RADIATOR - turystyka motocyklowa
Zloty, imprezy, wyjazdy => Weekendowe wypady => Wątek zaczęty przez: slayer w Lutego 07, 2012, 09:03:45 pm
-
Jest możliwosć zrobienia w niedziele kuligu.Sanie x 2 (pełna profeska :laugh: ).Wyjazd odemnie bo wezme drzewo na ognisko w lesie,procenty z sylwestra itp.Kiełbaske i sanki we własnym zakresie.
Kto chetny?
-
Jeśli płuca pozwolą mi oddychać to jestem chętny :-)
Określę się bliżej niedzieli.
-
bardzo możliwe, że ja też się przyłączę :)
-
Ja się mocno nastawiam ;]
-
Będę będę :]
-
ja się chętnie wproszę ...
-
A o której zbiórka i wyjazd? może i ja bym da radę :)
-
zbiurka po 12.00 wyjazd 12.30
-
Dawać z kuligiem do nas.. na after party ;) http://www.roztoczeriders.fora.pl/zloty-imprezy-wyjazdy-wyprawy-podroze,2/zimowe-spotkanie-roztocza,1516.html
-
Niestety nie będę - muszę się wykurować.
Nie chcę mieć kolejnego tygodnia na prochach.
Udanej zabawy - żałuję, że nie mogę być.
Może następnym razem :-)
-
Głaziu żałuj ... kulig przeszedł moje najśmielsze oczekiwania szczególnie końcówka, dzięki wszystkim za zabawę a w szczególności dziewczyną za zachowanie zimnej krwi ....
trzeba to jak najszybciej powtórzyć ;)
-
Piguła - wiem co straciłem i żałuję.
Te kuligi są co roku i to kilka razy. Czekam na następny - mam nadzieję, że nic mnie nie wykluczy z udziału :-)
Robił ktoś zdjęcia ?
-
robiliśmy zdjęcia, ale nie wiemy czy slayerek zabrał aparat czy nie. W każdym bądź razie nigdzie go nie znaleźliśmy więc chyba wziął.
Końcówkę można zaliczyć chyba bardziej do dramatycznych sytuacji niż zabawnych. Chociaż za jakiś czas pewnie będziemy się z tego śmiali. Konie i woźnica nie będą wspominali tego dobrze.
-
Był u mnie woznica :ohmy: wyglada jak po kolizji z pociagiem ;) ale po rozmowie z siCk_BoY_ dowiedział sie czemu tak wyglada i kazał mi wszyskich przeprosić za końcówke.Fotki mam wiec pewnie dodamy :laugh:
-
Spoko mogło być gorzej ,na szczęście konie były trzeźwe,
byłem z rana na miejscu naszej trasy ,końcowy etap to slalom miedzy drzewami ,gdzie nie gdzie leżały elementy z sań , było ostro ..
Gdzieś tam zgubiłem telefon i tu prośba do woźnicy czy byłby tak uprzejmy przetrząsnąć sanie ,może gdzieś tam leży ...
-
O 7 rano tez bieralem zabawki po kuligu trasa jak z rajdu enduro:) udalo mi sie odnalesc jenego buta, palnik, duuuzo pobitych butelek i wszedzie kupe drzewa i deski z sań ... poza ubitym udem ( dosć ciezko sie poruszac) impreze zaliczam do niezapomnianych, szczególnie jazde konno na oklep (upadek ze Slayerkiem najlepszy)
-
W obrażeń jakie ja odniosłem to mocno ubita łydka i udo. tych lżejszych typu obtarcia, lekkie ubicia itp. itd. nie liczę. Trzeba przyznać, że ta końcówka w pamięci zapadnie na długo.
Bądź co bądź dla woźnicy mogło się skończyć zdecydowanie gorzej. A wygląda tak na własne życzenie i nie bez powodu.
-
Żyję.... była to najdramatyczniejsza przygoda mojego życia, plecy mam ubite po 2 glebach z konia. I nie wiem skąd podrapany policzek. Szczerze w ogóle mi się nie podobało i nie widziałam niczego zabawnego w pobitym woźnicy który darł się na cały las i zamęczonego konia naszymi nieudolnymi próbami powożenia.
Oby nigdy więcej czegoś takiego. Jak puściły mi nerwy w samochodzie (za co przepraszam) tak nie mogłam się pozbierać przez całą noc, dopiero nad ranem spokojnie zasnęłam.
Cieszę się że nikomu z nas nic poważnego się nie stało,(złamania, stratowanie, lub zgubienie w lesie mogłoby mieć naprawdę dramatyczne skutki.
-
Dlatego należy się cieszyć tym, że tylko tak się skończyło. Nikt poważniej nie ucierpiał i całym gronem wróciliśmy do domu. To jest najważniejsze. To, że woźnica ucierpiał mnie też nie bawi. Ale niestety nie było innego wyjścia. Sama dobrze wiesz jak się zachowywał i co robił. Przykre jest to, że doznał krzywd, ale jak sam do mnie powiedział dzisiaj przez tel. \\\"przyroda\\\".
To jest doskonały przykład na to co alkohol robi z człowieka. Smutne!
-
Ale ja rozumiem doskonale że nie było innego wyjścia tylko mnie dziwi jak ktoś mówi że dobrze się bawił... Zawaliście było ale do czasu jak Slayerek był potem skończyła się zabawa..
Dobra tam nie ma co już pomstować co było to było i do przodu z przyrodą za pan brat ;p
-
Słoneczko za jakiś czas sama będziesz się z tego śmiała ,nasze szczęście że woźnica na samym początku zgubił siekierę ,bo wtedy naprawdę mogło być dramatycznie . ...
pomijając końcówkę ja bawiłem się super..
-
Z opowieśći już wiem sporo.
A my szukamy wrażeń w Gruzji.
Wszystko jest na miejscu - pod nosem.
Piguła - masz rację z tą siekierą - całe szczęście, że woźnica gdzieś ją zgubił.
-
Wcale jej nie zgubił. Nie wiedziałby po prostu gdzie jej szukać bo najpierw była na sankach, króre ciągnąłem jak szliśmy w poszukiwaniu koni, a potem leżała już w saniach w zasięgu jego ręki. Ale nie wiedział gdzie jest.
Koniec końców wszystko skończyło się dobrze. Choć mogło zakończyć się zdecydowanie lepiej i przyjemniej. Niestety inaczej się nie dało.