Nowinki motocyklowe, Wyprawy, Wyprawy motocyklowe

Sah-ar – morze niczego

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Plan był ambitny, pojechać daleko na południe Algierii, za zwrotnik raka i zobaczyć najlepszą Saharę jaką oferuje Algieria. Jaką oferuje Afryka.

Afryka to kontynent totalnie nieprzewidywalny i trzeba być elastycznym oraz cierpliwym żeby tutaj się odnaleźć. Nie każdy biały jest w tym dobry. Tym co się gorączkują, chcą coś szybko załatwić to po dwóch dniach przechodzi siła, poddają się i zaczynają płynąć z prądem zanurzeni w afrykańskiej czasoprzestrzeni.

Już nie pytają dlaczego stoimy tu 4 godziny skoro 500 metrow dalej staliśmy 3 godziny, a przecież przyjechała żandarmeria i mówiła żeby jechać, a teraz oni siedzą a my nie jedziemy?

 

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Na niebiesko planowane trasy, na czerwono trasa przejechana.

To są pytania bez odpowiedzi i w ogóle ich zadawanie jest nie na miejscu, bo wszyscy miejscowi, którym się je zada będą mieli szerokie oczy ze zdziwienia „ale po co on się pyta o to? Przecież tu tak jest „insz Allah”
No właśnie, tu tak jest.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Żandarmeria, terroryści, piasek, wielbłądy, arabowie, biurokracja, śmiecie, porwania, rafinerie, w nocy ziąb, w południe ciepło, do południa ręce odmarzają na motocyklu…. zmięknie każdy … albo zastanie zmielony na drobny piaseczek jak się będzie stawiał.

 

Było nas jedenaście osób, sześć motocykli, dwa samochody.
W Tunezji w wyniku awarii uszczelki pod głowicą opuścił nas maluch. Był reanimowany dwa razy.
Drugi raz zszedł cichutko na poboczu drogi w jakiejś zapyziałej tunezyjskiej wiosce. Amen.
Kto nie maszeruje ten zdycha.

 

Maluch został u lokalnego mechanika, który miał wyciąć uszczelkę pod głowicę z sukienki swojej starej. Wyciął. Na powrocie z Algierii zabraliśmy go. Okazało się, że uszczelka była tak samo dobra jak jego stara (a ta nie była rewelacyjna).

 

Kierowcę malucha zapłakanego i umorusanego smarem zapchaliśmy do niezawodnej toyoty hilux.

 

Granica tunezyjsko algierska to skrzyżowanie wiejskiego dworca pks posterunkiem policji.
Luz. Jakieś kwity po francusku, jakieś stemple, jakieś ubezpieczenia i jak nam się wydaje, że pojedziemy dalej to w błędzie jesteśmy.

 

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

 

Żandarmeria ma na ten temat inne zdanie.
A namioty sobie możemy postawić o tu, w tej piaskownicy.

 

W nocy się okazuje, że dwa śpiwory na głowę to byłby dobry pomysł. Ziąb !

 

W Algierii od dziesięciu lat jest obowiązek posiadania przewodnika z lokalnego biura podróży.
Biur jest duży wybór ale nawiązanie jakiegoś kontaktu w przyzwoitym czasie nie jest łatwe. Albo nie odbierają maili bo są na pustyni albo akurat nie ma menadżera albo sorry byliśmy poza biurem dwa tygodnie.

 

Papiery z biura podroży z naszymi imionami, ojców, matek, zamieszkaniem, numerami pojazdów, ich kolorem, marką, typem, rodzajem paliwa wędrują do algierskiego ministerstwa spraw turystyki gdzie leżakują. I oni dopiero wydają werdykt pozytywny lub nie. Potem już tylko z górki. Trzeba znowu się do biura podróży dodzwonić żeby wysłali oficjalne, zatwierdzone zaproszenie do konsulatu w Warszawie, gdzie za opłatą dostaniemy wizy do paszportu.

 

Ciekawostką jest fakt, że wnioski składamy w ambasadzie w Warszawie z opisem gdzie jedziemy i czym. I tutaj jest strzał w kolano, jeśli się wpisze że motocyklem albo na południe.
Konsul nie lubi motocyklistów ani tych co podróżują na południe. Wnioski takie zalegają w ambasadzie a delikwent czeka nieświadomy miesiącami.
Konsul tłumaczy to tak że „wi tymi motoćiklami to jeździcie tam dzie nie ćieba i potem ćieba was śiukać abo gonić, a ja śćie mieć śpokój! Nie bedzie mi tu potem miniśter dźwonił cio to za glupa zagrzęźła w piasku w źiabronionym terenie i kto dał im wiźi!’
Tyle w temacie.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Jak wjeżdżamy do Algierii akuratnie zostaje zaatakowana duża rafineria w miejscowości InAmenas. Dokładnie na naszej trasie. Nie ma mowy o jeździe w tym kierunku i poruszamy się asfaltami na południe do Tamanrasset. Na południe ale inną drogą.
Żandarmeria towarzyszy nam non stop odstawiając szopki w mieście bo jadą na sygnałach świetlnych nie zważając na ruch innych pojazdów czy na kolejki w stacjach paliw gdzie bez ceregieli wyrzucają lokalnych żebyśmy, my, mogli zatankować. A kolejki czasami są na kilkadziesiąt aut.
Hotele też obstawiają, pytając o której godzinie mają podjechać, jak jest hotel na uboczu to dostajemy miejscowa żandarmerię do towarzystwa. Śpią razem z nami. Każdy z kałasznikowem.
Na wszystkie pytania, „po co to?” odpowiadają że jest niebezpiecznie.

 

Poruszamy się asfaltami w kierunku południowym cały czas. Do momentu kiedy przed miejscowością ElMinea żandarmeria zjeżdża na pobocze i mówi że musimy zawrócić bo był telefon „z góry” że nie mogą nas do tej miejscowości wpuścić. A nie ma innej drogi na południe. Twierdzą, że są manifestacje lokalnej społeczności przeciw napływowi obcej ludności.

Korzystając z tego niespodziewanego postoju (raptem 45km od ElMinea) jeździmy
pierwszy raz po okolicznych wydmach.
W xr650 natychmiast zacina się linka gazu w pozycji full otwarta i tylne koło zakopuje się głęboko.
KTM jeździ po wydmach, super tenera tonie jak titanik i trzeba odkopywać bo nawet nie można ruszyć. Piasek jest tak drobny, że przednie koło zamiast po nim się przesuwać to pcha łachę piachu przed. Waga jest tutaj decydująca. Nie ilość koni tylko waga. KTM tonie również za chwilę i razem z nim KLR i XT … Reszta nawet nie próbuje zjeżdżać.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Wracamy asfaltami do najbliższego większego posterunku żandarmerii gdzie rozbijamy namioty.
Dokładnie naprzeciwko, żeby nas na oku mieli. Co nie oznacza, że nie dało się komuś zajumać dwóch ekspanderów w nocy…

Całą noc jeżdżą ciężarówki i są zawracane z powrotem bo droga jest nie przejezdna.
Rano składamy namioty pewni, że będziemy jechać, ujeżdżamy 500m do posterunków, a tam mówią, że boss z Algieru dopiero jedzie pogadać z ludźmi blokującymi drogę w ElMinea.

Cały dzień spędzamy leżąc na chodniku przed koszarami i jeżdżąc po pobliskim terenie w poszukiwaniu alkoholu. Ale jest tylko czerwone wino bardzo podle i bardzo drogie, kupowane z pobliskiej mety bo oficjalnie nie ma.


 

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Pustynia tutaj jest twarda i kamienista, można się mocno rozpędzić ale równie mocno można przywalić w duże ostre kamienie jak się ich w porę nie ominie, a kamieni tu jak w kamieniołomie.
Testujemy zdolności terenowe hiluxsa atakując wydmy usypane wokół kamiennych gór. Wracamy na flaku z rozciętą oponą.
Chłopaki puszczają się w trójkę pośmigać po horyzont i szybka nauka. Z daleka górki wszystkie takie same, ale tej drogi tu nie było.. i że niby którędy do domu? Ile motocykli tyle kierunków pokazanych.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Fart, że nie zaczęło dmuchać piaskiem bo by były poważne problemy z trafieniem z powrotem. (i tak już nas żandarmeria szukała).
Odległości są to tak olbrzymie, że się gubi punkty orientacyjne w czystym słońcu a co dopiero w burzy.

Robimy szybkie crash testy super tenery, powtórzone dla pewności parę razy, szybki test na zakopanie transalpa oraz test zawieszenia przy ataku na nagłe wydmy i głazy (test negatywny).
KTM rulez.
Ale tylko wtedy kiedy nie ma xr650r w pobliżu. Na xr można mocno pojeździć, zawias przyjmuje wszystkie uderzenia a moment wyciąga motocykl z piasku. To jest dobre miejsce dla tego desert racera. 130 kg to aż 100kg mniej niż super tenera i transalp/ i 30kg mniej niż KTM.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Noc spędzamy znowu pod okiem żandarmów i dopiero w nocy się okazuje, że droga jest przejezdna.
Za ElMinea mamy się kierować do InSalah (500km) gdzie jest biuro naszego przewodnika i gdzie już jest gotowana kolacja i spanie dla nas. Taka powitalna biba u niego w domu.
Ale rzeczy na południu jeszcze bardziej się komplikują i nie możemy nawet do InSalah dojechać, a to jest dopiero połowa naszej trasy. Od InSalah mamy do Tamanrasset jechać 800km przez 3-4 dni przez piasek, bez żadnego asfaltu.
Ale nie możemy jechać. Kolacja idzie do kosza.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Ostatnią deską ratunku jest oaza Timimoun (500km) na granicy Wielkiego Ergu. Duża miejscowość i znana turystycznie.
Dojazd zajmuje nam cały dzień.
W nocy temperatura spada do 6stopni a do południa jest około 12-14stopni. Niesamowity ziąb.
Każdy ubiera co ma, swetry, polary, koszulki podwójnie rękawice czy czapki na głowę.
Po południu jest około 20 stopni ale dotrwać do tej temperatury nie jest łatwo.

Cały czas pędzimy asfaltami do Timimoun mając nadzieję, że może ominiemy łukiem erg i dojedziemy do Reggane i potem InSalah.
Na każdym postoju dwa auta żandarmerii rozjeżdżają się na boki i stają w odległości około 200m a żołnierze idą na pobliskie górki z lornetkami. Trzecie auto cały czas się trzyma koło nas.
Goście podchodzą do tego mocno poważnie.

Jakiś czas towarzyszy nam opancerzony nissan patrol. Kuloodporne szyby, blachy, zbiornik.
Kawał czołgu.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Timimoun wygląda super, czerwone budynki, całkowicie inna architektura, taki dotyk z głębi Sahary.

Lokujemy się w hotelu z którego mamy wspaniały widok na morze wydm Grand Ergu, na które będziemy jutro wjeżdżać.
Śpimy w pokojach po kilka osób, łazienki na korytarzu, jadalnia jest wspólna. Wszystko bardzo ładnie urządzona. Ale jesteśmy prawie jednymi gośćmi, nie ma jeszcze sezonu. Jest za zimno.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Sądny dzień zaczyna się pięknym porankiem i stwierdzeniem żandarmów, że pojechać sobie możemy tu, tu i tu. Dobra, ale to asfalty a wydmy są tam! Nie. Rząd zabronił wjazdu na pustynię grupom turystów i kropka. Rozkazy z góry. Mają nas w piaski głęboko nie puszczać.
Przewodnika naszego trafia szlag, mówi że prowadzi grupy od 25 lat, przez Algierię, Mauretanię, Niger, Mali i taka szopa to pierwszy raz w jego życiu!
Jest Tuaregiem, twardy facet. Nie wiem gdzie śpi ani jak ale nie widzę ani śpiworów ani jakichś grubszych ciuchów.
Po kolejnej kłótni z żandarmami mówi, że na południu to by była inna gadka, w pysk w pysk i nożykiem po gardziołku zig zig!. I nie było by ani żandarmów ani problemów.

Tuaregowie uważają się za wojowników i nikt nie ma prawa im rozkazywać a żandarmeria jest rządowa i ma inne zdanie na ten temat. Ale to jest sprawa, która się w Algierii toczy od dziesiątków lat. I żandarmeria na południu w nocy nie śmiga poza koszarami.


 

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Udaje nam się wynegocjować trasę prawie dookoła miasta poprzez wydmy.
Śmigamy przez okoliczne wioski, gaje palmowe czy stada wielbłądów. Kto może to po piachu a kto nie to po poboczu czy asfalcie.
XT zjeżdża z asfaltu popróbować szutru i trafia na serię muld, cztery pokonuje a piąta go wyrzuca w powietrze i gleba. Manele się rozsypują a kierowca usiłuje sobie przypomnieć czy mama mu zrobiła drugie śniadanie do szkoły czy nie. Popękały żeberka od uderzenia w kierę.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Całe szczęście, że w hiluksie mamy zastępczych kierujących motocyklami.

Dojeżdżamy do kilku kasb, warownych domostw, które są tutaj chronionymi zabytkami.
Żandarmeria natychmiast przegania grupy lokalnych turystów z naszego otoczenia. Muszą nas pilnować przecież, a tu im się jacyś obcy kręcą.

Do wielkich wydm mamy tylko parę kilometrów.
I znowu, kto może śmiga po piasku a kto nie może to jeździ po równym, co jakiś czas odkopując siebie albo kolegę.
Żandarmeria stoi na okolicznych górkach i lustruje przez lornetki horyzont.

Słonce jest wysoko i pojawia się złudne wrażenie, że wydmy są gładkie i wypukłe, nie ma cieni ani punktu odniesienia i pędząc można wpaść do dwumetrowego leja z którego nie można wyjechać o ile się utrzymasz na motocyklu bo uderzenie w przeciwległą prawie pionową ścianę piasku jest duże.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

KTM pikuje z wydmy na przód i leci na banie. Motocykl pozostaje wbity przednim kołem w piach, a kierowca leży na urwanym filmie. Ekipa ratunkowa wykopuje motocykl i prowadzi delikwenta, który też właśnie usiłuje sobie przypomnieć czy miał drugie śniadanie do szkoły czy nie miał. Film urwany, lusterko i błotnik przedni też. Kręgi szyjne wytrzymały ale kilka dni nie da rady nic robić, ani jechać. Znowu nowy, zastępczy kierowca na motocykl wskakuje.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

XR wjeżdżam na coraz większe wydmy . Już mi się wydaje, że łapie temat . Metrowe uskoki, które przeoczam wyłapuje zawias i mknę dalej i wyżej.
Ale na zjeździe wydaje mi się, że jest płasko. Na kamerze doskonale widać, że nie jest i jadę prosto w bok drugiej wydmy. Kiere wyrywa z łap i lecę kilka metrów bez motocykla po piasku.
Coś mi się wydaje, że mnie chyba kolano boli ale szybko siadam na moto i zjeżdżam w dół i wjeżdżam na dwie inne wydmy i wywalam znowu łazana na drodze, coś się prawe kolanko obluzowało bo nie trzyma motocykla.
Do hotelu dojeżdżam sam ale na drugi dzień już nie da rady jechać. Mimo pomocy kolegów co mi luźna nogę obwiązują siwym tejpem na stałe wyprostowaną, to jednak się nie da ani jechać ani palić moto z kopa (bo nie ma rozrusznika przecież). I trzeci zapasowy kierowca się już rozgrzewa.

Wiemy już, że południa nie osiągniemy i staramy się jak najszybciej wrócić do Tunezji żeby tam pojeździć. 800 km w dwa dni teoretycznie da radę. Ale nie w tym razem w Afryce.
Żandarmeria w Ghardai zatrzymuje nas na dwie godziny bo już jest ciemno a oni nie lubią jeździć po ciemku. Każą namioty stawiać koło ich posterunku na krzyżówce. Przewodnik jest wqrwiony na maksa.

Z obstawą zjeżdżamy całe miasto w poszukiwaniu hotelu. Wbijają nas do remontowanego schroniska, wapno… farba…. wszędzie. Pewnie było nieczynne ale w tym kraju żandarmerii się nie odmawia ani nie krytykuje ich decyzji. Miejscowi są nauczeni drewnianą pałą.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Mohammed pokazuje na wydmy i mówi że dziś niedobry dzień, że idzie piasek, który wszystko niszczy i on jest przewodnikiem od 25 lat i na ten piasek nie ma siły, nic mu się nie oprze. No i miał rację.

Do granicy dojeżdżamy dzięki picupowi naszego przewodnika. Dwa moto jadą na pace. Super tenera ma (jak się okazało potem; zatarte panewki) oraz KTM, który rzyga olejem z odmy. Nie działają przyciski w kierownicach, linki ssania nie można wyciągnąć, linki gazu nie odbijają, szyby od kasków nie chcą się otworzyć, obiektywy aparatów skrzypią, piasek jest na gwincie korka wlewu oleju nawet…..

Transalp daje radę. Jedzie wciąż,. XT również ale ma gaźnik pełen piasku. Filtr powietrza jest czysty. Pył jest tak drobny, że się przebija na wylot i gromadzi w wielkich ilościach w gaźniku albo już za gaźnikiem…

KLR bierze oleju jeden litr na sto km. XR zaczyna brać olej również. Piasek jest wszędzie…
A hilux wciąż jedzie i ma się dobrze, piasek w ciągu jednego dnia zmatowił mu reflektory.

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego

Do najbliższego większego miasta w Tunezji super tenera jedzie podczepiona na linkach do hiluxa a KTM udaje się ożywić. Jedzie z butelką przyczepioną do odmy i co jakiś czas wlewamy olej z powrotem do środka.
Nie mamy już zapasowych kierowców….

W Tunezji wjeżdżamy do Colosseum, drugiego na świecie, mniejszego niż w Rzymie ale lepiej zachowanego.

Po drodze trafiamy na manifestację. Miejscowi palą opony a młodzież stoi z cegłówkami i pałami na drodze. O coś im chodzi.
Uważam, że nie mają sprawy do mnie tylko do rządu więc macham przyjaźnie ręką i wjeżdżam pomiędzy płonące opony. Jakiś młodzian mi odmachuje i jadę dalej. Wiem, że jak rzuci jeden to rzuci i reszta ale dobra karma mnie nie opuszcza. Macham do każdego i każdy macha do mnie.

Odnajdujemy działającego malucha. Jest git. Dojeżdża do promu. Przez Europę brnie z coraz mniejszą prędkością, gubi korek od oleju, w kabinie jest jak we frytkarni, co jakiś czas stajemy na stacjach paliw i uzupełniamy olej albo łazimy po śmietnikach wyciągając jakieś plastiki, papiery żeby uszczelkę pod głowicę zrobić.
ostatecznie malucha ratuje zima europejska i doczołguje się zgrabnie do Rzeszowa. Reszta moto jedzie na lawecie za hiluxem oraz w busie, którego zostawiliśmy w Genui.

Nie zobaczyliśmy serca Sahary, ani wielkich wydm. Liznęliśmy tylko jej pogranicza. Ale samo liźnięcie wystarczyło żeby w jeden dzień załatwić trzy motocykle i czterech motocyklistów.
Jeśli byśmy jechali zgodnie z planem do InSlah i potem 800km w 3-4dni przez piach to tylko pickup i hiluxby wrócił. Reszta by padła.
Piasek tu weryfikuje wszystko i umiejętności i mechanikę. I od lat wygrywa w tym porównaniu.

Tekst: Grzegorz Zając pseudonom „Jankes”

Wyprawa motocyklowa - Sah-ar - morze niczego

Wyprawa motocyklowa – Sah-ar – morze niczego


 

Filmy z Algierii

 

Sah-ar – morze niczego – część I



Sah-ar – morze niczego – część II

08/03/2013

O autorze

Glazio


Dodaj komentarz

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« Lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
Reklama

MIEJSCE NA TWOJĄ REKLAMĘ

Redakcja
Radiator - Turystyka Motocyklowa
E: kontakt@radiator-mototurystyka.pl
W: www.radiator-mototurystyka.pl