Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Kwietnia 18, 2026, 05:14:21 pm

Autor Wątek: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów  (Przeczytany 36912 razy)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #30 dnia: Września 22, 2014, 06:32:28 pm »
... cd

Lisek przeżył. Testowane śpiwory sprawdziły się wyśmienicie. Są bardzo ciepłe a zarazem odporna na wilgoć - dokładnie jak w opisie. Dowodem na to jest osiadła rosa wokół nas w tym także na naszych matach a w śpiworach ani odrobiny wilgoci czy zimna.
Zwijamy się sprawnie i dojeżdżamy do pobliskiego Mauzoleum Niegosza. Okazuje się, że jesteśmy pierwszymi turystami chętnymi do zwiedzania.



Na pobliski szczyt prowadzą zabudowane schody. Wspinamy się wraz z klucznikiem, kasjerem i stróżem w jednej osobie serpentyniastymi schodami biegnącymi obok tunelu (stara ścieżka). Po drodze urządzamy sobie małą pogawędkę. Stroma droga zmusza do przystanków nawet wprawionego stróża w codziennym przemarszu w celu otwarcia krat i drzwi. W nagrodę dla pierwszych turystów płacimy studencki bilet w cenie 1,5 Euro.



Przyglądamy się wielu obiektom stawianym przez turystów. Są to liczne wierze z kamieni ustawiane najczęściej na pamiątkę, gdzie każda z nich  oznacza, ze ten, który tam był i ją ułożył, powrócił w to samo miejsce. Zjawisko spotykane w różnych częściach świata - nie tylko w górach. Zapewne są jeszcze inne znaczenia. Ja wiem tylko o takowym.

Na zdjęciu dwie wieże :-)



Na szczycie Jezerskim znajdowała się wcześniej prawosławna kaplica. Za sprawą władz Jugosławii w setną rocznicę śmierci Piotra II Petrowicia-Niegosza zapadła decyzja o rozbiórce kaplicy po to aby wybudować w jej miejsce mauzoleum jego imienia.


Brama wyznaczona przez dwie kariatydy-postacie Czarnogórek.

Decyzja o rozbiórce kaplicy nie była zgodna z życzeniem Niegosza, który w swoim testamencie wyraźnie pisał o pochówku w ufundowanej przez siebie świątyni.


Podobizna Niegosza rzeźbiona w granicie mająca 4 metry wysokości.

Podsumowując cały wywód o człowieku, który zjednoczył naród Czarnogórski. Niegosz to jedyny król Czarnogóry, panujący jako książę od 1860 do 1910, zaś jako król od 1910 do 1918.



Ranek to wyśmienita pora aby podziwiać wspaniałe widoki rozciągające się ze wzgórza gdzie można sobie urządzać spacerki po tutejszych ścieżkach.




Kiedy opuszczamy to miejsce chmury stają się bardziej okazałe.



Dalej jedziemy do Monastyru Ostrog krętą i widokową trasą wzdłuż rzeki Zeta.
Monastyr Ostrog - to zespół cerkiewny składającego się z monastyru dolnego z celami dla mnichów



oraz monastyru górnego wkomponowanego w skałę.



Serpentyną wspinamy się jak najbliżej tylko można. Droga prowadzi pod same bramy klasztoru, pod które mogą dojechać wyłącznie niepełnosprawni i rodziny z dziećmi. Zostawiamy motocykl na parkingu i dalej wspinamy się pieszo.

Klasztor posiada cztery cerkwie: (1) główną, wykutą częściowo w skałach cerkiew Wprowadzenia Matki Bożej do Świątyni (2), jak również cerkiew Krzyża Świętego i Trójcy Świętej (3) oraz najmłodszą, poświęconą w 2005 cerkiew św. nowomęczennika Stanka (4).



W dwóch pierwszych znajdują się zespoły siedemnastowiecznych fresków,





w głównej świątyni znajduje się 17 dzwonów, z czego największy, o wadze 11 ton, jest równocześnie największym dzwonem na Bałkanach. Wierni prawosławni oddają szczególną cześć przechowywanym w nim relikwiom fundatora monasteru, do których tworzy się długa kolejka.



W 1678 do klasztoru zostały przeniesione relikwie jego założyciela, które według tradycji nie rozłożyły się, wydawały przyjemną woń i z których wydobywała się mirra. Zostały one wystawione obok ikonostasu głównej świątyni coś w stylu polskiego filmu pt. "Jasminum".



Klasztor z wieloma grotami, na bazie których został wybudowany monastyr. Na miejscu można nabyć różnej maści pamiątki okolicznościowe.
Na miejscu spotykamy włoskich motocyklistów, z którymi mijaliśmy się w Boce Kotorskiej. W międzyczasie zaczęła się ulewa w wyniku czego po drodze i schodkach spływały małe potoczki. Dochodzimy do motocykla i teraz czeka nas zakładanie przemoczonych ubrań. Dodatkowo muszę wylać wodę z kasku.



Wraz z Włochami zjeżdżamy serpentyną w dół. My kierujemy się do Podgoricy oni w odwrotnym kierunku. Przestaje padać. Za moment wychodzi słoneczko i nasze przemoczone ubranka schną w mgnieniu oka. Zatrzymujemy się na małą przekąskę.
Po drodze do Albanii zatrzymujemy się na moście a w sumie wracamy na most, pod którym naszą uwagę przykuła rzeka, która wydrążyła ciekawy a zarazem głęboki wąwóz.



Wyraźnie wydrążyła sobie głębokie korytko i nawet podczas niskiego przepływu jest w niej bardzo głęboko a woda jest jak kryształ.



Wyraźnie widać, że podczas wiosennych roztopów tego kanionu nie widać pod szerokim i zwartym lustrem wody.



Jadąc w kierunku Albanii wyraźnie widać ciemną chmurę burzową. Od czasu do czasu dochodzą do nas odgłosy wyładowań atmosferycznych. Tankujemy przed granicą ponieważ chcemy wjechać w Góry Przeklęte a tam może być już problem z obecnością stacji benzynowych.
Przejście graniczne MNE Bozaj - AL Hani i Hatit - korek. Skąd my to znamy? Patrząc 5 lat wstecz nie jest aż tak wielki skoro widać zabudowania przejścia granicznego. Okazuje się, że powodem zatoru są tiry, które skutecznie zablokowały przejazd. Zdenerwowani kierowcy wysiadają z samochodów i robią awanturę u celników, którzy starają się udrożnić ruch. Na szczęście nasz sprzęt jest na tyle wąski, że spokojnie przeciskamy się między pojazdami podjeżdżając bez stania w kolejce.
Odprawa MNE - pokazujemy tylko paszporty, które nawet nie lądują w rękach celnika. Wskazują abyśmy jechali dalej. Gdy stoimy przy odprawie AL na przejściu zaczyna być bardzo nerwowo. Celnikowi nie udało się udrożnić ruchu na tyle aby samochody mogły się przecisnąć więc kierowcy ruszyli z krzykliwą pielgrzymką do pograniczników. Albańscy celnicy nie robili sobie nic z tego faktu. Po odprawie nie byliśmy świadkami dalszych zajść na przejściu.
W Koplik wymieniamy walutę. Miejsce wymiany walut pomógł nam zlokalizować policjant. W środku polska flaga, ulotki z Krakowa ...
Jedziemy w stronę Theth - Góry Przeklęte.
Dedaj-Dukaj droga asfaltowa, Dukaj-Boge świeży asfalt - momentami szuter. Czyżbyśmy się spóźnili ? Czyżby droga do Theth była w całości wyasfaltowana ?


Urocze - a to dopiero początek.



Widoki Gór Przeklętych robią wspaniałe wrażenie. Zawracamy ponieważ wyładowania atmosferyczne są bardzo intensywne a po wjechaniu w strefę bardzo intensywnych opadów wolimy zawrócić i przeczekać. Delektujemy się zakupioną Colą w pobliskim sklepiku, w którym jest niemal wszystko z wyjątkiem cen. W sklepie także stacja benzynowa co widać na załączonym obrazku.



Po przejściu nawałnicy jedziemy dalej w stronę tęczowego mostu. Ciekawostka - ta część Albanii to niemal sami katolicy co widać na okolicznych cmentarzach. Po drodze widzimy jedynie kościoły.



Co chwilę piękne widoki - jak to w górach.



Przystajemy bardzo często.



Czy zdążymy dotrzeć do Theth przed zmrokiem ?



cdn ...
« Ostatnia zmiana: Września 22, 2014, 06:37:24 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #31 dnia: Września 24, 2014, 07:29:24 pm »
... cd

Po zlewie widoki jeszcze piękniejsze. Zieleń i wszystko wokół nabrało pięknych kolorów.



Niebo rozchmurzyło się i tworzyło świetną kompozycję z górami.



Przystanki robimy co chwilę.



W końcu przyjechaliśmy tutaj aby delektować się pięknymi widokami jakie oferują góry. Odcinek Boge-Theth to droga szutrowa z wieloma serpentynami.



Roboty drogowe, problemowe mijanki z ciężarówkami. Nagle kończy się asfalt. Zaczynają się serpentyny, na których praca wre. Ciężki sprzęt kruszy skały, koparki ładują je na ciężarówki i mrówcza robota trwa. Zaczynają się najgorsze fragmenty drogi po świeżym i nie utwardzonym kamieniu rozsypanym i rozprowadzonym na drodze. Bawimy się z samochodem terenowym w niewypowiedzianą konkurencję - kto radzi sobie lepiej i szybciej. Zbędna rywalizacja - na luźnych kamieniach zwalniamy niemal do zera. Nadrabiamy na utwardzonych odcinkach i machamy do siebie na wzajem podczas zmian na prowadzeniu. Zatrzymujemy się gwałtownie przy tabliczce informującej, że wjeżdżamy do gminy Shala. Wjeżdżamy do Parku Narodowego Theth (wg wikipedii: Park Narodowy Thethit) w Górach Przeklętych (wg wikipedii: Góry Północnoalbańskie).



Gwałtowne zatrzymanie sprawiło uślizg przedniego koła, przechył i zatrzymanie się motocykla na bocznym kufrze. Chłopaki wyskoczyli z samochodu chętni pomóc podnieść sprzęt ale zanim zrobili trzy kroki motocykl stał już na kołach. Taka mała przestroga aby nie reagować emocjonalnie a tym bardziej hamować gwałtownie. Droga szutrowa wyśmienita. Nie przeszkadzają nam nawet miejscowe błotka. Po drodze mijamy kilka samochodów terenowych z Polski jadących w przeciwnym kierunku.



Po deszczu i w promieniach zachodzącego słońca jest coraz piękniej. Droga bez zabezpieczeń ostrzega - mały błąd przy zbyt szybkiej jeździe lub nie kontrolowany uślizg i możemy skończyć w przepaści.



My nigdzie się nie spieszymy. Po zakończonym podjeździe zaczęła się jazda w dół. Serpentyny przed nami. Zatrzymujemy się w kolejnym urokliwym miejscu, gdzie zatrzymała się także grupa Albańczyków (Monumenti Edith Durham).



Ciągle towarzyszą nam krzyże. Brak jakichkolwiek śladów muzułmanów.



Grupa Albańczyków, jakby rodzinka, jechała w 9-cio osobowym Fordzie Transit. Nasza obecność nie uszła ich uwadze. Zaczęli nas zagadywać i od razu wyciągają piwa. Mają spore zapasy Amstela 0,33. Delektujemy się browarem i konwersujemy. Dla nas to spore zaskoczenie ponieważ 5 lat wcześniej nie można było spotkać na takim odludzi ludzi mówiących przynajmniej po angielsku. Iduna z chłopakiem lub mężem rozmawiają z nami na różne tematy. Po chwili namawiają nas na kolejne piwo. Tym razem zdecydowanie odmawiamy. Przed nami jeszcze kawałek drogi do Theth głównie serpentynami. Gaworzymy jeszcze przez jakiś czas po czym robimy sobie wspólne zdjęcie. Policzcie skład jednego busa - na zdjęciu minus nas dwoje.



Jedyne 19 osób + kierowca, który nie chciał z nami foty. To tylko dowód na to, że droga nie będzie zbyt wymagająca.



Czeka na nas ta serpentyna. Jak tu się spieszyć skoro za moment mamy wjechać w las i stracimy piękne widoki.

Siedzimy i podziwiamy do woli.





W końcu decydujemy się na zjechanie do Theth. Ponoć już blisko. Po drodze małe strumienie przecinające drogę. Pojawia się pierwszy kemping zaopatrzony w flagi USA, Niemiec, i jeszcze kilku krajów. Jedziemy dalej. Przez dłuższy czas znowu las. W końcu Dojeżdżamy do kolejnych zabudowań. Zatrzymujemy się pod jakimś hotelem a tu z drugiej strony podbiega do nas chłopak i nawija po angielsku czego to u nich na kempingu nie ma. Nie zastanawiając się zbyt długo wjeżdżamy.

Bar Cafe Restorant - YLBERI KAMPING z numerem na taxi: 0682060290
Adresa: Theth - Gjecaj - Albania
Tel: 0682060290 / 0673150020
FB: ylber-djerri
W ofercie:
mini market, fast servis, Dizel, Benzin, Oil car, Parking. Chłopak mówił coś jeszcze o dostępie do WiFi :-)

Wioska Theth otoczona jest m.in. szczytami Maja e Jezercës (2694 m n.p.m.), Maja Radohimës (2570 m), Maja e Popljuces (2569 m), Maja Harapit (2217 m) położona nad rzeką Lumi i Thethit (Shala).

Po podjechaniu na teren obiektu okazuje się, że na miejscu jest jeden dom dookoła którego znajdują się parasole/altanki. Na pierwszy rzut oka ludzi całkiem sporo. Nie widzimy jednak żadnego namiotu.



WiFi kiepskie z uwagi na to, że jak zapadł zmrok co chwilę brakowało prądu. Browar - dziwnie przeliczany na Euro jakby po innym kursie. My chcemy płacić albańska walutą. Młody kombinuje :-) W barze ceny naklejone na produktach - pierwszy taki sklep. Rany są ceny. Dla nas jednak inny przelicznik. Hmm o co kaman? W końcu po jakimś czasie cena staje na tej nalepionej na butelkach.
Gości ubywa. W końcu zostajemy sami na terenie obiektu. Po chwili podchodzą do nas właściciele, przynoszą orzeszki ziemne i namawiają nas na rakiję. Właściciele są z Tirany i przyjeżdżają tu tylko na okres letni odetchnąć od życia w mieście a przy okazji dorobić.
Namawiają nas na zmianę decyzji. Chcą abyśmy przenieśli się do budynku ostrzegając, że w nocy będzie zimno.
Zostajemy na swoim. Podczas pogawędki daję się namówić na degustację rakiji. Małe fopa - nie wiedziałem, że w Albanii rakiję pije i smakuje się małymi łyczkami. Moja degustacja przebiegła bardzo szybko - jeden przechył i w kieliszku nie ma nic. Szef spojrzał na mnie jakbym musiał upaść, jednak nie padłem.

cdn ...
« Ostatnia zmiana: Września 24, 2014, 07:40:08 pm wysłana przez Glazio »

Offline Wiatr w Polu

  • Starszy użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 370
  • Karma: +9/-5
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #32 dnia: Września 24, 2014, 08:03:32 pm »
Pewnie jeszcze z Polakami nie pił :D

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #33 dnia: Września 25, 2014, 07:47:18 am »
Pewnie jeszcze z Polakami nie pił :D
Na to wygląda. Ale przecież w najbliższym sąsiedztwie są Czarnogórcy, Chorwaci ... którzy za kołnierz nie wylewają. Sposób picia rakiji jest podobny jak u nas :-)
Może w Albanii wygląda to inaczej ze względu na to, że większość ludności to muzułmanie, którzy ponoć w ogóle nie piją alkoholu. My jesteśmy jednak w regionie typowo chrześcijańskim co widać na załączonych obrazkach.

Wg wikipedii: w 2011 roku 58,79% ludności Albanii wyznaje islam, co czyni ją największą religią w kraju. Większość albańskich muzułmanów jest sunnitami, występuje również mniejszość szyicka. Chrześcijaństwo jest praktykowane przez 16,99% ludności, co czyni je drugą największą religią w kraju i głównie reprezentowane jest przez prawosławie i katolicyzm. Pozostała ludność albo jest niereligijna, albo należy do innych grup religijnych.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #34 dnia: Września 29, 2014, 07:27:34 pm »
... cd

Noc minęła spokojnie. Nie odczuliśmy chłodu. Budzimy się na kempingu w Theth.



Przy śniadaniu delektujemy się tym co oferuje to piękne miejsce.



Jak na Albanię przystało na posesji powinien być jakiś bunkier. Bo dokładnej penetracji udało się jeden znaleźć. W końcu jesteśmy w kraju BUNKRÓW.



Wspaniałe krajobrazy zmieniające się co chwile.



Dziś kierujemy się do Szkodry przez Kir. Przed nami jedyne 88 km. Jeśli pójdzie sprawnie to dojedziemy znacznie dalej.



Przed odjazdem robimy sobie pamiątkowe zdjęcie z właścicielami oraz chłopakiem, który ściągnął nas do tego miejsca.



Ruszamy w drogę. W samym Theth obieramy złą trasę przejeżdżając przez rzekę Shala i musimy zawrócić ok 5 km (razem 10).



Początki drogi nie były zbyt wymagające choć miejscami trzeba było uważać. Pytamy o drogę Theth Nderlyse - wszyscy zgodnie mówią, że drogi są dwie, ta którą przyjechaliśmy z Koplik do Theth 80 km i ok. 3 godziny jazdy oraz inna przez Kir 80 km ok. 8 godzin jazdy. Przestrzegają nas przed tą drogą, że jest bardzo trudna, ciężka a do tego niebezpieczna. Nie wiedzieliśmy o którą drogę chodzi tą po drugiej stronie rzeki czy, tą na którą właśnie się kierujemy.


Ciągle same kościoły

Pierwszy odcinek pokazał nam, że droga nie będzie lekka ale spoglądając wstecz, jeździliśmy już gorszymi. Mimo pierwszych przeszkód na drodze pierwszy odcinek przejeżdżamy dość sprawnie i szybko.

Za nami liczne przejazdy przez strumienie, płynący drogą strumień to takie urozmaicenie.



Za nami bardzo trudne podjazdy i zjazdy. Każdy z nich wymagał umiejętności szybkiego wyboru najbardziej optymalnego toru jazdy. Zatrzymanie groziło osunięciem się motocykla w dół rozumiejąc dwuznacznie, w dół drogi lub w dół przepaści, które z minuty na minutę stawały się coraz bardziej strome. Z uwagi na wczorajsze opady deszczu na drodze oprócz strumieni znajdowały się liczne kałuże. Niestety w kałużach woda nie była przezroczysta i nie było widać kamieni w podłożu. W jednej z nich chcąc zmienić tor jazdy i przejechać z jednego pasa na drugi wyznaczonego przez jeżdżące jeszcze tą drogą samochody zostajemy podbici do góry. Odruch bezwarunkowy manetka do dołu, przyspieszenie i zatrzymujemy się na murku tuż za kałużą.



To dopiero początek a niepozorna kałuża powiedziała - ostrożnie, bez zmieniania toru jazdy skoro nie widzisz podkładu !
Prędkość z jaką zbliżaliśmy się do murku mówiła, że uszkodzenia będą spore. Na nasze szczęście obyło się na kilku siniakach a motocykl bez zadrapań. Jedynie ochlapany błotnistą mazią zalegającą na dnie tego małego zbiornika.

Kolejna walka przed nami. Patrząc wstecz na przejechane 15 km zniechęcają do powrotu swoją stromizną a zarazem kamieniami i wystającymi skałami, do których osłona silnika dobijała mimo znikomej prędkości. W przypadku podjazdu wymagana prędkość musi być znacznie większa aby móc przeskoczyć wystające ostro skałki. Nie chce mi się myśleć o powrocie patrząc wstecz.
Wywrotka w kałuży to głupi błąd a zarazem przestroga. Pamiętaj o wszystkich przypadkach. Tu był murek a za nim przepaść co będzie w innych miejscach?
Żarty się skończyły. Wzmożoną czujność, kreatywność, przewidywalność trzeba postawić w najwyższy stan gotowości.

cdn ...


« Ostatnia zmiana: Października 08, 2014, 04:01:42 pm wysłana przez Glazio »

Offline maczaj

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 35
  • Karma: +0/-0
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #35 dnia: Października 01, 2014, 08:31:29 pm »
Nie wiem czy można przerwać, ale czekamy na ciąg dalszy! Kurcze, od początku wszystko tak świetnie przedstawione, że człowiek nie może się doczekać następnej części ;D

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #36 dnia: Października 01, 2014, 08:48:35 pm »
Nie wiem czy można przerwać, ale czekamy na ciąg dalszy! Kurcze, od początku wszystko tak świetnie przedstawione, że człowiek nie może się doczekać następnej części ;D

No i teraz zagadka. Czy gdzieś tutaj się urywa ?

Krótki film z archiwum :D

&t=1s





Po wjeździe w Góry Przeklęte w Albanii byliśmy zdani sami na siebie. Świeciło słońce na przemian z deszczem a droga coraz gorsza. Tzw. pętla Theth - odcinek Koplik-Dedaj-Makaj-Theth niczym nas nie zaskoczył. Było uroczo. Schody zaczęły się na odcinku Theth-Nicaj-Shalë-Ndrejaj-Kir-Prekal. Działo się! Na tej drodze jazda we dwoje z bagażami takim krążownikiem to walka z własnymi słabościami oraz weryfikacja umiejętności jazdy po bezdrożach.
« Ostatnia zmiana: Lutego 07, 2019, 06:08:02 pm wysłana przez Glazio »

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 569
  • Karma: +21/-5
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #37 dnia: Października 01, 2014, 10:45:35 pm »
Super zdjęcia i mrożący krew w żyłach film  ;) Luty trochę daleko ale pewnie warto będzie czekać!!!!!

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 818
  • Karma: +8/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #38 dnia: Października 02, 2014, 12:32:08 pm »
Zakończenie filmiku dobre.
Muzykę też nieźle dobrałeś.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #39 dnia: Października 02, 2014, 04:57:49 pm »
Zakończenie filmiku dobre.
Muzykę też nieźle dobrałeś.
Z muzyką teraz jest niezły problem. Aby coś znaleźć i móc wrzucić na YouTube to trzeba się sporo namęczyć. Jeśli znacie strony z darmową muzyką to piszcie tutaj lub podsyłajcie na PW. Ewentualnie można utworzyć nowy temat aby nie zaśmiecać innych wątków.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #40 dnia: Października 08, 2014, 06:23:49 pm »
cd ...

Przed nami cel - miasto Szkoder. Jest już bliżej niż dalej. Nastawiam się na pozytywne myślenie.



Z każdą kolejną chwilą dostaję kolejnego kopa. Wracaj na ziemię człowieku. Może patrząc na odległość jest blisko, z kolei patrząc na drogę i jej upadającą jakość jest coraz gorzej. Z każdą chwilą przy podjazdach czy zjazdach coraz częściej i mocniej uderzamy blachą/osłoną silnika w wystające skały. Miejscami nie ma opcji aby je ominąć. Całkowite zatrzymanie grozi osunięciem się motocykla lub koziołkowaniem.
Tutaj sprawa stała się jasna zbyt mały skok zawieszenia naszego sprzętu na pogarszającą się nawierzchnię. Jedziemy głównie na 1. biegu lub 1. biegu z półsprzęgłem - ciekawe czy wytrzyma.



Tylko nieliczne miejsca pozwalają na odpoczynek i podziwianie widoków. Przystanki odbywają się za sprawą wywrotki, zmęczenia kierowcy a nieliczne dla przyjemności podziwiania widoków, które ciągle były niesamowite. Nieustająca walka o wybór jak najlepszej drogi umożliwiającej jazdę sprawiały, że główną atrakcją dla mnie (kierowcy) stały się wystające głazy, skały tzw. łupki. Jazda po wystających pionowo lub ukośnie  łupkach była nad wyraz przewidywalna. Ta skała na pewno nie usunie się spod koła, wolna jazda pozwoli przejechać bez brzydkiego odgłosu zetknięcia blachy ze skałą najlepiej z prędkością bliską 0 km/h. Bezpieczna prędkość pokonywania odcinków bez ryzyka osunięcia się w przepaść w wyniku niekontrolowanego poślizgu powoduje szybkie przemęczenie rąk.



Po drodze są miejsca, które nie pozwalają nam obojętnie przejechać.
Po uprzedniej walce, moment wypłaszczenia pozwala na bezpieczne zatrzymanie się i podziwianie rwącej rzeki z wiszącego mostu. Samo przejście na drugą stronę po spróchniałych deskach było interesujące. Te które nie wytrzymały ciężaru przechodnia zostały uzupełnione patykami. Przyjemne doświadczenie. Jedno jest pewne - stalowa linka służąca jako poręcz na pewno utrzyma mój ciężar :D



Kolejny przystanek po uprzedniej walce. Przejazdy przez potoczki/rzeczki, podjazdy/zjazdy, sporo zakrętów i serpentyn. Kurtka przesiąka potem.



Wspaniałe widoki (na płaskim) dają chwile wytchnienia. Całe szczęście, że pogoda dopisuje.

Przejeżdżamy most na rzece Shala, którym żegnamy się z tą wspaniałą i czystą rzeką nie wiedząc jeszcze, że nazajutrz będziemy u jej ujścia.
Na moście mijamy się z lokalsami. Ojciec z dwójką dzieci - każdy z nich dźwiga na swoim grzbiecie chrust. Patrząc na okolicę i wyraźnie widoczne bogactwo krzewów i drzew zacząłem się zastanawiać czy na prawdę muszą to dźwigać i nosić na takie odległości. Najwyraźniej tak trzeba.



Przed nami do zdobycia miejscowość Lotaj, dalej  Przełęcz - Nicaj Shosh i kolejny upragniony cel przybliżający nas do Szkodry to miejscowość Kir. Na mapie widać pętlące się serpentyny ale nie one były najgorsze.
Już wcześniej zastanawiałem się nad tym z czym będzie kazał nam się zmagać ten odcinek. Droga wzdłuż doliny rzecznej jest zazwyczaj przewidywalna, zdobywanie przełęczy zawsze ujawnia coś nowego.
Nie warto zastanawiać się nad tym, że od dłuższego czasu nie minęliśmy nikogo oprócz trzech osób dźwigających chrust. Pierwszy podjazd tuż za rzeką sprawił, że Tamara coraz częściej prosiła o to abym się zatrzymał a ona przejdzie ten kawałek pieszo.



Długość podjazdów niekiedy wymuszała wyszukiwanie odrobinę wypłaszczenia aby przy zbyt dużym przemęczeniu nie popełniać błędów. Do tego walka z tym kolosem to też nie lada wyzwanie.



Patrząc na zdjęcia czy ujęcia z kamery zastanawiam się nad tym jak można oddać przekaz drogi, której się nie widzi. Zdjęcia to potworne oszustwo. Do tego nie uwieczniliśmy ani jednego odcinka drogi najbardziej wymagającego. Po głowie chodziło nam wtedy wyłącznie przejechanie, pokonanie, zdobycie jeszcze jednego podjazdu/zjazdu, kolejnego podjazdu/zjazdu itd.

Ciężko pokonywać takie tereny tak ciężkim osiołkiem doładowanym pasażerem (mimo znikomej wagi) i kuframi, w których znajdują się nasze toboły.
Wydaje się jakbyśmy zbliżali się na szczyt przełęczy. Ku naszemu zaskoczeniu natykamy się na pierwszy samochód na polance obok drogi. Rozbili tu swój obóz. Na nasze pytanie jak daleko do Kir stwierdzili, że ok. 10-15 km. Czyli to nie jest nasza upragniona przełęcz.
Na niebie coraz większe chmury. Oby nie zaczęło padać.



Na tym przystanku Tamara nawet nie wsiada na motocykl. Woli pokonać pewien odcinek pieszo. Wszystko z powodu jazdy na skraju przepaści o czym mówi na załączonym wcześniej filmiku. Przepaści+kamienie+wężykowanie wywołuje różne emocje. Nie potrafię się stawić w roli pasażera - nigdy nie jechałem z tyłu po takich drogach. Staram się być wyrozumiały - sam nie chciałbym jechać z tyłu.
Słychać pierwsze wyładowania atmosferyczne. Po około 15 minutach zaczyna kropić deszcz.

Lecimy dalej razem. Na podjeździe uderzamy kufrem w wystający głaz podczas dobijającego zawieszenia. Siła zetknięcia dwóch ciał, spośród których jedno nawet nie drgnęło powoduje upadek. Zostajemy skierowani na inny tor jazdy a ów kufer wypina się. To efekt deszczu, który świeżo zmoczył skały nadając im uślizg. Mały uślizg na podjeździe znosi koło w zagłębienie w wyniku czego nasze kufry niemal zrównują się z podłożem. To kolejne obicia i zadrapania. Morale zaczyna upadać. Niezbędne jest klepania płaskowników w kufrach. Bierzemy się za naprawę uszkodzeń. Siekierka, kamienie, klucze i wszystko idzie w miarę sprawnie. Nagle pojawiają się kolejni turyści z Czech. Tym razem ekipa na rowerach ok. 4-6 osób. Zajęty klepaniem nie liczyłem rowerzystów. Zatrzymali się na chwilę. Na widok klepanego kufra i jego elementów zapamiętałem tylko jedno wyrażenie oczywiście po Czesku a brzmiało jakby po Polsku "Upierd 0 lili paczku". Na nasze zapytanie powiedzieli, że do Kir jeszcze 10 km.

Kolejny wymagający podjazd. Idzie nam nad wyraz sprawnie. Nagle z góry zjeżdżają 3 Land Rovery - Francuzi. Zatrzymujemy się na poboczu aby utorować im drogę.
Wspinamy się dalej. Przybierający na sile deszczyk zaczyna dawać się we znaki. Z uwagi na deszcz w obieraniu najlepszej drogi do przejazdu biorę pod uwagę różne aspekty. Od tego momentu zaczynam obierać tor bliżej krawędzi zbocza, rzadziej tuż przy przepaści. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Piękne i wysokie zarośla często ukrywają za sobą niespodzianki. Nie widząc i nie widząc dlaczego zawadzamy środkiem prawego kufra o potężny głaz. Siła uderzenia przeważa nas na drugą stronę. Leżymy. Po podniesieniu się wyraźnie widzimy naszą niespodziankę. Wielki głaz o wadze ok. 100-150 kg został przesunięty na zboczu o około 1 metr. Ku naszemu zdziwieniu prawy kufer się nie wypiął w wyniku czego przekonał się co znaczy zetknięcie się z taką przeszkodą na drodze przy niewielkiej prędkości. Dosłownie 3 cm - tylko tyle zadecydowało o naszym upadku. Jak to mawiają - diabeł tkwi w szczegółach.
Stawiamy motocykl na koła i oceniamy straty. Wgięty prawy kufer, po upadku na lewą stronę wgnieciony lewy kufer, przełamana szybka.
Kolejne obicia, zadrapania oraz nadszarpnięcie i tak już wątłego morale
Kufry na miejscu ale bardzo pozaginane. Postawienie kolosa w tym miejscu na koła było najtrudniejsze ponieważ leżał do góry kołami w górę zbocza. Po postawieniu na koła Tamara musiała mnie podtrzymywać ponieważ brakowało stabilnego podparcia. Dopiero po podjechaniu dwa metry dalej udał się stanąć stabilnie. Po kolejnym wysiłku i stracie sił przystajemy na chwilę w celu podbudowania morale. Nie trzeba było długo czekać na odrobinę optymizmu. Tamara krzątając się wokół przynosi do mnie kawałek plastiku.
Na ten widok wybucham okrzykiem - URATOWANI - NASI TU BYLI. Tak, tak to był fragment drogiego kufra motocyklowego (plastikowy zaczep kufra). Kolejny element podbudowy morale - nie zaliczyliśmy w tym miejscu gleby jako pierwsi. Niesamowite zrządzenie losu albo niebezpieczny punkt. Koniec końców, nic nie naprawiamy. Wszystko na miejscu, nic nie odpada to jedziemy dalej.

Dalsza droga to jazda wyłącznie na 1. biegu. Zsiadanie Tamary na tragicznie wyglądających zjazdach czy podjazdach, które pozwalały unikać mocnych uderzeń osłony silnika o wystające skały. Szło łatwiej, swobodniej, dłużej ale bez zbędnych przewrotek.

Nawet nie wiemy kiedy minęliśmy Kir. Prawdopodobnie był to ów samotny sklep, pod którym Tamara bałamuciła kręcącego się koło nas psa. Był to pierwszy osobnik podczas naszych wypraw, który nie dał się jej nawet dotknąć. A było tak blisko.



Koło sklepu strumień a tuż przy nim stos śmieci i plastikowych butelek. Szukając usilnie kosza na śmieci w końcu dorzucamy się do stosu czego nie praktykujemy.

Zmęczyłem się tym opisem i sam na chwilę przystanę myśląc o tym co było dalej. Tak bywa, że jeden dzień z jazdy po bezdrożach pamięta się znacznie dłużej niż tygodnie po asfalcie.
Pijemy Coca Cole.

cdn ...
« Ostatnia zmiana: Października 20, 2014, 04:37:07 pm wysłana przez Glazio »

Offline Wiatr w Polu

  • Starszy użytkownik
  • ****
  • Wiadomości: 370
  • Karma: +9/-5
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #41 dnia: Października 08, 2014, 07:35:04 pm »
Ten "odcinek" był o głazach: wystających, sterczących, zawadzających... :D

Oraz o Głazach przewracających i podnoszących motocykl :D
« Ostatnia zmiana: Października 08, 2014, 07:36:40 pm wysłana przez Wiatr w Polu »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #42 dnia: Października 08, 2014, 07:39:09 pm »
Ten "odcinek" był o głazach: wystających, sterczących, zawadzających... :D

Oraz o Głazach przewracających i podnoszących motocykl :D

Tak też było. Głazy, Głazom zgotowały ten los :-)

Offline megizak

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 81
  • Karma: +0/-0
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #43 dnia: Października 12, 2014, 12:45:05 am »
Równie fajna wyprawa, sporo miejsc widziałam ale np jak zwiedzaliśmy Mauzoleum Niegosza to ze wzgórza nie było nic widać bo była taka mgła, zero widoków   >:(

Fajne zdjęcia  :)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
Odp: Do kraju śmieci, mercedesów, bunkrów i klaksonów
« Odpowiedź #44 dnia: Października 19, 2014, 08:17:50 pm »
... cd

Wydawało się, że dotarcie do sklepu będzie początkiem miejscowości i znacznie lepszej drogi. Nic bardziej mylnego. Droga w dalszym ciągu była bardzo wyboista a do tego bardziej niebezpieczna ponieważ zaczęło się pojawiać błotko i glina. Jazda po takim podłożu jest zdecydowanie trudniejsza gdyż znacznie łatwiej o nie kontrolowany poślizg. Do tego dochodzi zmęczenie materiału a w szczególności rąk. Jazda na pierwszym biegu lub półsprzęgle dała się we znaki. Walka z kierownicą przy wolnej jeździe bardzo wyczerpuje.



Po miejscowości Kir ani śladu. Widzieliśmy jedynie sklep i kilka budynków obok. Może to cała miejscowość! Nie, to nie możliwe. Jedziemy dalej. Walka z wybojami, do tego miejscami na podjazdach dochodzą bardzo głębokie bruzdy (żłobki) wymyte przez spływającą wodę. Masakra. To zaangażowanie i koncentracja na pokonywaniu ciekawej drogi sprawiła, że do głowy nam nie przyszło aby robić zdjęcia. Zaczyna nas dopadać zwątpienie. Ja dopraszam się o pozytywne myślenie. Przenocujemy tutaj albo trochę dalej.
Po jakimś czasie walki spadki drogi złagodniały. Pojawiły się oznaki życia - turyści brodzą w rzece. Po chwili naszym oczom ukazują się samochody z namiotami dachowymi na wyśmienitej plaży. Może dołączymy do nich. Nie, nie mamy chleba a po walce złocisty napój bogów jest wręcz pożądany. Przyglądając się okolicy i ciekawej kamienistej plaży, na której obozują samochody zaczęliśmy zachodzić w głowę jak one tam dojechały. Wokół niemal pionowe ściany i żadnej drogi. Musieli brodzić rzeką. Nawet z wiszącego mostu nie można się dopatrzeć śladów ścieżki.



Nie widząc żadnej opcji dojazdu jedziemy dalej.



Po chwili natykamy się na pierwszych pieszych. Pytamy o drogę do Kir, na co chłopaki z wędkami wskazują nam drogę powrotną - tam skąd przyjechaliśmy. Osz qrcze - obraliśmy złą drogę. Trzeba zawrócić do Kir i szukać tej właściwej. Tylko gdzie było to Kir.
Wyciągam mapę i pytam ponownie o Kir dodając Prekal na co ekipa wskazuje Kir z powrotem, Prekal przed nami. Dodają do tego, że do upragnionego Prekal mamy około 15 minut drogi. Na tą wiadomość dostaliśmy niemal wiatr w żagle.



Po chwili mijamy kolejną osobę.



Łapiemy oddech spoglądając na zranionego GS-a.
Kawałek dalej widzimy dzieciaki grające w piłkę gdzieś w dole. Widać pierwsze budynki. Miejscami droga dawała się jeszcze we znaki. Wiedzieliśmy jednak, że jesteśmy już blisko celu. Jedno jest pewne spadki terenu a w szczególności drogi są zdecydowanie mniejsze, niemal płaskie.



Mijamy kolejne domy, przejeżdżamy strumienie, i kałuże. Nagle wjeżdżamy na asfalt. Wiórek szczęśliwy wita papieskim gestem nowy płaski fragment drogi. Zaczynamy się zastanawiać czy to czasami nie jest podpucha. W jednej z miejscowości też był asfalt o długości kilkuset metrów a kawałek dalej znowu przygoda.



Tym razem to nie podpucha. Wąska droga asfaltowa od miejscowości Prekal wiodła do samej Szkodry.
O czym tu teraz pisać ?
Uwolnieni od koncentracji spowodowanych kamiennymi występami ponownie zaczęliśmy zwracać uwagę na widoki i to co nas otacza. Tu przykładowy wąwóz.



Patrząc na jakość wody - dość czysta a jeszcze pięć lat temu wszystkie rzeki w Albanii miały brunatny kolor a do tego z pewnej odległości można było poczuć odór.
To dowód na to, że ten kraj w błyskawicznym tempie zmienia się na plus.
Jadąc wzdłuż rzeki Kiri zaczynamy rozglądać się za sklepem w celu zaopatrzenia się na wieczór. Zakupujemy chleb i bardzo cenny trunek. Niestety nie możemy zabrać ze sobą szklanych butelek. Piwo możemy wypić jedynie na miejscu. Szybkie poszukiwanie rozwiązania i jest. Opróżniamy jedną butelkę z wodą przelewając Tiranę do pojemnika :-)



Uratowani. Teraz możemy się koncentrować na poszukiwaniu odpowiedniego miejsca na nocleg lub rozbicie namiotu.
Wzdłuż drogi ciężko cokolwiek wypatrzyć. Przejeżdżamy mostem na drugą stronę rzeki, może tam będzie łatwiej.



Jadąc drugim brzegiem udało nam się zauważyć zjazd do koryta rzeki. Zapamiętujemy miejsce i staramy się je odnaleźć. Zapamiętane dokładnie. Zjazd nie należał do najłatwiejszych ale po dzisiejszych karkołomnych wertepach to był mały pikuś. Nasze obozowisko przypadło nam do gustu. Poszliśmy się upewnić czy woda w rzece nadaje się do kąpieli. Jedno zerknięcie i wszystko jasne zostajemy.



Tym razem kuzynostwo nie ułatwia nam wyboru miejsca do spania. Wióreczek niesie napój na ukojenie zmęczenia.



Nasz przyjazd nie uszedł uwadze dzieci, które pomagały w pracach na pobliskim polu. Podeszły i przypatrywały się nam niczym małpom w zoo. Nasz jeden gest w ich stronę i momentalnie znikały pojawiając się ponownie. Tamara postanawia poczęstować ich zakupionymi ciasteczkami.



Dzieci niezbyt ufne. Najmłodsza z nich okazuje się najbardziej odważna. Łapie garść ciastek po czym mniej odważne podchodzą i biorą znikomą ilość. Wióreczek wraca roześmiany. Idziemy dalej delektować się Tiraną. W międzyczasie gotujemy sobie potrawkę. Póki jeszcze jasno pytam jak nocujemy. Rozkładamy namiot czy nie? Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Po nocnej przygodzie z lisem decyzja mogła być tylko jedna. Dla pewności zaczął padać deszcz.



Pod osłoną nocy wykąpaliśmy się w rzece. Sen przyszedł szybko. Nocą jakiś zwierzak hałasował w pobliskich śmieciach. Tym razem przezorni. Namiot daje pewność, że nie nikt z nas nie będzie potencjalną zwierzyną łowną. Lis czy inne zwierze może sobie jedynie obejść nasz obóz i poznać nasze zapachy. Dobranoc.

cdn ...