Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Kwietnia 20, 2026, 09:39:27 am

Autor Wątek: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)  (Przeczytany 20596 razy)

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #15 dnia: Października 06, 2014, 10:06:18 pm »


Jedziemy na przełęcz Zazar, z której pięknie widać szczyt Ailama. Marek z Wiktorem jadą za nami.
Trasa jest imponująca niezwykle szybko zmienia się tu rzeźba terenu i roślinność. Na początku jedziemy wzdłuż lasów i łąk w dole gdzieś tam płynie rzeka. Im wyżej zaczyna się wznosić tym jest bardziej malownicza. Zielone zbocza gór, górski potok, idealna, wymarzona wręcz cisza i spokój. Namawiam Mirmiła abyśmy się zatrzymali, koniecznie trzeba zrobić zdjęcia w takim miejscu.

Wysiadamy z samochodu i łapiemy głęboki oddech. Za kilka chwil dojeżdżają chłopacy. Robimy sobie sesję zdjęciową.







po drodze oczywiście też robimy sporo zdjęć













i ja się załapałam na fotkę  :D



Po nasyceniu się widokami zjeżdżamy w dół z przełęczy pod lodowiec, chłopacy śmigają pierwsi. Zresztą mamy się dopiero spotkać nad jeziorem Szaori. Za nim my dojedziemy chłopaki mają  znaleźć miejsce na biwak.









lodowiec robi wrażenie, potężne zwały śniegu leżą u podnóża gór  :o





serduszko  :)



Po drodze zjeżdżając w dół spotykamy parkę Polaków na rowerach. Powiem szczerze patrząc na trasę jaką przebyliśmy samochodem jestem pełna podziwu dla nich. Jechali do góry, to jakaś masakra tam podjechać.  ??? :o



Dojeżdżamy do wodopoju, mnie ta woda jednak nie smakuje i ma niemiły zapach, ale jest zdatna do picia. Bogdan napełnia butelki na czarną godzinę.



Dojeżdżamy do mostu,  nad brzegiem rzeki siedzi parka a obok stoją dwa rowery, to pewnie kolejni Polacy. Zatrzymujemy się na chwilę aby rozprostować nogi.





Po drodze mijamy kilka fajnych miejsc




« Ostatnia zmiana: Października 07, 2014, 12:02:42 am wysłana przez megizak »

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #16 dnia: Października 07, 2014, 09:05:56 am »


Dojeżdżamy do Tsany, następnie kierujemy się do Lentekhi. Droga zamienia się w asfaltową, już czasami ma się dość jazdy po tych wybojach, ale tu już nie ma tak pięknych widoków jak wyżej.
Znikają gdzieś w oddali zaśnieżone góry. Pojawiają się pierwsze wioski, inwentarz chodzi tu całkiem swobodnie. Krowy też mają tu jak widać swoje prawa, że też nikt takiej nie potrąci, głuche są na klaksony, nic sobie nie robią z aut jadących tuż obok nich. Żeby przejechać trzeba niejednokrotnie je szturchnąć aby zeszły z drogi. 







W Lentekhi zatrzymujemy się aby zrobić jakieś zakupy i coś zjeść. Miasteczko jest bardzo małe, szeroka ulica, stragany i niewysokie budynki. Zaopatrujemy się w pomidory, owoce i chleb oraz picie.

Szukamy aby coś zjeść, docieramy do ..... no właśnie jakby to nazwać bo to ani nie był sklep ani bar. Warunki tragiczne ale kobietka przynosi na talerzu gruzińskie chaczapuri z serem, wyglądają na świeżo zrobione, więc prosimy o 10 szt aby nam podsmażyła.

Smakują nieźle, ale jak dla mnie za mało podsmażone.



Teraz jak patrzę na te zdjęcia zastanawiam się ja mogłam stamtąd coś zjeść, wtedy w danej chwili myślało się tylko o tym aby coś wrzucić na żołądek. A wyglądało ładnie  ;D








Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #17 dnia: Października 07, 2014, 05:07:24 pm »


Z Lentekhi jedziemy w stronę zbiornika Lajanuri, to wielki zbiornik wodny. Zatrzymujemy się na chwilę aby zrobić zdjęcia i dalej kierujemy się w stronę jeziora Shaori. Jezioro bardzo malownicze i jest nadzieja, że chłopacy znaleźli fajne miejsce na obozowisko.









Dzwonimy, że dojeżdżamy. Marek czeka na nas przy ulicy. Miejsce jest super, choć droga dla busa niezbyt ciekawa. Mirmił się zastanawia jak stąd wrócimy, czy damy radę wyjechać pod górkę. Robi się ciemno, wychodzę z samochodu za mną wychodzi Bogna a z tylnych drzwi Bogdan, który chwyta za ramę pierwszych drzwi a one zatrzaskują się z impetem. Słyszymy tylko głośny krzyk bo mało co widać.

Okazuje się, że przytrzaskuje sobie trzy palce, po powrocie do Polski i wizycie u lekarza stwierdzono złamanie poprzeczne i podłużne jednego palca, ale po dwóch tygodniach już zdążyło się to po swojemu zrosnąć. Biedny chłopina był dzielny.

Zimne okłady, żel na stłuczenia i tabletki przeciwbólowe zniwelowały trochę ból. Bogna musiała sama rozkładać namiot.
Kiedy już wszyscy jesteśmy rozbici, zaczynamy ucztować ale i tym razem nie ma chętnego na rozpalenie ogniska, jest zbyt późna pora.

Próbujemy gruzińskiego wina, oraz koniaku. Alkohol szybko nas utula do snu. :)



« Ostatnia zmiana: Października 07, 2014, 11:30:14 pm wysłana przez megizak »

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #18 dnia: Października 08, 2014, 02:27:12 pm »
Poranek jest cudowny, cieplutko słoneczko świeci i na dodatek to malownicze jezioro. Wstaję i idę nad brzeg jeziora, woda aż się prosi aby do niej wejść. W końcu porządnie się wykąpie :P
Na dodatek można zrobić sobie świetny peeling, gdyż w jeziorze jest masę małych drobnych rybek, które natychmiast skubią po całym ciele. Śmieszne uczucie i ciężko było skupić się na myciu. Robię też pranie, które natychmiast wysycha, bo wieje lekki wiaterek.

Pomalutku każdy wynurza się ze swojego legowiska i robi to samo co ja. Następnie zjadamy śniadanie, ustalamy trasę i w drogę.
Przed nami wyrypa o którą martwił się Mirmił ale nie potrzebnie. Jego bus doskonale daje sobie z nią radę. Jedziemy do klasztoru w Katskhi.










Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #19 dnia: Października 08, 2014, 03:54:28 pm »
Krowy w Gruzji są niemal święte jak w Indiach z małymi wyjątkami - widzieliśmy na własne oczy jedną taką potrąconą przez samochód i leżącą w rowie. Nie wstała. Na miejsce przyjechała policja.
Zdjęcie serce - świetne.
Po przygodach na wertepach nie zwraca się uwagi na warunki panujące wokół - można zjeść niemal wszystko. Od Tsageri zboczyliście w trasę, którą nie jechałem.
Co będzie dalej ?

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #20 dnia: Października 09, 2014, 08:40:53 pm »
Ruszamy do Katskhi







Klasztor znajduje się 10 km od Cziatury, słynnej miejscowości z kolejek linowych. Chłopacy jadą przed nami.
Już z daleka widać tą niesamowitą skałę (jak nasza Maczuga Herkulesa). Na szczycie tej 40 metrowej skały, usytuowany jest mały klasztor, historia jego powstania sięga aż po VI wieku. Nikt nie wie w jaki sposób został wybudowany i dlaczego.
Można się do niego dostać tylko w jeden jedyny sposób po drabinie, nazywanej „schodami do nieba”.
Jedynym ułatwieniem jest możliwość wciągania na górę jedzenia za pomocą liny z kołowrotkiem. W klasztorze tym od ponad mieszka pewien gruziński mnich. Ponoć marzył o tym od dziecka. Trzeba naprawdę nie mieć lęku wysokości, aby tam wejść. Niestety klasztoru nie da się zwiedzić jest zakaz wychodzenia na szczyt.

Kilka zdjęć z tego miejsca.










Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #21 dnia: Października 10, 2014, 10:10:48 pm »


Po zwiedzeniu klasztoru jedziemy do Cziatury.





Na początku zwiedzamy klasztor – Mgwimewi. Trzeba pokonać schodami spore wzniesienie aby się do niego dostać. Niestety panowie muszą mieć długie spodnie, a kobiety zakrytą głowę i kolana, dlatego tylko ja i Bogna możemy pozostać w środku. Sam klasztor jest wydrążony jakby w skale przez co ma fajny klimat.









Widok na Cziature



Cziatura to miasto kolejek i wydobycia rudy manganu. Warunki do rozkwitu przemysłu są tu idealne, ale do mieszkania już niekoniecznie, co raz więcej mieszkańców z niej wyjeżdża, straszy wiele bloków czy domów częściowo opuszczonych, z powybijanymi oknami.











Ze względu na strome doliny rzeki w 1954 zbudowany został w mieście system kolejek linowych, który miał ułatwić transport pracowników tutejszej kopalni. Pomimo złego stanu technicznego kolejek, bo można stwierdzić że przeżyły one swoją śmierć techniczną, ciągle kursują i nawet przewożą turystów. Jeszcze w życiu nie jechałam kolejką linową w tak złym stanie. Większość z nich wygląda, jakby nie była remontowana od nowości i przeżyła już własną śmierć techniczną. Wagony są zardzewiałe, w niektórych brakuje szyb, są dziury na wylot w podłodze. Że ja odważyłam się do niej wejść .....

Kolejki te obsługuje jeden konduktor, który po zjechaniu jednym wagonem przechodzi do wagonu na innej trasie.

















takie dziury były w podłodze







tą kolejką też mieliśmy jechać ale odradzili nam robotnicy, więc już sobie darowaliśmy ;)



Następnie idziemy zjeść gruzińską zupkę i chaczapuri, potem się pakujemy i lecimy dalej w trasę.


« Ostatnia zmiana: Października 10, 2014, 10:29:02 pm wysłana przez megizak »

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #22 dnia: Października 11, 2014, 12:04:27 am »
Dojeżdżamy niedaleko miejscowości Gori, przejeżdżamy busem na drugą stronę rzeki, po niezbyt ciekawym moście i tam się rozbijamy.
Komary tną jak diabli, na szczęście Bogna ma spray Off Off.
Zjadamy to co mamy i z lekka padnięci po całym dniu szybko kładziemy się spać.

Rano standardowo budzą nas krowy, byczki nawet stoczyły ze sobą walkę, pogoda dopisuje, chowamy się do cienia aby zjeść spokojnie śniadanie. Ustalamy trasę i jedziemy nad rzekę Aragwi, nad którą znajduje się piękna twierdza Ananuri.











Po drodze zatrzymujemy się przy handlujących na straganach, kupujemy owoce, pomidory i gruzińskie domowe wino.





Twierdza Ananuri znajduje się na początku Gruzińskiej Drogi Wojennej 66 km oddalonej od Tbilisi. Po prawej stronie  mijamy zaporę z  elektrownią wodną.



Potem przez kilka kilometrów towarzyszył nam piękny widok na zalew. Dojeżdżamy do twierdzy Ananuri która wraz z murami obronnymi skrywającymi dwie cerkwie jest jedną z największych atrakcji turystycznych Gruzji i codzienne ściągają tu tysiące zwiedzających.







My samej twierdzy nie zwiedzamy, nie możemy się już doczekać kiedy zanurzymy się w tej turkusowej wodzie.

Po kąpieli jedziemy drogą wojenną do Kazbegi








Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #23 dnia: Października 11, 2014, 05:56:11 pm »
Wyśmienita kolejka. Będę musiał ją nawiedzić. W razie czego są w wagonikach poręcze ? W końcu trzeba się czegoś trzymać. Podłoga nie jest wieczna :-)

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #24 dnia: Października 11, 2014, 06:48:17 pm »
Wyśmienita kolejka. Będę musiał ją nawiedzić. W razie czego są w wagonikach poręcze ? W końcu trzeba się czegoś trzymać. Podłoga nie jest wieczna :-)

Nie ma się czego trzymać, chyba że kabla od telefonu bo był dość masywny  :P

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #25 dnia: Października 11, 2014, 07:57:56 pm »
Pod nazwą "Droga wojenna" kryje się malownicza trasa biegnąca w poprzek Wielkiego Kaukazu. Nazwa ta wzięła się stąd bo toczyły się tu ciężkie walki, stąd miano drogi wojennej. Na polecenie cara trasa ta od tej pory była przejezdna przez cały rok, to jedyna droga, którą można przejechać z Gruzji do Rosji. Jest w dobrym stanie, jak na gruzińskie warunki, w zdecydowanej większości jest pokryta asfaltem, wyjątek stanowi jedynie kilku kilometrowy odcinek za Przełęczą Krzyżową w stronę Kazbegi, który obecnie jest remontowany.

Widoki są naprawdę wspaniałe, momentami zapierają dech w piersiach.  ;D









Mijamy po drodze kurort narciarski Gudauri. Ośrodek jest dumą wszystkich Gruzinów jak twierdzą turyści z całego świata i  przybywają tutaj, by pojeździć na nartach.
Samo Gudauri jest dosyć skromne, co prawda nie brakuje tutaj hoteli, kwater prywatnych i restauracji, ale zdecydowanie powinno być ich znacznie więcej. Myślę, że jak Rosja nie rozpanoszy się na te tereny to będzie tutaj rewelacyjny ośrodek narciarski. Tylko potrzeba jeszcze na to trochę czasu.











Po drodze niedaleko za Gudauri zatrzymujemy się na punkcie widokowym przy platformie, wybudowanej jeszcze za czasów ZSRR    przedstawiającej historię narodów gruzińskiego i rosyjskiego, stąd rozpościerają się naprawdę nieziemskie widoki – to punkt obowiązkowy dla każdego turysty.
Platforma widokowa z pomnikiem jest często mylnie uznawana za najwyższy punkt Gruzińskiej Drogi Wojennej. Najwyższy punkt znajduje się jakieś 2-3 minuty jazdy dalej na przełęczy Krzyżowej na wysokości 2379 m n.p.m. czyli w miejscu gdzie Droga Wojenna przecina Pasmo Wododziałowe (Główne).

Miejsce to oznaczone jest stojącym przy samej drodze pomnikiem – jestem na wysokości 2379 m n.p.m.



















Zjeżdżamy z Przełęczy Krzyżowej szosa dalej biegnie kanionem rzeki Baidarka a na skalistych zboczach tryskają Ľródła mineralne.







Odcinek drogi w trakcie remontu





Na 17 dojeżdżamy do Kazbegi, które w 2007 r. powróciło do poprzedniej nazwy Stepancminda, z dala już widać piękne Szczyty Kaukazu. Za jakieś 12 km jest już przejście graniczne z Rosją.
Gruzińska Droga Wojenna prowadzi prosto na główny plac Kazbegi, gdzie czekają na nas chłopacy na motorach. I tu następuje częściowy rozłam naszej grupy.









Ja z Markiem planujemy jutro rano podejść pod Kazbek. Reszta ma sobie coś tam zwiedzać.
Podjeżdżamy busem pod budynek gruzińskiej służby ratowniczej znajdujący się na drodze pod podejście pod kościół Cminda Sameba. Marek z Wiktorem też tam zajeżdżają. Chcemy tam zostawić motor, gość który ma służbę zgadza się.



Musimy się przepakować do dwóch plecaków i zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy na podejście przynajmniej pod stację meteo z noclegiem przy kościele Cminda Sameba na wys. 2080 m n.p.m.
Korzystamy jeszcze z możliwości zagrzania sobie ciepłego jedzenia i przed zachodem słońca uderzamy pod kościół. Reszta jedzie w poszukiwaniu noclegów.
« Ostatnia zmiana: Października 11, 2014, 10:30:57 pm wysłana przez megizak »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #26 dnia: Października 11, 2014, 08:15:17 pm »
Czyli to prawda. Gruzińska Droga Wojenna już wyasfaltowana z małymi wyjątkami. Cieszę się, że miałem okazję przecierać szutry. Czekam na zdjęcia. Tu muszą być świetne widoki.

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #27 dnia: Października 12, 2014, 12:19:07 am »
Czyli to prawda. Gruzińska Droga Wojenna już wyasfaltowana z małymi wyjątkami. Cieszę się, że miałem okazję przecierać szutry. Czekam na zdjęcia. Tu muszą być świetne widoki.

Widoki były powalające, wiem że jeszcze raz tam pojadę. Tak miałam z Chorwacją, potem z Czarnogórą. Teraz przyszło na Gruzję.

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #28 dnia: Października 15, 2014, 06:50:36 pm »
Słoneczko szybko zachodzi i robi się chłodno. My jednak postanawiamy jeszcze tego wieczora dotrzeć do kościoła na wzgórzu. Zabieramy dwa zapakowane na full plecaki i ruszamy w drogę. Podejście zaczyna się między domostwami, można też było wyjechać samochodem z napędem 4x4. My jednak wybieramy stromą ścieżkę na skróty, przecinając serpentyny, ale był to nienajlepszy pomysł. Droga ta ma bowiem jakieś 60 stopni nachylenia, i wejście nią z ciężkimi plecakami było nie lada wyczynem. W połowie drogi mam już dosyć, ale Marek nie odpuszcza i wręcz mnie dopinguje. Po mniej więcej  po godzinie czasu docieramy na miejsce. W pierwszej kolejności idę do źródełka i wlewam w siebie litr wody. Jest już ciemno. Zwiedzamy na szybko kościół Sminda Sameba i idziemy na rozległą polanę gdzie rozbijamy namiot. Stoi tu już kilka namiotów, ludzie mówią po rosyjsku, angielsku, ale o dziwo nie słychać polskiego. Trochę zmęczeni i zniesmaczeni, że nawet nie wzięliśmy sobie nic na sen ;) kładziemy się spać.





Rano budzą nas konie, które praktycznie chciały nam wejść do namiotu.

Pogoda piękna, ani jednej chmurki choć dosyć chłodno. Zjadamy to co mamy na nasze śniadanie, zabieramy to co najpotrzebniejsze i również wyruszamy.

Widoki na góry zapierają dech w piersiach, bo za świątynią dumnie prężą się szczyty czterotysięczników, a poniżej widać całe miasteczko.

Ruszamy w górę, idziemy najpierw głownie wśród hal. Jest to bardzo malowniczy i najdłuższy odcinek drogi. Niestety brakuje jakiegokolwiek oznakowania. Szlak wyznaczają pasterskie ścieżki.

Mniej więcej po dwóch godzinach docieramy do przełęczy na wys. 2920 m n.p.m. gdzie znajduję się pomnik z krzyżem, a w oddali widać już czoło lodowca Gergeti.















Droga od przełęczy jest dużo ciekawsza. Idziemy zboczem, które w pewnym momencie przechodzi w dolinę, gdzie płynie rwący potok.
Miałam nie lada problem aby przejść przez niego, ponieważ był dość rozległy i nie było na tyle dużo kamieni aby przejść przez niego bez problemu. Marek przeskakuje bez problemu natomiast ja idę jak najwyżej gdzie potok się zwęża, tam też pomagają mi zagraniczni turyści. Udaje się przejść na drugi brzeg z suchymi stopami.

Dochodzimy do drugiego obozowiska. Jest tu kilka namiotów ale i tu nie słychać języka polskiego. Co jakiś czas robimy odpoczynki, posilamy się batonami i pijemy dużo wody. Coraz trudniej się oddycha, szybciej się męczymy, pomimo że kondycja jest.
Zbliżamy się do czoła lodowca. Jest na tyle bezpiecznie, że nie musimy ubierać raków. Na początku lodowiec jest ciemny od ziemi i skał, ale niedługo potem zamienia się w lekko nachyloną białą połać śniegu i lodu.









Na swojej drodze napotykamy tysiące szczelin, trasa nie jest tu wyznaczona więc bardzo prosto można się tu zgubić. I właśnie ja to robię wchodzę na urwisko z którego nie ma dalej przejścia a wrócić się boję. Na szczęście ostrożnie udaję mi się zejść i znaleźć wydeptaną ścieżkę. Szczeliny w większości są widoczne ale chodzenie pomiędzy nimi jest dość niebezpieczne. Każdy kierunek wydaje się być tym właściwym, ale okazuje się że prowadzi prosto na szczeliny. Dlatego w miarę dobrym azymutem są odchody pozostawione przez konie tragarzy. Tragarze przechodzą tą trasę dwa razy dziennie. Potem podejście robi się dość strome. Wychodzi się po skałach. Na godz.14 dochodzimy do stacji meteo na wys. 3560 m n.p.m.












« Ostatnia zmiana: Października 18, 2014, 05:27:23 pm wysłana przez megizak »

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Gruzińska eskapada na dwóch i czterech kółkach ;)
« Odpowiedź #29 dnia: Października 18, 2014, 06:29:55 pm »
Przy stacji meteo na płaskowyżu można rozbijać namioty tylko na odgruzowanych fragmentach ziemi, otoczonych kamiennym murkiem z trzech stron. Stacja meteo to poradziecka budowla która jest obecnie pod opieką grupy zapalonych gruzińskich alpinistów, którzy powoli przerabiają budynek na schronisko.  :o

Budynek jest czynny w sezonie letnim, lecz warunki w nim są fatalne. Brak ogrzewania, spanie na pryczach bądź na drewnianej podłodze. Oczywiście niezbędny jest własny śpiwór i karimata.

Niestety nam nie jest dane wyjść na szczyt, gdyż musielibyśmy mieć jeszcze z dwa dni wolnego, oczywiście jak pogoda by dopisała.
I dlatego wiem, że jeszcze tu powrócę.

Po krótkim pobycie na szczycie i posileniu się tym co nam zostało, schodzimy w dół, gdyż umówieni jesteśmy z naszą ekipą około 19 przy budynku tam gdzie zostawiliśmy motor. Pogoda natychmiast się zmienia, szczyt Kazbeku chowa się za chmury. Zejście spod stacji meteo do kościoła Sminda Sameba zajmuje nam 3 godziny.

Przechodzimy po lodowcu dość sprawnie, choć w drodze powrotnej jeszcze więcej szczelin nam się odsłania. Aby się nie zgubić podążamy za turystami, którzy idą przed nami. Na godz. 18:30 jesteśmy przy kościele, zwijamy namiot i idziemy w poszukiwaniu Jeepa, który zwiezie nas na dół do miasta. Jesteśmy na tyle zmęczeni, że nawet zejście skrótem nas nie interesuje.



















Około 19:30 jesteśmy przy budynku służby ratowniczej. Mirmiła jeszcze nie ma, więc idziemy tuż za płot do restauracji aby coś zjeść i napić się piwa.

Po pół godzinie jest już nasza ekipa oprócz Wiktora, który pojechał na motorze zwiedzać inne tereny.
My jedziemy ponownie nad jezioro Inguri tylko tym razem na drugi brzeg. Tam rozbijamy nasz obóz i palimy ognisko.

« Ostatnia zmiana: Października 18, 2014, 07:20:27 pm wysłana przez megizak »