Kiedy dosiadłem go po raz pierwszy, wrażenie zrobiła na mnie wysokość siodła i wysoko umieszczony środek ciężkości. Zanim wyjechałem z parkingu, sprawdziłem jeszcze hamulce (żeby się nie zdziwić na szosie)- rewelacja. Mimo że prędkość była mała, rzuciło mną mocno do przodu... Potem wyjazd z parkingu i szosa. Moc oddawana jest płynnie, przyspieszenie na każdym biegu niesamowite. Drag się ładnie zbierał, ale to nie to samo. Kilka kilometrów, puszczanie kierownicy, hamowanie, przyspieszanie, ze dwa łuki... Dobrze, trzeba gdzieś zawrócić i tu kłopot - na dwujezdniowej drodze nie zaryzykuję tym motocyklem zawracania \\\"na raz\\\". Drag niby był dłuższy, ale miałem wprawę. Na trzy też ciężko bez zsiadania, bo ledwie palcami dostaję do ziemi. W końcu znalazłem jakiś wygodny wjazd na posesję i szerokim łukiem zawróciłem. W drodze powrotnej do domu (z Oświęcimia) test autostradowy. Poezja. Wyprzedzanie przy 140 wygląda tak jak przy 80. Ruch manetką, prostowanie łokci i zadaje się, że samochody na prawym pasie stają w miejscu. Do 150 jest jeszcze fajnie. Nie wiem, jak to jest, ale praktycznie nie wieje, powyżej 160 upominają się o mnie prawa aerodynamiki. Przez chwilę daje się jechać, ale im szybciej, tym mocniej trzeba się trzymać kierownicy i robi się już mało przyjemnie.
Lusterka, to oddzielny temat. Kierownica jest wąska, lusterka nie wystają poza kierownicę. Widać w nich głównie łokcie i sąsiednie pasy. Nie widać, co za mną. Napisałem \\\"widać\\\"? Hmm,drgania w pełnym zakresie obrotów powodują, że wszystko jest rozmazane. Widać jakieś światła, ale nie jestem w stanie powiedzieć, ile ich jest. Dojeżdżam do jakiegoś ronda, opuszczam nogi, żeby się podeprzeć. Przed samym rondem chcę przychamować tylnym hamulcem, żeby nie wjechać pod samochód na rondzie. Nagle panika: K****, gdzie ten hamulec? No właśnie - nie tam, gdzie go szukam. Przyzwyczajenia z draga dają o sobie znać. W końcu mam jeszcze ręczny. Po 200 km tankowanie... i dobrze, bo nadgarstki dają o sobie znać. Nie jestem przyzwyczajony, żeby część ciężaru ciała opierać na rękach. W dodatku odczuwalne na kierownicy wibracje robią swoje. Trzeba się będzie przyzwyczaić. Chwila relaksu i do domu.
Kilka dni później na przejażdżce w Bieszczadach znowu lekkie zaskoczenie. Znam tam każdy winkiel, wchodzę z tą samą prędkością, co dragiem i zawsze za głęboko pochylam motocykl, w rezultacie zbytnio zacieśniam zakręty. Na postoju ogądam moto, a szczególnie opony. Wszystko jasne, są węższe i bardziej wysklepione niż w dragu. Tam, gdzie dragiem osiemdziesiątką darłem podestami, Kodo wystarczy leciutko położyć.
Może jeszcze słowo o momencie obrotowym, bo moc 90 KM nie poraża Przypomnę, że moment obrotowy, to w uproszczeniu siła z jaką obraca się koło, albo odwrotnie - siła jakiej trzeba użyć, żeby zatrzymać koło. 190 Nm, to coś między cUrsusem C-330 (100 Nm), a C-360 (190 Nm) Można by przypiąć pług i orać

W praktyce motocyklowej przekłada się to oczywiście na sprawne wyprzedzanie na krótkim odcinku drogi. Oczywiście, o ile jest przyczepność.
Podsumowujęc: Wrażenia bardzo ciekawe, odmienne od tego co znam z draga. Niektóre na plus, inne na minus. Ale chyba o to mi chodziło - żeby było inaczej, żeby spróbować czegoś nowego, innego. Ogólnie jestem zadowolony, ale jak długo nim pojeżdżę? Myślę, że ze dwa sezony. A później się zobaczy.