Plan był motocyklowy. Prognozy pogody kazały zweryfikować wszysko. Na miejscu w Lubaczowie było całkiem znośnie. Jak usłyszałem rano o karambolu na autostradzie k. Łodzi i widziałm sporo śniegu w W-ie, coraz poważniej zacząłem myśleć o jeździe samochodem. Do tego korek na A4 dobił gwóźdź.
I dobrze, że nastąpił taki splot zdarzeń.
Po kolei. Rano do pracy. Po powrocie obiad. Przewijanie, usypianie, kąpiel syna. Pakowanie i w drogę. W Lubaczowie bez deszczu. 15 km dalej zaczęło padać. Koło Kolbuszowej/Mielca zaczął padać deszcz ze śniegiem. Zanim przejechałem Wisłę padał już śnieg z deszczem. Na moście termometr wskazuje temperaturę 2,3 sopnia. Zaczęło sypać. Na drodze pojawiło się bloto śniegowe. Wycieraczki nie nadążały ze zgarnianiem opadu. BIAŁO. Prędkość maksymalna i to ryzykownie max 50 km/h. W Kielcach śnieg prawie nie pada ale 10 km dalej, ponownie sypie.
Jazda po zmroku w takich warunkach to udręka!
A jeszcze dzisiaj poważnie myślałem o wyjeździe motocklowym.
Tak czy inaczej zatrzymalem się ze zmeczenia taką jazdą kolo Piotrkowa Trybunalskiego. Ciekawe co mnie czeka rano. Po zmroku jazda w tych opadach była bardzo niemożliwa na długich światłach. Przed samochodem jakby biała ściana. Pomagały przeiwmgielne.
Po drodze wypadek. Zderzenie ze zwiezyną leśną. W tych warunkach nie zauwazylem dokładnie z jaką. Wyglądała na sarnę. Fragmenty mięsa porozrzucane po drodze nie pozwoliły rozpoznać. Widziałem tylko krew, oślepiające sygnały straży i policji. Ludzie chyba cali.

Czas odpocząć. Jutro druga połowa trasy i wykład pt. "Siedem mórz?"
Trzymajcie kciuki. Fotki później. Dobranoc☺