Impreza w Szałasie nad Tanwią od wielu lat rządzi się własnymi prawami. Najciekawsze jest to, że przybywają na nią osoby, które wyrywają się z domowych wygód aby dotrzeć do leśnych niewygód. Czy na pewno ?

Obecne czasy sprawiają, że mamy pełną gamę wyborów. Wśród nich znajdują się zloty, wydarzenia, pikniki czy imprezy motocyklowe. Każda z nich ma wiele do zaoferowania. Coraz częściej największą popularnością cieszą się te, które oferują miejsca noclegowe, najlepiej w hotelu z wszystkimi wygodami.
Oferta Szałasu nad Tanwią daje podstawowe warunki pobytu i właśnie to jest największą atrakcją tego miejsca. Jest dach nad głową, ograniczona liczba miejsc do spania, wychodek i bieżąca woda w Tanwi. O wszystkie dodatkowe wygody należy zadbać indywidualnie.
Stali bywalcy z pobytów w roztoczańskim szałasie wynoszą rozmaite wspomnienia. Zapominalscy mówią: a to noc była zimna (zapominając, że zawsze jest zimna), że w nocy ciemno (nocą w lesie przeważnie jest ciemno), że trzeba wyjść pod górkę (bo takie jest ukształtowanie terenu) i wiele innych. Te wszystkie kwitujemy na wesoło.
Będący po raz wtórny dostrzegają to o czym możemy pomarzyć na wielkich spędach, a może wręcz odwrotnie. Zaskakuje piękno tutejszej przyrody w otulinie Rezerwatu Przyrody nad Tanwią, szum rzeki, lodówka w wodzie, wędzarnia w betoniarce i to, że do tego miejsca można dojechać na dwóch kołach, choć dla części bywa to problematyczne (okoliczne piaski).
Ponadto każdy z nas dostrzega coś jeszcze ale o tym na kolejnej imprezie.
Zaczęło sięAby tradycji stało się zadość, pierwszy wieczór jest bardziej kameralny.

Właśnie wtedy najłatwiej dostrzec to czego nie widzą inni. To kolacja przy stole, to muzyka lub ochota na wypoczynek z dala od zgiełku wielkiego miasta.
Zjawisko zimnych ogrodników niby już za nami a jednak nie do końca. W Polsce obserwuje się je w dniach od 1-25 maja z największym prawdopodobieństwem występowania w dniach 10-17 maja. To okres na ostatnie wiosenne przymrozki.

Po chłodnym poranku pierwsi zainteresowani zasiadają na wyspie popijając gorącą kawę/herbatę, tudzież sprawdzając telefony. Zaskakuje poranna cisza w promieniach wschodzącego słońca.


Przybywają kolejne sprzęty, choć przez chwilę ostał się tylko jeden.



Naciągając kwadrans studencki wyruszamy w tradycyjną przejażdżkę po okolicznym Roztoczu. Po zaciągnięciu opinii wyruszamy jedną grupą - trasa uniwersalna. Na starcie droga szutrowa pokazała, że będzie sucho.
Wzburzony piach dostawał się do oczu i płuc każdego z nas, no może z wyjątkiem prowadzącej dwójki. Łączniki w postaci asfaltów ukazały uroki kwitnącego rzepaku. Chwilę później jadąc wałem przeciwpowodziowym docieramy do mostu na rzece. Czekając na dwóch kompanów podziwiamy ryby żerujące pod mostem. Po chwili docierają nieco wymęczeni próbą odpalenia jednego ze sprzętów. Czy to oznaka kolejnych problemów ?







Po przekroczeniu rzeki Tanew przemieszczamy się niczym wielką serpentyną przez okoliczne lasy. Susiec, Oseredek ... po czym trójka z nas z powodu wzbijającego się pyłu zwalnia, docierając po chwili do rozstaju dróg, na którym nie widać unoszącego się pyłu ani śladów przejazdu poprzedników. Tu obieramy kierunek Józefów. W kamieniołomie pojawiamy się jako pierwsi, co nas ogromnie zaskoczyło. Jak się później okazało, sami gdzieś zbłądzili.

Z baszty widokowej podziwiamy krajobraz rozciągający się na działki prywatne, na których wydobywany jest kamień wapienny. W między czasie odjeżdżają wcześniej przybyli motocykliści a na ich miejsce pojawiają się nowi. Dotarła również nasza ekipa przewodząca.













Zapyleni drobinami piasków zapragnęli odpoczynku. Od tego momentu, część z nas odpoczywała a druga część szaleje na kamiennych drogach. Zabawa była przednia a dla wielu z nas przynosiła gwałtowne skoki adrenaliny. Kilka emocjonujących opowieści mogliśmy usłyszeć chwilę po ewentualnym zdarzeniu. Aby tradycji stało się zadość, powtórnie obłamałem bagażnik. A plan był zgoła inny.
Było gorąco. Wtedy padł pomysł na lody. Chwilę później stoimy już w kolejce za lodami. Pojawiły się nawet gratisy ;-) To znaczy, że było za...e.


Podczas konsumpcji padła propozycja dojechania na okoliczną stację narciarską (Szopowe), z której rozciąga się ciekawy widok. Chwilę później, stromym podjazdem wjeżdżamy na płaską platformę. Jeden z nas nie mógł się powstrzymać i zjechał w dół stoku narciarskiego powracając za chwilę do nas.
Chwilę później widzimy pędzący w naszą stronę samochód terenowy.
Będzie gorąco.


Pierwszy zjechał nasz śmiałek po czym stanął na drodze. Nagle zza winkla nasypu wyjechała pędząca terenówka i nie bacząc na stojącego motocyklistę taranuje go pełnym impetem. Patrząc z góry wygląda jakby połowa motocykla znajdowała się pod samochodem. Wstający z ziemi motocyklista zostaje ponownie zaatakowany przez kierowcę, który po opuszczeniu samochodu zaczął go okładać piąchami.
Motocykl z uszkodzeniami odsunięty na bok, po czym nastąpiła ostra wymiana słowna. Przy takim obrocie sytuacji zaczęliśmy stopniowo opuszczać wspomnianą platformę. Na ten widok kierowca samochodu wsiadł do swojego karawanu ruszając w naszą stronę. Podjeżdżając do następnego motocyklisty o mało nie strącił do z motocykla otwieranymi drzwiami jadącego samochodu. Sekundę później rozwścieczony kierowca samochodu ponownie zaczął agresywną jazdę.
Robiło się na prawdę niebezpiecznie. Kolejny zjeżdżający, zatrzymawszy się uprzednio prawie został staranowany. Nerwowy kierowca zatrzymał w ostatniej chwili swój pojazd. Wymieniając zdania kilku z nas wykorzystało moment aby zjechać na dół i oddalić się na bezpieczną odległość. Kilku zostało na górze. Tam doszło do rozmowy, początkowo nerwowej ale z czasem emocje opadały. Wjeżdżając na platformę nie mieliśmy złych zamiarów. Koniec końców, ruszyliśmy dalej bez dodatkowych uszczerbków.

Kiedy wszyscy opuścili to miejsce, u kolegi staranowanego motocykla pojawiły się problemy z odpaleniem sprzętu. Imał się różnych sposobów. Nie pomógł nawet zjazd ze stromej górki. Co chwilę motocykl raz coś załapał, odpalał na 3 sekundy i gasł. Taki bieg zdarzeń zatrzymał nas na dłuższą chwilę. Nie pomagało kopanie kopnikiem, nie pomagał zaciąg. W pewnym momencie dobiegły nas niepokojące dźwięki z serca motocykla i zapadła decyzja o pozostawieniu sprzętu u przyjaznego gospodarza. Odbiór w późniejszych godzinach.
Chwilę później dzielimy się na dwie grupy. Jedna wraca do Szałasu, natomiast my uderzamy spłukać w rzece dzisiejsze piaski i pyły. Dojazd do rzeki niczym oranka. Głębokie koleiny i odrobina błotka. Nagle przednie koło nurkuje w tą miękką maź. Pomoc kompanów nieodzowna. Wyciągamy sprzęt całkiem sprawnie. 320 kg z dodatkami to nie lada przelewki. Ostatecznie objeżdżamy orankę poboczem, które również jest dość zagadkowe.
Jesteśmy u celu. Przeprawa przez Tanew, jak zawsze sprawiła nam mnóstwo frajdy. Stan wody dość niski więc nie mieliśmy większych problemów z przejazdem. 
Można ? Można !Odrobina zabawy, po czym wracamy do Szałasu. Tutaj czeka na nas długo oczekiwany, chłodny, złocisty napój bogów. Do tego smakołyki z wędzarni.
Dyskusje, wymiana dzisiejszych emocji. Imprezę czas zacząć.




Na koniec wielkie podziękowania za wsparcie i pomoc dla Jaca i Tadka. To dzięki Wam mogliśmy się spotkać na kolejnej imprezie w Szałasie na Tanwią.