41
Turystyka zagraniczna / Odp: Do krainy wikingów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Marca 14, 2021, 08:39:44 pm »Cd. cz. 19

14.07.2016 - dzień 21 - czwartek
Nikt i nic nas nie budzi. Tamara wstaje pierwsza ponieważ zbudziło ją moje chrapanie. Prawdopodobnie, to efekt wczorajszego piwa. Zwijamy swoje toboły, wystawiając namiot do słońca do całkowitego wysuszenia.
Siedząc przy śniadaniu obserwujemy turystów spływających kajakami. Mimo wczesnej pory jest ich dość sporo. Z upływem czasu z pewnością będzie ich więcej. Schodząc do rzeki na jej dnie widzimy mnóstwo małży czyhających na okazję przepływającego pokarmu. Niestety od czasu do czasu mącimy im tą doskonałą widoczność. Woda jest wyśmienita i bardzo czysta. Niestety jej muliste podłoże zniechęca do kąpieli.



Liczna małże na dnie rzeki
Już czas. Ruszamy do obranej wczoraj KULDIGI. Na pożegnanie podjeżdżamy na ABAVAS RUMBA - pobliski wodospadzik/próg skalny, który muszą pokonać spływający kajakarze. Nic okazałego, jednak siedząc w dość wywrotnej łupince, wszystko może się zdarzyć. Przy szlabanie dokonujemy płatności za noc, co można było pominąć jednak poczuliśmy taki obowiązek.
Dojazd do Kuldigi był bardzo sprawny. Już na samym początku przy wjeździe do miasteczka pozytywnie zaskoczył nas piękny most, z którego widać dość rozległy wodospad. Za mostem zabytkowa zabudowa miasteczka w dość odrapanym charakterze. Widać tu ewidentnie brak zastrzyku gotówki na renowację obiektów.



Zsiadamy z motocykla i ruszamy na pieszą część wycieczki. Na początek piękny park z rzeźbami, dzikie kaczki jedzące z ręki i jeszcze więcej rzeźb. Dochodzimy do kościoła ewangelickiego, wewnątrz którego znajduje się mini muzeum. Zabytkowe organy, wejście drewnianymi i skrzypiącymi schodami na wieżę kościelną, w której znajdują się trzy dzwony bez serc a do tego zniszczone prawdopodobnie przez sowietów. Przy jednym z nich znajduje się zewnętrzne serce ala kowadło. Co nam się dzisiaj rzuciło na oczy. Na każdym kroku widzimy mnóstwo łotewskich flag, jakby dzisiaj było święto państwowe lub miasta. Urządzamy sobie jeszcze krótki spacer uliczkami zniszczonego upływem czasu miasta dochodząc do starego młyna, przy którym pozostawiliśmy nasz motocykl. Chyba Bóg i władze regionalne/lokalne zapomniały, o tym miejscu lub stało się tak mało atrakcyjne dla jego mieszkańców, że masowo opuszczają tą całkiem miłą w obejściu architekturę. Wystarczyłby lekki makijaż odrobina więcej życia, jakiś ogródek piwny i naszym zdaniem warto byłoby zatrzymać się tu na dłużej.
To takie ubolewania nad miasteczkami tracącymi swoją funkcję z różnych powodów. Widocznie na zachód od Rygi jest ich bardzo dużo.

Renowacja dachu okolicznego baru

Pierwsza z napotkanych rzeźb


Wodospad w Kuldiga




Rzeźby niczym z Wysp Wielkanocnych






Widok na miasteczko z dzwonnicy





Centrum miasteczka

Stary a raczej dawny młyn



Siedziba władz lokalnych

Głazy są wszędzie
W drogę.
Obieramy kurs na Litwę w stronę Polski. Jakość dróg stopniowo słabnie. Zaczyna się droga szutrowa., którą jedziemy około 50 km przekraczając granicę Łotewsko-Litewską. Wszystko mamy zapylone, nawet w ustach czuć pył a wszystko przez ruch drogowy, bo byliśmy jednymi z wielu użytkowników tej drogi. Zapylone koła, nasze spodnie, kufry i wszystko na nich.


To już Litwa
Dojeżdżamy do asfaltu i przystajemy na przydrożnej stacji benzynowej podsumowując to tak:
Głazio: kawałek szutrowej drogi a ile radości ...
Wiórku powiedz coś o szutrowej drodze, którą jechaliśmy.
Wiórek: Beznadziejna.
Głazio: Jak beznadziejna?
Wiórek: Beznadziejna !
A wszystko to przy konsumpcji pysznego kibina.
Chwilę po zatankowaniu przystajemy w przydrożnej restauracji.
Powód?
Dorwał nas deszcz a my nauczeni całą naszą trasą, wolimy się zatrzymać aby uprzedzić zaskoczenie i przemoczenie w celu ubraniu membran, które choć przez chwilę uchronią nas przed życiodajnym płynem z nieba.
Dla spragnionych - zbawienie, dla przemoczonych - udręka.
W restauracji
Cóż można powiedzieć. Zjedzone uprzednio kibiny na stacji benzynowej były zdecydowanie lepsze. Te nie miały startu. Próbujemy coś innego. Z powodu braku zeppelinów decydujemy się na bliny z mięsem (coś w stylu placków ziemniaczanych nadziewanych wewnątrz mięsem smażone na głębokim tłuszczu) podane z dodatkiem, śmietaną smakowały wyśmienicie. Palce lizać - pycha.
Z powodu padającego deszczu nie chce nam się wsiadać na motocykl w celu pokonania kolejnych kilometrów. Taka pogoda w zupełności nam się przejadła. Cóż począć. Zakładamy membrany i w drogę.


Obejście restauracji

Nasz rachunek
Z upływem czasu deszcz nasila się ... ale to już było, nam również się znudziło. Jadąc łukiem w celu ominięcia Obwodu Kaliningradzkiego w pewnym momencie zjeżdżamy z drogi głównej do sklepu w Mariampol w celu zakupów (%). Wydaje nam się, że to już ostatnie większe miasteczko przed wjazdem do Polski więc warto coś przywieźć do domu aby w spokoju móc oddać się części koszernej trunków. Przechodząc uprzednio detox, sporo zaoszczędziliśmy więc tutaj nadrobimy kupując litewskie specjały. Tak też zrobiliśmy - bez szczegółów.
Zakupy w ociekających ciuchach motocyklowych, które wyznaczają mokry ślad naszej trasy w sklepie, to jak zwykle atrakcja dla miejscowych, więc miło nam było zrobić taką furorę, podobnie jak w szwedzkiej restauracji. Staramy się ze wszelkich sił aby pozostawić jak najmniej tego życiodajnego płynu w sklepie. Warto byłoby wymienić w stosunku 1:1 na % za free. Niestety złudne życzenie. Najważniejsze, że humor dopisuje.
Krótkie wspomnienie z krajów bałtyckich z 2012 roku z podróży motocyklowej "Siedem mórz ?" >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/6422/wyprawa-motocyklowa-siedem-morz/
W ulewnym deszczu wjeżdżamy do Polski. Rozglądamy się za noclegiem w godziwych warunkach, ponieważ nasz namiot już swoje wycierpiał a wolimy wieźć go na motocyklu jak jest suchy (mniejsza waga i suche rzeczy wewnątrz kufra).

Po drodze mijamy same porty, oczywiście dla tirów. Jedna spokojne inne głośne. W tym wąskim przesmyku między Obwodem Kaliningradzkim a Białorusią trudno nie zgadnąć w jakim kierunku podążają kierowcy największych pojazdów drogowych.
W jednym z portów, w barze bardzo tłoczno.
Szukamy dalej.
W Suwałkach awaria prądu - więc w tym porcie/pensjonie cicho.
Dalej ...
Koniec końców, zatrzymujemy się na nocleg przed Augustowem w Barze ABRO. Jest WiFi, bo w planie - dogłębna analiza prognozy pogody, która pozwoli nam lub nie miło spędzić czas na Mazurach, Suwalszczyźnie. Jedne prognozy odrobinę optymistyczne (właściciele lokalu), inne mniej (te w realu).
Tu dowiadujemy się o masakrze/zamachu w Nicei >>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_w_Nicei , gdzie zginęło 87 osób a ponad 200 zostało rannych.
Za wikipedia:
Podczas obchodów Dnia Bastylii, po końcowym pokazie sztucznych ogni, ok. 22.40, w pobliżu szpitala Lenval ciężarówka Renault Midlum prowadzona przez zamachowca staranowała bariery i wjechała w tłum ludzi.
Samochodem kierował 31-letni obywatel Tunezji, posiadający kartę stałego pobytu i pozwolenie na pracę we Francji, ...
...
W tych smutnych okolicznościach delektujemy się przepysznym piwem tutejszego baru.
Cdn (ostatnia część i podsumowanie) ...

14.07.2016 - dzień 21 - czwartek
Nikt i nic nas nie budzi. Tamara wstaje pierwsza ponieważ zbudziło ją moje chrapanie. Prawdopodobnie, to efekt wczorajszego piwa. Zwijamy swoje toboły, wystawiając namiot do słońca do całkowitego wysuszenia.
Siedząc przy śniadaniu obserwujemy turystów spływających kajakami. Mimo wczesnej pory jest ich dość sporo. Z upływem czasu z pewnością będzie ich więcej. Schodząc do rzeki na jej dnie widzimy mnóstwo małży czyhających na okazję przepływającego pokarmu. Niestety od czasu do czasu mącimy im tą doskonałą widoczność. Woda jest wyśmienita i bardzo czysta. Niestety jej muliste podłoże zniechęca do kąpieli.



Liczna małże na dnie rzeki
Już czas. Ruszamy do obranej wczoraj KULDIGI. Na pożegnanie podjeżdżamy na ABAVAS RUMBA - pobliski wodospadzik/próg skalny, który muszą pokonać spływający kajakarze. Nic okazałego, jednak siedząc w dość wywrotnej łupince, wszystko może się zdarzyć. Przy szlabanie dokonujemy płatności za noc, co można było pominąć jednak poczuliśmy taki obowiązek.
Dojazd do Kuldigi był bardzo sprawny. Już na samym początku przy wjeździe do miasteczka pozytywnie zaskoczył nas piękny most, z którego widać dość rozległy wodospad. Za mostem zabytkowa zabudowa miasteczka w dość odrapanym charakterze. Widać tu ewidentnie brak zastrzyku gotówki na renowację obiektów.



Zsiadamy z motocykla i ruszamy na pieszą część wycieczki. Na początek piękny park z rzeźbami, dzikie kaczki jedzące z ręki i jeszcze więcej rzeźb. Dochodzimy do kościoła ewangelickiego, wewnątrz którego znajduje się mini muzeum. Zabytkowe organy, wejście drewnianymi i skrzypiącymi schodami na wieżę kościelną, w której znajdują się trzy dzwony bez serc a do tego zniszczone prawdopodobnie przez sowietów. Przy jednym z nich znajduje się zewnętrzne serce ala kowadło. Co nam się dzisiaj rzuciło na oczy. Na każdym kroku widzimy mnóstwo łotewskich flag, jakby dzisiaj było święto państwowe lub miasta. Urządzamy sobie jeszcze krótki spacer uliczkami zniszczonego upływem czasu miasta dochodząc do starego młyna, przy którym pozostawiliśmy nasz motocykl. Chyba Bóg i władze regionalne/lokalne zapomniały, o tym miejscu lub stało się tak mało atrakcyjne dla jego mieszkańców, że masowo opuszczają tą całkiem miłą w obejściu architekturę. Wystarczyłby lekki makijaż odrobina więcej życia, jakiś ogródek piwny i naszym zdaniem warto byłoby zatrzymać się tu na dłużej.
To takie ubolewania nad miasteczkami tracącymi swoją funkcję z różnych powodów. Widocznie na zachód od Rygi jest ich bardzo dużo.

Renowacja dachu okolicznego baru

Pierwsza z napotkanych rzeźb


Wodospad w Kuldiga




Rzeźby niczym z Wysp Wielkanocnych






Widok na miasteczko z dzwonnicy





Centrum miasteczka

Stary a raczej dawny młyn



Siedziba władz lokalnych

Głazy są wszędzie
W drogę.
Obieramy kurs na Litwę w stronę Polski. Jakość dróg stopniowo słabnie. Zaczyna się droga szutrowa., którą jedziemy około 50 km przekraczając granicę Łotewsko-Litewską. Wszystko mamy zapylone, nawet w ustach czuć pył a wszystko przez ruch drogowy, bo byliśmy jednymi z wielu użytkowników tej drogi. Zapylone koła, nasze spodnie, kufry i wszystko na nich.


To już Litwa
Dojeżdżamy do asfaltu i przystajemy na przydrożnej stacji benzynowej podsumowując to tak:
Głazio: kawałek szutrowej drogi a ile radości ...
Wiórku powiedz coś o szutrowej drodze, którą jechaliśmy.
Wiórek: Beznadziejna.
Głazio: Jak beznadziejna?
Wiórek: Beznadziejna !
A wszystko to przy konsumpcji pysznego kibina.
Chwilę po zatankowaniu przystajemy w przydrożnej restauracji.
Powód?
Dorwał nas deszcz a my nauczeni całą naszą trasą, wolimy się zatrzymać aby uprzedzić zaskoczenie i przemoczenie w celu ubraniu membran, które choć przez chwilę uchronią nas przed życiodajnym płynem z nieba.
Dla spragnionych - zbawienie, dla przemoczonych - udręka.
W restauracji
Cóż można powiedzieć. Zjedzone uprzednio kibiny na stacji benzynowej były zdecydowanie lepsze. Te nie miały startu. Próbujemy coś innego. Z powodu braku zeppelinów decydujemy się na bliny z mięsem (coś w stylu placków ziemniaczanych nadziewanych wewnątrz mięsem smażone na głębokim tłuszczu) podane z dodatkiem, śmietaną smakowały wyśmienicie. Palce lizać - pycha.
Z powodu padającego deszczu nie chce nam się wsiadać na motocykl w celu pokonania kolejnych kilometrów. Taka pogoda w zupełności nam się przejadła. Cóż począć. Zakładamy membrany i w drogę.


Obejście restauracji

Nasz rachunek
Z upływem czasu deszcz nasila się ... ale to już było, nam również się znudziło. Jadąc łukiem w celu ominięcia Obwodu Kaliningradzkiego w pewnym momencie zjeżdżamy z drogi głównej do sklepu w Mariampol w celu zakupów (%). Wydaje nam się, że to już ostatnie większe miasteczko przed wjazdem do Polski więc warto coś przywieźć do domu aby w spokoju móc oddać się części koszernej trunków. Przechodząc uprzednio detox, sporo zaoszczędziliśmy więc tutaj nadrobimy kupując litewskie specjały. Tak też zrobiliśmy - bez szczegółów.
Zakupy w ociekających ciuchach motocyklowych, które wyznaczają mokry ślad naszej trasy w sklepie, to jak zwykle atrakcja dla miejscowych, więc miło nam było zrobić taką furorę, podobnie jak w szwedzkiej restauracji. Staramy się ze wszelkich sił aby pozostawić jak najmniej tego życiodajnego płynu w sklepie. Warto byłoby wymienić w stosunku 1:1 na % za free. Niestety złudne życzenie. Najważniejsze, że humor dopisuje.
Krótkie wspomnienie z krajów bałtyckich z 2012 roku z podróży motocyklowej "Siedem mórz ?" >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/6422/wyprawa-motocyklowa-siedem-morz/
W ulewnym deszczu wjeżdżamy do Polski. Rozglądamy się za noclegiem w godziwych warunkach, ponieważ nasz namiot już swoje wycierpiał a wolimy wieźć go na motocyklu jak jest suchy (mniejsza waga i suche rzeczy wewnątrz kufra).

Po drodze mijamy same porty, oczywiście dla tirów. Jedna spokojne inne głośne. W tym wąskim przesmyku między Obwodem Kaliningradzkim a Białorusią trudno nie zgadnąć w jakim kierunku podążają kierowcy największych pojazdów drogowych.
W jednym z portów, w barze bardzo tłoczno.
Szukamy dalej.
W Suwałkach awaria prądu - więc w tym porcie/pensjonie cicho.
Dalej ...
Koniec końców, zatrzymujemy się na nocleg przed Augustowem w Barze ABRO. Jest WiFi, bo w planie - dogłębna analiza prognozy pogody, która pozwoli nam lub nie miło spędzić czas na Mazurach, Suwalszczyźnie. Jedne prognozy odrobinę optymistyczne (właściciele lokalu), inne mniej (te w realu).
Tu dowiadujemy się o masakrze/zamachu w Nicei >>> https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_w_Nicei , gdzie zginęło 87 osób a ponad 200 zostało rannych.
Za wikipedia:
Podczas obchodów Dnia Bastylii, po końcowym pokazie sztucznych ogni, ok. 22.40, w pobliżu szpitala Lenval ciężarówka Renault Midlum prowadzona przez zamachowca staranowała bariery i wjechała w tłum ludzi.
Samochodem kierował 31-letni obywatel Tunezji, posiadający kartę stałego pobytu i pozwolenie na pracę we Francji, ...
...W tych smutnych okolicznościach delektujemy się przepysznym piwem tutejszego baru.
Cdn (ostatnia część i podsumowanie) ...

Ostatnie wiadomości





















































































Mimo Temperatur na przełomie zera nadal latam








Zdrowych spokojnych świąt życzę wszystkim, a w nowym roku zdrowia, fantastycznych wyjazdów, spotkań ze wspaniałymi ludżmi.










































