...bezpieczeństwo...
...jeżeli przyjeżdżasz do tego kraju z z informacjami o zamordowanych studentach z zaangażowanym w to okropne wydarzenie burmistrzem, słyszysz o porwaniach dla okupu, widzisz od wylądowania dobrze uzbrojonych policjantów, jeżdżące patrole na włączonych ,,kogutach”, do tego każda droga do i z prawie każdej miejscowości kończy się posterunkiem policji …...to...z jednej strony czujesz się bezpiecznie...z drugiej zaś zadajesz sobie pytanie...Dlaczego ?
...w rozmowach z taksówkarzami też zwracano nam uwagę na ten problem...
...nie powiem, że czułem się w pierwszych dniach komfortowo...tym bardziej...nie wiem dlaczego podróżując z trzema kobietami brano nas za Amerykanów...a przecież w takiej konfiguracji powinni za arabów....ha ha
….największego pietra mieliśmy w Tulum jadąc zdezelowanymi rowerami po godzinie 16-tej zobaczyć miejscowe cenote oddalone od miasta ponad 10km...jadąc droga ...zupełne pustkowie...za nami dwa posterunki policji..zero reakcji.., dżungla dookoła, żadnego domu, drogi ...czegokolwiek co mogłoby stać się naszym zbawieniem...cel osiągnięty lecz zamknięty, bo już po 17-tej ...wracamy...do Tulum wjeżdżamy już po ciemku …. uff udało się...
...ta sytuacja mocno nas wzmocniła i uspokoiła...korzystanie z publicznych środków transportu, z taksówek powoduje, że nie jest się anonimowym w tej społeczności przez co wieść zapewne się rozniosła, że najcenniejsza kosmetyczka mojej żony i moje t-shirty to kiepski łup...
reasumując ogólnie czuliśmy się bezpiecznie nawet bardzo...myślę, że było to konsekwencją wielu rozmów z ludźmi z którymi mieliśmy styczność...jednak !!!
…..po powrocie do Polski dowiedzieliśmy się, że w na lotnisku w Mexico City w czasie naszego pobytu, porwano syna naszego znajomego (w związku małżeńskim z Meksykanką), który przyleciał w celu wygłoszenia jakiś tam wykładów na ichniej uczelni...najważniejsze, że go uwolnili...ale ,,po opodatkowaniu”...
cdn...