Impreza w Szałasie nad Tanwią 2016
Motocykliści z cukru ? W żadnym wypadku.
Jak co roku do szałasu nad Tanwią przybywają wielbiciele natury, obcowania z przyrodą i minimalnego sprawdzenia siebie na "biwaku".
Większość z nas szuka wygód na każdym kroku i właśnie dlatego rozwój wszelkich udogodnień to temat na czasie. My każdego roku na przekór trendom zjeżdżamy się do Szałasu, po to, aby oderwać się od tego co mamy na co dzień. Wbrew pozorom jest tu wszystko co pozwoli nam przeżyć ale ... o tym rozmawiają Ci co nie dojechali. Zawsze po czasie. Tu mamy to samo ale w innej jakości. Woda bieżąca w Tanwi aby przypominała ciepłą, na pewno trzeba ją zagrzać (do picia z butelek), wychodek zbity z desek (wystarczy na grubszą sprawę), prąd (jak sami o to zadbamy).
Wielu z nas przekonało się, że spanie w Szałasie czy namiocie, do komfortowych nie należy. Tu na prawdę bywa zimno. Powód - wąwóz i ciągle płynąca zimna woda, która obniża temperaturę otoczenia podnosząc wilgotność powietrza. Do tego okres pogodowy nazywany przez ogrodników "zimnej Zośki". Jedno jest pewne - to miejsce idealnie nadaje się na przetrwanie potwornych upałów.
Dla nas pogoda nie ma większego znaczenia. Słońce czy deszcz - przybywamy.

Jeden z fanatyków imprezy przyjechał specjalnie z kraju Beneluksu.
Widać deszcz ?
To tylko złudzenie.
Prognozy były fatalne. Piątek to istna ulewa i po drodze płynęły małe strumienie. MY SIĘ DESZCZU NIE BOIMY - jedziemy do Szałasu wiedząc, że ... no właśnie. Sprawdzisz sam.
Padało, lało a momentami przerywało. Na miejscu nam to nie przeszkadzało.

Chwilę później alarm. Po zmroku zabłądził jeden z uczestników przybywających na imprezę. Nigdy nie zostawiamy człowieka w potrzebie. Poznaliśmy powód zbłądzenia. Poniżej skrócony opis sytuacji.
Przed chwilą leśną drogą przejeżdżał motocyklista. Po tym jak zauważył, że pojechał za daleko, zawrócił. Kilkaset metrów po powrocie okazało się, że drogę przegrodziło zawalone przed chwilą drzewo. Droga nie przejezdna! Ów motocyklista znalazł inną odnogę leśnej ścieżki i od tego się zaczęło. Szukając odpowiedniego dojazdu brnął coraz dalej, pod górkę, w dziwne zaułki. Sam nigdy tam nie byłem. Pierwsza okazja do poznania nowych ścieżek. Jest powód aby je lepiej poznać ;-) Poszukiwania w ulewnym deszczu trwały 1,5 godziny. Znaleziony motocyklista miał już doszczętnie rozładowany akumulator, ubrania przemoczone na wylot i ze zmęczenia planował położyć się w lesie oraz przespać do rana. Zmęczenie spowodowane sześcioma upadkami dało się we znaki. To taki mały epizod z poszukiwań, które zakończyły się pozytywnie.
Odnaleziony szczęśliwiec siedział z nami niemal do rana.

Spanie było krótkie. Od rana pojawiali się kolejni motocykliści. To dowód na to, że pogoda się zmieniła.
Owszem - jest ładnie, jak co roku, kiedy mamy wyruszyć w trasę.
Słoneczna pogoda zamówiona jak co roku, co można sprawdzić na zdjęciach z imprez.

Już się utarło, że w piątek lubi padać w sobotę piękna słoneczna pogoda, która czasami straszy.
Zbiórka o 11:00. W trasę wyruszamy z małym poślizgiem. Pierwsza grupa już wyjechała i czeka na nas w umówionym uprzednio miejscu.
W drogę ...

Po kilku kilometrach, pierwsza wywrotka, pomijając 6 dzisiejszej nocy, naszego wycieńczonego poszukiwanego.

Najważniejsze w takich momentach to służyć podporą. Po postawieniu motocykla na koła z niewielką pomocą dotarliśmy do bezpiecznego kawałka drogi.
Umówieni w kolejnym punkcie jedziemy uprzednio wytyczonym śladem. Po wczorajszych i nocnych opadach deszczu, wody było pod dostatkiem.

Za to my bawiliśmy się na całego, jak małe dzieci w piaskownicy ...


W kolejnym punkcie spotkania ekipa objazdowa nam się powiększa.
W tutejszych lasach polowali król Polski Stefan Batory wraz z Janem Zamojskim i Janem Kochanowskim. Dla upamiętnienia polowania 8-9 maja 1578 roku postawiono pomnik w sąsiedztwie rzeki Tanew. My niemal w rocznicę polowań penetrujemy dawne szlaki dobrze nam znanych z historii łowczych.



Kolejny odcinek drogi po bezdrożach sprawił kolejną niespodziankę. Efektu wstrząsów nie wytrzymała tylna łapa motocykla, na której trzyma się kufer. Prostymi metodami nastąpiła szybka naprawa i jak to się mówi - prowizorki wytrzymują najdłużej. Ta do trwałych nie należała. Najważniejsze, że była skuteczna.


Jak sobie wcześniej odkręciłem tak teraz się uspokoiłem.
Kolejny cel to dojazd do najwyższego wodospadu na rzece Jeleń. Do niedawna próg skalny o wysokości około 150 cm uznawany był za najwyższy wodospad na Roztoczu. Po drodze niesforny motocyklista znalazł skrót i tym razem znaleźliśmy prawdziwą piaskownicę.
Tutaj bawiliśmy się do rozpuchu a raczej do osiągnięcia różnych faz zmęczenia mierzalnego ilością potu. Po tych zabawach wyjeżdżamy pod górkę - wszyscy szczęśliwi i przepoceni.


Piaskownica z rzeczną przeprawą.










Mieliśmy tylko przejechać krótki odcinek drogi, zobaczyć wodospad i wrócić. Czar piaskownicy był tak wielki, że zabawiliśmy chyba godzinę.
Poszukiwania wodospadu trwały.

Na zdjęciu loża szyderców ... ciekawe z czego śmieją?

Tym razem z górki i pod górkę z buta, po kolejną dostawę świeżego potu ...
Po prostu było słonecznie i ciepło, co widać na załączonych zdjęciach.

Po powrocie do punku, który uprzednio przejechaliśmy udajemy się na kolejny spacer

Niestety, większość ekipy styrana, spocona regeneruje siły na górze. Większość stwierdziła, że za dużo tego zwiedzania ... Za nami agent na motocyklu. Co on tu robi ?

Przyjechał nad wodospad. Czyżby był z nami ?

W jednej chwili zakamuflował sie i odjechał

Wodospad na rzece Jeleń

Zmęczeni motocykliści zostali na górze. Do wodospadu dotarła nieliczna garstka.

Wracamy. Czekający na nas współtowarzysze wycieczki niecierpliwią się. Mijamy stary młyn ...

... drogę z blaszanych płyt ...

... i docieramy pod sklep, czyli do miejsca uzupełnienia straconych uprzednio kalorii.



Po chwili wypoczynku część z nas wróciła do Szałasu a my ruszyliśmy w dalszą drogę.
cd ...