Zapodaję krótki opis i zdjęcia.
Każdy z nas pamięta, że pogoda w ową pamiętną sobotę 11.04.2015 była wyśmienita. Czekając na tel. i wyjazd z ekipą nie wytrzymałem i wyruszyłem nieco wcześniej na testy nowej kamerki na wschód.
Początkowo w pojedynkę, swoją przejażdżkę skierowałem do Radruża.

Prywatne łowisko obok drugiej drewnianej cerkwi (ta nie na liście UNESCO)

Kawałek dalej zajechałem na Moczary zerknąć na mój kolejny ulubiony punkt zwiedzania - cerkwisko.
Nieco się zdziwiłem widząc leżące drzewo przewalone przez mur.


Po wyrwanych korzeniach wyraźnie widać, że podstawa dobrze spróchniała




Próbowałem podjazdów z różnych stron pod niewielką górkę ale opona jeszcze łysawa z poprzedniego sezonu i nie wyrabia. Przeszkód w postaci leżących mniejszych i większych konarów nie brakowało. Ruszam dalej.

Kilka kilometrów dalej wjechałem w boczną uliczkę. Na jesień i zimą (styczeń/luty) 2015 roku przez okoliczną drogę przepływała rzeczka a raczej stała woda z powodu wybudowanej tamy przez bobry. Chciałem sprawdzić czy przejazd jest możliwy a ty niespodzianka. Po wodzie ani śladu, za to wyraźnie widać nową drogę, nasyp piaszczysto, ziemno, gliniasty. Wjechałem zbyt daleko obok stojącej na poboczu terenówki. Powrót raczej trudny ze względu na zbyt głębokie koleiny, słaba oponę na ten rodzaj nawierzchni więc utwardzam bagienko (w koleinie) w celu dalszej przeprawy.

Krążąc po leśnych ścieżkach naciąłem się na spory podjazd i znowu koleiny. Tym razem głębsze. Póki w jedną nie wpadłem szło dobrze. Na dnie kolein glina. Opona zabita na maksa. Powalczyłem chwilę i w końcu stoczyłem motocykl koleiną w dół zdzierając cylindrem fragmenty ziemi i darniaków. To były pozytywne poty.

Podczas walki na stoku dzwoni do mnie Jacek. Zebrali się i zaraz wyjeżdżają. Miałem ok. pół godziny na dojazd z okolic Werchraty do Zamchu, skąd mieliśmy pokrążyć po Roztoczu Środkowym. Zmobilizowałem się mocno i żadne darniaki, krzaki nie były dla mnie przeszkodą. Ścieżki mało znane więc postanawiam zawrócić tą samą drogą do drogi.

Przez błota

Tą samą rzeczkę, za którą czekała na mnie utwardzona wcześniej błotna koleina.
https://lh4.googleusercontent.com/-cI_h8umkl18/VS1xwceW_WI/AAAAAAAAEzg/ZbbTWzPodV4/w988-h553-no/016.jpgWracając, nie mogłem pojąć dlaczego owa terenówka nie chciała przejechać dalej ?

Może zbyt blisko granica UA, może nie taki samochód, może umyty a może słabe gumy. Przejeżdżając obok i tak miał o niebo lepsze od moich.

Dojechałem do drogi głównej i za chwilę natknąłem się na motocyklistów. Chwilę toczyliśmy się razem :-)

Do Zamchu dotarłem przed ekipą. Nikogo nie było więc postanowiłem podjechać nad okoliczny strumień w celu przemycia szubki w kasku. Wygląda na to, że tegoroczny sezon to będzie czas owadów.

Tyle, że ruszyliśmy i od razu wesoło. Początkowo pył. Jadąc na końcu łykam wszystko co podnieśli jadący przede mną.

Trochę błotka

Przejeżdżamy przez rzekę Tanew, za którą znajduje się pomnik upamiętniający igraszki zacnych jegomościów - Króla Polski Stefana Batorego polującego wraz z Janem Zamojskim i Janem Kochanowskim. A wszystko w lasach między rzeką Tanew a okolicznym Sopotem.

Stwierdziliśmy, że niezłe pisali tu fraszki lub obalali różnej maści trunki :-)

Dalej natykamy się na kolejne pomniki

Miejsce zbrodni Błótko. Obrońcy Armii Krajowej rozstrzelani przez N.K.W.D w 1945 roku.

A 50 metrów dalej kolejna skałka informacyjna

Atrakcji ciąg dalszy. Wjeżdżamy do pobliskiego kamieniołomu z tarasem/punktem widokowym.

Penetrowaliśmy okoliczne ścieżki, po czym pojechaliśmy dalej. Wszędzie w okolicy asfalty ale my szukamy emocji. Tam zawsze czeka przygoda


Niespodziewanie piaszczysty zjazd, wąwozik i przeprawa przez strumyczek. To prawda, że na zdjęciu wygląda jakby płaska droga


Aby nie było lekko, była również jazda po luźnym szutrze. Najlepszy kompan na ENDURO na zdjęciu pocina przed nami. Jakby inaczej na takim sprzęcie tylko w czołówce


Drogi rozmaite ale jakże interesujące


Poboczami docieramy do Narola po zaopatrzenie na małe ognisko

Florian czuwa

A my dalej w drogę. Kierunek Szałas nad Tanwią.

Dróżką, koło lokalu u Gargamela.

Gdzieś tu na lekkim łuku oślepiające słońce sprawiło, że nasz kompan Dorotka chciał zjechać ze swoją branką na ubocze. Udało się. Na szczęście zjazd z drogi bez większych przygód. Za to jaką wzbudził atrakcję.

Droga do celu miała kilka dodatkowych przygód.
Do szałasu na sam dół zjechali wszyscy bez wyjątku.

Ruszcik czekał na nas niecierpliwie.

Tanew - upojny widok ... :-)

Szałas w pogotowiu. Oczekuje ekipy motocyklowej już niebawem - Impreza w Szałasie >>>
http://www.radiator-mototurystyka.pl/wp3_5/forum/index.php?topic=5823.0
Na omawianiu dzisiejszych przygód miło minął czas przy ciepłej przekąsce

Podjazd pod górkę z wypychaniem sprzętów.
Później.
Droga powrotna po zmroku.
Szczęśliwi, weseli czekamy na kolejne spotkanie wyjazdowe
