I po imprezie

Było ok 20 osób. Z jednymi przemierzyłem setki kilometrów, z innymi ledwie dziesiątki. Nie wszyscy się nawet znali (do wczoraj, bo tak to już jest, że się spotykamy, jedziemy kawałek razem, potem się rozchodzimy, jedziemy w innym towarzystwie.Piwo, kiełbaska, długie pogaduchy przy ogniu... Wyszło nam, że ten sezon był cokolwiek dziwny, niby dużo imprez, a (w przeciwieństwie do lat ubiegłych) brakło jakoś czasu na wspólne, spontaniczne wyjazdy na dłuższe i krótsze trasy - ot tak, żeby sobie pojeździć. Może w przyszłym sezonie to nadrobimy. Nie obyło się bez drobnego zgrzytu: Louis - mój doberman - musiał przeczytać gdzieś na forum, że każdy przychodzi z własnym żarełkiem i przyniósł na ognisko kota sąsiadów...

Tradycyjnie na ognisko przyszedł tez miejscowy oswojony jeż, który większość wieczoru spędził na czyichś kolanach składając kolce do głaskania.
Jest jeszcze ciepło, ale jesień i zima za pasem. Oby jak najszybciej minęła.