No to jako, że już się pochwaliłem, że się wybieram i UDAŁO mi się ten plan zrealizować to podzielę się wrażeniami
Start zaplanowałem na godzinę 9.00 ale oczywiście to tu, to tam... a i jeszcze motocykl zachciało mi się umyć

No i wyruszyłem chwilkę po 10.00. Transalp bez zbędnych przygotowań, jedynie po łańcuchu smarem psik, psik i prezentował się tak

Zeruje licznik...

...i ruszam. W Lubaczowie tankowanie i co się okazuje - że mój Szajsung, który miał mi służyć jako nawigacja podpięty do ładowania i schowany w pokrowiec za bardzo się grzeje i ładowanie zostaje odcięte. No, ale bateria jeszcze prawie pełna więc jadę dalej. A jadę mniej więcej tak

Nie wiem czy to pod wpływem temperatury czy z innych powodów ale program do nawigacji świrował pawiana i wskaźnik pojazdu na mapie pokazywał raz jakbym jechał bokiem a raz to w ogóle tyłem. No ale co zrobić... trzeba jechać. Do Przemyśla droga prosta to dałem radę

No ale w Przemyślu zaczęły się schodki. Nie urażając nikogo, ale nie lubię tego miasta

Wjechałem w miasto i kieruje się zgodnie z polecaniami nawigacji aż dojechałem do miejsca gdzie kazała mi głupia skręcić w drogę, której nie było... Wróciłem się do skrzyżowania, które gdzieś tam pamiętałem (bo już raz czy dwa jechałem tamtędy w Bieszczady) no i pojechałem jak mi się wydawało słuszne nie zważając na nawigacje. Przekalkulowałem trasę i jadę dalej według jej wskazań aż za mostem pokierowała mnie prosto - na rynek gdzie zakaz wjazdu jak byk stoi... Nawrotka i może w prawo. Jadę ale to nie tu. No i weź sobie wtedy człowieku zawróć w gąszczu tych jednokierunkowych uliczek - MASAKRA

Udało się jakoś i wróciłem do skrzyżowania, które pokonałem wcześniej na wprost i znów wysiliłem głowę i coś zaświtało, żeby tym razem skręcić za tym mostem w prawo. Jadę... i jest znajomy Orlen i Twierdza Przemyśl - jestem w domu bo wiem, że to już wylot na Lesko. Jadę więc po swojemu ale patrze w nawigacje a ta usilnie mnie chce zawrócić. No dobra... niech jej będzie - ma ostatnią szanse. Wracam, skręt w prawo i... dalej mnie chce w pole puścić. Czas Navigonu dobiegł końca i korzystam z internetowej wersji GoogleMaps. No i tu już pełna kulturka - do Leska trafiłem bez problemu. Zresztą trasa prosta i w sumie gdzieś tam w głębi znana. W Lesku pojawił się inny problem - stan baterii to jakieś 9%. No to co - otwieram kufer i wyciągam papierową nawigację, którą wziąłem ze sobą w razie "W"

Przenalizowałem punkty na trasie Wielkiej Bieszczadziej i ruszyłem. Z tego całego zamieszania nie robiłem żadnych zdjęć aż dojechałem do Cisnej, gdzie nagle zauważyłem znajomy szyld - Siekierezada

Sprawa jasna - zjeżdżam na obiad

Zamówienie złożone, więc można zrobić troszkę zdjęć wewnątrz tego klimatycznego lokalu



... i jest Radiator

No i po kilkunastu minutach oczekiwania słyszę bardzo "charakterystyczny" krzyk jednej z Pań - "SIEKIERA PIĘĆDZIESIĄT SIEDEEEEEM!!!"

... i na moim stole ląduje obowiązkowy w tym miejscu wg mnie Placek po Bieszczadzku

Szybka konsumpcja i ruszam dalej. Wskaźnik paliwa jest w połowie skali więc postanowiłem jeszcze w Cisnej zatankować. Licznik kilometrów wskazuje

i biorąc pod uwagę ilość paliwa jaką spaliłem na tym dystansie obliczam, że Trampek spalił mi na 100km 5,23L benzyny. Chyba dobry wynik biorąc pod uwagę, że nie były to proste odcinki. Szybka fotka na stacji

I można jechać. Nie mogłem zdecydować gdzie stanąć, żeby zrobić jakieś ładne zdjęcia. Najlepiej było by mieć kamerę przy kasku i rejestrować wszystko po drodzę - no ale takie rarytasy może kiedyś

Dojeżdżam jednak do serpentynek, na których już kiedyś miałem przyjemność fotografować jeszcze wtedy TDRe. No to pstryk, pstryk












A było gorąco...

No ale serpentynki na miejscu

No i jadę dalej. Zjeżdżam gdzieś w bok drogą, która prowadziła dosyć stromo w górę licząc, że znajdę jakieś fajne miejsce widokowe na fotki, ale niestety tylko tyle...


A może jednak nie jest tak źle?


Pętle czas zakończyć - jestem w Lesku. Upewniam się na mapie, że na mojej trasie będą ponownie serpentyny nie opodal miejscowości Załuż i na parkingu podjeżdża do mnie V-Storm a na nim kolega z Radiatora - Creed

Krótka konwersacja i propozycja wspólnego powrotu wraz z przeprowadzeniem mnie przez Przemyśl

Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy i wspólnie dojechaliśmy do Radymna. Z tego miejsca Creed - wielkie dzięki!

Miło było mi również poznać i następnym razem odpisz jednak na forum to polatamy bo Bieszczadach razem

Dozobaczenia!!!
Po drodze tak jak Creed wspominał chyba mineliśmy Wiatra - mówię chyba bo tylko mi śmignął i tak mi się wydaje, że to był on
Dojeżdzam do domu a na blacie prawię równe

a Transalp jedynie trochę omuszony


Pomysły na następną trasę już w głowie są - pozostaje zbierać fundusze

Jak ktoś dotarł do końca tej relacji to dzięki za uwagę

Pozdrawiam!