Hostel jak na Pragę tani. Dwa pokoje dwuosobowe ze wspólną łazienką i toaletą (jak w akademiku). Mała różnica - w każdym pokoju TV i lodówka.
Po całonocnej ulewie zwijamy swoje manele, które o dziwo wyschły. Schodzimy do moto-cały mokry. Przecieramy na sucho i jedziemy do centrum.
Praga centrum - tu istnieje poważny problem z parkowaniem. Po jakimś czasie znajdujemy podziemny parking i udajemy się na piesze zwiedzanie.

Zaznaczam, że przeznaczyliśmy na to miasto tylko kilka godzin a wymaga ono minimum dwóch dni aby poznać jego starą część w miarowym spokoju i klimacie.
Ja mówię w skrócie - dzięki naszym wizytom wiemy gdzie należy wrócić (Gruzja już 3x i oby się nie zmieniła - podobnie jak inne kraje i miasta).
Od parkingu zmierzamy w kierunku Hradczan najkrótszą drogą i z nowoczesnego mostu uwieczniamy pod słońce Most Karola.

Most na tle starych kamienic robi ogromne wrażenie podobnie jak rzeka Wełtawa dzieląca starą Pragę.

Z mostu nasza ścieżka zawiodła nas prosto do dzielnicy siedzib rządu Czech, do których można wejść bez żadnych problemów. Wewnętrzne dziedzińce oprócz wspaniałej architektury posiadają zadbany i wypielęgnowany ogród. Istny raj na ziemi.
Wspinając się coraz wyżej docieramy w okolice Hradczan, których strzegą żołnierze. Można ich spotkać w wielu innych miejscach starego miasta - w bramach wejściowych.

Zwiedzamy, oglądamy i wzdychamy od nadmiaru urokliwych uliczek rozsianych po okolicznych górkach. Stwierdziłem, że do katedry św. Wita trudno porównać jakikolwiek zabytek Pragi. Niezliczona ilość rzeźb, rzygaczy (czytaj rynien), witraży i wielu innych cennych elementów otoczona drogimi restauracjami zasługuje na chwile przemyśleń dotyczącą ilości włożonej pracy w to dzieło. Ta bezwartościową budowlę mogą opisywać i wyceniać historycy a najlepiej znawcy sztuki. Cud nad Wełtawą.

Spacerując dalej oprócz zabytków napotykamy inne atrakcje. Jedna z nich, którą skwitowałem słowami \\\"co to się porobiło - kobieta w spodniach, chłopy w spódnicy\\\". Wierzcie lub nie - ja podpinam zdjęcie.

Chcąc nie chcąc na jednym z dziedzińców nachodzimy na panów ciągle oddających mocz w postaci wody - chciałem się do nich przyłączyć ale niestety zaciął mi się zamek w motocyklowych spodniach, a inaczej wężyk czerpiący wodę ze zbiorniczka pod moimi stopami.

Niestety nie udało mi się dodać własnego śladu na widocznej kałuży jak to zrobili moi sąsiedzi. Zawstydzony ruszam dalej razem z Wióreczkiem, który mi pomagał i dopingował. Niestety - fatum. Idąc dalej napotykamy chodnik dla pieszych z sygnalizacją świetlną. Jest na tyle wąski, że można się nim poruszać tylko w jedną stronę przy świecącym zielonym świetle. Ewenement na skalę światową. Uparci i szczupli ocierając się jakoś się ominą jednak trafiając na kogoś bardziej okazałego lub postawnego widzę nikłe szanse. Jedyna możliwość to przejście po leżącym lub pomiędzy ścianami - dla wspinających się :-)

Przechodzimy pomiędzy barami, zapachami i tłumami ludzi. Dalej mim. Po wrzuceniu pewnej kwoty, która okazała się dość duża zażyczył sobie zdjęcia (podszedłem ja, podeszła Tamara) a za nami nagle utworzyła się kolejka. Otworzyliśmy mu interes


Wchodzimy na Most Karola. Tłumy turystów i miejscowych zarobkowiczów sprawiają, że trudno przejść bez potrącenia innych. Pod jedną z rzeźb ustawia się kolejka do wyślizganego przez dotyki turystów odlewu po dwóch stronach. Głaszczę jeden i drugi - ponoć zapewniają powrót do tego miasta. Wyszło kolejne fatum - wyszedłem cało z motocyklowej wywrotki (dla wtajemniczonych), ponieważ gdzieś na górze zapisano, że muszę tam wrócić. Zanim to jednak zrobię muszę odwiedzić inne miasto, które mnie i górę zobowiąże do mojej obecności.

Schodzimy z Mostu Karola i chcemy go jeszcze raz uwiecznić.
Szukam kandydata do tego, by wykonał naszej dwójce fotkę. Co w tym ciekawego ? W okresie wakacji byliśmy w Rosji i przejechaliśmy przez nią dobrych parę tysięcy kilometrów. Podchodzę do siedzącego turysty z prośbą o fotkę. Turysta z Rosji a obok babuszka toże z Rosji. Ot jaką ma rękę :-)

Nasz czas przeznaczony na rozpoznanie Pragi zakończył się. Szkoda, że nasz przyjaciel Jiri nie mógł być naszym przewodnikiem (obowiązki w pracy). Mamy jednak zobowiązanie do powrotu więc posiedzimy dłużej przy innej okazji.
Muszę to tutaj napisać. Ten piękny kraj niby tak blisko a jednak tak daleko. Wielu Polaków przeważnie zatrzymuje się w osławionej Pradze pomijając zazwyczaj całą resztę.
My dzięki wysiłkowi Jiriego udajemy się na wyznaczoną przez niego trasę. Ogranicza nas czas więc okrajamy ją w taki sposób aby powrócić na czas do Polski. Pozostałą część zostawimy sobie na następny raz. Może wspólnie Jiri ?
Z Pragi jedziemy na północny zachód (zamiast zacząć od południa i zachodu). Przemieszczamy się wzdłuż okazałej rzeki Łaba. Docieramy do miasteczka Ujście nad Łabą a przed nim naszym oczom ukazuje się zamek na górującej skale, pod którą znajduje się tama a zarazem przeprawa dla pływających stateczków i barek.

Statki, barki i inne obiekty pływające mijają nas co chwilę. Dla nas informacja, że żeglowna rzeka Łaba łączy Czechy z dużym portem morskim na Morzu Północnym zlokalizowanym w Hamburgu (również nad rzeką Łaba). Jeszcze kiedyś Czechosłowacja korzystała z naszych polskich portów morskich. Śledząc żeglowność naszych rzek uzyskujemy automatycznie odpowiedź gdzie łatwiej i prościej. Nasz kraj dla obcokrajowców jest po prostu niezrozumiały i zawiły. Nie brnę w ten temat, bo o zawiłościach można już pisać w każdej pobliskiej okolicy.
Łykając uroki Czech jedziemy wzdłuż rzeki Łaba przez kaniony, które są w tym miejscu rezerwatem. Ciągle podziwiamy stateczki i płynące w górę rzeki i barki.
Docieramy do granicy czesko-niemieckiej, która przebiega środkiem Łaby. Po chwili docieramy do Hrenska. Jadąc prosto po kilometrze przekroczymy granicę z Niemcami. My jednak podziwiamy uroki budowli i skał tej malowniczej miejscowości kierując się dalej wgłąb Parku Narodowego Czeska Szwajcaria.

Kolorowe domy, pensjonaty, restauracje wkomponowane w skały są zapowiedzią wspaniałych widoków trasy prowadzącej przez park. Zatrzymujemy się co chwila. Raz przy przydrożnym straganie.


Raz przy malowniczych domach niczym z bajki.

To wszystko wzdłuż krętej drogi biegnącej pośród skał i lasów.

Trudno uwierzyć w tą bajeczną malowniczość. My podróżowaliśmy wąskimi, krętymi i wyścielonymi kolorowymi liśćmi drogami asfaltowymi pełnymi łat. Warto w jesiennej aurze. Ona dodaje magi tym wspaniałym okolicom.
W pewnym momencie poczuliśmy się jak w polskiej wsi gdzie za dawnych lat takie widoki były codzienne i normalne.

Ta trasa zaparła nam dech w piersiach. Wszystko czego się spodziewaliśmy przerosło nasze oczekiwania. Jazda drogami wiodącymi przez czeską część gór Łużyckich zaprowadziła nas do Liberca, w którym znajduje się znana fanatykom skoków narciarskich skocznia. Spadek temperatury sprawił, że ubraliśmy jeszcze trochę odzienia. Dalszą jazdę kontynuowaliśmy bocznymi drogami. Wzdłuż nich można podziwiać różne cuda. Wśród nich pięknie obrośnięty jesiennymi winoroślami bar i pensjonat.

Tym razem nasza trasa prowadzi przez Czeski Raj - obszar chronionego krajobrazu oraz geopark UNESCO.
Przejeżdżamy wzdłuż malowniczych skał oraz przez tunelik wycięty w jednej z nich.

Jadąc dalej już w półmroku rozglądamy się za jakimś noclegiem. Zatrzymujemy się w miejscowości Libosovice. Nazwę upatrzonego hotelu podamy w późniejszej części.
Wchodzimy. Pytamy o nocleg i cenę w barze mieszczącym się na dole. Brakuje nam niewiele. Złotówek nie przyjmują. W barze ciekawa atmosfera. Starszyzna z ciekawym poczuciem humoru przy piwie. Widzimy jedną kobietę. Druga, młoda zasiada przy barze naprzeciw swojego brata lub chłopaka. Odczuwalny i widoczny dym z papierosów. Tu nie ma zakazu/ów ? Po krótkich obserwacjach pytamy o bankomat. Pada szybka odpowiedź 3 km stąd w miejscowości Sobotki. Jedziemy do Sobotki. Piękne miasteczko z ciekawymi zabytkami i atrakcyjnym ryneczkiem. Przy nim wypasiony hotel. Na dole także restauracja. Wewnątrz sterylnie a do tego sami garniturowcy.
Wykonujemy pamiątkowe zdjęcie na rynku w Sobotkach/Sobotce :-)
