. Tam szukałem właściwej drogi do Takirdag.  Nagle zobaczyłem tuż przed sobą biały samochód dostawczy. Wyskoczył jakby spod ziemi a może to ja się zagapiłem. Nie zdążyłem wyhamować, a on się niezdara nie zmieścił przede mną. Skurwysyn wyjechał  mi z drogi  podporządkowanej. Zdążyłem tylko zablokować tylne koło, obrócić motocykl lekko bokiem, żeby nie uderzyć w niego centralnie przodem.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Powiedział, że  mogę je (części)  po prostu wziąć. Stwierdził, że mnie się teraz bardziej przydadzą niż jemu. 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Turcja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Turcja.

Onur zaprosił mnie do siebie do domu.  Opowiedział o swoim wypadku, który miał rok wcześniej.  Jechał wtedy na GSX-R 750 (18 lat chłopak!!). Stwierdził, że od momentu tego wypadku przestał być głupim, nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym motocyklistą. Zaczął dbać o bezpieczeństwo. Niestety prawdziwe zęby to już przeszłość…

Onur uparł się, że muszę zrobić pranie. Potem pojechaliśmy na imprezę. Impreza była oczywiście bezalkoholowa bo trwał Ramadan. Ale i tak było  miło i przyjemnie. Następnego dnia śniadanie (w BK oczywiście) i wizyta na policji. Orzeczenie,  którego zupełnie nie kumałem brzmiało dość idiotycznie.  Gość popełnił mianowicie osiem wykroczeń i miał we krwi 0.03 promila. Ja miałem czyste konto. Drugie śniadanie zjadłem oczywiście w Burger Kingu, spakowałem się i ruszyłem w drogę.

Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja

Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja  Dookoła na dwóch kołach - Turcja

 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Grecja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Grecja.

Dość sprawnie przekraczam granicę z Grecją. Kierunek – Saloniki. Po drodze kolejni, nowi znajomi. Zatrzymałem się na papierosa, a po chwili zatrzymało się koło mnie dwóch innych motocyklistów. Pogadaliśmy i kilka kilometrów przejechaliśmy razem. Rozstaliśmy się na stacji benzynowej. Oni pojechali a ja mam znowu problem. Mojej karty nie przyjmuje terminal, a benzyna zatankowana do pełna, za całe 18 euro. Na stacji pełna olewka. Nikt nie wie jak mi pomóc.  Pracownicy przestali się interesować moim problemem. Karty oddać mi nie chcieli. Nagle jakiś gość zaproponował,  że zapłaci za mnie jeśli oddam mu pełną kwotę w Salonikach. Trzeba przyznać, że gość ma wiarę w ludzi. 

Przyjąłem oczywiście tę propozycję.  Pojechałem za nim. Na miejscu wskazał mi bankomat, z którego pobrałem pieniądze. Pogadaliśmy trochę i  okazało się, że też podróżuje motocyklem. Gdy dowiedział się, że nie mam gdzie spać a hotel kosztuje 50 euro daje mi klucze do mieszkania. Mogę spędzić w tym lokalu jedną noc. Dobre i to.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Grecja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Grecja.

Dziś czekam na ważny e-mail z kopią ubezpieczenia motocykla, które (wstyd wstyd wstyd!) gdzieś zgubiłem. Jak dostanę, to wydrukuję, schowam na dnie kufra i jadę dalej.

Kierunek – Albania, Czarnogóra, Chorwacja, Słowenia, Niemcy. W Niemczech planuję spędzić jakiś czas w Berlinie. Potem zaplanowałem wizytę w warsztacie w  Nowym Tomyślu. Mam nadzieję na konkretny serwis i przegląd  motocykla.

Przykry koniec

 

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Grecja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Grecja.

W Berlinie pozwalam sobie na kilkudniowy odpoczynek i tnę na Nowy Tomyśl. Po drodze, jeszcze w Salonikach, dostaję informację, że firma  iTechnologie (mój główny sponsor) chce wycofać się ze współpracy. Już dawno skończyły mi się pieniądze. Dojeżdżam do Polski. W Nowym Tomyślu zostawiam motocykl do przeglądu i jadę na spotkanie ze sponsorem. Dowiaduję się, że wyprawa nie przynosi zysków. Podobno nikt nie kupuje firmowych produktów, pomimo reklamy na facebooku. Gość twierdzi w dodatku, że moje zdjęcia są nic nie warte. Podobno pokazują motocykl jedynie od tyłu. Dotychczas wyprawa kosztowała ich grube miliony a mogli wydać je inaczej. Bardziej zyskownie.  Kilka dni później Przemysław Króliszewski uznaje, że pozostawienie strony o wyprawie w internecie też mu się nie opłaca. Kasuje stronę razem z moimi tekstami, zdjęciami i filmami. Rości sobie prawa do moich zdjęć i tekstów na podstawie (jak później się okazało) niezgodnej z prawem umowy.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach - Grecja.

Wprawa motocyklowa. Dookoła na dwóch kołach – Grecja.

Epilog

Cała wyprawa zakończyła się dość nagle i w dość, moim zdaniem nieuczciwy sposób. Sponsor zostawił mnie bez pieniędzy już w Salonikach, w Grecji. Fakt faktem, otrzymałem olbrzymią pomoc ze strony p. Norberta Gańczarka- Rał, p. Pawelca (Yamaha Nowy Tomyśl) oraz firmy Zamkon.  Firmie iTechnologie też dziękuje. Bez nich ta wyprawa na pewno by się nie odbyła. Mogłaby jednak trwac nadal… Cóż, szkoda, że skończyła się w taki sposób…

Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli i którzy śledzili moje losy.
Jak widać, jeśli się odpowiednio mocno czegoś pragnie to można to zdobyć. Wszystko zależy tak naprawdę od Was! Wyjdźcie z domu i walczcie!

Keep fighting
Maciek

Dziennik z podróży na forum >>>

Tekst: Maciej Grzelak

Korekta: Tamara Głaz

Na zakończenie tej opowieści dodamy jeden fakt. Patroni medialni tego wyjazdu nie byli zainteresowani umieszczeniem relacji Maćka. My podjęliśmy się tego wysiłku. Dziękujemy Tamarze za zaangażowanie i spędzony czas na wprowadzenie sporych zmian w tekście, które przyczniły się do tego, że czyta się go doskonale.


 

Galeria zdjęć >>>

23/01/2012

O autorze

Glazio


Dodaj komentarz

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

Redakcja
Radiator - Turystyka Motocyklowa
E: kontakt@radiator-mototurystyka.pl
W: www.radiator-mototurystyka.pl