No i nasz plan ruszył do przodu , w niedziele po napojeniu naszych koni...hmmm koników na orlenie,razem z kolegą Mariuszem po godz 9-tej ruszylismy w oaze ciszy, spokoju i piękna.Tym którzy bywali w Bieszczadach to to wiedza o czym mowa..


...Planu nie było zadnego ,wiedzielismy tylko tyle że lecimy do Ustrzyk Dolnych dalej na U Górne..a dalej to tylko do przodu..chyba dobry plan..hmm no i tym trafem dojechalismy do miejsca chyba wszystkim znanego

Tutaj jak zwykle zawsze można kogoś spotkać i tak było tym razem,pogoda wymarzona wiec i kolegów nie brakło na przystani dla motocyklistów..


.Tutaj szybka kawa..ponoć najlepsza po tamtej stronie Sanu,i taka była ...bo chciało nam się kawy jak dziecku loda..A po kawce dalej na konie i hejaaa

. No juz była pora dobrze obiadowa więc po drodze czas na jedzonko tez musi byc wiec szukamy,szukamy i juz wiemy gdzie bedziemy obiadowac..


Miejsce napewno nie jednemu znane,ale dla nas novum...jak to dla nowicjuiszy,bylismy zaskoczeni atmosfera tego miejsca ,wystrojem i klimatem jaki tam panował,dla nas było to na duży plus.



Tutaj szybki obiadzik,jak zwykle w drodze- schabowy..hehe, całkiem fajne jedzonko,miła i szybka obsługa jak dla nas ok.Po obiadku i zimnej pepsi dalej na koń i do przodu.Tak zajechalismy do miejsca dośc wysoko położonego,a tam to co ujrzeliśmy zaparło nam dech...



Dojechaliśmy do Bezmiechowej a tam do szkółki parolotniarzy,widok niesamowity i ci co chcą byc jak ptaki ,choć na chwile poszybowac po niebie..ehhhh




To było to..właśnie to......wolnośc...ale na nas czas juz był,konie odpoczeły..

Więc w droge teraz było lżej bo z górki,choc czasem miałem wrazenie przy tym zjeżdzie ze sie wywalam ..hmm a to droga tak wyprofilowana ..brrr Dzień mina szybko ,szkoda tylko że taki krótki bo jeszcze tyle przed nami nieznanego..ale beda jeszcze nastepne wiec jest dobrze..Teraz na Wujskie i do domciu a na Wujskim jak zwykle chlopaki na ścigach ,na serpentynkach daja czadu ,heja w góre i do dołu..Małe tankowanko w Birczy a tam jak zwykle sami swoi ,kazdy tankuje i do domciu.Tak nawinelismy jakieś 440 km nie wiedzieć kiedy,ale warto było ,dzień zaliczony na plussss..A w domku po przybyciu tylko jedno marzenie....zimne z lodówki....miodzio...po tak upalnym i pracowitym dniu...życze wszystkim takich wojaży i jeszcze leprzych i przepraszam za foty bo to z telefonu....w sumie jestem nowicjusz w tym tu..LwG...