RADIATOR - turystyka motocyklowa
Turystyka motocyklowa => Turystyka zagraniczna => Wątek zaczęty przez: megizak w Czerwca 14, 2014, 01:46:42 pm
-
Generalnie ten wyjazd to totalny spontan. Jakieś tam plany były bo urlop zaplanowany już był w styczniu. Nie mniej jednak nic konkretnego nie było na oku, bo życie ciągle robi niespodzianki.
Padło na Bałkany, choć przecież byłam ledwo co w zeszłym roku, ale nie na motorze. :D
07.09.2013 Ostatnie zakupy i pakowanie
Przejazd przez Chyżne na Słowację.
Jedziemy BMW R1150 GS Adventure. Zapakowani w trzy kufry, ciepło ubrani uderzamy w kierunku Chyżnego. Tuż przed granicą w odległości 600 m od przejścia granicznego Chyżne - Trstena na granicy polsko - słowackiej przy drodze krajowej E7 zatrzymujemy się aby zjeść obiad w Zajeździe Chyżne w barze orawskim. Obiad całkiem smaczny, pierogi, kwaśnica....
W pierwszym dniu przewidujemy pokonać odcinek około 700 km.
Po drodze na Słowacji mijamy zawody balonowe, balonów jest sporo i robią wrażenie, Pogoda nam służy przez całą drogę a to w naszej podróży bardzo ważny czynnik. Po 300 km zaczynam odczuwać lekki ból moich pośladków.......eh, a to dopiero początek naszej podróży.
(http://vlep.pl/hglrtp.jpg)
Przekroczenie granicy Słowacja - Austria w Moravsky Svaty Jan - Hohenau
Do granicy austriackiej dojeżdżamy na godz.19.30, jest coraz ciemniej i zimniej. Zatrzymujemy się na jednej ze stacji benzynowych, aby rozprostować nogi i cieplej się ubrać.
Wjeżdżamy na autostradę jadąc przez górną Styrię.
Po kilku godzinach zjeżdżamy z autostrady, ale miasteczka w tym rejonie wyglądają na wymarłe. Zajeżdżamy w okolice Judenburga, i tu skupiamy się na szukaniu noclegu.
Zatrzymujemy się przy knajpce, która jedyna w tej okolicy tętni życiem. Noclegów tam nie mieli, ale nie rezygnujemy z poszukiwania, gdyż za bardzo jesteśmy już zmęczeni. W końcu jesteśmy pokierowani do prywatnego domu Austriaków.
Mieszka tu starsze małżeństwo i z miłą chęcią przyjmują nas pod swój dach. Z góry ustalamy cenę noclegu wraz ze śniadaniem 25 EUR od osoby. Nie było to dużo w porównaniu z oferowanymi cenami w pensjonatach do których zajeżdżaliśmy po drodze.
Pokój jest duży z łazienką na korytarzu. Zabieramy kilka niezbędnych rzeczy z naszych kufrów, bierzemy kąpiel i kładziemy się spać........
Poranek i ponowne pakowanie
zdjęcia z domu który nas gościł
(http://vlep.pl/sja5fq.jpg)
(http://vlep.pl/y0c587.jpg)
-
Ciekawa zapowiedź. Czekam na cd. :-)
-
08.09.2013
Granica między Austrią a Słowenią oraz zdobywanie przełęczy Vrśić raju dla zmotoryzowanych
Nastaje poranek, słoneczko z lekka przebija się przez poranną mgiełkę. O godz. 8 rano schodzimy na śniadanie, które zjadamy w towarzystwie gospodarzy. Pakujemy się ponownie do kuferków i ruszamy w drogę.
Jedziemy w stronę granicy ze Słowenią na Korensko Sedlo przez Wurzenpass. To około 150 km od Judenburga. Ta bardzo malownicza droga łączy przełęcz Villach z Kranjską Gorą. O godz.11.40 przekraczamy granicę i znajdujemy się na terytorium Słowenii.
Po drodze zatrzymujemy się na krótką chwilę w Kranjska Gora.
To ośrodek turystyczny w północno-zachodniej Słowenii. Jego południowa część Parku Narodowego to Triglav. Rozciąga się stąd przepiękny widok na kamienne szczyty Alp Julijskich, które aż się proszą aby je zdobyć, ale niestety nie tym razem. Zaczynają się typowe alpejskie serpentyny. Nie jest to Austria czy Szwajcaria, więc do drogi można mieć pewne zastrzeżenia, ale nie jest najgorzej. W pewnym stopniu na nieznanej trasie w górach pomocna jest nawigacja, bo przynajmniej widzimy z wyprzedzeniem jakiego typu zakręty mamy przed sobą.
(http://vlep.pl/5s0xth.jpg)
(http://vlep.pl/j0oud7.jpg)
(http://vlep.pl/8r59vi.jpg)
(http://vlep.pl/z4cm5s.jpg)
Im wyżej się wzbijamy, tym piękniejsze widoki na Trentę, ale za bardzo nie ma się gdzie zatrzymać na fotki. Wszystkie zdjęcia robię w trakcie jazdy. Zakręty są ponumerowane jest ich 25 do przełęczy na której się zatrzymujemy.
(http://vlep.pl/w4f72c.jpg)
Przełęcz Vrśić znajduje się na wysokości 1.611 m n.p.m., skąd widoki nie są już tak powalające jakie były po drodze. Zresztą moim zdaniem zbyt wiele drzew zasłania urokliwe miejsca, no cóż, ale to park i jak zwykle wszystko jest pod ochroną. Byłam jednak pełna podziwu dla rowerzystów, trzeba mieć niezłą kondycję, żeby pokonać taką trasę.
Nie wspomnę ilu jest tu motorzystów to dla nich raj i powiem Wam, że byłam dumna, że właśnie jestem tu na motorze. :)Ruszamy dalej, zjeżdżamy z przełęczy w stronę Doliny Socy, tu również jest 25 zakrętów, ale droga dostarcza nam zdecydowanie więcej wrażeń. Po obu stronach przepięknej doliny rozciągają się góry.
Moje nogi zaczynają drgać, zbyt długie zjazdy o dużym nachyleniu powodują, że hamuję nogami. To wszystko dlatego aby nie "lecieć" całą siłą hamowania na Marka.
Tak dla ścisłości, to drogę tę wybudował rząd Austro-Węgier w latach 1906-07 z przeznaczeniem głównie dla celów militarnych. Umożliwiała ona dowóz sprzętu wojskowego i zaopatrzenia do doliny górnej Sočy.
(http://vlep.pl/t17l5f.jpg)
(http://vlep.pl/fgnik7.jpg)
-
Czekam na cd :-)
Ładne widoki mimo, że szczyty w chmurach.
-
Postój w Most na Soći i krętą drogą przez góry jedziemy w stronę granicy Chorwackiej.
Po drodze zatrzymujemy się w miejscowości Most na Soći. Znajduje się ona na skalistym grzbiecie powyżej zbiegu rzek Soca i Idrijca. Jest tu kawiarnia Laśko nad samym zbiornikiem wodnym. Dalej jedziemy tunelami wydrążonymi w skałach. Robią one niesamowite wrażenie. Jakoś tam dało się zbudować taką drogę i to na takiej wysokości, a u nas się nie da. Następnie drogą szutrową na skróty przejeżdżamy przez kolejne pasmo górskie. Mijamy Ćiepowan miejscowość, która była miejscem masowego grobu z okresu II wojny światowej.
Następnie Lokve, Predmeja, która też słynie z niezidentyfikowanych szczątków ofiar niemieckich żołnierzy i cywili. Kozina, Podgrad to kolejne miejscowości które są tuż przed granicą z Chorwacją.
(http://vlep.pl/xb65f8.jpg)
(http://vlep.pl/f4hjeu.jpg)
-
Lubię takie drogi.
-
Przejście graniczne Słowenia - Chorwacja. Zwiedzanie okolic Rijeki, największe mosty i wiadukty
W godzinach popołudniowych przekraczamy granicę Słowenii (Starod) z Chorwacją (Pasjak). Tunel za tunelem, most za mostem, droga jest świetna widokowo. Jedziemy obwodnicą Rijeki po zajebistych, inaczej tego nie mogłam ująć wiaduktach. Z dołu wyglądają groźnie, wsparte na kilkudziesięciometrowych pylonach znajdują się 100 m nad poziomem wody i miasteczkiem Bakar. Zresztą wiadukty w Bakar na wylocie z Rijeki to chyba najpiękniejsze węzły autostrady w Chorwacji. Zapierają dech w piersiach.
Oczywiście nie możemy sobie odpuścić przejazdu mostem Krćki na wyspę KRK. To żelbetowy most łukowy łączący stały ląd z chorwacką wyspą Krk. Długość mostu wynosi 1430 m. Most został otwarty w 1980 i za przejazd pobierana jest opłata 3 EUR od motoru. Niestety ta przyjemność kosztuje nas również stanie w korku, jednak motorem zdecydowanie szybciej udaje się nam przedostać w obie strony. Dostajemy pouczenie na migi od tamtejszej policji, że nie ładnie ale cóż.....Wrażenia są niesamowite, zdjęcia pewnie tego nie odzwierciedlą.
(http://vlep.pl/jfydw6.jpg)
(http://vlep.pl/d9xwiy.jpg)
(http://vlep.pl/5s9eh1.jpg)
(http://vlep.pl/rsyocq.jpg)
No to jedziemy dalej
Jedziemy wzdłuż wybrzeża, zajeżdżamy do miejscowości Novi Vinodolski. Miejscowość ta leży u podnóży leśnych zboczy wzgórza Kapela. Zarówno w samym mieście jak i jego okolicach, znajduje się wiele miejsc i obiektów pamiętających kulturą starożytną. Kościół Najświętszej Maryi Panny rzuca się w oczy jest naprawdę piękny. Lśni w słońcu swoją bielą. My jednak nie zwiedzamy, zmęczenie i głód co raz bardziej doskwiera. Robimy kilka pamiątkowych zdjęć i uderzamy do Sibinj Krmpotski.
Zatrzymujemy się w Sibinj w małej miejscowości turystycznej, położonej o 5 km od Senj. Tu wynajmujemy apartament z widokiem na morze. Na obiadokolację udajemy się do zlokalizowanej obok tawerny. Serwujemy sobie wyśmienite jedzenie, kalmary, rybkę, i inne pyszności i oczywiści piwko Ożujsko.
[imgNo to jedziemy dalej......
Jedziemy wzdłuż wybrzeża, zajeżdżamy do miejscowości Novi Vinodolski. Miejscowość ta leży u podnóży leśnych zboczy wzgórza Kapela. Zarówno w samym mieście jak i jego okolicach, znajduje się wiele miejsc i obiektów pamiętających kulturą starożytną.
Zatrzymujemy się w http://Sibinj w małej miejscowości turystycznej, położonej o 5 km od Senj. Tu wynajmujemy apartament z widokiem na morze. Na obiadokolację udajemy się do zlokalizowanej obok tawerny. Serwujemy sobie wyśmienite jedzenie, kalmary, rybkę, i inne pyszności i oczywiści piwko Ożujsko.
(http://vlep.pl/ix4z6v.jpg)
(http://vlep.pl/o8neiv.jpg)
09.09.2013 Postój w Tribanj, zwiedzanie Zadaru
Poranek pochmurny, ale bardzo ciepły.
Śniadanie tradycyjne, bułeczki, wędlina, biały serek oraz dżem. Dzisiaj bez rarytasów, odbijemy sobie to na obiadokolacji.
Ruszamy w dalszą drogę, po przejechaniu ponad 100 km, zatrzymujemy się w miejscowości Tribanj. Parkujemy swoją brykę na parkingu tuż obok 6-ciu motorów z Polski. Jakoś tak fajnie zrobiło nam się na sercu.
Idziemy do tawerny, w której siedzą właściciele motorów, od razu nawiązuje się między nami nić porozumienia. Natychmiast dochodzi do wymiany informacji, skąd jedziemy, dokąd itd.....
Zamawiamy napój ochładzający i po godzinie odpoczynku ruszamy w stronę Zadaru.
(http://vlep.pl/vg9s75.jpg)
(http://vlep.pl/w23lhs.jpg)
(http://vlep.pl/a8swq3.jpg)
-
W wolnej chwili może odtworzę w google maps przebieg Waszej trasy :-)
Ciekaw jestem jak to wyglądało w porównaniu do naszej :D
http://www.radiator-mototurystyka.pl/125/albania-2009-2/
Tak mniej więcej wyglądał nasz przejazd :D
(http://www.radiator-mototurystyka.pl/wp3_5/wp-content/themes/twentyten/images/stories/artykuly/Albania_2009/ALB_mapy/04.-Slowenia-got.jpg)
Też były szutry :-)
Proszę o więcej ... :-)
-
Super Głazio, postaram się stopniowo coś wrzucać. Wasza trasa też świetna. :) i oczywiście podobne miejsca które zwiedzaliśmy :)
-
Jadąc wzdłuż wybrzeża mijamy najbardziej dziewicze wyspy w tym rejonie. Dalmacja tu posiada wszystko, czego tak naprawdę potrzeba turystom, od przepięknych krajobrazów po cudowne plaże na wyspach. Dojeżdżamy do Zadaru, drugiego co do wielkości miasta Dalmacji.
Zaparkowanie samochodu w pobliżu zabytkowej starówki jest zapewne bardzo trudne. My nawet z motorem mamy problem, ale w końcu udaje się nam zaparkować na ulicy tuż przy targu z pamiątkami. Rozbieramy się ile możemy z ciężkich motorowych ubrań. Obserwuje nas jeden z handlujących na targu, i proponuje pozostawienie ubrań i kasków u niego na straganie. Zgadzamy się, gdyż upał coraz bardziej daje się we znaki. Udajemy się najpierw deptakiem w stronę Kościoła św. Donata - świątyni katolickiej w kształcie rotundy. To symbol tego miasta. Mijamy kościół NMP wraz z romańską kampanilą i podążamy w głąb starówki Zadaru. Dochodzimy do katedry św. Anastazji w stylu romańskim, która jest największą katedrą w Dalmacji.
Ludzi jest jeszcze bardzo dużo, trudno jest czasami przecisnąć się w wąskich uliczkach.
Idziemy w stronę portu, który usytuowany jest pod murami starówki w zatoce Jazine. Sam w sobie nie jest zbytnio interesujący, choć można trafić tu na ładne łódki, jachty.
Dochodzimy do promenady, która przyciąga swoimi atrakcjami. Najnowszą atrakcją są pomysłowe Organy Morskie z kamiennymi schodami wiodącymi z promenady Riva do wody. Morske Orgulje" bo tak się to poprawnie nazywa są jedynym w swoim rodzaju cudem architektonicznym wybudowanym 8 lat temu w podmorskiej części promenady.
Fale morskie, przechodząc przez zanurzone w wodzie rury, tworzą niezwykły dźwięk zwany "muzyką morską". Drugą atrakcją jest instalacja architekta Nicoli Bašicia nazywana „Pochwała Słońca” która imituje cały układ słoneczny, oczywiście w odpowiednich proporcjach i prezentuje wszystkie planety Układu Słonecznego i ich orbity. Za dnia jest gigantyczną baterią słoneczną, która w nocy emituje światło mieniąc się wszystkimi barwami.
Po krótkim zwiedzaniu Zadaru wracamy na parking, zabieramy swoje ubrania i jedziemy do Trogiru.
(http://vlep.pl/shu7g9.jpg)
(http://vlep.pl/vc1lto.jpg)
(http://vlep.pl/gcysjz.jpg)
(http://vlep.pl/jyvdx5.jpg)
-
Po zwiedzeniu, a w zasadzie po krótkim przelocie Zadaru jedziemy do Trogiru.
To kolejna miejscowość na naszej trasie, nazywana perełką dalmatyńskiego wybrzeża. Jest wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. I całkowicie się z tym zgadzam, bo to tak, jakby połączyć Kraków z Międzyzdrojami, dwa w jednym.
Dojeżdżamy do starówki Trogiru, która jest połączona z lądem mostem przez który przejeżdżamy. Na parkingu zostawiamy motor i idziemy na promenadę z której rozciąga się widok na morze i wyspę Ćiowo.
Malowniczego obrazu dopełniają pozostałości potężnych murów obronnych i szeroka, wysadzana palmami promenada, przy której cumują statki wycieczkowe.
Przez jedną z bram wchodzimy w głąb starówki. To labirynt wąskich ulic i brukowanych zaułków, gdzie działa mnóstwo modnych sklepów, restauracji i galerii sztuk. Dochodzimy do katedry Św. Łazarza, którą budowano przez cztery wieki. To niewątpliwie najcenniejszy zabytek nie tylko Trogiru, ale całej Chorwacji.
Nastała szarówka, więc przyszła pora na znalezienie noclegu w pobliskiej miejscowości.
Po przejechaniu ponad 40 km w miejscowości Duće znajdujemy mały pensjonacik z tawerną na parterze. Wynajmujemy dwu osobowy pokój za 35 EUR. Pokój nie duży i warunki mało komfortowe, ale dla nas na jedną noc w sam raz.
Po zakwaterowaniu schodzimy do tawerny na posiłek i piweczko.
(http://vlep.pl/z0dvmi.jpg)
(http://vlep.pl/o3q5wg.jpg)
(http://vlep.pl/4fk2pl.jpg)
(http://vlep.pl/ouyp8s.jpg)
(http://vlep.pl/mw58bf.jpg)
nasz pensjonacik
(http://vlep.pl/tws64h.jpg)
-
10.09.2013 \
Z Ploće na półwysep Peljeśac
Kolejny słoneczny dzień przed nami. Ja jeszcze lecę choć na chwilę zamoczyć nogi w morzu.
Po śniadaniu zapakowani na nowo w kufry mamy zamiar uderzyć na wyspę Hvar. Dojeżdżamy do Makarskiej, niestety stąd promy na wyspę Hvar nie kursują. :-[
Jedziemy do oddalonej o 32 km miejscowości Drvenik. Prom stoi jeszcze przy brzegu, w ostatniej chwili kupujemy bilety. Przed nami w kolejce również stoją Niemcy na motorze.
Oni zdążają, my już nie. :-\
Przed nami podnoszona jest klapa. Fakt, że jest zapakowany na maksa, nawet nie ma gdzie zaparkować motoru. Następny prom jest za półtorej godziny, w związku z tym rezygnujemy z wyspy Hvar i postanawiamy popłynąć na wyspę Korćula.
Dojeżdżamy do miejscowości Ploće, kupujemy bilet i od razu wjeżdżamy na prom. Nie jest już tak pełny jak na wyspę Hvar. Po 45 min dostajemy się na półwysep Pelješac, do Trpanj. Trpanj to górzysty, ukształtowany wraz z całym pasmem Gór Dynarskich półwysep.
Tak dla informacji w jednej z wiosek na tym półwyspie mieszka Robert Makłowicz. Jest tu niewielki port, który od morza osłania łańcuch ostrych form skalnych. Na jednej ze skał stoi posąg Madonny mającej zapewnić szczęśliwy powrót do domu tamtejszym rybakom. Mamy chwilę czasu do odpłynięcia kolejnego promu, więc zwiedzamy kilka miejscowości na wyspie, potem na wzmocnienie wypijamy kawę w jednej z kawiarenek nad brzegiem morza.
Widok z balkonu
(http://vlep.pl/slofqj.jpg)
(http://vlep.pl/gedtn4.jpg)
(http://vlep.pl/26k35d.jpg)
(http://vlep.pl/i0e8lw.jpg)
(http://vlep.pl/si24la.jpg)
(http://vlep.pl/e8ygw6.jpg)
(http://vlep.pl/2tuodh.jpg)
(http://vlep.pl/u78k09.jpg)
(http://vlep.pl/cft5qd.jpg)
(http://vlep.pl/5pw9zs.jpg)
Jedziemy do Orebić skąd odpływa prom na wyspę Korćula. Po 20 min. dopływamy na wyspę. Zabytkowa stara część miasta Korćuli położna jest na niewielkim półwyspie. Widziana z góry kształtem kojarzy się ze szkieletem ryby z wąskimi uliczkami odchodzącymi od głównej ulicy. Miało to chronić mieszkańców przed wiatrem i zbytnim nasłonecznieniem, a także zapewnić ciszę i spokój. W zabytkowej części Korčuli starego miasta znajdują się dwie okrągłe baszty: Barbarigo i Balbi. Pomiędzy nimi usytuowana jest loggia.
Korčula słynie jako „wyspa wina”, gdzie wytwarza się m.in. Pošip, Rukatac, Lumbarda Grk. Drinks Zwiedzamy częściowo stare miasto, które wygląda jak miniatura Dubrownika. Wchodzimy na katedrę św. Marka w samym centrum zabytkowego miasteczka. Widoki z góry są super.
Zaczynamy być głodni więc uderzamy do jednej z restauracji tuż obok przystani Korćula.
W poszukiwaniu noclegu, objeżdżamy kilka miejscowości, gdyż ciężko było coś znaleźć. Korćula to jak dla mnie średnio widokowa wyspa w porównaniu z innymi chorwackimi, dlatego drugi raz już bym tu nie przyjechała. W końcu zajeżdżamy do miejscowości Brna i za 20 EUR dostajemy dla siebie całe piętro. :)
Na wysokim parterze znajduje się restauracja z tarasem na którym imprezują Niemcy. Schodzimy do niej na piwko. W ramach uprzejmości gospodarza piwo dostajemy gratis. ;D
Mamy jeszcze ze sobą wino, które wyjątkowo nam dzisiaj smakuje i wypijamy je w całości. Szybko nas utula do snu. ;)
(http://vlep.pl/mskey2.jpg)
(http://vlep.pl/i4vr9w.jpg)
(http://vlep.pl/8j6gh0.jpg)
(http://vlep.pl/na07sp.jpg)
(http://vlep.pl/m57cie.jpg)
(http://vlep.pl/o2h5n8.jpg)
(http://vlep.pl/2wvb9s.jpg)
(http://vlep.pl/qe0xop.jpg)
(http://vlep.pl/453f9n.jpg)
-
11.09.2013 Plażowanie i zwiedzanie Dubrownika
Rano wstajemy i pakujemy się do kuferków. Słoneczko pięknie oświetla nadbrzeże zatoki. Właściciele wieczorem dają nam wskazówki gdzie mamy zostawić klucze, bo ich rano nie będzie.
Jedziemy do sklepu, robimy zakupy, bo od rana jesteśmy bez śniadania. Kupujemy bilet na prom i ładujemy się na niego.
Mamy zaledwie 15 min zanim prom dopłynie do Orebić aby zrobić i zjeść śniadanie. Pyszne bułeczki serek, wędlinka, rzodkiewka wszystko smacznie smakuje, bo jesteśmy bardzo głodni.
Wszyscy pasażerowie nas obserwują i miło się uśmiechają, oraz życzą smacznego. Dopływamy na półwysep którym mamy zamiar dojechać na stały ląd. Jedziemy przez Donja Banda, Potomje, Pijavićino, Dubrava, Bolejnovići, Ston, aż w końcu znajdujemy się na stałym lądzie.
Utargowałam z Markiem dwu godzinne leżenie na plaży w Veliki Żali. Zjechaliśmy naszą BMW nad sam brzeg morza. Plaża kamienista, ale woda cudo.
Wśród zaparkowanych samochodów, założyliśmy stroje kąpielowe i czym prędzej udaliśmy się do wody. Woda miodzio, mogłabym w niej siedzieć godzinami, dobrze że umiem pływać bo chodzenie gołą stopą po kamieniach nie należało do łatwych. Ale wejść i wyjść jakoś trzeba było...
Ludzi na plaży była garstka, dopóki nie zajechał autokar z polskimi turystami. Nie to żebym narzekała, ale naszych to od razu idzie poznać. Po ubiorze i zachowaniu.
Po wysuszeniu, ruszamy w dalszą drogę, przed nami ukazuje się piękny most prowadzący do Dubrownika.
(http://vlep.pl/w1y37a.jpg)
(http://vlep.pl/gkp4ty.jpg)
(http://vlep.pl/q9cw40.jpg)
(http://vlep.pl/dlvaxr.jpg)
(http://vlep.pl/rp8qae.jpg)
Dubrownik w pigułce
W Dubrowniku już byłam, ale ciągle robi na mnie duże wrażenie. Aż się nie chce wierzyć, że w 1992 r. w wyniku działań wojennych Chorwacja - Dubrownik zniszczeniu uległo prawie 2 / 3 miasta. Na szczęście, śladów tego zdarzenia nie ma już wiele.
Zatrzymujemy się tuż przy murach obronnych, tam zostawiamy motor i ciuchy. Upał jest niemiłosierny. Zwiedzanie miasta zaczynamy od spaceru po murach obronnych otaczających Stare Miasto. Z murów widać wspaniałą panoramę Starego Gradu, morze czerwonych dachówek poprzecinane wąskimi uliczkami. Z drugiej strony roztacza się piękny widok na wyspy. Niedługo chodzimy, gdyż obawiamy się o swoje ubrania pozostawione przyczepioną linką do motoru.
Marek postanawia powrócić na parking, dużo by nas kosztowała utrata ubrań, powrót do domu bez nich byłby nie możliwy.
Ja postanawiam w szybkim tempie zejść wąską uliczką i niezliczoną ilością schodów na główną ulicę Dubrownika, zwaną popularnie Stradun, która długa jest na 292m, i w całości pokryta płytami kamiennymi pochodzenia wapiennego. Kamień ten jest podobny do marmuru , mimo że nim nie jest. Miliony stóp ludzkich spacerując ulicą wygładzają ten kamień do lśniącej powierzchni, trzeba bardzo uważać aby się nie poślizgnąć.
Starówka jest wyłączona z ruchu kołowego, ale poruszanie się po miasteczku nie jest wcale takie proste.
Z jednej strony schody, schody i jeszcze raz schody a z drugiej strony mnóstwo wąskich uliczek i tłumy turystów. Mijając Kościół św. Błażeja - patrona Dubrownika, udaję się nad wybrzeże. Zastanawiam się czy dotrę z powrotem bez problemu na parking. Wracam w zasadzie tą samą drogą by się nie zgubić. Nie mam przy sobie ani telefonu, ani żadnej mapki, więc trochę ryzykowne uderzać nieświadomie w nieznane uliczki. Na szczęście docieram bez problemu do motoru
Wyjeżdżamy w dużym korku z centrum Dubrownika i udajemy się na południe wzdłuż wybrzeża. Za sobą zostawiamy przepiękne widoki Dubrownika i wybrzeże
(http://vlep.pl/r61dbt.jpg)
(http://vlep.pl/m3vby9.jpg)
(http://vlep.pl/cumzvx.jpg)
(http://vlep.pl/b2q1x7.jpg)
(http://vlep.pl/d139u2.jpg)
(http://vlep.pl/253gmo.jpg)
(http://vlep.pl/orntc7.jpg)
(http://vlep.pl/izml72.jpg)
-
Wjeżdżamy do Czarnogóry, granicę przekraczamy w Karasovići.
Jedziemy przez Herceg Novi, zjeżdżamy nad sam brzeg morza, aby zobaczyć plażę. Ludzi mnóstwo, każdy korzysta z uroków pogody. Naszym celem jest jednak Boka Kotorska jedno z najpiękniejszych miejsc nie tylko na Bałkanach, ale na całym Starym Kontynencie. Jesteśmy już tu drugi raz, ale Boka Kotorska ciągle zachwyca. Szczyty wcinają się głęboko w turkusowe wody Adriatyku, stwarzając w południowym klimacie krajobraz przypominający fiordy Norwegii. Objeżdżamy częściowo Kotor i dojeżdżamy do miejscowości Perast z zabytkowym Kościołem św. Mikołaja i piękną dzwonnicą.
Tu planujemy przenocować i nacieszyć oko pięknymi widokami na dwie bardzo malownicze wysepki. Jedna z nich to Wyspa św. Jerzego (nazywana przez niektórych Wyspą Umarłych) i Gospa od Škrpjela (Matka Boża ze skały).
Druga z tych wysp to wyspa, która została usypana przez ludzi. Początkowo, w tym właśnie miejscu z morza wystawał jedynie niewielki fragment skalny, na którym wg legendy, dwaj bracia odnaleźli obraz Matki Boskiej Bogurodzicy. Mimo oddawania kilkakrotnie obrazu do kościoła z niewyjaśnionych przyczyn malowidło wracało z powrotem na skałę. Miejscowa ludność uznała to za znak z niebios i w miejscu skały usypano wysepkę z kamieni i wraków. Wybrzeże Boki Kotorskiej nie sprzyja kąpielom morskim, bo nieliczne tutejsze plaże położone są przy samej drodze, więc jak ktoś nastawia się na kąpiele to jednak Chorwacja bije na głowę Czarnogórę.
Zatrzymujemy się przy jednej ze starych kamienic i wynajmujemy pokój za 40 EUR z widokiem na Bokę Kotorską. Zostawiamy motor, wypakowujemy się i idziemy nad brzeg Kotoru aby coś zjeść. W sumie nawet gdyby jedzenie nam nie smakowało, to zjeść cokolwiek w takiej scenerii, jest niesamowitym uczuciem. Krajobraz po prostu powala. Dodatkowo zachód słońca oświetla piękne góry i wysepki. Co jakiś czas po zatoce przepływają ogromne statki, które również dodają uroku całej tej okolicy.
Chwilo trwaj, chciałoby się zawołać......
Kiedy słońce chowa się za górami, natychmiast robi się ciemno. Ludzi jak na lekarstwo, tu już skończył się sezon. Ktoś pływa na desce odpychając się wiosłem, rybki od czasu do czasu wyskakują do góry, a my siedząc w tawernie nad samym brzegiem popijamy winko i nie możemy się napatrzeć. Kocham to miejsce....
(http://vlep.pl/nsh910.jpg)
(http://vlep.pl/g3s6fh.jpg)
(http://vlep.pl/eipt8h.jpg)
(http://vlep.pl/mofwlh.jpg)
(http://vlep.pl/jgqb9c.jpg)
(http://vlep.pl/fb452w.jpg)
(http://vlep.pl/hdma8l.jpg)
-
Och te Chorwackie klimaty.
Świetne zdjęcia :-)
-
no to jedziemy dalej :)
12.09.2013
Budzi nas z lekka pochmurny dzień, w nocy musiało porządnie padać, bo nasze pranie, które zrobiłam wczoraj jest bardziej mokre, niż było. Pakuje je do reklamówki z myślą, że tam gdzie pojedziemy to wyschnie. Śniadanie robimy sobie w pokoju, a na poranną kawę udajemy się do kawiarenki w której wczoraj jedliśmy obiadokolację.
Tam ustalamy dalszą trasę. Chmury z lekka wiszą na niebie, ale ogólnie jest przyjemnie i bardzo ciepło. Ruszamy, pomimo że jest tu pięknie.....
(http://vlep.pl/fwja4k.jpg)
(http://vlep.pl/53se8x.jpg)
Nasza tawerna w której jedliśmy kolację, a rano piliśmy kawkę :)
(http://vlep.pl/etyi74.jpg)
(http://vlep.pl/femcdx.jpg)
(http://vlep.pl/gn8741.jpg)
Jedziemy w stronę Risan, objeżdżamy z lekka zatokę i w okolicach Morinj odbijamy od brzegu zatoki Kotoru i jedziemy pnąc się do góry, mijając tunel za tunelem.
Wyjeżdżamy na szczyt skąd pięknie widać całą panoramę na zatokę. Chmury wiszą coraz niżej więc postanawiamy powrócić tą samą trasą do Kamenari skąd odpływa prom do Lepetane.
(http://vlep.pl/wqr0sk.jpg)
(http://vlep.pl/f2d0r3.jpg)
Kupujemy bilety i przeprawiamy się na drugi brzeg zatoki, skąd udajemy się do Kotoru jadąc wzdłuż wybrzeża. Droga ma delikatnie pofałdowany charakter, ale widokowo jest powalająca.
(http://vlep.pl/m8f5vh.jpg)
(http://vlep.pl/htnf82.jpg)
(http://vlep.pl/n538ht.jpg)
-
Perast powala. Świetne foty, świetne oświetlenie. Czyżby po burzy ?
-
Jedziemy wzdłuż wybrzeża i dojeżdżamy do Kotoru, położonego na samym krańcu Zatoki Kotorskiej.
Kotor jest najdalej wysuniętym miasteczkiem na wschód części Boki, z trzech stron otoczonego górami Lovćen, Vrmac i Dobrota.
My jednak nie wjeżdżamy do świetnie zachowanego średniowiecznego miasta. Oboje już wcześniej w nim byliśmy, tym bardziej że dojazd do samego centrum był nieźle zakorkowany.
Jedziemy serpentynami na prawie 1600 m n.p.m. tuż pod szczyt Lovćen.
Na początek mamy podjazd z około 30 serpentynami na przełęcz Krstac.
(http://vlep.pl/exdavw.jpg)
Droga jest niesamowicie widowiskowa, co kilka serpentyn jest wspaniały widok na Bokę Kotorską. Każdy zakręt jest ponumerowany. Ten jedyny nad Adriatykiem fiord robi z tej perspektywy niesamowite wrażenie. Przez stulecia była to jedyna trasa łącząca stolicę Czarnogóry z wybrzeżem.
Wśród serpentyn jest fragment w kształcie litery M. Projektant Josip Siada, uczcił w ten sposób swoją ukochaną - królewnę Milenę. Droga przez góry ma ok.45 km jest wąska i bardzo kręta.
Jedynie w wyznaczonych miejscach tzw. zatoczkach mogą mijać się samochody. W innych po prostu samochody się nie miną.
no i tu się nie miną.....
(http://vlep.pl/h3om28.jpg)
Muszą wycofać, przez co trasa szybko potrafi się zakorkować. Widoki przez całą trasę są powalające.
(http://vlep.pl/ixlo1a.jpg)
(http://vlep.pl/5e9anq.jpg)
Zatrzymujemy się w restauracji z tarasem widokowym. Zostajemy tu aby uniknąć deszczu, który najwyraźniej nas goni. Zamawiamy ciepłą herbatę i kawę. Dosiada się do nas kot, biało-rudy, kompletna przylepa.... :D
(http://vlep.pl/xwqa3g.jpg)
(http://vlep.pl/nhqzog.jpg)
Czekamy aż chmury z lekka przejdą i ruszamy w dalszą drogę.
(http://vlep.pl/cx4pa8.jpg)
-
Glazio nie uwierzysz, ale burzy z tego nie było, z lekka pokropiło, więcej postraszyło.
Wiaterek się zerwał i się ochłodziło ale widokowo było extra.
-
(http://vlep.pl/09e6lr.jpg)
(http://vlep.pl/mun8bj.jpg)
(http://vlep.pl/zw9y3h.jpg)
(http://vlep.pl/zgue3w.jpg)
(http://vlep.pl/9hw7zs.jpg)
(http://vlep.pl/cfpz90.jpg)
Pniemy się pod górę serpentynami, dojeżdżamy na szczyt Jezerski Vrh który ma 1657 metrów n.p.m. To szczyt w Górach Dynarskich, położony na terenie Parku Narodowego Lovcen.
To około 30 km od Boki, większość drogi pokonujemy w imponującym widoku.
Niestety im wyżej się pniemy tym widoków coraz mniej, gdyż zalega mgła na całym paśmie górskim. Na dodatek robi się co raz zimniej.
Na jego wierzchołku znajduje się wybudowane w latach sześćdziesiątych XX wieku mauzoleum ostatniego wielkiego władyki Czarnogóry - Piotra II Petrowicia-Niegosza (1813-1851).
To właśnie z jego inicjatywy zapoczątkowano rozwój szkolnictwa, zlikwidowano cenzurę a także wprowadzono podatki.
W roku 1845 Niegosz wyraził życzenie, aby bo śmierci jego ciało zostało pochowane w kaplicy, którą polecił wybudować właśnie na szczycie Jezerskim. Życzenie władcy zostało spełnione dopiero cztery lata po jego śmierci ze względu na niebezpieczeństwo ze strony Tureckiej.
W setną rocznicę śmierci Niegosza władze ówczesnej Jugosławii mimo dużego sprzeciwu kościoła i mieszkańców Czarnogóry zadecydowały o rozbiórce kaplicy i wzniesieniu w jej miejscu mauzoleum. Budowla jest zbudowana w duchu socrealistycznym, z kamienia, ze złotym dachem. W jego wnętrzu umieszczony został blisko 30 tonowy granitowy pomnik Piotra II Petrowicia-Niegosza. Do mauzoleum prowadzi dużo schodów, które obecnie były remontowane.
(http://vlep.pl/qzsuvk.jpg)
(http://vlep.pl/rjkf74.jpg)
Generalnie widoki powinny być takie.
(http://vlep.pl/c1r29i.jpg)
(http://vlep.pl/buco3e.jpg)
Nie zwiedzamy mauzoleum w środku, odpuszczamy je sobie.
Powracamy do naszej bryki i znowu uciekając przed deszczem kierujemy się w stronę wybrzeża Czarnogóry.
(http://vlep.pl/teqamc.jpg)
Dojeżdżamy na wybrzeże w Czarnogórze. Nawet jak ktoś nigdy tu nie był, to zapewne widział to miejsce na pocztówkach.
(http://vlep.pl/0vrl4u.jpg)
Sveti Stefan to dawna wioska rybacka, a dzisiaj ekskluzywny kompleks wypoczynkowy. Nazwa owej miejscowości wzięła się od najstarszej cerkwi na wyspie, imienia właśnie świętego Stefana. Wcześniej jednak, w XV wieku istniała tu muzułmańska wioska Divic. Każdy z średniowiecznych domków przemieniono na ekskluzywny apartament i nadano im także niebanalne nazwy, takie jak "Pod kwiatem pomarańczy" czy "Pod morską rozgwiazdą".
Niektóre apartamenty mają nawet własny basen.*good*Pomimo, iż z zewnątrz zachowano oryginalny kształt budynków, ich wystrój daleki jest od typowej chaty rybackiej.
W miasteczku powstały także restauracje, sklepy, a nawet kasyna. To świetne miejsce dla gwiazd, które chcą wypocząć w miejscu mało dostępnym, ponieważ wejście na wysepkę sporo kosztuje.
Nie wspomnę o tym, że najtańszy nocleg na półwyspie kosztuje 900 EUR. My zatrzymujemy się na zjeździe nad samym morzem, by zobaczyć piękno tej wyspy. Parkujemy motor i udajemy się na plaże. Plaża kamienista, ale bardzo ładna. Średniowieczna zabudowa i granatowe morze otaczające obronne mury sprawiają, że wysepka ma wygląd Dubrownika w miniaturze.
(http://vlep.pl/80wxus.jpg)
(http://vlep.pl/ev9sn3.jpg)
Robi się coraz ciemniej, chmury nas gonią od samej zatoki Kotoru w końcu dochodzą i nad wybrzeże. Robimy się głodni i zajeżdżamy do tawerny nad samym brzegiem morza. Deszcz dopada nas tutaj ale my jesteśmy już bezpieczni, byliśmy pod dachem "kiwi" tak można by nazwać. Bo takie ilości kiwi, jakie wisiały nam nad głowami jeszcze nigdzie nie widziałam. Zamawiamy obiad i czekamy na poprawę pogody. Po 2 godzinach, pomimo lekkiego deszczyku ruszamy w stronę Ulcijn i tam chcemy znaleźć nocleg.
(http://vlep.pl/rk30sj.jpg)
(http://vlep.pl/wgmqvh.jpg)
Dojeżdżamy do Ulcinj, miasteczka najdalej wysuniętego na południe w Czarnogórze w pobliżu granicy z Albanią.
Deszcz nas nawet oszczędza, szukamy noclegów. W zasadzie nocleg znajduje się sam. Dojeżdżając do centrum na głównym skrzyżowaniu ulic, zatrzymuje się na światłach samochód i uchylając okno w samochodzie, pyta po polsku czy nie szukamy noclegu. Kiwamy głową, że tak więc jedziemy za facetem. Noclegi są nie daleko.
Duży ogród ze stolikami na zewnątrz i możliwością posiłku. Następnie udajemy się na starówkę, liczącą ponad dwa tysiące lat.
(http://vlep.pl/fs7iln.jpg)
Przez to, że Ulcinj praktycznie graniczy z Albanią da się tu wyczuć orientalny klimat kultury albańskiej.
Dlatego nie dziwią więc liczne meczety, śpiew muezina czy kobiety w muzułmańskich chustach. Główną atrakcją tego regionu są ciepłe, turkusowe wody Adriatyku, lazurowe bezchmurne niebo oraz połacie piaszczystych plaż otoczone subtropikalną roślinnością. Do tego ma największą liczbę słonecznych dni na całym wybrzeżu!
(http://vlep.pl/qwpbht.jpg)
(http://vlep.pl/9j3bqk.jpg)
Nad miastem góruje piękna starówka, gdzie jest wiele romantycznych restauracji, tawern i zaułków. Nocą jest pięknie oświetlone, a rozciągający się widok na miasto, morze i małą plaże jest wspaniały. Parkujemy motor tuż przy przystani i udajemy się na szczyt owej starówki. Zasiadamy w jednej z tawern, zamawiając piwko i kalmary i cieszymy się rewelacyjnym widokiem.
O 22 wracamy do naszego pokoju i udajemy się na spoczynek
-
Och ta Boka Kotorska :-)
-
13.09.2013
Nastaje poranek, wstajemy dość wcześnie, aby nie tracić dnia.
Przed nami dość długa droga do Żabljaka w Durmitorze. Śniadanko robimy sobie sami i zjadamy na świeżym powietrzu. Spakowani na nowo do swoich kuferków, żegnamy się z właścicielką, która od rana sprząta taras i ruszamy w drogę. Pogoda ładna, aczkolwiek w kierunku którym się wybieramy jest ciemno.
(http://vlep.pl/qtkdb5.jpg)
(http://vlep.pl/op1m7n.jpg)
Jedziemy wąską drogą i pniemy się do góry, zostawiamy za sobą wybrzeże Czarnogóry i jedziemy w stronę największego jeziora na Półwyspie Bałkańskim, położonego na granicy Albanii i Czarnogóry. Pokonujemy zaledwie 25 km drogi od Adriatyku i wjeżdżamy na najwyższy szczyt o wys. 1595 m n.p. który jest w masywie Rumija.
(http://vlep.pl/47bolh.jpg)
Zjeżdżamy na drugą stronę masywu i jedziemy równolegle do jeziora. Zatrzymujemy się aby się ubrać w nieprzemakalne ubrania bo właśnie dopada nas deszcz.
(http://vlep.pl/jed2mv.jpg)
W tle góry Albańskie
Część Jeziora Szkoderskiego wraz z wybrzeżem, należąca do Czarnogóry, znajduje się pod ochroną. Na tym terenie utworzono Park Narodowy Jeziora Szkoderskiego. Jezioro mnie urzekło, urozmaicona linia brzegowa z licznymi zatoczkami, półwyspami i wysepkami oraz samotne skały wystające z tafli jeziora naprawdę robią wrażenie. Na wysepkach stoją tajemnicze klasztory i cerkwie. Dodatkowego uroku dodaje sąsiedztwo pasma górskiego, które tworzy wręcz bajkową otoczkę. Na brzegu jeziora co jakiś czas można spotkać budowle sakralne i ruiny zamków. Deszcz na szczęście zanikał mogłam zrobić kilka zdjęć.
(http://vlep.pl/nezw7a.jpg)
(http://vlep.pl/fopwjb.jpg)
(http://vlep.pl/u2af3l.jpg)
(http://vlep.pl/gzpsic.jpg)
(http://vlep.pl/lhs18f.jpg)
(http://vlep.pl/xqsvcp.jpg)
(http://vlep.pl/thnpbs.jpg)
(http://vlep.pl/ojf5r0.jpg)
(http://vlep.pl/bdiujt.jpg)
(http://vlep.pl/5akpo3.jpg)
(http://vlep.pl/t6y1ef.jpg)
(http://vlep.pl/tni4jm.jpg)
Dojeżdżamy do mostu na Jeziorze Szkoderskim na trasie E65 Podgorica-Bar który przecina wysepkę Lesendro. Po lewej stronie mijamy ruiny powstałej w początkach XIX wieku twierdzy.
(http://vlep.pl/qabhyx.jpg)
(http://vlep.pl/m1i0ha.jpg)
W 1843 roku twierdzę zdobyli Turcy i utrzymali się w niej do 1878 roku. Po prawej stronie znajduje się parking z przystanią łodzi oraz z restauracją Jezero. I tu się zatrzymujemy na kawie. :)
(http://vlep.pl/abip6t.jpg)
Rozbieramy się z przemoczonych ubrań, które rozwieszamy na barierkach bo akurat pięknie przyświeca nam słońce. Ubrania wysychają natychmiast. Siedzimy tu około godziny i nabieramy sił na kolejną drogę. 8)
(http://vlep.pl/9yhse7.jpg)
(http://vlep.pl/r9pdue.jpg)
-
Jakim aparatem robicie zdjęcia ?
Zastanawiamy się na wymianie na coś nowszego.
Świetne foty :D
-
Nikon Coolpix P500 nic nadzwyczajnego, trzeba mieć duszę do robienia zdjęć :D
Fakt mnie też się podobają ;)
-
Dzięki za info :-)
Dusza do robienia zdjęć to już odrębna sprawa. Najważniejszy jest czas :-)
-
Jedziemy do Parku Narodowego Durmitor wzdłuż rzeki Tary, która płynie swoim biegiem i od wieków tworzy kanion pośród wysokich gór. Jest to najgłębszy kanion w Europie i prawdopodobnie drugi po Colorado – sięga do 1300 m głębokości. W niektórych miejscach ściany kanionu porośnięte są przez lasy iglaste. Spotkać tu można także cisy, które przez miejscową ludność uważane są za drzewa święte.W latach pięćdziesiątych XX wieku Góry Durmitoru wraz z kanionem Tary zostały objęte Parkiem Narodowym Durmitor, który w 1980 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Przyrodniczego UNESCO.
(http://vlep.pl/qpbim1.jpg)
(http://vlep.pl/mg5cxk.jpg)
(http://vlep.pl/fn68lw.jpg)
(http://vlep.pl/vm6g8o.jpg)
Rzeka jest bardzo dzika i rwąca. Jedziemy mijając tunele wydrążone w skałach, dopada nas ulewa ciężko nawet zrobić zdjęcie bo zero widoków.
Coraz bardziej robi się zimno, mam wrażenie, że woda przedostaje mi się do spodni i leje po nogach spływając do butów. Jednak nie zatrzymujemy się bo i nie ma za bardzo gdzie się schronić. Chcemy jak najszybciej dotrzeć do Żabljaka. Dojeżdżamy do mostu Tary, na którym był kręcony film "Komandosi z Navarony".
Most Đurđevića Tara gdy został wybudowany przed II Wojną Światową, był największym tego typu mostem na świecie. W czasie wojny jeden z budowniczych Mijat Trojanovic, będący jednocześnie partyzantem wysadził jedno z przęseł. Został później pojmany przez Włochów i rozstrzelany na nim. Tak, więc most ten jest świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Betonowy Most Đurđevića do dziś zachwyca wielkimi łukami przecinającymi w poprzek Kanion Tary.
Zatrzymujemy się tu i udajemy do restauracji. W pierwszej kolejności uderzam do łazienki, co się okazuje, że jestem wszędzie sucha. To zimne powietrze sprawiało uczucie, że jestem przemoczona. Zamawiamy ciepłą herbatę i ogrzewamy się. Restauracja zapełniona jest na maxa, wszyscy schronili się przed deszczem. Kiedy zza chmur wychodzi słoneczko i pojawia się piękna tęcza pstrykamy kilka fotek i ruszamy w dalszą drogę.
Stąd już zaledwie kilka kilometrów mamy do Żabljaka. Miasteczko nie jest szczególnie ciekawym miejscem, ale pełni w Czarnogórze rolę polskiego Zakopanego, czyli mojego miasta bo stąd pochodzę.
Żabljak to najwyżej położone miasto (1450 m n.p.m.) od razu szukamy zakwaterowania, planujemy zatrzymać się tu na dwie noce. Z miasteczka roztacza się piękny widok na góry z monumentalnym masywem Medjed na pierwszym planie. To właśnie Żabljak jest punktem, z którego można dokonywać wielu wspaniałych eskapad po okolicznych górach. Jadąc wzdłuż głównej drogi rzuca się nam w oczy motor na polskich nr rejestracyjnych, który stoi przed jednym z budynków. Natychmiast zawracamy i zatrzymujemy się tuż obok. Wychodzi do nas gospodarz z zapytaniem czy szukamy noclegu. Oglądamy pokój i pomimo, że jest bardzo mały postanawiamy zostać, bo jest w nim bardzo ciepło. Wręcz upalnie a my z lekka domoczeni i zmarznięci właśnie tego najbardziej potrzebujemy. Na dodatek jest kaloryfer i pełno rurek na których możemy powiesić swoje mokre ubrania. Z góry płacimy za dwie noce w sumie 20 EUR więc bardzo tanio. Zostawiamy swoje ubrania i idziemy coś zjeść. Wstępujemy do hotelu i tam zamawiamy obiadokolację. Potem udajemy się do sklepu, aby zrobić zakupy na dzień następny. Wracamy do swojego wynajmowanego pokoju, i co się okazuje, że przed budynkiem stoi już pięć kolejnych motorów tyle, że na rejestracjach niemieckich.
Jaką wielką moc przyciągania miał jeden motor.....
(http://vlep.pl/0d1kv8.jpg)
W końcu potem okazało się, że w naszym budynku oprócz chłopaka, który przyjechał na motorze jest jeszcze młoda parka polaków, którzy przyjechali samochodem. Oczywiście wieczorem już wszyscy razem zasiadamy do wspólnego stołu i obalamy nie jedną flaszkę wina.... :)
Niestety nie możemy sobie jednak pozwolić na dłuższe posiady, gdyż rano wybieramy się na najwyższy szczyt Czarnogóry Bobotow Kuk
-
14.09.2013
Wstajemy wcześnie rano, pogoda jest piękna, ale mrozik konkretny, aż zmroziło nam motor, pewnie było około 0-2 stopnie. Pogoda wymarzona na wyjście w góry. Pakujemy najważniejsze rzeczy do kufrów, zjadamy śniadanie i udajemy się na przełęcz z której będziemy zdobywać najwyższy szczyt Czarnogóry Bobotow Kuk.
Na zewnątrz budynku dopada mnie klika małych piesków, ciągną za nogawki, chcą się bawić. Jedynym zmartwieniem jest to, że gonią po ulicy, gdzie jeździ sporo samochodów.
(http://vlep.pl/xt8a4h.jpg)
(http://vlep.pl/xdar3b.jpg)
(http://vlep.pl/cjwutk.jpg)
(http://vlep.pl/ia2qwg.jpg)
(http://vlep.pl/fw3l4m.jpg)
Jesteśmy w Parku Narodowym Durmitor to jedno z wyższych pasm Gór Dynarskich, położone w Czarnogórze, pomiędzy dolinami i potoków Driny: Pivy na południowym zachodzie i Tary na północnym wschodzie. To góry wapienne, są pozbawione typowych grzbietów górskich, nie są porośnięte lasem dlatego panorama ze szczytów jest powalająca. Durmitor to jedne z nielicznych gór, w których nie ma dolin. Są stosunkowo łatwe i dostępne. Znajduje się w nich kilka wytyczonych szlaków turystycznych, my oczywiście uderzamy na najwyższy szczyt.
(http://vlep.pl/v5y7qw.jpg)
(http://vlep.pl/h850kd.jpg)
(http://vlep.pl/lp9e42.jpg)
(http://vlep.pl/4depy6.jpg)
(http://vlep.pl/oxu2w7.jpg)
(http://vlep.pl/5q1u93.jpg)
Zostawiamy motor na przełęczy, rozbieramy się z motorowych ubrań, które pakujemy do kuferków a wskakujemy w górskie.
Szlaki nie są trudne do przejścia nawet dla średnio wprawionych wędrowców. Są w miarę dość dobrze oznaczone. Jedynym problemem może być fakt, że wszystkie znaczone są tym samym kolorem - czerwonym. Płacimy za wstęp do Parku który jest płatny 2 euro i uderzamy na szczyt.
Moja kondycja ma wiele do życzenia. No ale cóż myślę, że dam radę.
Stosunkowo mała powierzchnia sprawia, że Durmitor można przejść wzdłuż i wszerz praktycznie w ciągu kilku godzin. Chociaż niektóre z wierzchołków w Durmitorze wyglądają jak wygasłe wulkany, to nie mają z nimi nic wspólnego. Góry powstały bowiem w wyniku fałdowania alpejskiego. Na szlaku jest zaledwie kilka osób w tym dwie znowu z Polski. Jednak naszych można spotkać wszędzie.
(http://vlep.pl/cyb3q2.jpg)
(http://vlep.pl/ifez8g.jpg)
(http://vlep.pl/yhb0ec.jpg)
(http://vlep.pl/vgbp2m.jpg)
(http://vlep.pl/a9ovfi.jpg)
(http://vlep.pl/lvc6iw.jpg)
Szczyt zdobywamy w ciągu 2,5 godziny, więc bardzo szybko pomimo mojej słabej kondycji. Czasami tak mam. Widoki są cudowne, choć pogoda w między czasie zdążyła się już zmienić.
(http://vlep.pl/f0qphc.jpg)
(http://vlep.pl/h57eop.jpg)
(http://vlep.pl/y4asho.jpg)
(http://vlep.pl/dwmcuh.jpg)
(http://vlep.pl/9y15hr.jpg)
Bobotow Kuk 2523 m n.p.m.
(http://vlep.pl/i50ws3.jpg)
(http://vlep.pl/2fw0b8.jpg)
Natychmiast gdy słońce się chowa, robi się zimno. Nie przebywamy zbyt długo na szczycie, robimy kilka zdjęć i schodzimy w dół.
(http://vlep.pl/vdk27e.jpg)
W niektórych miejscach aż prosiło się o łańcuch
(http://vlep.pl/ntazvx.jpg)
Na przełęczy wiało, że chciało mnie porwać, ubieramy się w motorowe ciuchy i jedziemy jeszcze w stronę kanionu rzeki Pivy.
(http://vlep.pl/m8frsj.jpg)
-
Zdjęcia boskie i do tego zsiadacie z motocykla i chodzicie :-)
Super :-) My też tak lubimy dlatego najczęściej jeździmy sami ponieważ większość motocyklistów woli jechać, jechać i jechać nie zsiadając z motocykla.
Dla nas jednak cały w tym urok. Jak się zatrzymam to mogę zrobić fajne nie rozmazane zdjęcie zarówno pięknym krajobrazom jak również innym motocyklistom/stkom :D
-
Uderzamy w stronę kanionu rzeki Pivy, jedziemy przez Narodowy Park Durmitor. Widoki są powalające.
Zresztą sam kanion rzeki Pivy również powala, jest równie ciekawy i urokliwy jak Kanion rzeki Tary.
Komunikacja publiczna kursuje w tych rejonach rzadko, jak w ogóle kursuje. Żeby przejechać te tereny własnym samochodem, trzeba się sporo natrudzić pokonując tą trasę. Przeliczne serpentyny i bardzo wąska droga przez Park Durmitior wynagrodzi nam go pięknem i majestatem tutejszych gór. Góry mogłyby rzeczywiście służyć jako plener do opowieści Tolkiena, są niezwykle piękne, tajemnicze i zupełnie puste.
Dojeżdżamy do Kanionu rzeki Pivy. Robi wrażenie, zresztą sami zobaczcie....
(http://vlep.pl/uerpkz.jpg)
(http://vlep.pl/wtjhgp.jpg)
(http://vlep.pl/q3l0zk.jpg)
(http://vlep.pl/41r0jt.jpg)
(http://vlep.pl/gzl9hr.jpg)
(http://vlep.pl/jkze6l.jpg)
(http://vlep.pl/4x7fga.jpg)
(http://vlep.pl/x0mcdf.jpg)
(http://vlep.pl/safjhm.jpg)
(http://vlep.pl/r6ma4h.jpg)
(http://vlep.pl/vy0knc.jpg)
(http://vlep.pl/ac7bi1.jpg)
(http://vlep.pl/cnv0qz.jpg)
(http://vlep.pl/zk7qup.jpg)
-
Pogoda wyśmienita :-)
-
(http://vlep.pl/vd1oa8.jpg)
(http://vlep.pl/rf0hqy.jpg)
(http://vlep.pl/el5ikc.jpg)
(http://vlep.pl/hbfxwp.jpg)
(http://vlep.pl/2ubpcw.jpg)
(http://vlep.pl/qz7nhy.jpg)
-
Czekałem na kolejny odcinek :-)
-
jedziemy jedziemy ;)
Dojeżdżamy do Kanionu rzeki Pivy. Jezioro Pivsko to sztuczny zbiornik wodny utworzony na rzece Pivie na terenie Parku Narodowego Durmitor. Na tym sztucznie utworzonym zbiorniku znajduję się zapora Mratinje która ma 220 m wysokości. Jest to druga co do wysokości tama w Europie. Utworzony zbiornik rozlewa się na 12,5 km2 powierzchni w kanionie o głębokości do 1200 m.
Poza wysokością tamy niesamowite wrażenie sprawia samo jezioro. Wapienne skały kanionu nadają wodzie piękny, turkusowo-szafirowy kolor. Widoki zapierają dech w piersiach, zresztą sami zobaczcie....
Po przejechaniu całej drogi wzdłuż kanionu wracamy do Żabljaka. Piękny zachód słońca urozmaica nam drogę. Jest pięknie ale co raz bardziej zimno.
(http://vlep.pl/ur7owj.jpg)
(http://vlep.pl/jq72h6.jpg)
(http://vlep.pl/djr610.jpg)
(http://vlep.pl/ah3kmj.jpg)
-
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. To nasz ostatni dzień, wracamy do Polski
15.09.2013
Rano wstajemy wcześnie rano. O godzinie 8 mamy zamiar wyjechać z Żabljaka, przed nami około 1200 km do Polski. Czy damy radę w jeden dzień to się dopiero okaże.
Pakujemy się do swoich kuferków i ruszamy w drogę. Jedziemy jeszcze raz przez kanion rzeki Tara. Tym razem pogoda dopisuje. Zatrzymujemy się na chwilkę aby zrobić kilka zdjęć i uderzamy w stronę granicy z Serbią w Dobrakovo. Pogoda dopisuje bo to najważniejszy priorytet naszej podróży. Dojechać cało, szczęśliwie i na sucho.........:)
oto kilka zdjęć z drogi powrotnej.
(http://vlep.pl/nt579q.jpg)
(http://vlep.pl/9cmaf6.jpg)
Tuż przed granicą węgierską zatrzymujemy się na jednej ze stacji benzynowych, aby rzucić coś na żołądek. Postanawiamy przejechać przez całe Węgry bez dłuższego postoju. Dojeżdżamy do przejścia granicznego w Roszke i oczom nie wierzymy jaki jest korek. Samochodów na dobre 4 godziny stania. My na szczęście pomimo, że nasz motor przez kufry nie należy do małych przepychamy się jak najbliżej granicy. Dojeżdżamy do grupki Niemców również na motorach tylko hmmmm.......
no cóż nie ma co porównywać ale ja tam wolę naszą BMW
W końcu po godzinie odstania przekraczamy granicę i jedziemy przez całe Węgry. Po drodze mam trzy zgony tzw. śpiączkę ale na szczęście kończy się bez upadku ;)
Dojeżdżamy do Słowacji, tuż po przekroczeniu granicy udajemy się na obiadokolację. Jest już ciemno i co raz zimniej. Chcemy jednak dzisiaj dojechać do domu. I udaje się nam to. W domu w Zakopanem jesteśmy na 23.
(http://vlep.pl/9zkoex.jpg)
(http://vlep.pl/r3zv9f.jpg)
(http://vlep.pl/c4bar5.jpg)
(http://vlep.pl/4mji3v.jpg)
(http://vlep.pl/sukwp5.jpg)
i to byłoby na tyle....... mam nadzieję, że się podobało ;D
-
Bardzo się podobało :-)
Teraz pytanie czy można wykorzystać ten tekst i kilka zdjęć w celu umieszczenia na stronie Radiatora :-)
-
Proszę bardzo, może komuś spodoba się trasa i pojedzie tam gdzie my :)
-
Postaram się umieścić jak najszybciej :-)
-
Super zareklamowałeś nasz wyjazd. Dzięki mamy nadzieję, że się komuś spodobał. :D
-
Cieszę się, że krótka zajawka przypadła do gustu.
Teraz czekam na kolejne wieści z Gruzji o czym już wspomniałaś
http://www.radiator-mototurystyka.pl/wp3_5/forum/index.php?topic=5759.msg6535#msg6535
Jestem pewien, że ta opowieść spodobała się większej grupie osób. Może wstydzą się w wyrażaniu własnych opinii. Zresztą sezon urlopowy nie zawsze sprzyja rozpisywaniu się :D
Zwrotna zajawka na stronie głównej radiatora http://www.radiator-mototurystyka.pl/5815/slowenia-chorwacja-i-czarnogora-czyli-wszystko-co-najpiekniejsze/
-
Witam. Mam na imie Michał. Super wyprawa, ciekawe foto i ciekawie opisane. Zainteresowała mnie Wasza podorzo poniewaz w tym roku bylem motocyklem na Chorwacji z zona. Może kiedyś wrzuce jakieś zdjęcia i opisze w paru słowach. Przed chwila zarejestrowałem sie na forum. Fajna sprawa. Pozdrawiam.
-
Witam. Mam na imie Michał. Super wyprawa, ciekawe foto i ciekawie opisane. Zainteresowała mnie Wasza podorzo poniewaz w tym roku bylem motocyklem na Chorwacji z zona. Może kiedyś wrzuce jakieś zdjęcia i opisze w paru słowach. Przed chwila zarejestrowałem sie na forum. Fajna sprawa. Pozdrawiam.
Czekam na Twoją relację z wyjazdu. Zdjęcia, filmy ... mile widziane :D
Miło się czyta, szczególnie w długie zimowe wieczory.
-
Witam. Mam na imie Michał. Super wyprawa, ciekawe foto i ciekawie opisane. Zainteresowała mnie Wasza podorzo poniewaz w tym roku bylem motocyklem na Chorwacji z zona. Może kiedyś wrzuce jakieś zdjęcia i opisze w paru słowach. Przed chwila zarejestrowałem sie na forum. Fajna sprawa. Pozdrawiam.
Cześć Michał
Jak udała się Twoja podróż do Chorwacji, podziel się nią z nami, chętnie zobaczę miejsca zapewne których nie widzieliśmy. Czekamy na zdjęcia i relację.
-
Przesyłam filmik z trasy po Słowenii.
Zapraszam do oglądnięcia. ;)
&feature=youtu.be
-
Przesyłam kolejny filmik tym razem z trasy po wybrzeżu Chorwackim.
Miłego oglądania.
-
Osobiscie jestem wielkim fanem Bałkanów i staram się zaplanować sobie wakacje w tej okolicy przynajmniej raz w roku.
Sama Czarnogóra na dwa tygodnie. My teraz do Chorwacji na dwa. Albania piekna nie tylko sh20 i sh21. Warto przepłynąć promem rzeką Koman. Warto unikać autostrad. Piekne widoki.
Zwykle staram się mieć ze soba zestaw naprawczy koła oraz inne części, które moga wymagać wymiany. Jak np https://readytoride.com.pl/Swieca-zaplonowa-NGK-BR8EIX-5044-p425?
-
Osobiscie jestem wielkim fanem Bałkanów i staram się zaplanować sobie wakacje w tej okolicy przynajmniej raz w roku.
Sama Czarnogóra na dwa tygodnie. My teraz do Chorwacji na dwa. Albania piekna nie tylko sh20 i sh21. Warto przepłynąć promem rzeką Koman. Warto unikać autostrad. Piekne widoki.
Zwykle staram się mieć ze soba zestaw naprawczy koła oraz inne części, które moga wymagać wymiany. Jak np https://readytoride.com.pl/Swieca-zaplonowa-NGK-BR8EIX-5044-p425?
Witam,
Wraz z pierwszym postem zapraszamy do powitalni. Wiem, że żyjemy w czasach reklam ale od razu link?
Wracając do tematu, Bałkany zarówno w tym poście jak i wielu innych to wdzięczny temat. Każda przygoda inna i na swój sposób. Również na naszej stronie znajdzie się kilka artykułów w temacie. Np. jeden z nich z wieloma odnośnikami (linkami do pełnej relacji na naszym forum) m.in. do Albanii >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/6428/do-kraju-smieci-mercedesow-bunkrow-i-klaksonow/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/3656/wyprawa-2013-bulgarski-bastion-komunizmu-czesc-4/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/769/przewodnik-motocyklowy-po-europie/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/1114/bakaski-miesicczyli-3-morza9-krajow-i-6000km-na-motocyklu/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/1113/dookoa-na-dwoch-koach/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/125/albania-2009-2/
https://www.radiator-mototurystyka.pl/5728/czarnogora-maly-kraj-ale-tylko-na-mapie/
Zachęcam do lektury. Zawsze można wyłapać coś nowego, np. na przedłużony weekend :-)
https://www.radiator-mototurystyka.pl/6944/serbski-zawrot-glowy/
Szerokości :-)