Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Marzec 07, 2021, 03:45:12 am


Autor Wątek: W krainie trolli czyli Norwegia 2011  (Przeczytany 2528 razy)

Offline sothis

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« dnia: Marzec 03, 2016, 11:14:43 pm »
Norwegia towarzyszyła mi od dziecka, a raczej jej niesamowite krajobrazy, które nieodzownie kojarzyły mi się z Tolkienowskim światem. Choć mój motorek (Honda CB 500 Five Stars a co 8))nie wyglądał na zdobywcę wszystkich kontynentów, postanowiłem udowodnić sobie i innym niedowiarkom, że wspólnie damy radę północnym wichrom! Winter is coming...

PS Tym razem postaram się szybciej opisać mój wyjazd :P



« Ostatnia zmiana: Marzec 04, 2016, 08:14:47 am wysłana przez Glazio »

Offline Rojek

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 198
  • Karma: +1/-0
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #1 dnia: Marzec 04, 2016, 12:24:55 am »
Winter is coming. Skąd ja to znam...  ;) Pisz, będzie co czytać :)

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 568
  • Karma: +21/-5
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #2 dnia: Marzec 04, 2016, 07:43:41 am »
Zaczyna się nieźle! Czekamy na więcej!

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 062
  • Karma: +48/-3
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #3 dnia: Marzec 04, 2016, 08:13:01 am »
sothis
Jeszcze raz witam na forum. Jakbyś wrócił z zaświatów po dłuższej przerwie - za to z jakim przytupem.
Podoba mi się :-) Czekam na cd.

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 813
  • Karma: +8/-3
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #4 dnia: Marzec 09, 2016, 11:02:57 am »
Mój przyjaciel, który prowadzi serwisy skandynawskie pyta, czy chcielibyśmy zamieścić relację na jego stronach. Pytam autora czy jest tym zainteresowany?
Myślę, że to dobry pomysł. Można dotrzeć do większej ilości czytelników, ale decyzja należy do Ciebie sothis. :)

Offline sothis

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #5 dnia: Marzec 18, 2016, 03:15:05 pm »
Sick_Boy nie mam nic przeciwko. Rzecz jasna może korzystać ze zdjęć oraz treści, którą powolutku postaram się zamieszać na forum.



Pierwsze pytanie zadane osobie, która postanawia wybrać się w dalszą podróż w pojedynkę, zaczyna się od "dlaczego". Zazwyczaj padają dość zawiłe odpowiedzi, zgodne ze scenariuszem filmu "Siedem lat w Tybecie". Czasami nasz adwersarz sam do końca nie wie dlaczego, lub w stylu Lecha W. aka Bolek nie chce powiedzieć. W moich dotychczasowych wyjazdach bardziej od słowa "dlaczego" liczyło się "po co".

Moja przygoda motocyklowa zaczęła się w momencie, gdy Dziadek pozwolił na przejażdżkę jawką, a raczej siedzenie na niej w piwnicy i udawanie nawijania kilometrów. Wyjazd na świeże powietrze nastąpił wraz z pojawieniem się motorynki, po którą pojechałem z Ojcem- niedoszłym motocyklistą. Na prawdziwy motorek musiałem poczekać chwilkę, bo kilkanaście lat. Pod koniec studiów, uzbierawszy trochę grosza, znalazłem w zakurzonym garażu moje "marzenie". Było porysowane, nie jeździło jak należy, ale było moje. To uczucie posiadania motocykla jest obok samej jazdy ekscytujące...



Po dwóch latach podziwiania uroków naszej ojczyzny, postanowiłem ruszyć nieco dalej. Honda CB 500 Five Stars! może nie wzbudzała podziwu wśród prawdziwych globtroterów, ale okazała się konstrukcją na tyle niezawodną, że dawała gwarancję dojechania od punktu A do B. Bycie kolejarskim dzieckiem pozwoliło mi na zwiedzenie sporej części zachodniej Europy, więc ten kierunek odpadł w przedbiegach. Południe lub "dziki" wschód również bo Mamuśka dostałaby palpitacji serca. Hmm co jest zatem na północy...

Większość z nas kojarzy Skandynawię z wikingami, runami i młotem Thora. Rzecz jasna sam też byłem pod wpływem takiej wizji. Jestem wzrokowcem i obrazy same pojawiają mi się przed oczami, gdy tylko zaczynam czytać... Właśnie czytać jedną z moich ulubionych książek autorstwa J.R.R. Tolkiena. Tak, właśnie z nim kojarzyła mi się Norwegia. Kręcicie nosem. Tolkien jak już to raczej Nowa Zelandia. Taaaaak ale ta z wizji Petera Jacksona. Moje Shire, Mordor, Rohan, Rivendell to właśnie północ naszego kontynentu.

Zatem jak mawiał Bilbo:
"A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła tuż za progiem..."

Hola, hola ale gdzie przygotowania. Pierwszy wyjazd musi być zaplanowany, każdy kilometr dokładnie przeanalizowany, mapy sprawdzone, motor musi przeglądnąć fachowiec. Cóż ani ja nie byłem globtroterem, ani mój motor GSem, więc przygotowania wyglądały troszkę po macoszemu. Zakupiłem kuchenkę turystyczną, wodoodporny kombinezon, papierową mapę i zapowiedziałem, że jadę do Norwegii... I pojechałem  :)

Pierwszym przystankiem okazał się Wrocław. Tu rzecz jasna po domu rodzinnym, czekała na mnie kolejna seria pytań "dlaczego". Moi Przyjaciele zaproponowali mi wikt i opierunek na czas całej zaplanowanej wycieczki. Propozycja była kusząca, oszczędziłbym gaz i zupki chińskie ( w Norwegii potrafią przywrócić uśmiech na twarzy, szczególnie w zderzeniu z ichniejszymi cenami ) jednak mnie już pchało do przodu.




Po noclegu wyruszyłem na północ w kierunku Świnoujścia. Tutaj mała dygresja. Pisząc relację z wyjazdu sprzed pięciu lat nie sposób nie wspomnieć o drogach... tych naszych Polskich. Na naszych oczach dokonał się niemały przeskok cywilizacyjny. W 2011 roku przejazd przez ten odcinek stanowił nie lada wyzwanie. Obecnie "suniemy" po autostradzie i całkiem przyzwoitej ekspresówce.

W najbardziej wysuniętym na płn-zach mieście popełniłem pierwsze gafę. Po wjechaniu na prom zacząłem nerwowo szukać obsługi. Gdy wreszcie kogoś namierzyłem, na zadane przez siebie pytanie otrzymałem salwę śmiechu... Tak dla potomnych, promy w Świnoujściu są darmowe ;D Niezrażony swoją wschodnią uczciwością brnąłem dalej z pytaniami o  "aunasy" świnoujskie więc otrzymałem kilka słownych kuksańców w stylu- Jesteś z Przemyśla?! Wow! Jeździ od nas pociąg w Waszą stronę, ale nie spodziewałem się, że tam ktoś wysiada... Drugą gafą była prośba o wydanie latarki w zamian za punkty na Orlenie. Kolejny uśmiech politowania- za trzy lata sumiennego tankowania mogłem otrzymać jedynie hot-doga z sosem tysiąca wysp... Po intensywnym zwiedzaniu starówki pojechałem do portu. Kupno biletu na prom nie stanowiło problemu. Dwóch przewoźników ma budki obok siebie. Panie są przeurocze, kokieteryjnie patrzące prosto w oczy przyszłej ofiary. Dlaczego ofiary. Bo jedna z firm faktycznie zastawia sieci. Ze Świnoujścia wypływa dwie firmy (przynajmniej w 2011), osobiście proponuję wybór Unity Line. Druga z firm cenami dopasowała się do zarobków skandynawskich...

Przed samym wjazdem na prom spotkałem ekipę harleyowców, którzy jechali na zlot do Szwecji. Ostrzegli mnie na wstępie o przestrzeganiu przepisów, kolejnym z podobną uwagą był mój towarzysz w kajucie. Na promie szybki rekonesans, piwko z harleyowcami i spanie.






Kolejny dzionek przywitał mnie w Ystad w Szwecji ;)


Offline sothis

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #6 dnia: Marzec 21, 2016, 08:36:54 pm »
Noc nie do końca przespałem, bo mój współtowarzysz, polski kierowca Tira, zaczął snuć opowieści o kraju wikingów. Skupiały się głównie na drożyźnie spożywczej, drożyźnie branży spirytusowej (choć to też spożywka  ;) ), drożyźnie lokalowej, drożyźnie mandatowej, ogólnie o drożyźnie przez duże D! Facet wspominał coś o pięknych droga, górach i fiordach, ale głównie mówił o ... zgadliście " duże D" rulezzzz 8)

Przy wyjeździe do Norwegi i wykorzystaniu promu, warto w jedną stronę wziąć spanie w kajucie. Można wypocząć, bo w drugą stronę spałem w... ale to przy ostatnim poście :)

Także nad ranem wylądowałem w Ystad. Senne miasteczko przywitało mnie piękną słoneczną pogodą i rześkim morskim powietrzem. Mieszkańcy powolutku wstawali z łóżek i tylko w porcie było gwarno. Wyjazd do autostrady to zderzenie z nową, drogową rzeczywistością. Nieliczne pojazdy, głównie rodzinne Volvo w swoim tempie czyt. przepisowym zmierzały w wyznaczone miejsca. Kurcze dla przybysza z Polski, który gonił zachodnimi rubieżami krainy mlekiem i miodem płynącej wśród tirów, był to bardzo surrealistyczny widok. Cóż w głowie kołatało mi wciąż ostrzeżenie NIE SZALEJ- MANDAT. Przyznam, że troszkę się dostosowałem, ale było ciężko  :)

Celem była autostrada E6. Hmm sama droga to chyba materiał na osobną opowieść. Jak wielu turystów podążających na północ, również i mnie miała dowieść do samego Trondheim. Droga ta zaczyna się w szwedzkim Trelleborgu, a kończy przy granicy z Rosją w Kirkenes! Niesamowity jest odcinek za Trondheim, w kierunku Nordkapp- kiedyś do zrealizowania :)

Do granicy z Norwegią droga troszeczkę się ciągnęła. Pierwszy problem pojawił się na stacji  benzynowej. Wyruszyłem z samą gotówką, wyliczoną na Skandynawskie kraje co do malutkiej korony. Niestety brak karty kredytowej kilka razy wywołał nieprzyjemne palpitacje. Część stacji się szanuje i ma dystrybutory na karty ponieważ pracownicy uciekają do domów po 18:00, w niedzielę nie ma ich wcale! Super Kraj!





Na granicy Norweskiej, brodaty Olbrzym zapytał mnie w jakim celu nawiedzam ich krainę. Początek czerwca, motor zapakowany po brzegi, więc zażartowałem, że jadę na handel. Hmm wrong answer. Pierwsza lekcja- norweskie służby nie mają poczucia humoru, a jak mają choć malusieńkie, to raczej nie w pracy. Szybko wybił mi z głowy żarty dokładnie przepytując o trasę przejazdu. Wyciągnąłem mapę, notes z adresem i tel mojej koleżanki Niny z Trondheim. Sytuacja się rozluźniła na tyle, że pogroził palcem i rzecz jasna kazał jechać woooooolnoooooo, bo mandaty są solidne.

Oslo minąłem, bo bilety lotnicze można dostać za 39 zł :) Moim celem było miasto Hamar, jeden z gospodarzy Zimowych IO organizowanych wraz z Lillehammer. Miasteczko położone przy samej wodzie, ciągnące się ku górze tymi kolorowymi drewnianymi domkami. Spanie zorganizowałem na campingu. Przyznam, że w trakcie tego wyjazdu starałem się o takie miejsca co drugi dzień. Kolejny to spanie w pobliżu, ale na dziko- powód to "duże D"  8)




W oddali arena Zimowych IO.



Plus:
- Norwegowie to uśmiechnięci ludzie (jak mają tego nie robić skoro są jednymi z najbogatszych na Świecie), ale ze sporym dystansem do ludzi z zewnątrz. Są mega rodzinni, a na campingu bawili się z dzieciakami jak rówieśnicy. Jakbym wrócił do lat 90 i wyjazdów z moimi Rodzicami na wakacje.

Minus i plus gdy się jest w niedoczasie:
-23:30 a słońce dalej świeci. Może nie tak intensywnie, ale do "szarówki" trzeba się przyzwyczaić  :)





Kolejny cel to Lillehammer. Wreszcie jacyś turyści, głównie autochtoni. Ośrodek olimpijski, choć nadgryziony zębem czasu robi pozytywne wrażenie.













Jazda w kierunku północnym jest przyjemna bo z każdym kilometrem góry robią coraz większe wrażenie. Fascynująca jest rzecz jasna architektura, dopieszczona do granic perfekcji :)















Niestety po dojechani do rozwidlenia w Dombas mój wyjazd delikatnie się rozjechał... o tym w kolejnej części!




Offline Kurpi

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 152
  • Karma: +3/-1
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #7 dnia: Marzec 22, 2016, 07:24:37 pm »
Dawaj  wincyj !!! tej opowieści bo fajne to to  :D

Offline sothis

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #8 dnia: Marzec 24, 2016, 11:22:39 am »
W miejscowości Dombas przecinają się drogi dwóch grup tułaczy norweskich. Pierwsza z nich obiera kierunek północny w kierunku Trondheim, by w dalszym ciągu sunąć E6 często do samego Nordkapp. Druga natomiast skręca na E136 w kierunku miejscowości Andalsnes. To malownicze miasteczko nie jest jednak miejscem docelowym, jest nim Droga Trolli Trollstigen!

Wyruszając do Norwegii chciałem odwiedzić moją koleżankę, która swoje nowe życie postanowiła rozpocząć w Trondheim. Byliśmy umówieni, miałem zaklepany nocleg i zwiedzanie miasta, jednym słowem cud miód malina. Niestety w Dombasie nijak nie mogłem się do niej dodzwonić. Straciłem dobrą godzinę, sporo bitcoinów i... musiałem zmienić plan jazdy. Pierwotnie chciałem pojechać wybrzeżem z Trondheim w kierunku Andalsnes. Studiowanie mapy i ruszam bezpośrednio do Trollstigen.

Sama droga daje wyobrażenie podróży Frodo i Sama w tolkienowskim Śródziemiu. Co ciekawe zastanawiałem się jak się czuli pierwsi krzewiciele chrześcijaństwa, którym na tych terenach szło stosunkowo opornie. Doliny polodowcowe w kształcie litery U, z setkami wodospadów, zwężenia z wysokimi skalnymi ścianami i te nieliczne domki, których życie jakby zamarło. E136 to jedna z fajniejszych dróg, którymi przyszło mi podróżować po Norwegii.

Po zatankowaniu w Dombasie podjechali do mnie motocykliści, którzy kazali mi się dobrze zastanowić przed dalszą jazdą. Przemoczeni, zziębnięci, choć mający na sobie dobry sprzęt byli niezłym znakiem ostrzegawczym. Jedyną bronią na załamanie pogody i niskie temperatury był mój "płaszczyk" przeciwdeszczowy. Szybkie rozpakowanie, nałożenie dodatkowego sweterka pod skórę Tarbor (mam ją od 2003 roku... :) ) wreszcie włożenie skafandra Wielkiego Ptaka. Czy miałem wątpliwości?! Pewnie!!! Mój pierwszy samotny wyjazd, od domu ok 3000 km, choć początek czerwca to temp sięgała ok 8-9 stopni. Zabrany sprzęt nie należał do najwyższej półki. Sama decyzja jednak mogła być tylko jedna--- RUSZAMY!










Po przejechaniu pierwszych kilometrów, zza chmur wyszło słońce, a na moją twarzyczkę powrócił uśmiech. Do końca dnia banan nie schodził mi z twarzy :)












Podejrzewam, że z perspektywy Norwegów mieszkanie na takim odludziu nie jest tak fascynujące jak dla przejeżdżającego turysty. Coś w tych porozrzucanych domkach, osadach jednak przyciąga. Może to wyobrażenie tego przeszłego świata, odizolowanego, w którym musimy ciągle mierzyć się z dziką przyrodą, często w pojedynkę. Niestety wokół zabudować prawie nikt się nie kręcił więc nie miałem okazji zapytać.












Przeglądając zdjęcia chyba to najtrafniej oddaje ducha wyjazdu. Zdjęciem trudno uchwycić wypychane kłęby chmur, szum wody oraz wiatru, poczucie dojmującego chłodu i ekscytację co jest za zakrętem. Miałem wrażenie, że za tym wyciosanym przez rzekę i lodowiec zwężeniem będzie na mnie czekać... :)

Kilka kilometrów przed Andalsnes znajduje się zjazd na lewo. Trudno go nie zauważyć ponieważ stanowi zakończenie niesamowitej doliny łączącej się z tą, która poruszałem się od Dombas.


"A droga wiedzie w przód i w przód,
Choć się zaczęła tuż za progiem..."

Przeglądając zdjęcia z Norwegii można trafić na trzy grupy pod względem jakości (trochę jak u ks. Tischnera-  świento prawda, tys prawda i gówno prawda.) mianowicie- w słoneczko, w deszczu i chmurach, gdzie nic nie widać. Urodziłem się w niedzielę, więc swoje zwiedzanie Trollstigen miałem takie :)








To miejsce oprócz widoku z samej góry zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Chmury wydobywają się z wnętrza góry, jakby w środku siedział olbrzym pilnujący wejścia do doliny.




















Poruszanie się po samej jezdni jest miejscami trudne ze względu na strumienie wody, ale wrażenie nagiej skalnej ściany z masiupeńką wiązką asfaltu to majstersztyk ludzkiego uporu w pokonywaniu wszelkich trudności.







Na samej górze krajobraz zmienia się diametralnie. Kolory zielone zostają zastąpione bielą i odcieniami brązu. Temperatura spada wraz ze znikającym słońcem.









Nad drogą znajdują się dwa punkty widokowe. Pierwszy z nich dla statecznych, drugi z przeszkleniami i fajnym zejściem dla amatorów mocnych wrażeń.





Zejście do tego drugiego :)












Droga 63 wiedzie dalej przez kosmiczny płaskowyż, który jak widać wciąż jest pokryty grubą warstwą śniegu.





Mój Towarzysz podróży :)












Od 2011 roku byłem na dwóch kółkach w wielu pięknych miejscach, ale widok słynnej Trollveggen czyli Ściany Trolli, wysokiego na kilometr pionowego klifu (największego w Europie) i kultowego miejsca base jumperów był niesamowity. Gdy pokazywałem zdjęcia znajomym, którzy byli w Norwegii, wszyscy jednogłośnie orzekli, że jestem szczęściarzem, ponieważ taka pogoda zdarza się tam bardzo rzadko. Dalsza droga wiodła mnie w dół w kierunku fiordu, ale o tym później :)



Offline sothis

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #9 dnia: Marzec 29, 2016, 06:44:03 pm »
Święta, święta i po świętach, więc zabieram się do pisania :)

Po Drodze Trolli czekała na mnie ciągłą jazda w dół. Dookoła rozpościerały się łańcuchy gór opatulone bijącą po oczach, grubą warstwą śniegu. Jazda w tym księżycowym krajobrazie chyba najlepiej oddaje olbrzymią różnorodność Norwegii. W zasadzie w oka mgnieniu krajobraz jak z wyprawy Kukuczki,


zamienia się w zieloną oazę spokoju!


Zapewne Ci, którzy przebrnęli przez relację o wyjeździe do Turcji, już zauważyli, że mam małego bzika na punkcie architektury :) Jeżeli po drodze widzę coś ciekawego, kontrowersyjnego nic i nikt nie jest w stanie mnie zatrzymać przed zrobieniem przerwy na zdjęcia. W Norwegii zatrzymywałem się dosyć regularnie ;D

Domki poukrywane w górach nie służą Norwegom jako pierwsze schronienie. Na co dzień większość mieszka w bardziej gościnnych rejonach kraju. Porozrzucane, samotne drewniane chaty, często tak stare jak nie jedno miasto w USA, są zaraz po fiordach najczęściej pokazywaną wizytówką Norwegii.

Jest się zresztą czym chwalić.



Niesamowity kontakt z przyrodą oraz wszędobylski patriotyzm- This is Norway!


Można sobie tylko go wyobrazić w zimie, przysypanego do samego komina, ciężką warstwą śniegu.



Zjeżdżałem coraz niżej w kierunku miejsca kolejnego noclegu.








Pewnie nie tylko ja, w trakcie wyjazdów motocyklowych, doświadczam tego dziwnego uczucia, jakby ktoś za nas czasami podejmował decyzje o wyborze drogi na kolejnym skrzyżowaniu... Często dzięki takim drobnym "podpowiedziom" nasza wycieczka otrzymuje gwóźdź programu. Miasteczko Valldal znajduje się dokładnie przy fiordzie, u wylotu drogi 63. Bardzo szybko odnalazłem camping, niestety właścicielka oznajmiła mi, że nie ma wolnych miejsc. Dookoła woda, skały i mało miejsca na piracki camping. Starsza pani poczuła się w obowiązku jakoś mi pomóc. Spanie w hotelu było wykluczone, bo zjadłoby moją dalszą wycieczkę. Chyba szybko to zrozumiała patrząc na mój motorek i mój strój ;) Wskazała mi wąską drogę, która odbijała w przeciwnym kierunku do promu, na który miałem zapakować motorek po drzemce. Trakt wiódł tuż przy fiordzie w kierunku gór,  a na końcu miała być wioska z campingiem dla takich nieco uboższych jak ja. Ahoj przygodo zakrzyknąłem. Jeżeli ktoś z Was postanowi wybrać się na północ, koniecznie w Valldal skręćcie w prawo w kierunku Tafjord!

Droga prowadzi wzdłuż fiordu, łącząc kolejne odcinki wyciosanymi w skale tunelami, w których lubią przesiadywać owieczki :)

Tam po prawej stronie, na samej górze znajduje się domek!



Na końcu znajduje się senna miejscowość, której historia została naznaczona niesamowitą tragedią. O tym jednak nieco później. W Tafjord znajduje się jeden camping, obsługiwany przez przesympatycznego brodatego Norwega. Cena faktycznie była niewygórowana, ponadto za grosze nakupiłem moje ulubione Milky Way ;D trochę luksusu należy się każdemu! Po szybkim przygotowaniu obozowiska ruszyłem na zwiedzanie. Zaznaczam, że przed wyjazdem nie miałem pojęcia o istnieniu tej niezwykłej osady.



Miejscowość jest typowo rolnicza, choć kiedyś słynęła głównie z rybołówstwa.


Tak teraz będą domki :P














Chciałbym żebyście teraz dokładnie przyjrzeli się poniższym zdjęciom.








Teraz wyobraźcie sobie, że jesteście w tym sennym miasteczku, i nagle słyszycie odgłos wciskającej się pomiędzy skały wody. To nie jest ten rwący potok, widoczny na wcześniejszych zdjęciach, a 16 metrowa fala tsunami, która z olbrzymią prędkością zbliża się do Tafjord. 7 kwietnia 1934 roku z góry Langhamaren, z wysokości 700 metrów, odłamał się kawał skały, która stworzyła wodnego potwora na wysokość 63 metrów! Fala, która w ciągu kilku chwil dotarła do końca fiordu zabrała życie 40 mieszkańców i zniszczyła niemalże wszystkie zabudowania...

To jedna z największych naturalnych katastrof w Norwegii.

Warto w tym miejscu wspomnieć o nocy. Cóż zmarzłem jak cholera. Niestety mój śpiwór jak i karimata nie nadawały się na wycieczkę w góry. Temperatura spadła poniżej zera, a ja dygotałem z zimna w całym stroju na sobie. Jeżeli miałbym szukać minusów Tafjord, jednym z nich byłby ograniczony dostęp do słońca. Wysokie góry pozwalały na cieszenie się z jego ciepełka dopiero po 11.


Dzięki radom dwójki starszych gości z wypasionego kampera- notabene wyglądających jak Meriadok Brandybuck i Peregrin Tuk- udałem się wąską drogą w kierunku gór, a konkretnie do tamy Zachariasza :)ukrytej atrakcji Tafjord.













Mógłbym tu zamieszkać!

Kolejnym celem była Droga Orłów kończąca się przy Geirangerfjord. Wskoczyłem zatem na prom i sru w kierunku Eidsdal.








Promy niestety trochę kosztują, ale w sporej części Norwegii nie sposób się bez nich przemieszczać.

Droga Orłów to w zasadzie dalej trasa 63. Na drugiej stronie brzegu mijamy miasteczko i wspinamy się ku górze. Widoki świetne, pogoda w dalszym ciągu dopisuje.






Cóż na dalszą części zapraszam wkrótce. Czy warto zaczekać?! Na zachętę jak zawsze zostawię zdjęcie :)

Offline Kurpi

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 152
  • Karma: +3/-1
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #10 dnia: Marzec 29, 2016, 07:03:03 pm »
Hehe i bez zachęty warto czekać  :D

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 568
  • Karma: +21/-5
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #11 dnia: Marzec 29, 2016, 09:42:11 pm »
Widoki wspaniałe!

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 062
  • Karma: +48/-3
Odp: W krainie trolli czyli Norwegia 2011
« Odpowiedź #12 dnia: Marzec 29, 2016, 09:52:08 pm »
Widoki jak w krainie fiordów ;-)
Szkoda, że wspominany uprzednio "Władca Pierścieni" nie był kręcony w Skandynawii tylko na Antypodach-trochę daleko ;-)
Z drugiej strony dobrze. Może komuś z nas przyjdzie do głowy nakręcenie konkurencyjnej opowieści z takimi widokami ;-)
Tradycyjnie czekam na cd.