Nieco odwleczone ale film i zdjęcia w komplecie.

Umówieni na Orlenie ruszamy motocyklami w skromnej ekipie Jaco, Boloo91, Globus i ja Głazio. Dachnów-Futory-las-Niemstów

Póki na drodze dominował asfalt, wiało nudą. Pierwsze spotkanie z terenem zaowocowało dwoma ślizgami. A właśnie przestałem nagrywać aparatem.
Pierwszy moim oczom ukazał się ślizg boloo91 jadącego na Bandicie. Tak to bywa, dobry moment obrotowy sprzętu, odrobina gazu, uślizg koła
i gleba. Wystarczyło odwrócić głowę i oczom ukazał się kolejny leżący, Globus.
http://www.radiator-mototurystyka.pl/wp-content/uploads/2016/09/DSCN1633.jpgA jeszcze przed chwilą walczyłem z nieudanym formatowaniem karty micro SD. Może ten dłuższy postój tak ich naładował i pozwolił dać upust zgromadzonej energii ?
W drugim przypadku gleby motocykl Globusa znajdował się zdecydowanie dalej od miejsca uślizgu. Jak już pisał Jaco powodem było błoto, może kamień a na pewno odkręcona manetka ;-) W tym suchym okresie radość z napotkanego błota była zróżnicowana. Jedno jest pewne, brak deszczu od dłuższego czasu pozwolił nabrać pewności siebie i sprawił, że ta radość była zbyt wczesna.
Przestroga.
Nieco ostrożniej do przodu.
Uszkodzenia sprzętów:- Boloo zgiął prawy crashpad,
- Globus zgiął dźwignię zmiany biegów o 90 stopni w prawo zostawiając przy okazji ślad gumy z buta na baku.

Po naprostowaniu dźwigni biegów (we trzech) robimy dodatkowe oględziny ewentualnych uszkodzeń.
Wszystko w porządku więc ruszamy dalej.
W Niemstowie przystajemy
pod dawnym pałacem, który
baron Wattman ofiarował swojemu zięciowi
Zdzisławowi Avenarius. Aktualnie w wyremontowanym pałacu znajduje się Niepubliczny Zakład Opiekuńczo-Leczniczy.
W latach dwudziestych XX w.
w Niemstowie hodowano konie pełnej i półkrwi angielskiej. Do połowy XIX w. wieś należała do
Sieniawskich, następnie do
Czartoryskich. Kolejno weszła w skład tzw. klucza cewkowskiego, którego właścicielami byli
Zamoyscy. W 1895 r. na rozległych dobrach Niemstowa i w miejscowym folwarku gospodarował baron Wattman z Rudy Różanieckiej.
Baron Hugo Wattman ofiarował Niemstów swojemu zięciowi jako
posag swojej córki Ingeborgy -
Zdzisławowi Avenarius (jego ojciec był przedstawicielem koncernu Škoda w Polsce).
Właśnie wtedy zaczęto budowę pałacu w Niemstowie, ale II wojna światowa nie pozwoliła tego obiektu wykończyć ani zamieszkać. Został on w części spalony i rozszabrowany.
Właściciel pałacu Zdzisław Avenarius studiował we Lwowie. Poseł III kadencji Sejmu (II RP). W czasie II wojny światowej ukrywał się w Warszawie-Lublinie. Jak to było za czasów PRL prawowity właściciel posiadłości utracił prawa do majątku.
Zmarł 1 marca 1975 i został
pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. W roku 1997 zmarła żona Ingeborga została pochowana wraz z mężem.

Do niedawna obiekt w ruinie mogli dotknąć i zobaczyć wszyscy. Osobiście pamiętam jak rozgrywaliśmy tam PaintBalla. Czasami bolało ;-)

Fot. GERP Horyniec

Fot. GERP Horyniec
Z tego miejsca rozciąga się widok na pobliskie pola przekształcone za czasów PRL w tzw. PGR-y.

Dalsza trasa wiodła przez Zalew Lubliniecki-Stary Lubliniec-Nowy Lubliniec, w którym na chwilę zatrzymała mnie dawna cerkiew murowana, wybudowana po spaleniu uprzedniej drewnianej przez Tatarów. Moją uwagę przykuło otoczenie a tak na prawdę gniazdo bocianów, które zdążyły już odlecieć do ciepłych krajów.

Chwilę później boloo91 wraca na asfaltowe ścieżki. Drogi, które wybraliśmy są mało odpowiednie.
Wieś Nowy Lubliniec powstała około 1569 roku. Za czasów rozbiorów władze austriackie sprzedały w drodze licytacji we Lwowie ziemie Starego i Nowego Lublińca w ręce
barona Hermana Brunickiego. Oprócz tych dwóch w jego posiadaniu barona znalazły się również pobliskie miejscowości: Ruda Różaniecka, Tepiły, Kowalówka (Freifeld), Gorajec oraz miasteczko Płazów. Spory majątek, nieprawdaż?
W Lublińcu baron Brunicki wybudował murowany dwór z ogrodami, gorzelnią i budynkami gospodarczymi folwarku.
Podczas powstania styczniowego w dworze lublinieckim mieścił się
punkt medyczny dla rannych powstańców a jego właściciele (Piotr Brunicki syn Hermana) dostarczali walczącym oddziałom polskim zaopatrzenia w broń i żywność.
Właśnie w okolicach Lublińca i Rudy Różanieckiej rozegrała się ważna i niedoceniana
bitwa pod Kobylanką.Majątek zmieniał swoich właścicieli. Kolejno należał do:
Wattmannów, Sanderów i dr Emila Parnasa. Zniszczony podczas II wojny światowej przez sowieckich i polskich partyzantów podczas wspólnej akcji na funkcjonujących w tych zabudowaniach niemiecki ligenschaft. Za czasów PRL tereny przejęły PGR i Kółko Rolnicze. O dworze pamiętają jedynie stare drzewa lipowe.
Powoli zmierzaliśmy w kierunku Rudy Różanieckiej docierając do pobliskich stawów hodowlanych. Są tu ich spore hektary.

Pokusa wejścia na łódeczkę była ogromna. Będąc wewnątrz kolejny raz przekonałem się, że drewno+woda to istne lodowisko, do tego bujane.

Na jednej ze ścieżek do Rudy Różanieckiej Jaco wypatrzył jakieś tablice. Po nawrotce okazało się, że inne drogowskazy prowadzą do
pomnika i bunkru. Długo się nie zastanawialiśmy. Takie napisy wciągnęły nas wgłąb lasu.
O ile pierwsze drogowskazy były czytelne, tak kolejne jakby zapadły się pod ziemię. Takim sposobem krążyliśmy trochę po okolicy a nasze próby odnalezienia owych budowli okazały się owocne w połowie.

Dojeżdżamy do pomnika. Na miejscu okazuje się, że pomnik ma uczcić niedocenianą
bitwę pod Kobylanką. Pomnik mało znany w naszej okolicy a droga dojazdowa mogłaby być lepiej oznakowana. Fundatorem pomnika był wspomniany powyżej dr Emil Parnas. Postawiony w 1907 roku przetrwał do dziś ze słowami
"Pamięci poległych w boju za Wolną Ojczyznę pod Kobylanką dnia 2 maja 1863 roku".
Bitwa pod KobylankąPierwsze starcie 1 maja 1863 oddział powstańców (740 osób) dowodzony przez gen. Jeziorańskiego z brakującą amunicją, zmusił Rosjan (1000 osób) do odwrotu w kierunku Borowych Młynów.


Mapa:
rzeczpospolitajozefowska.plDrugie starcie 6 maja 1863 Rosjanie nie darowali porażki. Tym razem siły rosyjskie liczyły już ponad 2000 osób. W międzyczasie trzykrotnie mniejszy oddział Jeziorański uzupełnił braki amunicji. Zwycięzców wizytował
książe Adam Sapieha dołączając dwa pododdziały kawalerii kpt. Alberta Potockiego i Karola Sieniawskiego oraz członków rozbitego oddziału Marcina Borelowskiego. Wzmocniono obwarowanie obozu. Wszystkie drogi do obozu zostały zabarykadowane.

Po przełamaniu umocnień przez Rosjan sam Jeziorański zdając dowództwo gen. Aleksandrowi Waligórskiemu, poprowadził brawurowy atak na bagnety. Po ciężkich walkach wojska rosyjskie zmuszone zostały do odwrotu. Jeziorański został ranny.
Historycy oceniają, że bitwa pod Kobylanką była jedną z większych bitew powstania styczniowego.
To jedna z wielu tajemnic które kryja nasze lasy.
Składamy należny hołd pod pomnikiem upamiętniającym powstańców walczących o wolną ojczyznę i ruszamy dalej.

Poszukując bunkru dojeżdżamy do kolejnych tablic upamiętniających starcia bitwy pod Kobylanką.


Mimo wszystko nie poddawaliśmy się w poszukiwaniu bunkru. Dzięki temu znaleźliśmy w lesie pług leśny, przerdzewiała kupa żelastwa, leśną dobrze oznakowaną drogę aż nagle droga stała się jakaś znajoma.
Jesteśmy na szlaku
do Szałasu nad Tanwią.Szałas nad Tanwią-Huta Szumy-Narol-Dahany
Skoro już tu jesteśmy postanawiamy udać się na dół do miejsca naszych wiosennych imprez ...

Woda w Tanwii ze względu na niski stan i słaby nurt wydaje się czysta jak kryształ.

Po chwilowym relaksie i wspomnieniach z ostatniej imprezy wracamy na górę. Spotykamy naszego znajomego, który już chciał zagadnąć napotkanych motocyklistów czy znają jakiegoś ... a to on we własnej osobie.
Chwilowa pogaducha i ruszamy pod górkę.
Umówieni telefonicznie z
Andrzejem nad Szumami nad Tanwią u Gargamela ruszamy do sklepiku. Uzupełnimy odrobinę energii. Już wcześniej mijaliśmy turystów ale tutaj jest ich na prawdę sporo.


Wcale nas to nie dziwi. W końcu w tym roku to miejsce zostało sklasyfikowane wśród
7 Nowych Cudów Polski w szóstej edycji konkursu National GeographicPo chwili relaksu pojawia się oczekiwany Andrzej.



To również dobre miejsce na lans ... ale jaki ;-) Mam sentyment do Fiata 126p
Nie czekając zbyt długo ruszamy w dalszą trasę po przygodę
po Roztoczu Wschodnim.Naszym kolejnym punktem niedzielnej wycieczki stała się
rzeka Tanew i wielokrotna przeprawa przez jej piaszczyste koryto. To właśnie ona wyciągnęła z nas świeżo skonsumowaną energię co możecie zobaczyć na filmiku umieszczonym powyżej.
Owocami tej zabawy były przemoczone, podtopione i wypiaskowane sprzęty wraz z ich jeźdźcami.





Tutaj przybył nowy ślad gumy z buta, tym razem na baku Jaca.
Zabawa była przednia a przegrzanie organizmu od razu można było schłodzić w ciągle płynącej rzece.

Po dłuższych zmaganiach, walce w wycieńczającym piasku naszymi ciężkimi enduro podążyliśmy do Narola skąd bocznymi pylastymi i asfaltowymi ścieżkami docieramy do cudownej leśnej łąki
w Dahanach. 
Bliskość Wielkiego Działu, pustelni Brata Alberta k. Werchraty sprawia, że tutaj czas płynie inaczej. Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Po dawnej wsi praktycznie nie ma śladu, podobnie jak po wielu innych osadach w okolicy. Pozostało jednak wiele dowodów na istniejące niegdyś osady - dziko rosnące drzewa owocowe.
Dalsza droga bocznymi ścieżkami zawiodła nas do Lubyczy Królewskiej (google nie posiada tych tras - większość tras na mapie jest po prostu poglądowa). Strażnicy graniczni powiedzieli, że w Hrebennem nie mamy czego szukać. Polecają lokal Xawier przy głównej drodze. Tutaj zjedliśmy smakowity obiad. Chłopaki polecają placki po lubycku ... czy jakoś tak. Ja zadowoliłem się pierogami - takie miałem smaki ;-)
Zawadziliśmy na chwilę o dworek mojej babci.

Najedzeni zaczęliśmy knuć plany dalszej części wycieczki.
Lubycza Królewska-Nowiny Horynieckie-Radruż-Budomierz-Łukawiec-Tuchla-Lubaczów
Z Lubyczy wróciliśmy do Hrebennego. Boczną ścieżką do Werchraty walcząc z piaskami, szutrami połączone kawałkami asfaltów. Dalej do Nowin Horynieckich przez Radruż i inne boczne ścieżki. Z uwagi na coraz szybciej zachodzące słońce przystanków było coraz mniej. Zatrzymywaliśmy się jedynie na chwilę aby ustalić kolejny etap trasy.


Uwieńczeniem całego wyjazdu był fragment bocznej drogi usłany błotnymi kałużami, którym nie potrafiliśmy się oprzeć. Wszystko w okolicy Wielkich Oczu. Kapliczka 5 sosen, Powrót do Lubaczowa w promieniach zachodzącego słońca i pojawiającej się mgły.
Poglądowa trasa - mapa Lubaczów-BudomierzPoglądowa trasa - mapa Budomierz-LubaczówEfekty końcowe naszych zmagań



