Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Grudzień 14, 2019, 11:56:31 am


Autor Wątek: Moto Pamir 2017r  (Przeczytany 4370 razy)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #15 dnia: Maj 05, 2017, 03:59:27 pm »
Wystartowali. Na daną chwilę podzieleni na grupy. Jedna trzyosobowa przekroczyła już granicę w Dorohusku. Dwóch pozostałych wystartuje jutro.
Niech grafika zobrazuje kto, skąd i na czym wyruszył w trasę.



Więcej szczegółów w informacji na stronie głównej Radiatora >>>

Ekipie życzymy powodzenia i szczęśliwego powrotu do własnych czterech ścian :-)
Szerokości.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #16 dnia: Maj 05, 2017, 09:04:18 pm »
Wygląda na to, że nocują dzisiaj w miejscowości Maniewicze (Маневичі), Obwód wołyński, Ukraina. Około 133 km na wschód od Dorohuska. Zapewne czekają na goniącą dwójkę.

51°17'04.7"N 25°31'43.0"E
51.284628, 25.528616

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #17 dnia: Maj 07, 2017, 07:41:15 pm »
Wczoraj nocowali przed ukraińsko-rosyjskim przejściem granicznym, dziś już w Rosji właśnie TU >>>
Ukraina

Nocne oczekiwanie na przekroczenie Rosyjskiej granicy
« Ostatnia zmiana: Maj 08, 2017, 09:30:32 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #18 dnia: Maj 08, 2017, 08:19:26 am »
Dzień 2.
Przelot: 944 km.
Trasa: Kijow-Kursk-Woroneż-Anna.

Drogi w zachodniej Ukrainie wołają o pomstę do nieba ale to co się dzieje na wschód od Kijowa to przegięcie. Np droga do Granicy rosyjskiej kierunek Sumy: wyrwy w asfalcie o średnicy kilku metrów kwadratowych i głębokości ponad pół metra.... Jak oznakowane? Wrzucone do środka kilka opon i parę gałęzi. Można?
I takich niespodzianek kilkanaście po drodze, nie mówiąc o mniejszych dziurach typu metr na metr....
Żałuje tylko że nie zrobiłem żadnego zdjęcia ale poziom mojego wkurwienia był taki wysoki ze nie w głowie były mi fotki.

Granica rosyjska zajęła nam 2 godziny. Pełna kultura.
Rosja powitała nas równiutkim i gładkim asfaltem. Po drodze nic się ciekawego nie działo oprócz mega silnego wiatru przed Kurskiem który napierał z taka siła ze aż nam kaski unosiło do góry.
Po drodze kilka ładnych razy pstrykali fotoradary. Większość z przodu ale kilka strzałów również z tylu widziałem.
Ktoś orientuje się jak to wygląda w stosunku do obywateli EU?


Ja ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że zdjęcia pstrykane z przodu to pełny luz. Zdjęcia pstrykane z tyłu to już zagadka. Jeśli Was nie zatrzymają w odległości 1-3 km od zdjęcia - uwaga !!! nie tylko zdjęcia ale również filmy z nagraną prędkością przelotową to również luz.
Wspomniana zagadka może być rozwikłana w drodze powrotnej na granicy.

Rosja to piękny kraj. Kierowcy ostrzegają światłami o kontroli policji. Zaskakujące może być to (tak jak w moim przypadku), że kamera postawiona była ok. 2 km przed patrolem. Wtedy miałem 119 km/h i nie miało już znaczenia, że przy patrolu poniżej 90 km/h. Już na mnie czekali. Dalsze konsekwencje zależą od policjantów na jakich traficie. Z jednymi idzie pogadać z innymi nie.
Pamiętajcie o nie przekraczaniu linii ciągłej - w Rosji można za takie przewinienie utracić prawo jazdy. Dlatego przydatne jest międzynarodowe prawo jazdy >>>
Lepiej się pozbyć takiego niż ponownie wyrabiać kwity.
« Ostatnia zmiana: Maj 08, 2017, 09:31:23 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #19 dnia: Maj 08, 2017, 09:28:43 pm »
Prawdopodobnie ekipa nadal podzielona.
Trójka prowadząca już w Kazachstanie
08.05.2017



Dwójka goniąca coraz bliżej. Dotarli do rzeki Wołga i raczej ją przekroczyli. Jutro powinni jechać razem całą piątką.

Kilka zdjęć z trasy od goniącej dwójki.

Mario:
Gonimy z Darkiem chłopaków. Maja nad nami dzień przewagi. Ale jesteśmy tylko 140 km za nimi. Na podstawie lokalizatora wiemy już ze oni są już w Kazachstanie.
Dzień 3.
Przebieg: 978 km.
Trasa Anna-Wołgograd-Astrachań.
Nic ciekawego po drodze się nie wydarzyło.
Wołgograd to jednak wielka metropolia. Robi wrażenie.
Po przejechaniu Wołgi krajobraz mocno się zmienił. Teren zrobił się płaski, rzekłbym ze taki pół step. Tylko gdzie nie gdzie pojawiały się drzewa. Trasa z Wołgogradu do Astrachania prowadziła wzdłuż Wołgi - mega wielka rzeka. Im bliżej granicy Kazachskiej tym więcej osób z typowo azjatyckimi rysami twarzy. Przy drodze pasterze wypasają barany i kozy. Około 100 km przed Astrachaniem pojawiają się cmentarze muzulmanskie i pierwsze jurty.
Po drodze widać było sprzęt wojskowy który przemieszczał się do miast na defiladę z okazji Dnia Zwycięstwa.
Rosjanie maja bzika na tym punkcie. Jutro w całej Rosji będzie balet na maksa 😀.
































« Ostatnia zmiana: Maj 08, 2017, 09:32:49 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #20 dnia: Maj 09, 2017, 07:37:10 pm »
Mario:
Dzień 4.
Przelot: 403 km
Trasa: Astrachan RUS-Atyrau KZ
Wyjechaliśmy z Astrachania Ok 7.30. Okazało się, że trasa która wskazuje nam Navi jest zamknięta (remont mostu na Wołdze).
Podkręciliśmy się trochę po mieście póki znaleźliśmy wylot w stronę granicy z Kazachstanem.
Po drodze przekroczyliśmy most pontonowy (podobno prowizorki są najtrwalsze).
Krajobraz przypominał mi Podlasie. Zielone łąki, rozlewiska rzeki i krowy na pastwiskach.
Po drodze mijamy dzieci w wieku szkolnym ubrane na galowo które udają się na obchody Dnia Zwycięstwa. Przypomniały mi się stae czasy 🙂.
W końcu dojeżdżamy do granicy Kazachskiej.
Szybka odprawa. Miłe pogawędki z pogranicznikami. Pytania skąd i dokąd jedziemy. Oraz ile kosztują motocykle. Nagle pogranicznicy wskazują na tylna oponę Darka. Faktycznie jest dla o. Wychodzą druty.

Po przekroczeniu granicy wymieniamy dolary na Tenge. Podchodzą do nas Czeczeni. Gadka szmatka i mamy zaproszenie do Czeczenii. Dają swoje namiary i serdecznie zapraszają.
Fotka na koniec i lecimy dalej....
Droga od granicy to koszmar. Przepraszam drogi ukraińskie. Tu dopiero jest walka o przeżycie. Wyrwy o wymiarach i głębokości basenu olimpijskiego. Plus koleiny sięgające minimum do kolan. Nasza prędkość spada niesamowicie. Niektóre odcinki pokonujemy na 1ce, max na 2ce. Dochodzę do wniosku ze u nas drogi na budowie są lepsze...
Nic to. Lecimy dalej.
Zatrzymujemy się po Ok 59 km na jedzenie. Okazuje się ze obok jest szynomontaż czyli wulkanizacja. Namawiam Darka na zmianę opon. Schodzi nam Ok 2 godzin.
Wjeżdżamy w step. Pojawiają sie pojedyncze wielbłądy. Potem całe stada. Mijamy pola naftowe z charakterystycznymi pompami oraz unoszącym się zapachem nafty.
Cały czas mamy nadzieje ze stan drogi się poprawi.
Okazuje się ze wielbłądy chodzą nawet po wioskach. Oraz stada koni, krów i kóz.
Od czasu do czasu droga poprawia się. Na 1,5 km... potem znów koszmar.
Kurde, nie mozliwe aby droga z granicy tak wyglądała... na pewno zaraz się poprawi.
Guzik. Do samego Atyrau jest lipa.

Wjeżdżamy w końcu do Atyrau. Kierowcy łącznie z Policja nas pozdrawiają. Gdy tylko się zatrzymaliśmy każdy oferuje pomoc. Jest fajnie. Szukamy hotelu.
Gdy zameldowaliśmy die w Gostinicy okazuje się ze nie ma parkingu. Pani szybko wykonuje telefon i mamy miejsce w myjni samochodowej na noc. Jedyny minus to ze jutro otwierają dopiero o 8. No nic. W końcu się wyśpimy.
Mamy już 4 godziny różnicy w czasie w stosunku do Polski.























Dzisiejsze spotkanie bardzo miłe i kosztowne





Morze Kaspijskie





« Ostatnia zmiana: Maj 09, 2017, 07:41:06 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #21 dnia: Maj 09, 2017, 08:36:05 pm »
Cd.
Lokalizator trochę zawodzi ale śpią w miejscowości Bajnej przy granicy z Uzbekistanem.



Struś - pierwsza oznaka życia po wyjeździe.

Hej ekipa prowadząca dopiero do neta się dostała.

Jestesmy w 60km przed granicą uzbecką.
Jutro przekraczamy ją i atakujemy Morze Aralskie.

Mandaty:
30 dolarów na glowe x 3 osoby z grupy prowadzącej.

Drugi ja tylko dostalem na 70 jechałem 90 - po dłuższych pertraktacjach mandat za smycz i 8 gludopisów.

Jutro Uzbekistan zobaczymy co nas tam czeka.



















Zdjęcia może się powtarzają ale z całą pewnością będą dostępne w przeciwieństwie do tych z FB, które po pewnym czasie znikają.

Ekipa śpi dzisiaj w Gastinicy. Mają 4 hdo przodu, czyli mają godzinę 00:35 :-)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #22 dnia: Maj 11, 2017, 07:46:13 pm »
Mario:
Dzień piąty.
Przelot: 513 km.
Trasa: Atyrau-Bejneu- granica Uzbecka.
Dziś pospalismy sobie do 7.30 😀.
Szybkie pakowanie i dzida w trasę. Jedziemy przez step. Droga prosta po horyzont. Asfalt gładki Wiec ciągniemy zdrowo w okolicach 150 km/h. Do czasu.....
W Kazachstanie nie ma patroli policyjnych na poboczach. Latają Skody Octavia z radarem z przodu. I nie ma opcji żeby nie wychwycili przekraczających prędkość. Z naprzeciwka nie jestes w stanie zobaczyć czy to jedzie radiowóz. Jak już się zorientujesz jest za późno. Nas pacnęli na 157 km/h. Maksymalna prędkość to 100.... pada info ze zabiorą nam prawko.
Oj zabolało to nas mocno.....
Znaleźliśmy jednak sposób aby nie wlec się stówką.
Jeśli z naprzeciwka nic nie jechało odwijalismy manetki do końca. Jak tylko pojawiło się auto - hebel i jedziemy 100.
Po drodze spotkaliśmy Polaków, znajomych Darka z którymi spędziliśmy na rozmowie grubo ponad 2 h. Powiedzieli nam trochę o Kazachskiej Policji. Podobno się nie pietd...lą w tańcu. Za wyrzucenie kiepa na ziemie mogą Cię zamknąć do paki na 24 h.
Ciągniemy dalej aż dojeżdżamy do Bejenau - tu odbijamy w stronę Uzbekistanu.
Ok 30 km przed Bejenau Darkowi zabrakło paliwa. Ale mamy w kanistrami zapas.
Po kolejnych 10 km mój motocykl gaśnie i również robię dolewkę.
Odcinek 120 km to znów droga przez mękę. Odbijamy w step i jedziemy traktem wyjeżdżonym przez inne auta. Jest gówniano ale lepiej niż na drodze.
Wielbłądy chodzą dosłownie wszędzie. Po centrum dużych wiosek również. Ew leżą na drodze. Są różnorakie białe, czarne rude. Z jednym garbem z dwoma. Z długim włosiem i krótkim. Do wyboru do koloru.
Granicę wbrew opiniom przekraczamy w miarę szybko i bezproblemowo.
Po Uzbeckiej stronie handlarze walutą nas otaczają próbując nam sprzedać somy po gownisnym kursie. Ale z pomocą przychodzi nam Tirowiec z Rosji który podaje nam
Obowiązujący kurs. Przy okazji zjebal handlarkę która chciała nam sprzedać wodę za chora cenę.
Gdy czekamy na wypisanie ubezpieczenia motocykli na Uzbekistan podchodzi do mnie gość i mówi:
- a ja już do Pilski wracam.
Patrzę z niedowierzaniem. Okazuje się ze to Białorusin który mieszka i pracuje w Polsce.
Pytam gdzie jest kolejna stacja benzynowa. Mówi ze za Ok 350 km ale nie da gwarancji czy będzie tam benzyna.
W UZB jest problem z benzyna. Wszystkie auta jeżdżą na gaz i poza większymi miastami jest słabo z benzyna.
Po krótkiej rozmowie organizuje nam 5 l benzyny w rozsądnej cenie od kierowcy osobówki.
Przy granicy widzimy motel i restauracje z dużym znakiem WIFi.
Podejmujemy decyzje ze tu nocujemy a jutro Ok 5 rano lecimy dalej.
Okazuje się ze hotel działa dis pierwszy dzień 😎.
PS. Przemek, Jarek i Tomek są Ok 400 km przed nami.
Śpią w namiocie i nie mamy z nimi kontaktu.


























Struś:
Pierwszy dzień pobytu w Uzbekistanie

Od samego rana zaczęło się tragicznie droga dojazdowa do granicy kazachsko-uzbeckiej za jaką nam prawie 2,5 godziny a to tylko 70km stwierdziliśmy wspólnie ze Kazachowie chyba nie lubią się z Uzbekistanem, gdyż droga wyglądała jak jeden wielki poligon na dzien dobry jadąc za Jarkiem wpadłem w błoto o mały włos zaliczyłbym glebę ale udało się opanować sytuację, dojechaliśmy do granicy . Przy bramie żołnierz kazał Tomkowi objechac szlaban oczywiście Jarek zrobił to samo i następny problem, bo przejechali na czerwonym i celnik się do czepil jak tak można i dostali po 15$premii.
Granice udało nam się pokonać dosyć szybko. Wjeżdżamy do Uzbekistanu tutaj szybka kawa i jedziemy dalej po przejechaniu 5 km okazuje się że zostawiłem plecak w barze no to nawrotka. Po przejechaniu 3 km Uzbeccy przyjaciele dowieźli nam plecak. Chwila pogawędki i w drogę.
Jedziemy.
Pierwsza bramka kontrolna i tutaj tak samo pytania skąd, dokąd, ile palą motocykle, itp. itd.

Ruszamy Tomek pierwszy ja zanim nagle , dostrzegam ze u Tomka w tylnym kole powietrza tyle co na lekarstwo. Doganiam go i zatrzymuje. Po krótkim obejrzeniu koła okazuje się że jest uszkodzona dętka. Cóż życie. Uzbekistan chyba nas nie lubi naprawiamy koło zajmuje nam to 2 może 3 godziny gorąco jak cholera.

Usterka usunięta jedziemy dalej rozglądając się za stacją benzynową. Niby coś jest. Gdy dojechaliśmy stacja stoi ale zamknięta. No to w drogę do większego miasta Karakum. Jest już grubo po 21-szej. Szukamy stacji i noclegu. Mamy stację ale gazową. Jedziemy szukać dalej. Następna stacja tak samo gazowa.

Za to znaleźliśmy nocleg 10 dolcow za głowę. Bierzemy. Jest już grubo po 22. Idziemy spać. Jutro będziemy dalej walczyć z benzyną
430 km przejechane.

Kilka chwil później kończy mi się paliwo. Wlewam 5, którą wziąłem z Kazachstanu.

11.05.2017 r.
Dzień zaczyna się masakratycznie. Jarek ma kapcia bierze trampoliniego i jedzie szukać wulkanizatora. My zaś walczymy z benzyną. W końcu udaje nam się załatwić 60 l. za 300000 tysięcy suma.



















« Ostatnia zmiana: Maj 12, 2017, 06:43:41 am wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #23 dnia: Maj 13, 2017, 01:00:03 pm »
Struś:

Około 12 w końcu udaje nam się wyruszyć w stronę morza aralskiego po drodze spotykamy dwójkę Szwajcarow, którzy podróżują po bliskim wschodzie już 3 miesiące krótka pogawedka wymiana adresów i jedziemy dalej.

Słońce grzeje okropelnie, po godzinie dojeżdżamy do cmentarzyska wrażenie są mega zastanawiamy się jak udało się ruskim zrobić takie cudo naprawdę są dobrzy żeby wysuszyć morze 😁😁 podjeżdżamy pod statki, trampolinim daje radę natomiast gs Tomka stwierdza że nie pojedzie i gleba pomaga mu go podnieść kilka fotek i wracamy do miasta aby coś zjeść. Niestety klapa nic nie ma chwila odpoczynku i jedziemy w kierunku chiwy na powrocie dostrzegam 2 gs czyli nasi nas w końcu dogonili. Zatrzymujemy się, chwila pogawedki i jedziemy już razem do chiwy. Po drodze zaznaczamy o kilka stacji ale bez żadnego rezultatu wjeżdżamy do chiwy grubo po 22 udaje nam się znaleźć hotel za 10 dolarów.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #24 dnia: Maj 14, 2017, 12:28:40 pm »
Struś:

12.05.2017

Śniadanie wszystkich zaskoczyło



Zwiedzamy Chiwe zajmuje nam to około 2 godzin wszyscy najchętniej byśmy zostali jeszcze jeden dzień dłużej ale nie ma ze boli jest około 12 decyzja zapadła jedziemy do Bukhary początek zaczyna się dosyć fajnie zero korków itp , nagle po wyjeździe z miasta zaczyna się powtórka z rozrywki czyli jeden wielki poligon dziura za dziura w końcu wjeżdżamy  na autostradę do Bukhary która biegnie przez pustynię kara kim jedna z najbardziej goratszych pustyni na świecie temperatura która panuje to +41c odczuwalnia to jakieś 50 gorąco jak piętno po przejechaniu 100km postanawiamy zatrzymać się na jakiś obiad oczywiście dopytujemy o benzynę jest po 4000tysia za litr kupujemy i w drogę  w takim upale jechaliśmy 270 km 80 km przed bukhara wjeżdżamy na lokalną drog e i zaś powtorka z rozrywki dalej dziura na dziurze nagle dostrzegamy stację benzynową wjeżdżamy jest strzał w dziesiątkę jest benzyną atakujemy do pełna  i kierunek bukhara dojeżdżamy do miasta około  20tej mamy namiary na hotel od gościa z chiwy który nam polecił hotel meldujemy się  i w miasto zwiedzamy wieczorem bukhara miasto robi wielkie wrażenie dochodzimy do wniosku że miasto jest nastawione strikte na turystów panuje czystość i porządek.




« Ostatnia zmiana: Maj 14, 2017, 12:34:30 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #25 dnia: Maj 14, 2017, 08:47:47 pm »
Struś:

13.05.2017

Szybka przechadzka po mieście i pakujemy się i w drogę w stronę granicy tadzekistanskiej w trakcie pakowania zauważam ze oberwał mi się stelaż od kufrow w trakcie wyjazdu z Bukhary szukamy jakiegoś serwisu jest znaleźliśmy szybko remoncik i jedziemy dalej droga początkowo jest ok Ale później jest coraz gorzej do czas kiedy wjeżdżamy w góry uzbeckiej

I zaczyna się jazda bo nikt z nas nie wie co spotkamy za zakrętem  ponieważ jest kładziony nowy asfalt cisniemy cały czas do przodu droga jednak jest cieszka i jazda wygląda Max 60km dojeżdżamy do miejscowości Denov szukamy hotelu raptem przejechaliśmy całe 450km Ale to droga przez mękę mamy hotel za całe 10 dolarów i meldunek który jest nam potrzebne na granice












14.05.2017

Dovne Duszanbe całe 130km
Wyruszamy w stronę granicy   mamy całe 130 km do przejechania granica uzbecka przechodzimy bardzo szybko i bez problemów jestesmy pod wrażeniem

Szybkiej odprawy wjeżdżamy na stronę tadzekistanska pierwszą odprWawa idzie szybko i bez  problemów wjeżdżamy na przejście dowiadujemy się ze kierownik zmiany pojechał na obiad i będzie za pół godziny siedzimy sobie wszyscy wpoczekali jest fajnie klimatyzacja działa jest ok , ale po 15minutach j estesmy wypraszani żebyśmy czekali koło motocykli tam sytuacja robi się beznadziejna bo na zewnątrz w cieniu jest około 30c w cieniu siedzimy i się śmiejemy na początku , ale z czasem nam mina błędnie bo woda się kończy a gorąco jest jak cholera przyjeżdża w końcu kierownik zbiera dokumenty i poszedł sobie i kazał zapłacić w banku po 10 dolarów,  siedzimy i czekamy godzina mija i nic i tak minęło 4 godziny bez wody , my z Mariuszem zasypiam  z nudów w końcu przychodzi kierownik i przynosi papiery możemy startować jedziemy pierwszy sklep postój wpadliśmy tam jak byśmy wody nie widzieli z miesiąc jest ok jedziemy Tadżykistan wygląda całkiem inaczej niż uzbekistan gromi są mega lecimy w stronę stolicy Tadżykistanu dojeżdżamy około 17tej w końcu dojeżdżamy do hotelu i odpoczywamy i zwiedzamy stolicę która robi na nas mega wrażenie








Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #26 dnia: Maj 31, 2017, 11:40:19 am »
Mario: - wpis z 13.05.2017
Dzień 7.
Przelot: 453 km
Trasa:Chiva-Pustynia Karakum- Bukchara.

Wczoraj dotarliśmy do jednej z perełek Szlaku Jedwabnego - Chivy.
Rano po solidnym śniadaniu ruszamy na zwiedzanie starego miasta. Od rana słońce pali niemiłosiernie. Jest ponad 30 stopni. Snujemy się po uliczkach starego miasta. W końcu widzimy golibrodę. Ja decyduję się skorzystać z jego usług. Po zabiegu chłopcy śmieją się ze nie był to dobry pomysł i mówią zebymzapuszczal brodę😁.
Wracamy do hotelu i podejmujemy decyzję, że jedziemy do Bukchary.

Z Chivy do miasta Urgencz jedziemy wjeżdżając z miasta do miasta. Urgencz wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie. Miasto czyste, zadbane. Widać tu pieniądz. Natomiast droga w kierunku Bukchary już niekoniecznie. Uzbecki standard - szczątki asfaltu i dziury. Po Ok 70 km zieleń znika i wjeżdżamy na Pustynię Karakum. Nagle
Mega zaskoczenie i wjeżdżamy na gladziutkà autostradę. Upał niemiłosierny. Z podniesiona szybka w kasku nie da się jechać. Temperatura zaczyna przekraczać 40 stopni.
Po Ok 170 km zatrzymujemy się w przydrożnej knajpce. Wrzucamy coś na ruszt i zapytujemy lokalesow o paliwo. Mają. Bierzemy 50 l.
W moim motocyklu przy dodawaniu gazu zawory tak klekoczą jak nigdy. Ale nie ma co się dziwić skoro tutejsza benzyna ma może 80 oktanów.
Po zatankowaniu ruszamy dalej. Na pustyni nie ma nic. Nawet wielbłądów.

80 km przed Bukcharą autostrada się kończy. Po lewej stronie zauważamy stacje benzynowa. Zajeżdżany i pytamy czy jest benzyna. JEST! I to 91 oktan!!!!!
Zawiany lokales mówi ze od teraz droga do Bukchary jest słaba. Nie kłamał...
Im bliżej miasta tym mniej asfaltu w asfalcie a więcej dziur i wyrw. W końcu jednak docieramy do starego miasta. Meldujemy sue w hotelu i uchodzimy na zwiedzanie. Jest chyba jakieś święto bo muza gra i multum ludzi. Dowiadujemy się tez, że przejście graniczne pomiędzy Uzbekistanem a Tadżykistanem na Trasie Samarkanda-Duszanbe jest zamknięte. Będziemy musieli kierować się na poludnie w atronę Afganistanu i tam przekroczyć granicę. Google Maps pokazuje odległość 547 km z czasem przejazdu prawie 10 godzin. Wiec na dobra drogę nie ma co liczyć...







Dzień 8.
Przelot:468 km
Trasa: Bukhara-Denov.
Wyruszamy z Bukchary przed południem. Wg mnie Bukhara nie ma takiego klimatu jak Chiva. Trochę za dużo cepelii. Ale uroku starego miasta nie można jej odmówić.
Przed hotelem Przemek zauważa ze ma pęknięty stelaż od kufra. Po drodze będziemy szukać jakiegoś warsztatu ze spawarką. Po kilku km widzimy auti servis. Człowiek robi robotę i lecimy dalej. Słońce grzeje coraz mocniej. Po Ok 50 km średniej drogi wbijamy się na nowa dwupasmówkę. Lecimy na luzaku albowiem już wiemy ze w Uzbekistanie coś takiego jak kontrola drogowa praktycznie nie istnieje. Zielone pola uprawne z okolic Bukchary zamieniają się znów w pustynię. Teren robi się trochę pagórkowaty. Po kolejnej setce km dojeżdżamy do jakiejś większej miejscowości. Zajeżdżany na stacje benzynowa ale benzin niet. Na kolejnej i następnych to samo. W UZBekistanie 99,99% jeździ na gazie. Stacji z gazem jest zatrzęsienie. Niektóre nawet na kilkanaście stanowisk. Natomiast z benzyna jest kłopot.
Po kolejnych km widzimy ładna nową stacje benzynową. Zajeżdżany. Wychodzi Mlody Uzbek i mówi ze benzin niet. Standard....
Ale po chwili dodaje ze w "Maszynie" ma 60 litrów 🙂. Otwiera bagażnik Łady rocznik 1981 i wyjmuje 2 banki z paliwem. Tankujemy i jedziemy dalej. Aczkolwiek tankowanie w UZB przedłuża die zawsze co minimum 45 minut.

Po kolejnych 100 km w jeździmy w góry. Droga srednia śle widać ze jest remontowana. Niektóre odcinki nowe i równe - niektóre dopiero wysypane tłuczniem. Wspinamy się coraz bardziej w góry do wysokości Ok 1300 m.n.p.m. Dojeżdżamy do punktu kontrolnego.
Sprawdzają nasze paszporty i wpisują do zeszytów wszystkie dane. Wypijamy po kawie i dalej w drogę. Widać coraz więcej stad kóz, baranów i krów. Mamy zamiar dotrzeć do granicy Tadżyckiej. Pniemy się do góry po czym zjeżdżamy w dolinę. Widoki zaczynaja robić się bajkowe. Ale gdy się kończy asfalt i robi się szarówka jest słabo. Ciężarówki i busiki wzbijają tumany kurzu, jadą na długich światłach oślepiając mnie. Nic nie widać. A droga wraca do standardów uzbeckich czyli wyrwy w asfalcie, jadące pod prąd auta - oczywiście bez oświetlenia. Plus wszelakiego rodzaju zwierzyna i wozy zaprzężone w osły. Na jeden zaprzęg mało co się nie nadziałem. Po twarzy tylko dostałem trzciną załadowana na powozie. W ostatniej chwili odbiłem na lewo.
W końcu dojeżdżamy do Denov. Typowo azjatyckie miast z całym tym harmidrem i klaksonami. Znajdujemy hotel w cenie 10 USD od osoby. Łazienka nas przerosła....
Wypijamy piwko i lulu..
Cdn.

Mario: - wpis z 15.05.2017

Dzień 9.
Przelot:106 km
Trasa: Denov (UZ) - Duszanbe (TJ)

Na dziś plan był taki: szybki trip do Duszanbe i odpoczynek plus ogarnięcie sprzętów przed wjazdem na Pamir Highway.
Wyruszamy z Denov kilka minut po 9-tej. Temperatura przekracza już grubo 30 stopni. Kierujemy się w kierunku granicy Tadżyckiej.
W głowie mam przeczytane informacje ze na granicy Uzbeckiej mogą nas przetrzymac kilka godzin. Po drodze jak zawsze większość kierowców pozdrawia nas mrugnięciami światłami oraz klaksonami. Widać ze nie jest to udawane. Kilka km za Denov jest stacja benzynowa i maja paliwo 91 oktan!! Tankujemy do pełna i dzida w stronę granicy.
Dojeżdżamy. Najpierw zdjęcie tablicy rejestracyjnej motocykla. Potem foto motocykla razem z kierowcą oraz zdjęcie całej naszej grupy z motocyklami.
Myśleliśmy ze pogranicznik robi foto dla siebie i jak kretyni na foto trzymamy kciuki uniesione do góry...

Potem trzepanie bagaży oraz zdjęć w telefonie i aparacie. Jednak wszystko w miłej atmosferze. Ok. Możemy jechać na stronę tadżycką. Wychodzi pogranicznik i mówi ze naczelnika nie ma bo je obiad. Ok. Poczekamy. Po 1,5 h pojawia się naczelnik. Kilka zdań zamieniamy kurtuazyjnie. W końcu zabiera paszporty i ginie w czeluściach budynku. Jednak niedługo wychodzi i mówi ze musimy zapłacić Tax Road po 10 USD od łba. Ok płacimy.
Czekamy dalej. Po Ok 1,5 h zaczynam powoli się wkurwiać. Mam to w dupie. Kładę się na ziemi i zasypiam.
Wg mnie naczelnik przyciął 50 USD i każe nam czekać aby wymusić kolejna łapówkę.
Nie damy się 🙂.
Po Ok 4 h czekania mozemy ruszać. Zeronsorawdzania bagażu...
Wjeżdżamy do Tadżykistanu. Jakość drug mnie powala. Jest gładki asfalt i 2 pasy.
Jest tez sporo policji.
Wjeżdżamy do Duszanbe ale z racji remontu mostu gubimy drogę do hotelu.
Kręcimy się w kółko raz i raz wjeżdżając na ulice. Nagle zatrzymuje nas Milicja. Gość mówi ze widzi ze od jakiegoś czasu szukamy czegoś. Milicjant wola mnie i każe wsiadać do auta i mówi ze znajdzie nam hotel. Kręcimy się po okolicy dobre 20 minut ale mimo najszczerszych chęci milicjanta nie jest wstanie nam pomoc. Mówię mu żeby wracał z powrotem. Gdy dojeżdżamy chłopaki mówią ze namierzyl ich już pracownik hotelu ktory przyjedzie rowerem i nas będzie pilotował.
Dojeżdżamy fo miłego hoteliku. Na miejscu są 3 motocykle z Niemiec oraz 1 z Izraela. Plus ekipa wyprawowa z Dobaju i Szwajcarii.
Wszyscy jutro atakują góry Pamiru.

Góry Pamir M41

Z facebook:
Jolanta Danak-Gajda Jak się oddycha na takiej wysokości?

Moto Pamir 2017 Project
Moto Pamir 2017 Project Trochę ciężko, ale da się przeżyć mieliśmy aklimatyzacja na 3.5 tysiąca także obyło się bez żadnych niespodzianek

Jolanta Danak-Gajda
Jolanta Danak-Gajda Dzięki, jadę tam w sierpniu














Kanion Szarynski i Jezioro Issyk kul







Dzień 10.
Przelot: 469 km.
Trasa: Duszanbe-Chumdon-Wahdat-Kulab.

Dziś wyjechaliśmy z Duszanbe spokojnie, bez pośpiechu Ok godz. 10. Cel był ambitny - wjechanie na Pamir Highway i dojazd do Khorogu czyli 522 km.
Droga z Duszanbe najpierw prowadziła asfaltem od czasu do czasu przecinanego 500 metrowymi odcinkami z ubitego tłucznia. I tak na zmianę: kawałek fajnej nawierzchni i nagle z nienacka luźne kamienie. Gdy tylko wjeżdżamy na asfalt manetki odwijamy do oporu. Długo nie było trzeba czekać na spotkanie z Milicją. Milicjant jednak okazał się człowiekiem wyrozumiałym i puścił nas dalej bez mandatu. W Tadżykistanie na każdym wjeździe do miasta jest Check Point Milicyjny. Sprawdzane są paszporty. Milicji jest generalnie bardzo dużo. Na każdym kroku.
Jedziemy dalej. Droga zamienia się w trakt z luźnym tłuczniem. Kurzy sue niesamowicie. Co raz mijamy stada owiec pędzonych przez pasterzy na wypas. Temp nam spada do 20-30 km\h. Im wyżej wjeżdżamy rym robi się chłodniej. W końcu dojeżdżamy do kolejnego milicyjnego punktu kontroli. Sprawdzają nam paszporty i wizy. Mówią ze droga do Khorogu jest zamknięta bo zeszła lawina i jest dużo śniegu. Hmm... a kiedy będzie otwarta?
Na to milcjant: noooo, w czerwcu napewno.
Fuck.
Nagle wołają mnie do naczelnika.
Naczelnikiem okazuje się starszy jegomość, ubrany po cywilnemu i najwyraźniej nieźle już "zrobiony". Mówi ze nie maminej opcji jak wracać w kierunku Duszanbe i odbic w Wahdadzie na Kulab. No i 300 km drogi w kurzu i po kamieniach poszło w pizdu....
Wracamy. Mamy jechać drogą drugiej kategorii. Jeśli droga pierwszej kategorii wyglada jak ta teraz to jak będzie wyglądać tak dojazdówka?!?

Okazuje się ze ta dojazdówka jest nową drogą i ma nowy asfalt i kilka tuneli Wiec 160 km nadwyżki pokonujemy w miarę szybko.
Dojeżdżamy do Kulabu. Gdy zatrzymujemy się aby popytać o hotel momentalnie zbiera się wokół nas masa ludzi. Coś tam pokrzykują i gestykulują. Olewamy ich i szukamy hotelu w nawi. W końcu dojeżdżamy do hotelu. Szybki Check in. Potem piwko i lulu.
Jutro cały dzień jedziemy wzdłuż granicy afgańskiej. Od Afganistanu dzielić nas będzie tylko rzeka Panji.

Dzień 11.
Trasa: Kulab - gdzieś na drodze M41.

Wyjeżdżamy rano z hotelu. Kierujemy się ku drodze M41 zwanej Pamir Highway. Z nizin zaczynamy wspinać się do góry. Nawierzchnia jest nędzna. Jeśli jest asfalt to jest mega dziurawy. Jeśli asfaltu brak to jest szuter z luźnych kamieni. Dojeżdżamy do pierwszego punktu kontrolnego. Od tej pory co kilkadziesiąt kilometrów będziemy rejestrowani w punktach kontrolnych rejestrujących przepływ osób w Gornobadaszanskim Okręgu Autonomicznym.
Nagle droga zamienia się w nowiutki asfalt. Jest niezłe. Ale nie na długo...
dojeżdżamy do rzeki Panj stanowiącą naturalną granicę pomiędzy Tadżykistanem i Afganistanem. Po kilku km pojawiają się pierwsze wioski afgańskie. Gliniane lepianki a obok nich kilka metrów kwadratowych poletka uprawnego. Co kilkanaście/kilkadziesiąt km niebieskie budynki które wg mnie są szkołami gdyż widać wokół nich sporo dzieciaków.
Jedziemy po wybojach, drogę co raz przecina mniejszy lub większe strumień które jak na razie pokonujemy bez większych strat.
Po jakimś czasie Tomek mówi ze jego GS nie wkręca się na obroty. Zatrzymujemy się w jakiejś wiosce a nasz machanik wyprawowy Jarek ogarnia sytuację. Werdykt: padnięty przekaźnik od pompy paliwa. Ślina to na krótko i lecimy dalej. Droga wije suę wzdłuż rzeki na Polce skalnej. Wysokość waha się od lustra rzeki do kilkunastu i więcej metrów nad nią. Widoki przednie. Peleton rozciąga się. Po jakimś czasie okazuje się ze Tomek miał niegroźną glebę. Chcemy dziś dotrzeć do Khorogu (460 km) ale widzimy żebraczej będzie ciężko. Cały czas jedziemy na drogim biegu. Rzadko kiedy jest moment aby wrzucić trójkę. Grupa rozciąga się. Nagle wyjeżdżając zza zakrętu widzę leżący motocykl Darka. Podjeżdżam i widzę ze nie jest dobrze. Darek zaliczył glebę tak niefortunnie ze uderzył cylindrem w skalę uszkadzając pokrywę zaworów. Dziura ma kilka cm kwadratowych....
Słabo to wygląda. Czyżby wyprawa dla Darka miała się skończyć?
Robimy pranie mózgów. Nagle pada pomysł aby dziurę załatać wieczkiem od konserwy 😁. Potem pomysł ulega modyfikacji i dochodzimy do wniosku ze lepiej do tego się nada Menażka. Ale stoimy w takim punkcie, ze blokujemy drogę. Biorę Darka na hol i postanawiamy dotrzeć do pierwszej wioski.
Holowanie motocykla po prostej to pikuś. Pod górkę tez jest nie najgorzej ale z górki to już inna liga. Po tym jak luźna lina wkręca się dla Darka w przednie koło zmieniamy taktykę. Zjazdy pokonuje sam. W końcu docieramy do stacji benzynowej. Stacja to za dużo powiedziane. Buda z kilkoma beczkami paliwa. Pytamy się czy możemy się rozbić z namiotami. Gość mówi ze no problem.
Darek z Jarkuem zabierają się do klejenia pokrywy zaworów. Podchodzi gość ze stacji i mówi ze w sklepie w wiosce jest klej który nada się do takiej naprawy. Gdy przywozimy klej mówi żeby dać mu jeszcze bandaż dla usztywnienia konstrukcji. Wyglada teraz nieźle. Teraztylko trzeba czekać aby klej wysechł i jutro odpalony Moto i sprawdzimy czy nie ma wycieku oleju i czy motocykl bedzie mógł ruszyć w dalszą trasę.
Nagle słyszymy serię z broni maszynowej. Patrzymy się na się siebie i wcale nam nie do śmiechu. Gość ze stacji mówi:
No problem. Tadżykistan ma "mir" z Afganistanem i oni w tą syronę nie strzelają....
Hmmm.... miejmy nadzieję.
Rozbijamy namioty i lulu.

Dzień 12.

Trasa: ? - Khorog.
Przelot: 260 km

Po wyjściu z namiotów robimy sobie małe śniadanko. Oglądamy pokrywę zaworów czy klej już dobrze związał bandaż z menażką 😀.
Wyglada nieźle. Teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że wytrzyma ten zestaw podczas pracy silnika. Darek prostuje gmole i skręca motocykl do kupy. Gość ze stacji benzynowej przynosi nam butkę z gazem Wiec gotujemy czaj. Katem oka zauważam ze ten gość od czasu do czasu bierze lornetkę i przygląda się wiosce po stronie afgańskiej. Gdy pytam się co tam ogląda mówi, że widział już niejednokrotnie jak Afgańcy zabawiają się z kozą 😂😂😂. Nie wiem czy to prawda ale mówił to na poważnie.
Po odpaleniu motocykla Darka okazuje się, że wszystko jest Ok i możemy jechać w stronę Chorogu.
Cały czas jedziemy wzdłuż afgańskiej granicy. Ludzie z drugiej strony rzeki machajà do nas rękami z pozdrowieniami. Co jakiś czas zatrzymujemy się w check pointach gdzie po raz setny wpisują nasze dane do zeszytów. Późnym popołudniem dojeżdżamy w końcu do Khorogu. Zatrzymujemybsię w Homestay'u. Ja z Darkiem dostajemy pokój dziecięcy 😊. Idziemy na miasto coś zjeść ale momentalnie robibsię ciemno i wszystko jest zamknięte.
Postanawiamy jutro wstać wcześnie rano i dojechać do Murgab.
Dzień dzisiejszy był nudny ale męczący. Jeszcze nigdy przejechane 269 km nie zmęczyło mnie tak jak dziś. Może to zasługa wysokości na której się znajdujemy? Ok 2500 mnpm.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 02, 2017, 07:43:47 am wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #27 dnia: Maj 31, 2017, 12:08:59 pm »
Mario:
Dzień 13.
Trasa: Khorog - Murgob
Przelot:329 km

Po śniadaniu w Homestay'u jedziemy do szynomontażu (wulkanizacji) aby załatać dziurę w tylnej oponie mojego sprzęta.
Po szybkiej akcji, tankujemy 90-oktanowe paliwo i kierujemy się w stronę Murgobu.
Droga jest słaba. Generalnie standard azjatycki. Luźny szuter i szczątki asfaltu. Zaraz za Khorogiem obowiązkowy check point. Pytania w stylu: skąd jedziecie? Gdzie jedziecie? Ile kosztuje GS? Ile pali? Etc. Standard. Każdy pyta o to samo.

Droga na początku jest Ok. Wspinamy się co raz wyżej. Mijamy wioski w których na poletkach o wymiarach boiskami siatkówki lokalesi próbują coś uprawiać. Na tychże poletkach widać woły zaprzężone do drewnianego radła.... Średniowiecze. Aczkolwiek w jednej wiosce widać też traktor a obok gromada mężczyzn. A propos motoryzacji w Tadżykistanie: zdecydowane gros samochodow to Ople. Najwiecej Astr pierwszej i drugiej generacji. Od czasu do czasu pojawia się Vectra I.
Przejeżdżając przez wioski wybiegają dzieciaki które próbują przybić nam piątkę. Dałem się namówić i przybiłem dwójce dzieciakom piąteczkę. Nie wiem jak dzieciaki zareagowały aczkolwiek mnie ręka bolała, mimo rękawiczki skórzanej 🙈.

Im wyżej wjeżdżamy tym co raz słabsze są nasze maszyny. Mniejsze stężenie tlenu oraz słabe paliwo robi swoje. Na tym paliwie mój GS podobno kopci na czarno.
Pojawiają się pierwsze stada jaków. Zauważamy tez ze dostajemy zadyszki nawet przy nakładaniu kasku 😊.
W końcu dojezadzamy do Murgobu. Jedziemy do "stacji paliw". Potem szukamy noclegu. Do wyboru mamy jedyny hotel w mieścinie i kilka homestay'ów. Tomek z Jarkiem jedzie looknać homestay. Po chwili wracają i mówią ze zajeżdża tam baranem i odpuszczamy. Bierzemy hotel w którym na daną chwile brak prądu. Będzie za 2 h gdy odpalą agregaty prądotwórcze. Jest zimno.

Murgab robi na mnie przygnębiające wrażenie. Parterowe, kwadratowe lepianki to cała zabudowa plus górski księżycowy krajobraz. Zero drzew i roślinności....



















Dzień 14.
Trasa: Murgob - Osz.
Przelot: 439 km.

Budzimy się rano zziębnięci. W hotelu piździ. Na zewnątrz całe 4 stopnie.
Pakujemy się i kierujemy się w kierunku najwyżej położonego miejsca naszej wyprawy-przełęczy AK-Bajtal.
Na początku droga jest w miarę Ok. Czasami udaje się zapiać czwarty bieg. Coraz więcej jaków wokoło. Im wyżej wjeżdżamy tym więcej śniegu.
Jedziemy wzdłuż granicy z Chinami.plot z zaskiekami który mamy po prawej stronie to pamiątka po sistema Stalina. Mini upływu lat trzyma się niezle. Ale jest kilka u utkow w płocie. Wykorzystujemy sytuacje i przechodzimy nielegalnie na stronę ChRL 😂. Początkowo podjazdy są łagodne. Im wyżej tym coraz bardziej strome podjazdy. W końcu dojeżdżamy do tablice informującej o początku przełęczy Ak Bajtal. Kilka pamiątkowych fotek i dalej w drogę. I zaraz zaczyna się jazda. Wspinamy się na płaskowyż na wysokość 4655 mnpm. Ażeby zobrazować wysokość: to 2 km wyżej niż Rysy w Tatrach. Wjeżdżamy w chmury. Temperatura spada do -2 stopi zaczyna padać śnieg. Potem grad. Później znowu śnieg. Robi się ciemno i ponuro. Dopełnieniem Armagedonu jest tarka na drodze. Trzęsie jak cholera. Zastanawiam się co pierwsze odpadnie z motocykla: kufer centralny czy może któryś boczny. A może któreś koło wyskoczy z piasty....
Masakra. Nie jest to żywioł GSa.

Po prawej widać jęzor lodowca. Za jakiś czas mijamy górskie jezioro. Jest całe zamarznięte.
Nawierzchnia na chwilę się poprawia. Na chwilę. Znów wraca tarka.
Po jakimś czasie zaczynamy zjeżdżać z przełęczy. Robi się delikatnie przyjemniej.
Po jakimś czasie mijam cmentarz. Stworzony jest na wzór muzułmańskiego aczkolwiek na kijach zamocowane są ogony (włosia) zwierząt. Chyba jaków. Droga robi się łatwiejsza. Niedługo granica z Kirgistanem i przełęcz Kyzyl Art. Dojeżdżamy do granicy. Robi się błoto. Czerwone. Budynki na granicy to stare cysterny w których urzędują pogranicznicy. Jest zimno. Nawet bardzo. Szybka odprawa postronne Tadżyckiej i jedziemy dalej. Hmm.. okazuje się ze musimy zjechać w śliskim błocie z wysokości 4290 m.
Jadę jako drugi i próbuję nie zaliczyć gleby. Klnę w duchu na siebie że za własny hajs wpakowałem się w takie gówno. Moje pojęcie o jeździe off Road jest przecież zerowe. Każdy przejechany metr ciągnie się w nieskończoność. Dam już nie wiem czy lepiej podjeżdżać na taką przełęcz czy z niej zjeżdżać...
W końcu docieram w jednym kawałku do granicy Kirgijskiej.
Okazuje się ze celnicy mają przerwę obiadową. My również wyjmujemy palnik i robimy sobie po gorącym
Kubku.
Płacimy po 10 USD tytułem podatku ekologicznego bez pokwitowania 😊 i możemy jechać dalej.
Nie wierzymy ze będzie cieplej. Jednak im niżej tym temp wzrarsta. Gdy wjeżdżamy do Osz temperatura oscyluje grubo powyżej 30 stopni😊.
CDN.













« Ostatnia zmiana: Czerwiec 02, 2017, 07:44:29 am wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 042
  • Karma: +48/-3
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #28 dnia: Maj 31, 2017, 12:49:48 pm »
Dzień 15.
Trasa: Osz-Talas
Przelot: 569 km

Po wjeździe do Kirgistanu wkroczyliśmy już 4-tą strefę czasową. Roznica między PL wynosi 4h do przodu.

Po śniadaniu jedziemy do wulkanizacji wyjąc łuskę po pocisku 9 mm z mojej tylnej opony. Jeszcze na granicy Kirgijskiej Darek wypatrzył te badziewie w moim Moto. Zajeżdżany do wulkanizacji na przedmieściach Osz. Obsługa dziwi się skąd łuska w mojej oponie. Ale to ja bardziej zdziwiony jestem.

Po zabiegu kierujemy się w stronę Jalalabadu. Zauważamy że w Kirgizji jest pełno policji drogowej. Dosłownie w każdej wiosce jest kontrola prędkości. Na szczęście kierowcy ostrzegajà nas mrugnięciami świateł. Ale w końcu razem z Darkiem zostajemy zatrzymani. 74 km/h na ograniczeniu na 50-tce. Płacimy 19 USD od łebka i lecimy dalej.
Jazda po Kirgistanie to ciągła obserwacja drogi: albo w wbiegające tabuny koni na drogę, albo stada krów lub pojedyncze osły.
Generalnie Kirgizja końmi stoi. Koni jest multum. Chodzą samopas. Krów również nikt nie pilnuje. Chodzą gdzie chcą.

Wjeżdżamy w góry. Na twarzy cały czas banan. Non stop serpentyny i super asfalt. Jeden km prostej i znów kilkanaście km zakrętów. Podjazd i zjazd. Jest mega super.
Po drodze Darek wpada w wyrwę w asfalcie i uszkadza felgę. Na szczęście powietrze nie schodzi. Gdy zatrzymujemy się na poboczuaby ocenić straty zauważamy ze wszędzie dookoła rośnie marihuana 😀.
Należy tylko uważać na zwierzynę. Dojeżdżamy do kanionu rzeki Naryń z turkusową wodą. Widoki są mega. Zielone góry a wyżej ośnieżone szczyty.
Słoneczko świeci i jest cieplutko. Zaczynamy wjeżdżać coraz wyżej, dojeżdżamy do granicy śniegu. Robi się chłodniej ale droga dalej pnie się do góry. Śniegu coraz więcej i zimniej. Okazuje się niedługo ze wjechaliśmy na przełęcz o wysokości 3300 mnpm. Szybka fotka i zjeżdżamy w dół ku słońcu.
Dojeżdżamy do skrzyżowania gdzie cześć ekipy (Jarek z Przemkiem) kierują się na wschód w stronę jeziora Issyk-Kul a my ( Darek, Tomek i ja) ustawiamy motocyklem tryb home 😊.
Myślałem ze już będziemy zjeżdżać w dół ale znów pniemy się do góry. Na którymś z kolei winku wjeżdżam wprost w oślepiające słońce. W oczach robi mi się ciemno. Nie widzę dosłownie nic. Hamuje i mydle tylko o tym aby z naprzeciwka nic nie jechało. Po omacku odjeżdżać kilka metrów i dopiero jestem w stanie cokolwiek zobaczyć..... stan nawierzchni jest coraz gorszy. Wyrwy w asfalcie nie pozwalają cieszyć się jazdą. Robi się coraz ciemniej i zimniej a my w cały czas w górach. W końcu dojeżdżamy do Talas gdzie przez prawię godzinę szukamy jakiegoś hotelu.
Jutro rano chcemy przekroczyć granice Kirgijsko-Kazachską.
















Dzień 16.
Trasa: Talas (KG) - Kyzyrolda (KZ)
Przelot: 843 km

Wstajemy wcześnie z rana ustalany ze śniadanie zjemy po drodze już po stronie Kazachstanu. Kierujemy się w kierunku granicy. Wiemy, że tylko na jednej odprawiają "innastrańców". Gdy dojeżdżamy do wybranego przez nas przejścia okazuje się, że jest ono zamknięte od dawna. Pogranicznicy kierują nas na przejście zlokalizowane niedaleko stąd. Po przejechaniu jakimś skrótem dojeżdżamy w końcu do otwartej granicy. Mamy farta: po podjechaniu pod szlaban oczywiście objeżdżając kolejkę samochodów szlaban podniósł się. Czyli prostu z drogi zjeżdżamy na odprawę. Git!
Odprawa przebiega całkiem sprawnie.
Wjeżdżamy do Kazachstanu i po kilkudziesięciu km zatrzymujemy się w Czajchanie na śniadanie. Okazuje się ze jest już 11. Wiec ustalamy ze nie ma co się obijać i musimy zwiększyć tempo jazdy, co w warunkach Kazachstanu i tej Policji wynurzającej się z nikąd po środku stepu oznacza ze będzie ciężko.
Staramy się uważać ale już na obwodnicy Szymkentu drogówka nas zatrzymuje na ograniczeniu na 50-tce......
Okazuje się ze jesteśmy lżejsi o 2 banknoty z wizerunkiem pana Granta i możemy jechać dalej. Za Szymkentem wjeżdżamy na autostradę gdzie łapiemy się za Land Cruiser'a i tempem 150 km/h przemierzamy step od czasu do czasu zwalniając aby ominąć stojące na środku autostrady wielbłądy. Po jakimś czasie Toyota skręca do miasta my lecimy dalej tym samym tempem aczkolwiek bacznie przyglądając się nadjeżdzającym autom z przeciwka.
Ok 100 km za Kyzyroldą natrafiamy na fajny parking z motylem i sklepem. Zatrzymujemy się tu na noc. CDN.

Dzień 17
Trasa: Kyzylorda (KZ) - Sol Ileck (RUS)
Przelot: 1384 km

Plan na dziś to podjechaniu jak najbliżej granicy z Rosją. Gdy pakujemy motocykle podchodzi gość, który mówi ze przez cała noc "pilnował" naszych motocykli i należy się mu po 500 Tenge od łba. Gdy kultowe "spieprzaj Dziadu" nie pomogło zlewamy gościa nawijąjący do niego po Polsku. Po 5 minutach odpuszcza. Polska - Kazachstan 1:0 😁.

Łapiemy znów auto z przodu i pędzimy w stronę domu. Droga prosta na kilkaset km. Asfalt Ok. Pojawia się coraz więcej osłów i krów spacerujących po drodze. Generalnie nuda. Tankowanie i dzida dalej.
Po Ok 250 km dojeżdżamy do Bajkonuru gdzie znajduje się Rosyjski Kosmodrom.
Cykady pamiątkowe foto i dalej.
W Aralsku tankujemy do pełna bo rzekomo przez kolejnych 400 km brak jakiejkolwiek stacji benzynowej. Oprócz kanistrów, napełniamy butelki po wodzie i innych napojach znalezione w okolicy. Powinno chyba wystarczyć. Przy stacji jest czajchana Wiec pada propozycja żeby zjeść coś na śniadanie ale Tomek stwierdza ze standard jest raczej słaby 🙂. Ok - jedziemy dalej. Po drodze się coś trafi.
Fakt, trafiło się. Dom przy drodze na środku niczego gdzie Pani serwuje dla podróżnych dania kuchni kazachskiej. Przy wejściu Pani kategorycznie mówi aby zdjąć buty. No Ok, nasze obuwie może nie jest sterylnie czyste ale mimo brudu z całej trasy i tak są zdecydowanie czystsze niż podłoga a raczej klepisko.... No nic zdejmujemy buty, i siadamy do stołu. Zamawiamy jajecznicę słusznie dochodząc do wniosku ze tak będzie najbezpieczniej.
Po posiłku wlewamy benzynę z butelek do motocykli i w drogę. Okazuje się, że informacja która krąży po internecie na różnych forach jest NIEAKTUALNA. Około 280 km za Aralskiem jest czynna stacja benzynowa. I po drodze widać jedną nową w trakcje budowy. Wiec na 1 zbiorniku nawet na pełnej manetce można dojechać od stacji do stacji.

Pogoda do jazdy idealna dziś jest. Zachmurzone niebo i Ok 23 stopni. Aczkolwiek z godziny na godzinę robi się zimniej. Ok 100 km przed Aktobe pizdzi już na tyle ze zakładamy podpinki i komplety przeciwdeszczowe. Zaczyna padać i bardzo nieprzyjemnie wiać. Plan na dziś był taki, że mieliśmy dojechać do Aktobe ale patrzymy ze jest jeszcze przed 19-ta i decydujemy się jechać w stronę granicy i po drodze znaleźć jakiś motel.
Do granicy mamy już nieco ponad 100 km. Po jakimś czasie widzę motel. Zatrzymujemy się ale dochodzimy do wniosku ze jeszcze bliżej granicy czegoś poszukamy.
Nie znaleźliśmy gdyż dojechaliśmy na przejście graniczne. Burza którą wyprzedziliśmy znów nas doganiała. Na granicy w miarę szybko i miło. Wjeżdżamy do Rosji. W duchu sobie powiedziałem, że to już prawie w domu 😊.
Wjeżdżamy do miasta Sol Ileck gdzie szukamy polecanego przez każdego hotelu o wdzięcznej nazwie Riviera 😎. Okazało się ze dosłownie wszystkie ulice dookoła wspomnianego hotelu były rozkopane na maksa nie sposób było dojechać. W końcu chodnikami i pozostałościami z drogi do witany jakoś do hotelu. Obiekt pierwej sort.
Cena zwaliła nas z nóg: 35 pln od osoby😁😁.
Chyba dlatego ze byliśmy jedynymi śmiałkami którzy tu dotarli podczas trwających remontów okolicznych ulic.
Suma Summarum dziś zrobiliśmy ładny wynik i co najważniejsze jesteśmy już w Rosji i nie musimy wpatrywać się w każdy nadjeżdżający z przeciwka samochód.



Cała piątka przed rostaniem - 25.05.2017







26 maja o 20:59 · Kanadey, Ulyanovsk Oblast, Rosja
Dziś na prawdę się cieszyliśmy z przeciwdeszczówek, które otrzymaliśmy od Modeka Polska. Sprawdziły się w 100% po całodniowej walce z deszczem i wiatrem stwierdzamy ze są mega dobre dzięki.



Taki deszczyk z którym walczyliśmy w drodze ze Samary do Moskwy cały dzień 😁i ujechane całe 680 km

28 maja o 06:32 · Cirma, Latgale, Łotwa ·
KIEDYŚ KTOŚ ŚPIEWAŁ 4 NAD RANEM ......... Po całonocnej przepychance na rosyjskiej granicy i bez wremiennego wozu udało się wjechac w końcu do świata żywych ŁOTWA








29 maja o 22:11 · Korycin, Podlaskie Voivodeship
Trampolini w spa



Powrócili do własnych czterech ścian.

Czas podróży: 05.05.2017 - 29.05.2017
W podróży 25 dni. Przejechanych ok. 14 000 km.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 02, 2017, 07:49:32 am wysłana przez Glazio »

Offline adamg24

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 82
  • Karma: +1/-0
Odp: Moto Pamir 2017r
« Odpowiedź #29 dnia: Czerwiec 04, 2017, 01:17:40 pm »
wspaniała, ciekawa przygoda, interesująco opisana.....przerażające jest jednak to, że jest wiele miejsc ze średniowiecznymi zasadami współżycia umocowanych w prawie dzisiejszej cywilizacji....pogranicznik, urzędnik osaczony $....$$$$$ .... szlabany nie do ominięcia......ot dzikie kraje, ale przyciągające.......... pomimo tych obyczajów...pozdrawiam