Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Listopad 14, 2019, 05:44:45 pm


Autor Wątek: Długi weekend w Serbii 2016  (Przeczytany 1941 razy)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Długi weekend w Serbii 2016
« dnia: Kwiecień 29, 2016, 12:13:06 am »
Wystartowalismy do naszej miejscowki na Balkanach. Nie bylismy tam, tak wczesna wiosna. Ciekawe co zobaczymy o tej porze roku. Ruszylismy ok. 17:20.Juz poza domem.
« Ostatnia zmiana: Maj 08, 2016, 07:12:02 pm wysłana przez Glazio »

Offline Rojek

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 198
  • Karma: +1/-0
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 29, 2016, 01:22:30 am »
Powodzenia i szerokości! :)

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 564
  • Karma: +21/-5
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 29, 2016, 09:49:07 pm »
Jak zawsze wszystko w tajemnicy do końca  ;)
Miłego wypoczynku!!!!

Offline slayer

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 153
  • Karma: +4/-1
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 30, 2016, 10:28:43 pm »
Szerokośći Głaziki  ;)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #4 dnia: Maj 03, 2016, 05:02:28 pm »
Już na miejscu. Mieliśmy przeprawę zimowo-letnią. Ale o tym jak się ogarniemy ;-)
Za nami 2756 km i wiele wspaniałych przeżyć :D
Jak co roku ;-)
« Ostatnia zmiana: Maj 03, 2016, 06:05:08 pm wysłana przez Glazio »

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 564
  • Karma: +21/-5
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #5 dnia: Maj 03, 2016, 06:54:07 pm »
To zapowiada się kolejna ciekawa relacja.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Odp: Długi weekend
« Odpowiedź #6 dnia: Maj 03, 2016, 08:08:10 pm »
Po wyjeździe w czwartkowy wieczór, zatrzymujemy się na Węgrzech. Było chłodno i do tego zaczęło padać. Przed nami drugi i długi dzień podróży do celu na południu Serbii. Aby uniknąć niewygód zatrzymujemy się w przydrożnym motelu - północne Węgry.


Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Odp: Długi weekend w Serbii 2016
« Odpowiedź #7 dnia: Maj 08, 2016, 07:54:34 pm »
Z uwagi na dość napięte weekendowe terminy w pracy, w pewnym sensie zaczęliśmy poszukiwanie dogodnego weekendu aby wyjechać na kilka dni do jednego z naszych ulubionych miejsc wypoczynku. Odległość, bagatela około 1200 km w jedną stronę. Mimo to wszystko w zasięgu naszych dwóch kółek.

Termin wyjazdu 28.04-03.05.2016.

Dwa dni urlopu i wyjazd w czwartkowy wieczór 28.04.2016 po pracy. Pakowanie przy towarzystwie gości nadciągających z życzeniami okolicznościowymi. Około 17:30 wyruszyliśmy na południe. Może tam będzie cieplej. Prognozy w PL nie były zbyt optymistyczne a siedzenie w domu przed TV czy innym zjadaczu czasu ... to po prostu strata czasu.



W Słowacji zatrzymujemy się na chwilę w celu przywdziania dodatkowej warstewki odzieży. Ciepło nie było a wraz z zachodzącym słońcem robiło się coraz chłodniej. Jak na złość, za Koszycami zaczął padać deszcz. Z upływem czasu było coraz gorzej. Za nami raptem 300 km i zaczynamy rozglądać się za noclegiem aby nasze ubrania nadawały się do jazdy nazajutrz. Rezygnujemy również z rozbijania namiotu z tego samego powodu. Przed nami jeszcze około 900 km do celu. Po chwili krążenia, odwiedzeniu kilku miejsc noclegowych, zatrzymujemy się ostatecznie w hotelu w okolicach miejscowości Abaujszanto na Węgrzech (Holdfény Hotel, Fő St, Forró, Borsod-Abaúj-Zemplén).



Jest WiFi, nawet działa. W różnych hotelach czy innych pensjonatach bywa z tym różnie. Skoro działa to dodałem zdjęcie na forum z naszej miejscówki. Moja opinia o hotelu ? Wybieram namiot. Świeże powietrze a dzięki temu nad ranem czysty nos. Taką miewam czasami alergię na różne miejsca noclegowe. Przyczyny nieznane.



Całą noc padało. Pakując się na motocykl nadal padało. W drodze również. Po kilku godzinach jazdy odpuściło. Przynajmniej na chwilę. Po drodze przystanek na posiłek, oględziny ciekawego łowiska i niepostrzeżenie znajdujemy się na przejściu granicznym z Serbią.







Tu zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, czym zadręczają nas media - uchodźcy. Na przejściu wyraźnie widoczne wsparcie policji, różne wozy i dobrze znane z obrazów TV zasieki z drutu ostrzowego. Na terytorium neutralnym, czyli na obszarze, który nie jest integralną częścią żadnego państwa ani jego terytorium obozowisko namiotowe uchodźców. Namioty, sporo śmieci, dorośli, dzieci ...
Po przekroczeniu granicy, Serbia wita nas meczetem.



Dalsza droga ... aby dotrzeć do celu. Za Belgradem góry a co za tym idzie coraz bardziej kręte drogi. Połykane wcześniej kilometry niemal stanęły w miejscu. Przed nastaniem zmroku docieramy do sklepu, w którym robimy zakupy i co roku dostajemy gratis serbski odpowiednik Nutelli o nazwie Bas. Nastaje zmrok. Do naszej miejscówki w górach zostało około 20 km. Część asfaltem, dalej drogą szutrową. Najwyraźniej tutaj również padało. Świadczą o tym spore kałuże, miejscami przecinające całą drogę.
Jesteśmy u celu. Szum wody jak na Rebizantach (Impreza w Szałasie nad Tanwią tuż, tuż ... [nofollow]), zaskakuje nas jednak spora przecinka okolicznych krzewów, które poskładane są między innymi na naszym miejscu noclegowym. Namiot rozbijamy tuż obok. Chwilę później jemy kolację pod wodospadem. Cisza, spokój, brak żywego ducha. Super.



Spokojna noc w odgłosach szumiącej wody daje ukojenie. Poranek w chmurze, która przysłania nasz obiekt podziwu. Jeszcze o tym nie wiemy ale nawet Serbowie, którzy słabo znają swój kraj i atrakcje, docenili ten pomnik przyrody. Dopiero teraz widać, że przycinka była dość spora. Cel ? Prawdopodobnie odsłonięcie obiektu godnego podziwu.







Cały teren jest własnością poznanego dwa lata wcześniej Serba pracującego w Anglii.

Podczas porannej toalety Tamara uszkodziła nogę na stłuczonej butelce. Sami widzimy, że z roku na rok, śmieci przybywa - to pierwszy dowód na to, że miejsce staje się bardziej rozpoznawalne. Najbardziej niebezpieczne są te szklane, przewalające się w różnych miejscach ... Apteczka rzadko wykorzystywana, tym razem przydała się do wykonania opatrunku.



Śniadanie pod wodospadem z degustacją serbskich suchych wędlin. Są na prawdę smakowite. Lepsze od salami o podobnej konsystencji.



Po śniadaniu pierwszy raz widzimy w tym miejscu pasące się owce. Niektóre z nich wskakują na krzewy aby delektować się świeżymi pędami. Nad bezpieczeństwem czuwa pasterka, która zagadnęła Tamarę. Chwilę później nadciągają dwa szczeniaki. Wyglądają jak bracia. Mało ufne, zbliżając się są w ciągłej gotowości do odskoku i ewentualnej ucieczki. Szybko się do nas przywiązują i nie odstępują na krok.











Chmury rzedną odsłaniając oczyszczony z krzewów wodospad. Chwilę później robi się ciepło jak w lecie. Temperatura powietrza może wysoka ale woda lodowata. To i tak żadna przeszkoda aby zrobić małe pranie.

Na zdjęciu: z lewej nasz wodospad, z prawej nasz obóz a pośrodku drugi szczeniak





Ruszamy w trasę w górę wodospadu z naszymi towarzyszami. W budzącej się do życia przyrodzie z kładki prowadzącej przez wodospad ściągamy na zoomie nasz obóz.











Chwilę później jesteśmy już w najwyższym punkcie wodospadu. Przepaść ogromna. Położona poniżej kładka wygląda jak patyk a znacznie niżej droga obrazuje ogrom tego wodospadu. Napływający z upływem czasu ludzie, krzątają się niczym mrówki.





Jeszcze wyżej kolejne wodospady dają nam radochę i chwilę na prawdziwy wypoczynek. Stare i pokręcone drzewa spokojnie mogą być dobrą scenografią filmową. Brniemy wyżej a później schodząc w dół do obozu podglądamy okoliczną cerkiew, czy nadal stoi na swoim miejscu.











W ciekawej i dość głębokiej kałuży przy drodze przyglądamy się tutejszemu życiu. Żaba i topiki żyją w symbiozie ;-)



Wodospad ...




Posiłek w asyście ...


Gospodarz ze swoimi sprzętami ...


Iiii ... po napływie sporej liczby ludzi, niespodziewana wizyta policji. Legitymowanie okolicznych przybyszów. My również staliśmy się obiektem zainteresowania. Paszporty poszły w ruch. Obyło się bez ceregieli. Czym podyktowane było to legitymowanie ? Może właściciel zaczyna pilnować porządku na swoich włościach a może ...




Wszystko pod wodospadem

Chwilę później nadciągnęły kolejne wozy terenowe. Informacja o sporej koncentracji ludzi poszła w eter i pojawili się szpanerzy. Jeden z nich w obecności policjantów dewastował ten piękny pomnik przyrody. Na widok późniejszych koleżeńskich zachowań policji i szpanera przypomniały mi się czasy kiedy i u nas można było zobaczyć podobne zachowania. Na szczęście sporo się u nas zmieniło w tym zakresie.




Nieudana próba przejazdu zbyt wąskim mostkiem skończyła się na przeprawie przez wodę





Ciekawie było do wieczora. Obok nas rozbiło się sporo osób, czego jesteśmy świadkami po raz pierwszy. To dla nas sygnał, że te wspaniałe czasy powoli dobiegają końca właśnie w tym miejscu. Zastanawiamy się czy noc będzie spokojna.



Muzyka, krzyki, zabawa towarzyszyła nam całą noc. Do ciepłych nie należała a piszę o tym dlatego, że owe szczeniaki pilnowały nas całą noc. Ktokolwiek się zbliżał do naszego obozowiska podnosiły niesamowity alarm. Dzięki temu spaliśmy spokojnie, wybudzani co jakiś czas głośną muzyką lub alarmem naszych stróżów. Obszczekały nawet nas wygrzebujących się w nocy z namiotu ale za chwilę towarzyszyła temu zajściu radość.

Nad ranem otrzymaliśmy worek na śmieci, których nigdy nie pozostawiamy w miejscach naszych obozowisk. Bywa, że wieziemy je kilkadziesiąt a nawet kilkaset kilometrów aby wyrzucić je do śmietnika. Duży wór to miły gest i sygnał, że opiekunów terenu interesuje dbanie o czystość tego urokliwego miejsca. Mimo to, jak już wcześniej zauważyliśmy śmieci przybywa.



Pogoda psuje się, co chwilę kropi deszcz.

Odjeżdżając jeden ze szczeniaków biegł dość długo za naszym motocyklem. Sami zasmuceni z faktu wzajemnego przywiązania i wdzięczności za nocne stróżowanie opuszczaliśmy to miejsce z nutką żalu. Zatrzymaliśmy się po jakimś czasie aby zrobić zdjęcie wodospadu z perspektywy jakiej jeszcze nie mamy. Smutek, żal ale czas odwiedzić inne urokliwe miejsca z myślą o powrocie.



Walczyliśmy z myślami, jakie kierunek teraz obrać. Przeważyła Czarnogóra. Dotarliśmy do znanego mostu na rzece Tara. Ilekroć tu jestem zawsze myślę o raftingu. Może za rok ?







Ta piękna, rwąca rzeka z błękitną wodą wydrążyła najgłębszy kanion w Europie. Woda na dole a z nieba zaczyna siąpić mocniej.





Dalej kierujemy się w stronę Durmitoru. W ubiegłym roku na początku czerwca mieliśmy ciekawy przejazd w śnieżnym tunelu zobacz relację i zdjęcia z ibiegłego roku >>> [nofollow]. Ciekawe jak będzie tym razem. Wjeżdżamy, wyżej i wyżej i ... dojeżdżamy do Żabljaka. Tutaj towarzyszący nam deszczyk zamienia się deszcz. Jest mało przyjemny przy znacznie niższej temperaturze. Chwilę później w Durmitorze mamy już ulewę. Z góry zjeżdżają przemoczeni rowerzyści. Ośnieżone góry, spadający z każdą chwilą komfort jazdy i niespodzianka. Naszą drogę zasypał śnieg.



Piesze oględziny czy istnieją szanse na przejazd motocyklem. Odgarnianie śniegu. Jest w miarę luźny. Wszystko świadczy o świeżym opadzie, prawdopodobnie dzień przed naszym przyjazdem. Z uwagi na fakt, że zaczęły się tutaj święta wielkanocne, o odśnieżaniu świeżego śniegu można zapomnieć.





Pierwsza przeszkoda pokonana. Po dojechaniu do następnej zawracamy. Ryzyko zbyt duże a wszystko na krawędzi. Potknięcie, przechył czy uśliźnięcie nogi są bardzo możliwe i zbyt niebezpieczne.



Oliwy do ognia dolał deszcz, który zamienił się w opady deszczu ze śniegiem. Teraz stało się to mało przyjemnie. Zjeżdżając w dół robiło się coraz chłodniej a opad nasilał się. Szukaliśmy jakiegoś kawałka zadaszenia aby narzucić na siebie dodatkowe warstwy odzieży. W drodze powrotnej mijamy się z pierwszymi motocyklistami 3x GS - ciekawe czy jadą tam gdzie byliśmy przed chwilą?



cdn ...

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Odp: Długi weekend w Serbii 2016
« Odpowiedź #8 dnia: Maj 09, 2016, 09:34:26 pm »
Cd ...

Dalsza jazda to ciągły deszcz, który chwilami słabł ale komfort jazdy dawno przestał być przyjemnością. Co chwilę jazda w gęstych chmurach, za chwilę w krótkich przejaśnieniach. Przekraczamy granice z Bośnią i Hercegowiną. Zziębnięci, przemoczeni decydujemy się na poszukiwanie jakiegoś noclegu w czterech ścianach. Mieliśmy mieszane uczucia czy aby na pewno uda nam się coś znaleźć w tym świątecznym okresie. Aktualnie są tutaj Święta Wielkanocne obrządku greko-katolickiego.

Udało się w zajeździe/pensjonacie pod meczetem Džamija Ustiprača w miejscowości Mrgudići przy skrzyżowaniu dróg M20 i M5.







Padało całą noc. Nasz pensjonat był ogrzewany, dzięki czemu udało nam się przesuszyć większość rzeczy. Po zejściu do motocykla nadal padało. Tamara zakłada dodatkowe nakładki na buty. Kilka spojrzeń na rzekę Drinę i w drogę.







Rzeka kręta, głęboka o pięknym kolorze wody zaskakuje nas za każdym razem. Tym razem jej urok przyćmiły ogromne zwały śmieci unoszące się na powierzchni wody. To wszystko nieco przyćmiło nasz zachwyt nad tą piękną rzeką. Najwyraźniej Bośniaccy Serbowie muszą się jeszcze uczyć jak dbać o to co u innych budzi zachwyt. Zwały śmieci towarzyszyły nam do samej zapory, która tworzy w tym miejscu Jezioro Wiszegradzkie. Przed zaporą większość śmieci została zatrzymana a dalej rzeka odzyskała dobrze nam znany urok.



W Wiszegradzie zatrzymujemy się aby z oddali sfotografować most z bogatą historią, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2007 roku.
Obiekt zasłynął dzięki powieści „Most na Drinie” autorstwa noblisty Ivo Andrica. Ma długość 179,5 m i składa się z 11 łuków. Przęsła mostu mają od 11 do 15 metrów.



W 1992 r. wspomniana budowla stała się miejscem kaźni ok. 3 tys. bośniackich cywilów, których zabijano podrzynając gardła, a ciała wrzucano do Driny. Spływały one w dół rzeki do następnego sztucznego jeziora Perucac, które połączone było z położoną nieopodal elektrownią wodną. W tym okresie rzeka była czerwona od krwi. Po wojnie bałkańskiej z lat 90-tych XX wieku z 63 % Muzułmanów zamieszkujących Višegrad pozostało jedynie ok. 10 %. To przyczyniło się do zmian etnicznych. Odsetek Serbów w mieście wzrósł z 33 % do 90 %. Takim oto sposobem miasto administracyjnie należy do Republiki Serbskiej. Stąd obecność serbskich flag w tej części Bośni i Hercegowiny.





Wspomniana historia ma swoje drugie dno. Ciała wrzucane do rzeki Driny w latach 90-tych nie ulotniły się. Konieczność przeprowadzenia prac konserwatorskich mostu w 2010 roku sprawiły, że władze zdecydowały o obniżeniu poziomu wody w jeziorze Perucac. Wtedy odkryto szkielety ok. 97 osób – najprawdopodobniej ofiar mordów z 1992 r. Kiedy w 2007 roku obchodzono uroczystość wpisania mostu na listę UNESCO, organizacja matek ofiar zamordowanych w 1992 r. zbojkotowała ją oświadczając, że nie mogą stąpać po czerwonym dywanie rozłożonym na moście – zbyt mocno przypominał on czerwony „dywan” z krwi ich bliskich.
Podczas naszego pierwszego pobytu w tym miejscu, most był w trakcie renowacji >>> [nofollow]

Tuż za mostem na półwyspie powstał  wspólny projekt serbskiego reżysera filmowego Emira Kusturicy (51% akcji) i Rządu Republiki Serbskiej. Turystyczno-kulturalno-administracyjny kompleks o nazwie Andrićgrad, usytuowany w widłach rzeki Drina i ujścia rzeki Rzav. Andrićgrad, ma być wykorzystany jako miejsce kręcenia filmu na podstawie najsłynniejszej powieści Ivo Andricia – „Most na Drinie”. Jest to druga wioska Kusturicy tworzona od podstaw. Oficjalne otwarcie miało miejsce 28 czerwca 2014 r. Miasto jest mieszanką różnych epok i stylów: od bizantyjskiego, przez renesans po klasycyzm.


Wioska oddana tuż po naszym przyjeździe w 2014 roku widoczna w tle przy nodze - dodatkowe ujęcie wkrótce na filmie kliknij i zobacz więcej >>> [nofollow]

Po krótkim przystanku ruszamy w dalszą drogę przez chmury, serpentyny, deszcz przeplatający się z przejaśnieniami docierając tym razem do pierwszej wioski wybudowanej na potrzeby filmowe Emira Kusturicy. Jest to leżąca w Serbii miejscowość Drvengrad, zbudowana na potrzeby filmu „Życie jest cudem”. 





Drewniane miasto wybudowane na wzgórzu w 2000 roku posiada pięćdziesiąt drewnianych chatek. Miejscowość otwarta dla turystów, z hotelem, atrakcjami takimi jak, kompleks spa, plac zabaw dla dzieci, restauracje, biblioteka, cerkiew prawosławna, kino i ....





Dodatkową atrakcję stanowi zabytkowa kolejka wąskotorowa o nazwie Ósemka Szargańska. Kolejowe przewozy odbywają się na linii Mokra Góra – Šargan Vitasi a w 2010 roku reaktywowano szlak wiodący do Wiszegradu w Bośni.
Skąd wzięła się nazwa kolejki Ósemka ?
Otóż, wspomniane miejscowości Mokra Góra – Šargan Vitasi w linii prostej dzieli zaledwie 3,5 km a różnica poziomów wynosi aż 300 metrów. Dlatego omawiana kolejka tworzy liczne pętle przypominające ósemki przejeżdżając przez 22 tunele i 5 mostów. Startuje w Serbii mając swój koniec w Bośni lub na odwrót.







Właśnie podczas naszego pobytu odbywał się odjazd kolejki, na którą mogliśmy się załapać. Niestety ograniczenie czasowe oraz konieczność powrotu z Bośni odwiodła nas od chytrego planu. To klimatyczne miejsce aktualnie o średnim stanie napełnienia turystami. Strach sobie wyobrazić co dzieje się tutaj w trakcie lata. Podziwialiśmy odjazd kolejki z napędem spalinowym L45H-096. Istnieje opcja jazdy parowozem ale na specjalne zamówienie. Pociąg zapełniony turystami odjechał a w miejscowości nadał było sporo ludzi.





Cóż można stwierdzić w takim miejscu ?
W pierwszej myśli nasuwają się do głowy słowa z reklamy TV:
"Trzeba mieć fantazję, dziadku,
trzeba mieć fantazję i pieniądze synku".
Tylko tyle i aż tyle, obrazuje fantazję serbskiego reżysera filmowego Emira Kusturicy. Wystarczy obejrzeć jego filmy i wszystko stanie się jasne jak we mgle :-)



Z rzeką Drina rozstaliśmy się tylko na chwilę i po kolejnym odcinku drogą przez chmury, serpentyny, deszcz przeplatający się z przejaśnieniami docieramy do kolejne atrakcji, domku na rzece Drina. Odwiedzamy to co poznaliśmy ale przy innym stanie wody.





Pogoda może nie sprzyja fotografowaniu ale i tak uwieczniamy tą ciekawą budowlę posadowioną na środku koryta rzeki. Między innymi do tej atrakcji wyruszyliśmy na swoją wyprawę w 2014 roku >>> [nofollow]
Siedziba klubu kajakowego cieszy się ogromną popularnością skoro w tak krótkim czasie pojawiła się tu na miejscu tablica z pełnym opisem opisywanej atrakcji. Kto przyczynił się do rozpropagowania domku na Drinie ? Oczywiście zagraniczni turyści, którzy przybywali tutaj masowo.



Jak już wspomniałem wcześniej, Serbowie słabo znają swój kraj. Na potwierdzenie wspomnianego faktu potwierdzam, że w ubiegłym roku pytając mieszkańców miasta, w którym znajduje się owa budowla o drogę dojazdową, nikt (100 % pytanych) nie wiedział o co chodzi, nikt nie znał tego miejsca. Miejmy nadzieję, że owa tablica informacyjna dla turystów zmieni stan postrzegania u tubylców.



Z tego miejsca zaczynamy naszą podróż powrotną chcąc odwiedzić w okolicy Belgradu Ovčar Banja. Taką lokalizację pokazał nam nasz GPS. Takim oto sposobem przejechaliśmy przez całą stolicę Serbii aby dotrzeć do drogi przegrodzonej ogrodzeniem a nasze urządzenie chciało nas doprowadzić do miejsca o podobnej nazwie zlokalizowanego koło jeziorka o nazwie "Wielkie Błoto" i taka droga była obok ogrodzenia wzdłuż torów kolejowych. W tym momencie załapaliśmy, że droga, która z asfaltowej zmieniła się w szutrową, przecięta ogrodzeniem a dalej błoto to znak, że czas najwyższy na drogę powrotną. Tak też uczyniliśmy. Jechaliśmy do wieczora zatrzymując się w okolicy miejscowości Martfu na Węgrzech.



Wyszukana miejscówka w okolicy wielkiego stawu hodowlanego ryb, do którego nadciągały czaple niczym na samoloty lądujące na potężnym lotnisku. Wystrzały dubeltówki miały je od tego odwodzić. Ja nie zauważyłem pożądanego efektu hodowcy. Czaple nadlatywały, lądowały i odlatywały. W nocy spokój. Nad ranem pobudka już od godziny 6:00.











Takim oto sposobem zwinęliśmy szybko nasze obozowisko, śniadanie, szybki powrót bezdrożami do asfaltu i do domu. Ostatni ślad naszej obecności na zdjęciu ... w temacie >>> Widziany na granicy Węgry-Słowacja <<< [nofollow]Z tych miejsc posiadamy jedynie urywki filmów.


Fot.    JacekJ - z samochodu - Forum Radiator

Na Słowacji widziani przez nas pierwsi motocykliści a w świętującej Polsce tłumy motocyklistów. Wszystko za sprawą dnia wolnego od pracy i dobrej pogody. Zawinęliśmy do domu około godziny 16:00.

Za nami 2756 km i mokre do tej pory skarpetki od przemoczonych butów.

Film z wyjazdu ... mamy nadzieję, że na dniach :D
« Ostatnia zmiana: Maj 10, 2016, 09:19:59 am wysłana przez Glazio »

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 564
  • Karma: +21/-5
Odp: Długi weekend w Serbii 2016
« Odpowiedź #9 dnia: Maj 10, 2016, 10:58:05 am »
Piękne i urokliwe miejsca potwierdzone zdjęciami. Czekam na film ;)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 041
  • Karma: +48/-3
Odp: Długi weekend w Serbii 2016
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 23, 2016, 08:22:23 am »
W końcu udało mi się wygospodarować chwilę aby dokończyć rozpoczęte uprzednio sklejanie krótkiego filmu z weekendu na Bałkanach.
Na filmie dokładnie widać lato i zimę a wszystko w ciągu jednego dnia.

<a rel="nofollow" href="http://www.youtube.com/watch?v=N09oCMtmAFI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=N09oCMtmAFI</a> <span class="alert smalltext" title="To curb spam posts, external links are set [nofollow] (which means no pagerank) until 999999 posts">[nofollow]</span>

Jak postrzegane jest podsumowanie w tej dodatkowej wersji ?

 

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16