Jeszcze na imprezie w Szałasie (
http://www.radiator-mototurystyka.pl/wp3_5/forum/index.php?topic=5823.15) nasz kolega Kiljan zaprosił nas po raz drugi na swoje włości. Z racji tego, że mamy sentyment do Sandomierza i okolic zdecydowaliśmy się na wyjazd bez wahania.
Z Lubaczowa wyruszyliśmy w sobotnie popołudnie. Prognozy były obiecujące - miało padać po 20:00. Może i tak było w Lubaczowie, skąd wyruszyliśmy w stronę Sandomierza. Już za Tarnogrodem zobaczyliśmy czarne chmury. Nie takie już widzieliśmy. Wyznajemy zasadę, że jak ktoś się boi deszczu niech siedzi w domu.
W Rudniku nad Sanem zaczęło masakrycznie wiać i lać.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz przyszło nam jechać w taką pogodę. Podmuchy były tak mocne, że trudno było utrzymać tor jazdy na jednym pasie ruchu. Do tego z minuty na minutę przybywało wody, która zaczęła płynąć potokami. Opona spisała się na medal. Mając problemy z jazdą w silnych podmuchać, po płynącej asfaltem wodzie do tego bez założonych membran zatrzymaliśmy się przemoczeni na przystanku autobusowym.

Tu przejeżdżające samochody licytowały się, która fala nas dosięgnie.
Przed Stalową Wolą spokój ale w oddali wisi kolejna chmura.

W drobnym deszczu dojeżdżamy do Sandomierza. Od razu kierujemy się na urokliwy rynek.

Groźne chmury otaczają to piękne miasto. Tu jednak świeci słoneczko choć widać, że niedawno padało.

Miasto nabiera uroku z roku na rok.

Jemy po przepysznym gofrze na małym ryneczku koło fontanny. Takiego jeszcze nie jedliście - piętrowy z owocami. Aby go skonsumować właściciel proponuje wziąć łyżeczkę. Faktycznie była konieczna.
Z tego miejsca pospiesznie udajemy się do Kiljana do Krainy Ciszy, Kolonia Gałkowice 11, 27-620 Dwikozy. Domek położony w zacisznej okolicy, 10 min. od Sandomierza. Do dyspozycji mamy domek z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką. Na miejscu można wynająć rowery, pojeździć konno (rodzinna stadnina Kilian Horse Team) lub jak kto woli bryczką czy powozem. Jazda wedle zachcianki - po okolicznych wąwozach, polnych drogach, okolicznych atrakcjach lub do Sandomierza.

Na zdjęciu Kiljan z kuzynem i nasz domek. Dla zainteresowanych można dokonać rezerwacji pod nr; 506-797-199.
Możemy życzyć udanego wypoczynku. To miejsce słusznie nazwano KRAINĄ CISZY.
Wieczorem udaliśmy się na koncert do Sandomierza. Grali:

Uwierzcie, że na żywo było zdecydowanie lepiej.
Po koncercie wracamy do Krainy Ciszy.

Rankiem dostawa produktów regionalnych - palce lizać !

Ruszamy w trasę, którą specjalnie dla nas przygotował Paweł zauroczony tym co widział
u nas na ROZTOCZU na imprezie w Szałasie.Początek od razu przypadł mi do gustu.

Urokliwymi wąskimi ścieżkami docieramy do Karwowa. Sprzętami dowodzą trzy Pawły.

Dwie sztuki BMW GS oraz HD.

W Karwowie odwiedzamy źródełko błogosławionego Wincentego Kadłubka słynącego wśród okolicznej ludności. Woda ma ponoć właściwości lecznicze.

Wciągamy trochę leczniczych płynów a przed i za nami kolejka ...
Źródełko to bije w miejscu, gdzie według przekazów miał stać dom, w którym w II połowie XII wieku urodził się błogosławiony Wincenty Kadłubek, pierwszy polski kronikarz.

... kolejka osób napełniających puste pojemniki leczniczą wodą. Coś w tym musi być. Uleczeni po wczorajszym wieczorze ruszamy dalej.

W tej samej miejscowości wjeżdżamy na stary kamieniołom w Karwowie, zwany "Skałką", który został zalany wodą.

Do końca lat 80. XX wieku wydobywano w nim kamień z dewońskich skał pochodzących sprzed 350-400 mln lat.

Po zamknięciu kamieniołomu, wyrobisko wypełniono wodą, nad którą latem można spotkać wielu wypoczywających mieszkańców, nawet pomimo obowiązującego tam zakazu kąpieli.

Na brzegu można też spotkać wędkarzy, bowiem zbiornik jest zarybiony.

Kiljan (Paweł) przygotował nam ciekawą trasę. Chwile później mamy kolejną niespodziankę. Drogi wjazdowej strzegą dwa lwy.

Pałac Karskich we Włostowie - neorenesansowy pałac wzniesiony w latach 1854-1860. Budowlę otaczał park o powierzchni ok. 10 hektarów. Sam pałac składał się z 30 pomieszczeń, w tym trzech salonów, sali balowej, sali bilardowej i biblioteki.

W skład zespołu pałacowo-parkowego wchodził także lamus, wzniesiony znacznie wcześniej, bo w XVI wieku, który zwany był zborem ariańskim, choć nie ma źródeł które potwierdzałyby takie pierwotne przeznaczenie budowli. Od zachodu do pałacu przylegała oficyna z kolumnowym portykiem, zbudowana w XVIII wieku. Do posiadłości wiodły dwie bramy: jedna w pobliżu samego pałacu, z dwoma lwami, druga, zwana "diabelską", od strony parku.

Pałac popadł w ruinę już po zakończeniu II wojny światowej, gdy jego pomieszczenia zajęło Państwowe Gospodarstwo Rolne. Obecnie pozostały z niego fragmenty ścian zewnętrznych i ruiny lamusa. W okresie PRL ucierpiał także przypałacowy park, w którym wycięto część starych drzew.
Tak wyglądał za czasów świetności:


Po wielu latach walki o zwrócenie włości prawowitym właścicielom
Karscy odzyskali Włostów! W dużym skrócie:
Po 1989 roku Juliusz Karski często przyjeżdżał do Włostowa. Starał się z rodzeństwem o ruiny pałacu tylko ze względów sentymentalnych. Kwestia odbudowy była wykluczona, bo należałoby mieć setki milionów złotych. To olbrzymie przedsięwzięcie.

Juliusz Karski pokazuje ostatnią decyzję wojewody o zwrocie ruin pałacu i parku. Uważa, że rodzina powinna otrzymać jeszcze sto siedemdziesiąt hektarów, które nie podlegały reformie. Tymczasem ma tylko prawo pierwokupu za pięć milionów złotych. Grunty należały do rodziny przez ponad sto pięćdziesiąt lat, państwo zabrało je bezprawnie, a teraz chce im jeszcze sprzedać.

Zanim dotarła do Juliusza Karskiego decyzja wojewody, otrzymał nakaz zapłaty podatku od ruiny. Zdziwiło go pismo, bo nie wiedział, jak je rozumieć. Myślał, że ktoś sobie żarty stroi.
– Jesteśmy emerytami, nam wszystko zabrano – mówi. – Jest nas sześcioro spadkobierców. Nie wiemy, czy teren wydzierżawimy, czy sprzedamy. Najlepiej by było, gdyby powstało tam Muzeum Ziemiaństwa Ziemi Opatowskiej i Sandomierskiej. Ale nie wiem, kto by zainwestował.
Co z tym fantem zrobią ?Dalej nasze dwa kółka z przewodnikiem na czele zawiodły nas do Ossolina - rodowej wsi Ossolińskich (jednych z najbogatszych rodów w Polsce, najbardziej znany zamek to pobliski Krzyżtopór).

Zamek w Ossolinie - zbudowany w 1633 przez Jerzego Ossolińskiego, wojewodę sandomierskiego.
Wzniesiony na cyplu płaskowzgórza, w miejscu rozebranej starej warowni, późnorenesansowy czworoboczny budynek zwieńczony attyką. Po drugiej stronie wąwozu, nad którym był przerzucony most arkadowy, znajdowały się zabudowania gospodarcze przedzamcza otoczone murem i zewnętrznymi umocnieniami bastionowymi. W 1816, ówczesny dziedzic, Antoni Ledóchowski, kazał wysadzić zamek w powietrze w nadziei odnalezienia rzekomych skarbów.

Z bardzo bogatej niegdyś rezydencji kanclerza wielkiego Jerzego Ossolińskiego w Ossolinie zachowały się do dziś tylko niewielkie fragmenty murów. Ponad asfaltową drogą rozpościera się arkada kamiennego mostu, obok stoi kawałek bramy wjazdowej, a dalej mamy nikłe fragmenty fundamentów wraz z zasypanymi piwnicami. Most łączył zamek z przedzamczem położonym na sąsiednim wzgórzu, na którym znajdowały się zabudowania gospodarcze.
Zamek nie miał może rozmiarów słynnego Krzyżtopora (własność brata Jerzego - Krzysztofa Ossolińskiego), ale był bardzo bogato zdobiony, m.in. złotem oraz kryształami i urządzony z wielkim przepychem.
Tak wyglądał:

Na jego szczycie stały 2 posągi wyobrażające cnotę oraz mądrość. Wnętrze składało się z 22 pokoi, 2 dużych sal i kaplicy w baszcie. Za zamkiem utworzono piękne włoskie ogrody. Obronę warowni oprócz bardzo grubych choć nie wysokich murów, zapewniał głęboki parów dookoła, a zabudowania gospodarcze posiadały ziemne fortyfikacje bastionowe.

Od 1901 r. kiedy właścicielami została rodzina Karskich. Mury zamkowe były rozbierane, a następnie to co zostało zaadaptowano na gorzelnię.
Trzech Pawłów.

Po II Wojnie Światowej ruiny zamku zostały wysadzone przez wojska sowieckie, gruz wykorzystano do utwardzenia drogi dla czołgów. Podobno jeszcze dziś można zobaczyć kamienie z zamku na drodze od Goźlic do Usarzewa i Zdanowa. Podobnie obeszli się bolszewicy z roślinnością, mianowicie wycięli lipy, które były chlubą ogrodników Ossolińskiego.

Krótka wspinaczka wąską ścieżką pokazała nam tylko fragment tego co niegdyś tętniło życiem.

Pogaduchy i ruszamy na kawę...