Dzień trzeci - pod znakiem wiszącej chmury - 15.09.2013
Poprzedni dzień przyniósł zmienną pogodę w kratkę deszcz przerywany przebłyskami słońca. Okolice połoniny Równa chmura.
Po odnowie sił w hotelu wylegujemy się rankiem w łóżkach. Pogoda nie zapowiada przebłysków słońca.
Ubieramy się. Ubrania po wczorajszym ciągle mokre. Jest jednak pociecha, zakładamy świeże i suche skarpety. Suche przynajmniej przez chwilę. Jemy śniadanie i jedziemy na połoninę Równa.
Sil' - Połonina Równa
Jedziemy początkowo drogą asfaltową, która zmienia się w szutrową a następnie z płyt betonowych miejscami podmytych i osuniętych. Jeszcze rok temu na szczyt wjeżdżały samochody teraz zatrzymują się w jednym miejscu na przemyślenia.
My się nie zastanawiamy. Droga jest najłatwiejsza patrząc na dwa poprzednie dni.
Podjazd pod górę w chmurze, która miejscami jest jak gęste mleko. Jadę blisko Jankesa, słyszę jego motocykl ale go nie widzę. Kiedy zatrzymuje się niespodziewanie zaskakuje mnie i wymusza ostre hamowanie. Po dwóch takich przypadkach trzymam większą odległość. Im wyżej tym silniejszy wiatr i coraz większe krople deszczu. Ja nie mogę jechać z zamkniętą szybką w kasku.
Dojeżdżamy na szczyt. Krzyż a w sąsiedztwie nie dokończone obiekty militarne ZSRR - budowana niegdyś baza rakietowa. Kilka budynków, które zwiedzam. W jednym budynku spore hale, w drugim zalane wodą jak to w nie dokończonej betonowej budowli. Na ścianach wyraźnie widoczne dzieła współczesnych artystów.
Słyszałem to wcześniej od Jankesa a teraz mogę potwierdzić, że bejcą (BMW R 1150 GS) spokojnie można tam wyjechać.
Zjeżdżamy z góry. Teraz czeka nas spory kawałek drogi powrotnej przez Lipowiec, Poljanę, Turkę do Krościenka.
W ostatni dzień pogoda nas nie rozpieszczała. Deszcz towarzyszył nam niemal do końca. Odczuwaliśmy chłód najbardziej w dłonie ja również w stopy gdyż moje wysłużone buty dożyły własnego kresu.
Na koniec pozostaje propozycja ewentualnego wyjazdu w tamte okolice może jeszcze w tym sezonie. Jeśli nie to przecież jest następny, ... Pozostaje jedynie znak zapytania jak długo motocykliści będą mogli tam wjeżdżać bez problemów. Póki co każdego dnia przybywa tam masa motocyklistów (głównie na korsach).
Owe okolice z których wróciliśmy będą nawiedzone przez sporą grupę motocyklistów w pierwszy weekend października.
Serwują ot takie przykładowe atrakcje:
przejazd KOLEJĄ ZAKARPACKĄ Sianki – Wołosianka (na długości 18 km przejedziemy przez 6 tuneli (najdłuższy 908m) i aż 27 wiaduktów! Trasa opada 18 serpentynami 370m w dół w dolinę rzeki Uż). Podróż dostarcza ogromu wrażeń i co chwilę pozwala obserwować wcześniej przebyte odcinki trasy. Wzbudza też podziw dla śmiałości projektantów i budowniczych, którzy zdecydowali się na poprowadzenie toru kolejowego w tak trudnym terenie górskim. Oprócz pociągów pasażerskich ze stacji w Siankach wyruszają w dół składy towarowe asekurowane przez 3 lokomotywy (dwie z przodu i jedną z tyłu!). Linia powstała w 1905 roku dla połączenia centrum ówczesnej monarchii austro-węgierskiej ze Lwowem. Mieczysław Orłowicz stwierdził o niej – “najpiękniejsza linia kolejowa północnych Karpat”…
Podziwialiśmy ją z motocykli przejeżdżając co chwilę pod wiaduktami :-)