Dla jednych zasłużona pora odpoczynku dla sprzętów oraz gruntownych przeglądów. Ja nie wytrzymałem i wyruszyłem w trasę na oględziny wokół komina pokonując około 150 km. Takie małe wietrzenie sprzętu.
Zaczęło się od brodzenia w błocie w okolicy Podemszczyzny. Z wierzchu błotko, pod spodem zamarznięta maź, która nadawała poślizgu dość gładkiej oponie. Nie żebym coś pił. Po prostu płynąłem z nurtem


Chwilę później doszedł śnieg. Starając się przejechać jedno z takich pól śnieżnych utknąłem w lodowej pułapce. Po śniegu zostało wspomnienie a widoczny biały kolor to po prostu twardy zbitek kryształków lodu.

Tor jazdy wytyczały bruzdy lub spadki terenu. Miejscami konieczny był przystanek, po to by nie zostać wciągniętym do pobliskiego rowu :-)

Jak się człek upapra po tygodniu pracy to przynajmniej ma dobrą zabawę.

Odskocznia od rzeczywistości - wyśmienita.

Zataczając małe koło przebrnąłem kolejne błotka docierając do dawnej wieży ciśnień.

Po drodze mała wycinka drzewa w lesie i zapięte do ciągnika drzewo ciągnięte za pojazdem wyznaczało wymuszony tor jazdy.

Mój jeszcze czarny potwór właśnie w tym miejscu zażyczył sobie sesję zdjęciową.

W stropie na piętrze pojawiły się już dwa dosyć pokaźne otwory. Wejście na wyższe piętra dawno zostały zdemontowane a po dawnym zbiorniku na wodę pozostał tylko ślad.

Dalsza droga przez las. Niby asfaltowa a jakby lodowa.

Spory kawałek do przebrnięcia okazał się łatwiejszy niż błotna potyczka.

Kawałek dalej pogoda rozpieszczała więc zwierzęta gospodarskie wyszły w celu zażycia kąpieli słonecznej.

Wyluzowane, przeżuwały coś skrzętnie przypatrując się dziwnemu przybyszowi zakłócającemu ich spokój.

Podglądnąłem także jak wygląda bobrza tama, którą doglądałem miesiąc wcześniej :-)
Zobacz owoce ich pracy >>>
To co latem bywa zdradliwe dla motocykli i motocyklistów, zimą nie gorszy.

Zwały piachu (na pewno z solą) przy ostrym hamowaniu mogą sprawić niespodziankę nie jednemu użytkownikowi dróg.

Mimo wcześniejszych przebojów w lodowej tafli, wjechałem w kolejną w okolicy kapliczki nad źródełkiem.

Czego się nie robi dla solidnej rozgrzewki :-)
Walka z kolosem w celu opuszczenia pola lodowego dodaje sporej ilości ciepła.

Chwilę później chłodzenie na asfalcie w celu wyrównania ciepłoty ciała i dalej w błotko. Po drodze nie udał mi się podjazd pod niezbyt stromą górkę. Stromszy początek nie dał się przeskoczyć mimo usilnych prób. Może innym razem lub na innych butach


Tutaj długo myślałem czy skręcać w lewo za płotem gdzie już na początku znajduje się bagienko (przez cały rok). Dalej piaski przez las (po tych wilgotnych i zmrożonych jeździ się wyśmienicie w przeciwieństwie do tych całkowicie suchych). Na koniec kolejna bjecja z różnie rozjeżdżonymi koleinami. Zastanawiając się nad tymi ostatnimi postanowiłem zawrócić do drogi asfaltowej.

Zamiast 2-3 km na skróty zrobiłem 7 na około przemierzając drogę zbudowaną z cegieł (prawdopodobnie jeszcze za III rzeszy).

Dalsza jazda głównie asfaltami przemieszanymi z lodami.

Od czasu do czasu widok na wioskę.

Inną wioskę z rzeźbą w wapieniu, którego w okolicy jest pod dostatkiem.

Jak się człowiek upapra to się musi umyć. Korzystając z okazji, szybki prysznic, pamiątkowa fota kiedy piękny i gładki ...

... po czym kawałek dalej ponownie wracamy do rzeczywistości zbierając glebę czym można na maksa.

Upaprane szczęście z nutką lodowego horroru na dnie kałuży.

Brama otwarta - mimo to nie wjeżdżam.

Upaprani wracamy na miejsce postoju załatwiając przy okazji parę spraw.

Kolejna kąpiel niebawem. Luty za pasem.
Może krótki filmik ?