Off, przygoda i jazda pełna przygód. Czy to właściwe zakończenie sezonu motocyklowego ?
Wspólny wyjazd planowany na sobotę 30.10.2015 r. doszedł do skutku z delikatnym poślizgiem. Dzień przed wyjazdem wróżył całkiem sporą ekipę off. Rojek, Santos i dwa szwagry. Do tego doszedł mój szwagier Jankes. Dzień przed wyjazdem Santos ledwo mówił (choróbsko) ale dawał światełko na ewentualny wyjazd. Rano wszystko stało się jasne. Jankes wyruszył ale ugrzązł w puszcze gdzieś na trasie Rzeszów-Lubaczów. Po natężeniu ruchu stwierdził, że nie dojedzie szybciej niż za 2-2,5 godziny. Santos zrezygnował z wyjazdu ze względu na stan zdrowia. Telefon od Rojka dał wyczerpującą odpowiedź. Została nas cała trójka z czego musimy czekać na Jankesa. Umówieni na godz. 10:00 wyruszamy z Lubaczowa w stronę Chotylubia koło 11:00 a może 11:30. Zaczynamy od krótkiego off-u tankowanie i dalej off. Początek zapowiadał mnóstwo niespodzianek. Dojechaliśmy do Załuża i dalej w stronę Chotylubia. Gdzieś po drodze zgubiłem kamerę czego nawet nie zauważyłem. Odnotowałem jednak fakt, że Jankes został gdzieś z tyłu. Zawracam a szwagier leci. Dotarliśmy prawie do celu - czyli do Rojka. Niestety wjechaliśmy w jakąś dróżkę nie mogąc się odnaleźć. Podjechałem do starszej kobiety z zapytaniem, gdzie jesteśmy. Okazuje się, że na peryferiach Nowego Sioła. Aby było śmieszniej zapytałem o drogę do Borchowa. Ja przekonany, że powinniśmy być blisko ale czepiła się mnie zła nazwa. Ot mała komediowa pomyłka typu mówimy o tym samym myśląc o różnych lokalizacjach. Takim oto sposobem starsza pani informuje nas, że Borchów w drugą stronę (a ja ciągle myślałem o Chotylubiu). Jankes również podchwycił temat więc uwierzyłem, że jesteśmy daleko od Rojka. A mógłbym przysiąc, że zapamiętałem drogę dość dobrze - nie było innej. W tym momencie zauważyłem brak kamery. Mówię, że jadę szukać kamery a Jankes oznajmia, że w momencie kiedy został z tyłu to właśnie po ten gadżet czyli kamerę. Jadąc za mną i unikając kamieni wyrzucanych spod mojego tylnego koła balansował tak dobrze, że przyuważył wypadającą mi kamerę. Zgarnął ją i dojechał za chwilę. Muszę przyznać, że kamery nie lubią wyjazdów z Jankesem. Czy oby na pewno ?
Wyjaśniona sprawa z kamerą uspokaja mnie, więc wykonuję telefon do Rojka. Krótka opowieść gdzie jesteśmy i za 10 minut jest już u nas

Tak na prawdę byliśmy bardzo blisko. Do Borchowa około 20 km a my byliśmy może 5 km od Rojka.

Ruszamy w drogę. Tu już nie powiem, którędy jechaliśmy ponieważ nie znam tych ścieżek. Dla mnie i tak są do siebie podobne - różnica w niespodziankach. Możecie liczyć na Rojka, który w końcu jest u siebie. Wiem jedno - na pewno jedziemy na wschód - tam musi być cywilizacja

Na początku nie było zbyt wielu wrażeń. Nagle błotko, głęboka kałuża, obok płynący strumień i znajdujemy sie pod ciekawą górą. Jedna do pokonania. Przejechały dwa crossy a ja jako trzeci grzęznę w przemielonym już piasku. Nie było z czego odjechać. Po pierwszych próbach wygrzebania zjeżdżam delikatnie w dół aby nabrać rozpędu i takim oto sposobem dołączam do chłopaków.

Za moment zjeżdżamy w wąwóz a Rojek patrząc pod kolejną górkę mówi, że nie udało mu się jeszcze jej zdobyć. Popatrzyłem i stwierdziłem nie próbuje. Na razie muszę nabrać więcej pewności i ojeździć się na sprzęcie. Przy pierwszej próbie podjazdu Rojek zjeżdża w dół a raczej osuwa się na hamulcu.

Tymczasem Jankes wydeptuje ścieżkę rozglądając się za trasą podjazdu. Upatrzył sobie szlak do zdobycia góry.

Pierwsza próba podjazdu - zaparowały mu okulary. Druga próba Jankes wyjechał. Brawo. Nawet nie zdążyłem pomyśleć o tym czy chciałbym jednak spróbować Rojek zasiadł na swojej maszynie. Tym razem po upatrzonej przez Jankesa ścieżce wspina się na samą górę. Jestem w szoku. Zastanowiłem się i mówię nie, nie podjeżdżam a tu podchody. Jankes mówi dasz radę ... i jak to. Ja nie dam rady ?
Pierwsza próba - gleba, druga - gleba, trzecia również, choć było blisko. Poderwało mi jednak koło do góry i odpuściłem. Ściąganie sprzęta w dół delikatnie mnie wycieńczyło. Nie chciałem już walczyć dalej. Pomyślałem sobie - mam przynajmniej pierwszy cel do zdobycia. Piaskowe podłoże na tak stromym podjeździe to na początek spore wyzwanie na moje umiejętności :-)
Dalej jazda, fajna jazda, w końcu off. Przygoda, przemykające kamienie, błota, ścieżki, drzewa i jesteśmy na Polance koło stadniny. Rojek o mało nie staranował drewnianego szlabanu prowadzącego prosto do stadniny. Przemykam obok niego i zachciało mi się poświrować. Przyszło mi do głowy, że zrobię sobie drifta. Tydzień temu wyszedł to teraz też się uda. Tydzień temu była tu glinka. Początek był dobry, aż się podjarałem. Na moje nieszczęście tylne koło niespodziewanie złapało zbyt dobrą przyczepność. Drift prawie wyszedł a ja wyciąłem dobrego szczupaka wygrzebując się spod motocykla. Przegiąłem. Drifty na razie na piasku.
Pozbierałem się i ruszamy dalej. Bunkier pod Wielkim Dizałem, Dahany, asfalt, łąki, krzaki, piaski i błota sam nie wiem gdzie. W pewnym momencie gubimy się. Po chwili odnajduję Rojka. Gasimy sprzęty a Jankesa nawet nie słychać. Jakiś samochód terenowy mrugał światłami. Ja tylko kątem oka widziałem samochód terenowy i tyle wszystkiego. W lesie było ich jeszcze kilka w różnych lokalizacjach. Jeden przy drzewie, inni ładowali coś na jakiś wóz itp.
Po dłuższej chwili poszukiwań kontaktujemy się telefonicznie. Lokalizacja ustalona - za moment dobijamy. Chwila dyskusji o zagubieniu i dalej w drogę. Świetna zabawa przemykać piaskowe drogi niczym asfaltowe, błota niczym mały wertep, górki z zakrętami z niebywałą prędkością.
Widziałem kilka razy jak chłopaki jadąc przede mną kilka razy o mało się nie stuknęli. Wyjeżdżając na otwartą przestrzeń oślepiające słońce sprawiło u mnie dyskomfort w szybkim przemieszczaniu się. Wjeżdżając do cienia przez moment nic nie widziałem do momentu przyzwyczajenia oka. Te momenty to jazda po omacku. Postanowiłem zwolnić mimo gorącego oddechu Rojka na swoich plecach. Na otwartej przestrzeni gaz, rowerzystka, zjazd z górki, cień i ... Widzę, widzę, widzę Jankesa stojącego na mojej trasie. Hamowanie nie pomaga. W zróżnicowanym podłożu kostka łapie przyczepność momentami, całkowitą dopiero w piasku. Nie było szans na manewr uniku. Bum ! Para buch, płyn z chłodnicy w ruch. Koniec jazdy.



Na telefonach ...




Niefortunna końcówka drogi hamowania ...
Takim oto sposobem zatrzymaliśmy się na najdłuższą przerwę naszego wyjazdu. Akcja ratunkowa to podstawa. Telefon za telefonem. Chłopaki (Jacek i Dorotka) są w pobliżu ale na motocyklach. Globus już w ubraniu podąża za chłopakami. Chwilę później wszyscy zmotoryzowani są obok nas. Lokalizuję Maćka. Laweta w drodze. My w końcu znaleźliśmy czas na zdjęcia - sporo zdjęć. Z nudów popchałem motocykl pod górkę a dalej z przeszywającego chłodu aż do drogi asfaltowej.

Akcja rozpoznawcza w miejscu "spotkania?" czytaj - Jacek z Dorotką :-)






Dotarł też Globus
Po drodze dołącza do mnie Globus, który pojechał z chłopakami na ostatni odcinek off-u. Przywiodła go do mnie przebita opona. W końcu laweta w drodze.

Ostatnie porykiwania jesieni ...


Jacek wyciąga spray do łatania opon. Jeden motocykl na lawecie mniej. Na miejscu wszyscy już znają całą historię więc nie mam co opowiadać. Jankes był wcześniej. Historię zna już cały Rzeszów i okolice

Czas na nasze forum

Sporo nauki przede mną. Jedno jest pewne - tak lekki sprzęt daje znacznie więcej możliwości poruszania się w terenie. Przesiadka z ciężkiego GS-a na tak lekki sprzęt daje kolosalną różnicę. Chcąc przejechać tą trasę ciężkim enduro wyleciałbym w powietrze na pierwszej lepszej hopce. Tu momentami latałem w powietrzu. Nic wielkiego dla tych co doświadczają tego codziennie. Dla mnie to dawka nowych emocji na nowym lekkim nabytku. Błoto wciąga coraz głębiej :-)
Na zakończenie filmik z tego wyjazdu.
Silver tape - to najlepsze mocowanie kamery

W oczach pełno piasku ale czego się nie robi dla dobrych ujęć

Teraz czekam na komentarze :-)
Przyznaję się bez bicia - nawet nie przeczytałem więc z góry przepraszam za ewentualne błędy lub tok myślowy przemawiający do mnie lub tych, którzy ze mną byli
