Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Kwiecień 21, 2019, 11:07:07 pm

Autor Wątek: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru  (Przeczytany 1863 razy)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« dnia: Czerwiec 22, 2017, 09:59:18 pm »
Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru

Wyjazd zorganizował znany nam z z Imprezy w Szałasie nad Tanwią Wojtek >>> [nofollow]

Baza: Bojkowska Chata - Husne Wyżne.
Dojazd: przygodę rozpoczynamy w Krościenku, wyjazd spokojnie między 8.30 a 9.00
Plan na czwartek: dojazd offem (m.in. pasmo Pikuja lub dla mniej wjeżdżonych  szuter, asfalt.
Piątek: Połonina Borżawa.
Sobota: Osta Hora, Połonina Równa.
Niedziela powrót.
Trasy opiszę na miejscu.

Każdy jeśli chce, może sam dojechać i jeździć wg. własnego uznania.
Max 14 osób.
Ubezpieczenie wykupujemy we własnym zakresie.
Skład:
1. Wojtek Xr 400.
2, Kacper Huska 701.
3. Robert Huska Tr 650.
4. Kryla Xt 350.
5. Przemek Ttr 660.
6. Rafał Xrv 750.
7. Mariusz Trampek.
8. Głazio Bmw G450X.
9. Struś (tylko czwartek)
...
10,11,12. Trójka z Gdańska, 3 Huska 701 przyjazd w piątek.

Dzień wyjazdu
Rozpoczęło się obiecująco. Na starcie w Krościenku stawiła się cała ekipa w liczbie 8 motocyklistów + 1 na jeden dzień. Na przejściu granicznym motocyklistów pojawiło się znacznie więcej. Później spotykaliśmy się w dalszej części trasy. Na granicy spędziliśmy bite dwie godziny z małą atrakcją, sarną prowadzącą swe młode do wodopoju.





Po odprawie od razu ruszyliśmy w teren. Początkowo szuter zmienił się w polne drogi z przeprawami przez brody rzeczne. Podziwialiśmy rzadko spotykane owady, pierwsze połoniny, pierwsze awarie (czujnik, dętka) i pierwsza zaskakująca niespodzianka.







































W miejscowości Gwoździec zostaliśmy obrzucani kamieniami bez żadnego powodu. Owe kamienie były wielkimi otoczakami. Pierwsi motocykliści uciekli przed głazami a z każdym kolejnym pojawiały się coraz większe pociski. Kilku z nas oberwało, natomiast ci ostatni mozolnie próbowali polubownie rozwiązać ten problem. Pół godziny w plecy ale udało się przejechać bez większego uszczerbku. Ukojenie nerwów w pobliskim sklepie, zwierzęta gospodarskie i dla kontrastu zdecydowana większość okolicznych mieszkańców machająca do nas z sympatią. Chwilę później spłoszony koń omotał łańcuchem jednego z nas wraz ze sprzętem zawijając i zaciskając pęta z łańcucha. Po chwili niemocy uwolniony mógł kontynuować podróż.



Pierwsze godziny pobytu w Ukraińskich Karpatach dostarczyły nam sporo emocji a to dopiero początek naszej trasy. Cel dopiero przed nami.
Przed wjechaniem na Pasmo Pikuja robimy małe zakupy. Na Przełęczy Użockiej wspinamy się już wśród drzew. Po drodze przy każdym postoju towarzyszą nam stada much. Siadają na wszystkim co jest cieplejsze od otoczenia. Widząc to zjawisko na nasze języki nasuwały się jedynie takie określenia; muchowa rękawiczka czy król much ...





Dalej, strome kamieniste podjazdy przemieszane z gliną, gliniane przeprawy a wszystko w okresie, kiedy jest na prawdę sucho. Mimo to dla niektórych trasa okazałą się zbyt wymagająca. Przy glinianej jeździe obfitującej w częste upadki padały soczyste słowa powodowane niemocą. Cóż, bywa i tak. Chcąc jeździć po połoninach trzeba podejść poważnie do przygotowania siebie i sprzętu na tutejsze drogi. Rozeznanie terenu i własnych umiejętności to bardzo cenna cecha. Rekonesans, to określenie tego co działo się dalej.



Po opuszczeniu linii drzew wjeżdżamy na połoniny. Wspaniałe widoki i doznania. Zrobiło się magicznie. Podjazdy i zjazdy, zmęczenie i pot, to efekty walki z kałużami błota, które już za nami. Na naszej drodze znalazła się też taka, w której jeden z nas niespodziewanie nurkował.
Nasza grupa rozciągnęła się na dość sporej przestrzeni. Ciągnący się za nami ogon spowalniał czoło ekipy. Przed nami prosta droga do samego Pikuja, gdzie umówiliśmy się na spotkanie całej grupy.





Po drodze wielu z nas zaintrygowała jedna stroma ściana, którą można było objechać. Tak też czyni dwójka prowadząca. Część z nas zapragnęła sprawdzić się na stromym i długim podjeździe, który zaskakuje wybojami podczas wspinania się w górę stoku. Chętni dodatkowej dawki adrenaliny stanęli pod ścianą.





Motocyklista nr 1 - pierwsza próba podjazdu nie udana. Motocyklista nr 2 - próba nie udana. Ponownie motocyklista nr 1 - druga próba udana. Motocyklista nr 3 - próba nie udana. Motocyklista nr 4 - próba udana. Zbyt długie zaleganie motocyklisty nr 3 na stoku spowodowało nasz niepokój. Mimo donośnych krzyków istniał dziwny brak komunikacji, jakby dźwięk gdzieś zanikał. Po dotarciu do kolegi okazało się, że doszło do bardzo poważnej kontuzji kolana. Po dłuższym oczekiwaniu na mało prawdopodobne uzdrowienie zaczęliśmy ewakuację z tej stromej ściany.







Akcja ratunkowa w górach w promieniach zachodzącego słońca nakazywała pośpiech w działaniu. Większość została z kontuzjowanym, nasz dowodzący pojechał w dół do najbliższej miejscowości w poszukiwaniu transportu dla poszkodowanego i jego maszyny. Ja udałem się na Pikuj, gdzie od dłuższego czasu czekali nasi czołowi.









Pikuj (ukr. Пікуй) to najwyższy szczyt Bieszczadów znajdujący się na terenie Ukrainy. Wysokość 1408 m n.p.m. Szczyt był dawną granicą między Koroną Królestwa Polskiego a Królestwem Węgier a później do grudnia 1945 roku stanowił południową granicę Rzeczypospolitej Polskiej. Na szczycie stoi kilkumetrowy obelisk poświęcony a wokół rozciąga się wspaniały widok na tereny położone około 1000 metrów niżej. Patrząc w stronę zachodzącego słońca można dostrzec najwyższe szczyty Polskich Bieszczadów - Tarnicę, Kińczyk Bukowski i Wielką Rawkę. Okoliczne tereny zamieszkują Bojkowie, grupa górali pochodzenia rusińskiego i wołoskiego zamieszkująca tereny Karpat obok Łemków i Hucułów.



Po dotarciu na Pikuj zziębnięci od czekania i wychładzającego wiatru motocykliści zastanawiali się nad powodem braku reszty ekipy. Po wyjaśnieniach powodu przestoju, na wieść o kontuzji naszego kompana zareagowali takim samym grymasem na twarzy jak my.
Pod Pikujem dwójka chłopaków rozbiła swoje obozowisko. Zasiadając na skale podziwiali widoki w promieniach zachodzącego słońca. Szczyt zdobyty, chwila zachwytu nad urwiskiem i czas wracać do chłopaków - przynajmniej tak na początku myślałem.



















Po dogonieniu wcześniej ruszającej dwójki, podążamy w dół stoku. O tym, że nie zmierzamy do naszej ekipy kapnąłem się w momencie wjazdu do kamienistego koryta rzeki. Zjeżdżaliśmy nim dość długo aż do lekkiego wypłaszczenia terenu. Dalej zaczęły się błotne przeprawy. Na koniec strumień i nasza baza wypadowa mieszcząca się w Bojkowskiej Chacie - Husne Wyżne, gdzie czekał już na nas jeden z kompanów podążający indywidualną ścieżką. Była nas czwórka ale tylko przez chwilę, ponieważ jeden z nas wracał do Polski, tak jak wcześniej zapowiedział. Szczęśliwy z pokonania trasy i pozytywnego zmęczenia ruszył w drogę powrotną. A w naszych głowach ciągle kłębiła się myśl o przebiegu akcji ratunkowej naszego kompana. Próby nawiązania kontaktu telefonicznego, sms-y zostały bez odzewu. Martwa cisza w takim momencie jest przygnębiająca.






Pikuj w oddali

Kolejny dzień (2) to ciągła myśl o tym, co z chłopakami. Sami, bez oznak życia naszych kompanów nie wiemy gdzie są i co tak na prawdę robić. Podczas śniadania słyszymy motocykl. Wybiegamy. Jest nasz przewodnik. W dużym skrócie zdał nam relację o przebiegu akcji. Napotkany przez niego w lesie przypadkowy człowiek wykonał szybki telefon i chwilę później akcja ratunkowa była już w toku. Z Libuhory w górę stoku podążał koń ciągnący za sobą wóz przeznaczony do ewakuacji naszego kontuzjowanego wraz ze sprzętem. Ponoć w wiosce nie było odpowiedniego samochodu a koń jest zaprawiony w górskich wyprawach. Tak przynajmniej zapewniał właściciel. Po dotarciu do naszych przechłodzonych chłopaków nastąpił zjazd do Libuhory. U właściciela powozu wszyscy spędzili noc. Po drodze zgubili naszego spowalniacza, który prawdopodobnie spędził noc w górach grzęznąc w kałuży błota. Ponoć dopiero nazajutrz pierwszy przechodzień na szlaku pomógł mu wydobyć sprzęt. Taka była ta szybka relacja. Co było dalej ... ?


Jest na prawdę sucho co widać po naszych sprzętach



Po tych opowieściach od razu wskakujemy na sprzęty otrzymując uprzednio wytyczne krótkiej ale wymagającej trasy, pozwalającej szybciej dotrzeć do stacji paliw. Szybko przekonaliśmy się o trudności trasy. Pokonanie pierwszych 500 metrów zajęło nam około 30 minut, 5 km 2,5 godziny. Wszystko z powodu bardzo głębokich bruzd wypłukanych przez wodę, głębokich przepraw błotnych. Te ostatnie sprawiły, że zawróciliśmy z obranego kursu. Po długich poszukiwaniach przejezdnej drogi okazuje się, że wjeżdżamy do miejscowości, z której niedawno wystartowaliśmy. Tu powtórka z wczoraj - awaria czujnika. Tracimy kolejne pół godziny, po czym ruszamy szybką trasą aby coś dzisiaj zdobyć.



Szutrami i asfaltami docieramy do Pashkivtsi (Paszkiwce) skąd zaczynamy ostrą motocyklową wspinaczkę. Po dłuższych zmaganiach docieramy do miejsca, które przypominało opuszczone schronisko (48.824436, 22.906720).





Kolejny etap to jeszcze bardziej wymagająca wspinaczka. Mając stromy podjazd trudno lawirować pomiędzy wyrastającymi spod ziemi kamulcami robiąc slalom między drzewami. Koniec końców zdobywamy Ostrą Horę (48.830065, 22.879786).









W oczekiwaniu na naszych dwóch kompanów na naszym szczycie pojawiają się chłopaki z okolic Łodzi, z którymi przekraczaliśmy granicę. Wesoła ekipa na niemal zabytkowych sprzętach. Jeszcze przed chwilą jeden z nich miał wypadek. Spadł z Ostrej Hory razem z motocyklem jakieś trzy piętra w dół. Wyciągali go z powrotem przez dłuższy czas. Na pierwszy rzut oka mogliśmy stwierdzić który to z nich. Przetrącony motocykl i kulejący motocyklista nie miał wesołej miny w przeciwieństwie do pozostałych. Wspomniana ekipa dodatkowo przykuwała uwagę swoim ubiorem. Jazda motocyklem w tych górach w czapce, okularkach i krótkich spodenkach to na prawdę spora odwaga. Ten ubiór był jednak w mniejszości. Większość z nich posiadała kaski. Wymiana uprzejmości, pamiątkowe zdjęcia po czym chłopaki ruszają swoją trasą a my swoją.











W między czasie zaczął padać deszcz a my na początek obieramy bardzo stromy zjazd do stadniny koni Fermerske gospodarstvo "Poloninske gospodarstvo", której właściciel nie przepada za motocyklistami ze względu na swoje konie. Dalej szlakiem pieszym przedzieramy się między zapętlonymi krzaczorami. Drzewa ponaginane, ponacinane, wszystko w stronę ścieżki. Wygląda jakby ta przeszkoda miała być nie do przebycia. Wszędzie atakujące gałęzie. Opuszczamy ten męczący odcinek po czym rozpoczął się kolejny - błota, bagienka i ostre podjazdy. Dalej powalone drzewa i sporo wywrotek w stromym korycie rzeki. Upadki zdarzały się na przestrzeni 5 metrów. Wszystko w strugach padającego deszczu, który z upływem czasu przybierał na sile.



















Po tym hard corowym odcinku wracamy do naszej bazy przyjmując kolejne porcje wody lejącej się z nieba. Zrobiło się na prawdę zimno. Wszystko z powodu przemoczenia. Po powrocie do bazy wygrzewamy się w Czanie (taka wanna w kształcie odwróconego dzwona wypełniona wodą podgrzewaną palonym drzewem).





cdn ...

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 22, 2017, 09:59:52 pm »
Cd ...

Dzień trzeci to upierdliwa ulewa. Lało cały dzień. Momentami pojawiały się przejaśnienia. Wymęczeni po wczorajszych przeprawach mając do dyspozycji ostatnie suche ciuchy bez możliwości przesuszenia tych przemoczonych odpuszczamy jazdę. Korzystamy z sauny wygrzewając się konkretnie po wczorajszym. Później udajemy się do wioski na małe zakupy. Krowy, specyficzna architektura, świnia na spacerze a w sklepie browar i suszona ryba. Sprzedawca pokazuje nam jak się ją czyści i po chwili delektujemy się ów pokarmem. W międzyczasie bimber i ponownie piwo. Pływak z ryby ponoć jest niesamowitym przysmakiem. Po demonstracji przyrządzenia go nad zapałkami i zapalniczką próbujemy ów skurczony kęs części ryby. Był całkiem ciekawy smakowo.
Po powrocie do bazy w naszym obozie pojawiły się terenówki z Lublina. Grono Polaków rośnie.















Dzień czwarty - ciągle pada. Nie bacząc na kaprysy pogody wskakujemy w ostatnie suche ciuchy. Po uprzednich uzgodnieniach mamy powoli wracać szutrami i asfaltami w stronę Polski.



Już na starcie udajemy się w odwrotną stronę. Po niespełna kilometrze zatrzymujemy się aby ściągnąć część zbędnego odzienia. Przeprawy błotne, ostre podjazdy a wszystko w bieszczadzkiej glinie. Trudno na niej ustać a co dopiero utrzymać motocykl. Pogoda nas nie rozpieszcza. Wspinając się pod górę gęstnieją chmury. Momentami widać tyle, że można rozpoznać ścieżkę. Na podjeździe ponownie daje znać o sobie ten piekielny czujnik. Na chwilę przebłysk słońca po czym wracamy do mleka. Śliska glina majta nami jak chce. Przewrotki to coś z czym musimy się dzisiaj liczyć.













Po opuszczeniu linii lasów uderza w nas potężny wiatr. Nie odpuszcza nawet na chwilę a my mamy poważny problem aby utrzymać się na drodze. Podmuchy są tak silne, że momentami zostajemy zdmuchnięci z trasy. Pod Pikujem szukamy ścieżki, którą chcemy zjechać w dół. W gęstej chmurze mamy poważny problem z jej odnalezieniem. Pozostawienie motocykla bez balastu grozi jego wywróceniem. Po dłuższej chwili udaje się zlokalizować poszukiwaną ścieżkę.



Stromy gliniany zjazd daje poważny zastrzyk adrenaliny. Najgorsze jest to, że gęste chmury ograniczają widoczność a my zsuwamy się w dół stoku mimo woli. Nie pomaga przedni hamulec aplikowany razem z tylnym wraz z wrzuconym pierwszym biegiem. Nagle przed moimi oczyma pojawia się nasz przewodnik, któremu udało się zatrzymać. Nie chcąc władować mu się w cztery litery przewracam się aby go nie staranować. Przed nim jeszcze bardziej stromy odcinek zjazdu. Po postawieniu sprzętu miałem przed sobą wolną drogę jednak miałem problem z utrzymaniem zjeżdżającego sprzętu. Gonić go próbuję go dosiąść po czym kończę wywrotką na drugą stronę. Od tego momentu zaczyna się sprowadzanie sprzętu. Po długiej męczącej walce dochodzę jednak do wniosku, że łatwiej zjeżdżać na maszynie. Traci się przy tym znacznie mniej sił a czasowo idzie dużo sprawniej. Po początkowych problemach nabieram wprawy brylując w tutejszym podłożu.



Po wjechaniu w las rzedną chmury a przeszkadzający silny wiatr zdecydowanie traci na sile.


Pikuj w oddali

Po opuszczeniu najgorszych zjazdów w drodze powrotnej borykaliśmy się jeszcze z wieloma glinianymi podjazdami i zjazdami. W końcu wyszło słońce. Zaczęliśmy podsychać.











Kiedy było sucho, wszystkie opony spisywały się wyśmienicie. Po pierwszym deszczu szybko okazało się czyje są przereklamowane. Z pozoru pagórki, w rzeczywistości góry, do których należy podchodzić uważnie i z rozwagą. One nie wybaczają nawet drobnych błędów. Przekonaliśmy się na własnej skórze. Gliniane podłoże Bieszczad w mało sprzyjających warunkach potrafi ukazać czym jest piekło mordoru.



Możliwe, że pojawi się krótki film z wyjazdu, jednak ostatnio brakuje mi czasu na takie tematy.

Offline Rojek

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 198
  • Karma: +1/-0
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 23, 2017, 03:42:17 am »
Widzę, że faktycznie był Mordor. Tą "ścianę" na Pikuju najlepiej brać po prawej i za wszelką cenę nie wjeżdżać w koleiny. W ten sposób wjechałem tam moją padaką ( byłą już ) DRZą ;) Ech pojechało by się tam znowu...

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 23, 2017, 06:38:46 am »
Widzę, że faktycznie był Mordor. Tą "ścianę" na Pikuju najlepiej brać po prawej i za wszelką cenę nie wjeżdżać w koleiny. W ten sposób wjechałem tam moją padaką ( byłą już ) DRZą ;) Ech pojechało by się tam znowu...

Ściana robi wrażenie. Motocykliści na jej tle to małe kropeczki.
Podjazd ma ścianę na Pikuju.
Rafał brał ją prawą na Africe - niestety kontuzja. Ja podążyłem też prawą z powodzeniem.
Było czadowo. Mogło być bardziej intensywnie :-)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 23, 2017, 02:24:36 pm »
Na podsumowanie zapomniałem dodać.

Historia składu - Enduro Polulanka - piekło mordoru:
1. Wojtek Xr 400 - nasz przewodnik, wytrwał do końca za co wielkie dzięki :-)
2. Kacper Huska 701 - wytrwał do końca (to jego nowy nabytek dręczył nas tym czujnikiem).
3. Robert Huska Tr 650 - wytrwał do końca ale często podążał własnymi ścieżkami.
4. Kryla Xt 350 - wrócił po pierwszym dniu z kontuzjowanym kompanem.
5. Przemek Ttr 660 - wrócił po pierwszym dniu z kontuzjowanym kompanem.
6. Rafał Xrv 750 - tragiczna kontuzja kolana na bardzo stromym podjeździe.
7. Mariusz Trampek - nasz ogon, zaginiony podczas ewakuacji spędził noc w lesie (ocalał i ma się dobrze, przynajmniej takie otrzymałem informacje).
8. Głazio Bmw G450X - wytrwał do końca.
9. Struś Trampek (tylko czwartek) - wytrwał cały dzień, po którym musiał wracać do pracy z PL. Z uśmiechem od ucha do ucha dziękował za wspaniały dzień.
...
10,11,12. Trójka z Gdańska, 3 Huska 701 przyjazd w piątek - nie dotarli z powodu awarii sprzęgła. Spotkaliśmy ich po powrocie w Krościenku, skąd mieli podążać na wschód.

Patrząc na awarie, czy znacie takie słowo Huska ?
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 23, 2017, 02:27:53 pm wysłana przez Glazio »

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 795
  • Karma: +8/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 23, 2017, 04:27:53 pm »
Wiadomo, że chodzi o Husqvarnę.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 23, 2017, 10:02:36 pm »
Zapomniałem dodać, że artykuł wprowadzający znajduje się na stronie głównej Radiatora Enduro Polulanka – piękno i piekło mordoru >>> [nofollow]

Offline Rojek

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 198
  • Karma: +1/-0
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 24, 2017, 02:32:50 am »
Husqa 701 moje marzenie :)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 24, 2017, 09:48:29 pm »
Husqa 701 moje marzenie :)
Diabeł w terenie. Ponad 70 KM, lekki i wymiata. Mój też dawał radę. Nie narzekałem. Z jednego bagna wyjeżdżałem nawet na tylnym kole :D
NA daną chwilę wstrzymałbym się z zakupem póki nie usuną wad. W jednej łańcuch przecierał przewody, stąd te problemy z czujnikiem, w drugiej padło sprzęgło a to przecież bardzo świeże sprzęty.

Zdjęcia Mariusza - naszego zaginionego w akcji. One są tylko potwierdzeniem prawdziwości opisu.
Miłego oglądania kliknij i zobacz zdjecia >>> [nofollow]

Cytuję wpis Mariusza
Dzięki chłopaki za super przygodę! Dzięki za opiekę i pomoc, wtedy, kiedy jej potrzebowałem, a momentami było mi ciężko! Bez Was po prostu bym nie dojechał, tam gdzie dojechałem! Mimo tego, że nie zdobyłem Pikuja, to i tak było warto! W niedalekiej przyszłości będę chciał ponownie wybrać się na Ukrainę, ale już na właściwych oponach.
...
Pozdrawiam!

Mariusz

« Ostatnia zmiana: Czerwiec 24, 2017, 09:52:00 pm wysłana przez Glazio »

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 29, 2017, 10:08:55 am »
Opis nocnej historii słowami Mariusza:

'Małe sprostowanie do tekstu- ogon sam mordował się przez 2 godziny z wydobyciem motocykla z grząskiego terenu. Skończył o 1.30 w nocy. Tam nie było żywej duszy. Noc pod rozgwieżdżonym niebem-bezcenna :-)

Na szczęście nie był to już las, a zbocze i duża łąka. Jeszcze w lesie jadący za mną kompan, wyprzedził mnie. Jechałem jako ostatni, trochę wolniej, bo już miałem dość wywrotek i podnoszenia trampka tego dnia. Wyjechałem z lasu i zacząłem jechać po trawiastym zboczu. Grunt był ubity, dobrze się jechało, widziałem jeszcze jak w oddali znikają mi światła ostatniego motocykla. Jak się potem okazało pojechałem inaczej jak reszta, bo zboczyłem na lewo. I tak jadąc nagle nastąpił uskok terenu i wbiłem się po oś przednim kołem. Tak po prostu spływała woda ze zbocza i było takie bagienko. Jak zszedłem z motocykla, to nawet nie musiałem go trzymać, bo sam został w pionie.
Jazda po ciemku jednak w tym przypadku stała się dla mnie zdradziecka- raz, że niewiele co widać było, to jeszcze okulary mi zaparowały i skończyło się jak opisałem.

Myślałem, że chłopaki po mnie wrócą. Co jakiś czas dawałem sygnały dźwiękowe. Słyszałem też, że ktoś jeździ, jakby mnie szukał... a dźwięk był podobny do singla. Z mojej perspektywy dziwnie to wyglądało, bo zdawało się, że ktoś jeździ i jakby sam błądzi szukając mnie... Trochę było mi to nie w smak, bo zacząłem się martwić, że chłopaki jeżdżą, błądzą i nie mogą mnie znaleźć. Nie wiedziałem, że wieś jest tak blisko. Wolałem zostać przy motorze. Zmęczony po całym dniu walki, ubrany w co miałem ze sobą, pod niesamowicie rozgwieżdżonym niebem zacząłem drzemać. Dobrze, że trawa była skoszona.

Obudziłem się wpół do dwunastej w nocy, trochę zrobiło się zimno. Na szczęście było bezwietrznie i bez opadu, ale tak miało być, bo trochę na prognozach pogody się znam. Zacząłem myśleć, co tu robić? Wpadłem na pomysł, albo mój anioł stróż mi podpowiedział dobry pomysł: jak przewrócę motor, to koło wyjdzie mi z tego bagna i powinienem wytarachać jakoś tego kloca na suchy ląd. Jednak z wyrwaniem tego koła, to tak łatwo nie poszło. Musiałem praktycznie za gmole podnosić przednie koło i wyrywać je z tego bagna, które za każdym razem zasysało znowu koło, jak je opuściłem. W między czasie znalazłem trochę drągów w okolicy, które powrzucałem w tą breję, żeby samemu się nie zapadać, jak po tym chodziłem. I tu mała uwaga: dobrze być przygotowanym na każdą ewentualność, bo nigdy nic nie wiadomo- miałem ze sobą czołówkę- bez tego bym nic nie zrobił, miałem nóż, miałem też jedzenie- dokończyłem czekoladę, zjadłem w sumie dwie puszki tuńczyka, miałem jabłka. Najgorzej było jednak z piciem, bo skończyło mi się jeszcze jak byliśmy na połoninie, tam gdzie czekaliśmy na pomoc. Cała noc bez wody. Pierwszy łyk, to był łyk kawy, gdzieś o 9 rano, kiedy dojechałem do jakiejś karczmy. Sam byłem zdziwiony, że mimo tylu godzin bez picia, dobrze się czułem, nie byłem w zasadzie odwodniony.

Wracając do nocnego wyciągania motocykla, to oprócz otwierania konserw, nóż przydał mi się do ścięcia tego uskoku terenu, tworząc taką małą pochylnie, po której przesuwałem motocykl. Najbardziej przy tym przeszkadzał mi lewy podnóżek. Dźwignię zmiany biegów odkręciłem. I tak po dwóch godzinach szarpania się, o 1.30 mogłem odetchnąć z ulgą, bo motor leżał już na twardym.

Jeszcze dużo by pisać... Musiałem zrobić rekonesans okolicy, w kierunku zjazdu do wsi, żeby być przygotowanym na jakieś trudności po drodze. Doszedłem do zabudowań i do rzeki. Czekała mnie więc przeprawa przez bród- były dwa. Oceniłem, że nie powinienem mieć z nimi problemu. Jednak sam zjazd drogą do wioski, też nie obył się bez wyciągania trampka z grząskich kolein. Tamtej nocy to parę ton ciężaru pewnie przerzuciłem

To tak pokrótce, co się działo miedzy 22 a 4.30.

Wyjazd jak najbardziej uważam za udany. Mimo tego, że w trakcie dnia, w tych lasach, w tym błocie, przy tych wywrotkach miałem już dość wszystkiego i chciałem wracać, to potem, kiedy już ochłonąłem, kiedy trochę odpocząłem a tym bardziej jak już zacząłem wracać z UA, stwierdziłem, że było warto i jak jeszcze Wojtek mi mówił na połoninie - "będziesz miło wspominał". I tak jest.

Przeczytałem Twoją relację. Bardzo fajnie napisana! Nie mieliście łatwo w kolejnych dniach, zwłaszcza, że pogoda się wam popsuła. I jak się okazało, nie tylko ja potrafię się przewracać :- P

Ale jednak dobre opony to podstawa - gdybym zmienił przed wyjazdem, na pewno wielu sytuacji udałoby się uniknąć. A tak zdobyło się doświadczenie, zresztą cenne, które będzie procentować podczas kolejnych wyjazdów.

Szkoda, że Rafał tak się załatwił. Miejmy nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i nie będzie żadnych komplikacji!"


Pozdrawiam!
Mariusz

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 554
  • Karma: +21/-5
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 29, 2017, 02:01:42 pm »
No cóż. Dobre przygotowanie do wyjazdu to podstawa! Jak ktoś lekceważy teren to tak to się kończy - w tym przypadku akurat szczęśliwie.... 

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #11 dnia: Lipiec 02, 2017, 11:36:56 am »
No cóż. Dobre przygotowanie do wyjazdu to podstawa! Jak ktoś lekceważy teren to tak to się kończy - w tym przypadku akurat szczęśliwie....

Przerabiałem kiedyś ten temat i z tego co zapamiętałem, w trudnym terenie/warunkach atmosferycznych/rodzaju podłoża dobrze dobrane opony to 60 % sukcesu sprawnej jazdy a pozostałe 40% to umiejętności jeźdźca.

Dużo można pisać na ten temat :D

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 014
  • Karma: +48/-3
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #12 dnia: Sierpień 06, 2017, 08:54:30 pm »
Po długo odwlekanym fakcie w końcu udało mi się dokończyć film z wyjazdu.
Liczę, że przypadnie do gustu. Miłego oglądania. Uwaga na przekleństwa.

<a rel="nofollow" href="http://www.youtube.com/watch?v=eTtiduWx-KI" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=eTtiduWx-KI</a> <span class="alert smalltext" title="To curb spam posts, external links are set [nofollow] (which means no pagerank) until 999999 posts">[nofollow]</span>

Offline Jaco

  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 554
  • Karma: +21/-5
Odp: Enduro Polulanka 15-18.06.2017 - piekło mordoru
« Odpowiedź #13 dnia: Sierpień 08, 2017, 05:14:21 pm »
Robi wrażenie!