Dodam zdjęcia
W końcu się zmobilizowałem aby coś wrzucić :-)
Nasz wyjazd zaczął się od odnalezienia spalonego bezpiecznika w GL Sleyerka. Spotkanie w Sieniawie i w drogę.
Pierwsze tankowanie w Barwinku





Przymusowy postój - transport wielkogabarytowych sprzętów na krętej drodze.

Kolejne tankowanie na Węgrzech w pobliżu granicy z Rumunią

Miejsce naszego pierwszego noclegu gdzieś w bocznej dróżce w Rumunii. Chłopaki spali patrząc na zużyte ... owoce miłości :-)


Dojeżdżamy do Shigishoary - miejsca narodzin Drakuli. Konieczne podejście.

Jedna z bram wejściowych do miasta górnego


Uliczki Shigishoary



Dom Drakuli



Widok miasta dolnego z górnego :-)



Lekcja walk z toporami


Wracamy do maszyn i w drogę do kolejnego punktu

Zamek Fagaras. Ekipa wyjazdowa odpuszcza sobie dokładniejsze oględziny tej historycznej budowli otoczonej fosą

Fosa, w której zostało namierzone brzydkie kaczątko - czarny łabędź

Kolejny punkt to Rasnov

Tu także odpuszczamy podjazd i zwiedzanie

Robimy więc wspólną fotę. Byliśmy! W drogę


Dojeżdżamy do Braszowa. Nasz obrany punkt dojazdowy to Camping we wschodniej części miasta. Po dojechaniu na miejsce zaskoczenie. Kemping zamknięty a po zdobyciu dokładniejszych informacji okazało się, że przeznaczony jest na sprzedaż.
Postanawiamy więc zostać w pobliskim motelu aby nie szukać miejsca do spania po zmroku.
Zakupy, wieczorna integracja ...
... rano w drogę do urokliwej miejscowości Sinaia.
Tuż po odejściu od motocykli łapie nas ulewa

Sleyer szybko znalazł sobie nową ekipę

Zamek (Castelul) Peles

Czy warto zwiedzać Rumunię oceńcie sami. Nie słuchajcie bzdur opowiadanych przez osoby, które nigdy nie były w tym kraju. Jest na prawdę piękny.

Jeśli spodobał Wa m się ten budynek to koniecznie musicie wejść do środka. Wewnątrz dostaniecie drugie uderzenie ... :-)


Teraz zmierzamy do sedna naszej wycieczki :-) Kultowa droga "Trasa Transfogaraska"
7c
Na trasie w Poienari znajduje się zamek Drakuli - miejsce z którego władał Wład

Nikt nie ma ochoty zsiadać z motocykla i wspinać się na szczyt góry, na której znajduje się pozostałość po zamku

Tuż za zamkiem droga zaczyna robić się widokowa. Zatrzymujemy się aby uwiecznić zamek i widoczny pas (bez drzew), którym osunęła się większa część zamku (szczyt górki najbliższy lewemu górnemu rogowi zdjęcia)

Droga coraz bardziej kręta z niespodziankami w postaci cementowo piaskowych łat i łączeń, na których kilku z nas zalicza małe uślizgi. Kiedy wisząca nad nami chmura daje się mocniej we znaki dając coraz mocniejsze opady postanawiamy znaleźć ustronne miejsce noclegowe w pobliżu drogi. Mimo ulewy parasol w postaci gęstej i wysokiej jodły pozwala nam na kolejny integracyjny wieczór

Nasze obozowisko było bardzo urokliwe :-)


Kiedy nazajutrz wyruszyliśmy dalej po kilkuset metrach znikły drzewa i pojawiły się piękne widoki :-)

Nasz pierwszy postój na Transfogaraskiej w pobliżu wodospadu


Woda w wodospadzie zimna, jak przystało na źródlaną




Tym razem nikt nie oparł się pieszym przechadzkom :-)

Jeszcze przed tunelem zaczęła się jazda w chmurach, za którym robimy kolejny przystanek

Śniegu ciągle pod dostatkiem a temperatura +3 stopnie celcjusza. Do tego deszcz.






Część straganów dojechała. Pozostałe w trakcie dowozu. My za to zwozimy pierwszą sadzonkę jednego z górskich kwiatów :-)

Dalsza jazda w gęstych chmurach. Po prostu rozlane mleko. Ledwo widać czerwone światełko jadącego przed nami motocykla.
Po zjechaniu z Transfogaraskiej ...

... i przed wjechaniem na Transalpinę, nad którą wiszą ciemno szare chmury.

Przystajemy pod zabytkiem UNESCO - zamek Calnic

Na transalpinie droga bardziej zróżnicowana z fragmentami szutrowymi


Zaczynają się wspaniałe widoki

Tylko do czasu

Ponownie rozlane mleko z czym trzeba się niestety liczyć w górach



Momentami prześwity ...

... a może dolna granica chmur :-)

Kurtyna odsłonięta



Tu także padał deszcz a mleko było na tyle gęste, że Sleyerek dla bezpieczeństwa zmuszony był do przecierania szyby przez, która nic nie widział

Kolejny przystanek po rozgonieniu chmur



Dalsza drogo prowadziła nas do Hunedoary. Kiedy dojechaliśmy pod zamek, właśnie go zamykali. Nie ma także możliwości rozbicia namiotu pod murami tak jak kilka lat wcześniej. Jedziemy dalej. Poszukując miejsca noclegowego po zmroku jechaliśmy dość długo aż udało nam się znaleźć skoszoną łąkę :-)

Droga powrotna bez większych przygód chyba, że za przygodę można uznać przejechanych ok. 30 czerwonych świateł przez każdego z nas z powodu remontów na drodze.
To taka odrobina adrenaliny na zakończenie :-)
Byli - od lewej: Sleyer, Aśka, Brzezik, Kieliszek, Głazio, Tamara