Cd. cz. 10
05.07.2016 - dzień 12 - wtorek



Jeszcze przed chwilą padał deszcz do czego już przywykliśmy. Towarzyszy nam każdego dnia podczas motocyklowej podróży. Z niechęcią wygrzebujemy się z ciepłych śpiworów a po wyjściu z namiotu zaskakuje nas częściowo suchy asfalt. Rozglądając się wokół niepokoi nas ilość chmur już od samego rana. Spoglądając na pobliski wiszący
most Hardanger udajemy się na poranną toaletę do naszego baseniku, który kilka metrów dalej wpada do słonego fiordu. Śniadania w tak pięknych okolicznościach przyrody przypadły nam do gustu i tego się trzymamy. Tu warto wspomnieć o specyficznej wolności w Skandynawii, z której korzystają mieszkańcy oraz turyści.

Allemannsretten (swe. Allemansrätten, fin. Jokamiehenoikeus) - to stare prawo z 1957 roku obejmujące wszystkich ludzi i mówiące, że każdy człowiek ma prawo do korzystania z natury. Gwarantuje wszystkim równy dostęp do przyrody oraz przejście/przejazd przez nieużytki (pieszo lub na nartach w okresie od 15 października do 30 kwietnia) z poszanowaniem farmerów i właścicieli terenów. Wszystko wynika z przekonania, że człowiek jest integralną częścią przyrody, zaś cywilizacja ma z nią współistnieć, a nie rywalizować.
Z tego prawa korzystamy podczas całej naszej podróży, pamiętając o najważniejszych zasadach obcowania z przyrodą, bez względu na kraj w jakim się znajdujemy. Najważniejsze jest to, aby po opuszczeniu miejsca dzikiego biwakowania nasza wizyta pozostała praktycznie niezauważona.
Allemannsretten
CO WOLNO:- rozbijać obozowiska;
- w dowolnym miejscu w górach lub na innych przestrzeniach,
- na terenach z zabudową zachowując minimum 150 metrów odległości od najbliższych budynków (1 noc, powyżej należy zapytać właścicieli o możliwość dłuższego pobytu),
- organizować pikniki niemal w każdym miejscu,
- kąpać się w morzu, rzekach, jeziorach (z wyjątkiem ujęć wody pitnej),
- spacerować po wybrzeżach, szlakach górskich,
- jeździć na nartach,
- przechodzić pieszo lub na nartach przez nieużytki oraz grunty uprawne zasypane śniegiem w okresie od 15 października do 30 kwietnia,
- zbierać owoce runa leśnego; wyjątek stanowi moroszka (malina nordycka), będąca narodowym przysmakiem Finladii (lakka), (swe. hjortron, nor. multe lub molte),
- wędkować w wodach słonych bez ograniczeń.
Allemannsretten
CZEGO NIE WOLNO:- rozbijać obozowiska w miejscach oznaczonych no camping,
- naruszać prywatności właścicieli terenu i innych jego użytkowników,
- hałasować i zakłócać spokoju zwierząt,
- śmiecić, niszczyć przyrody - widząć zaśmiecony teren powinniśmy go uporządkować z troski o wspólne dobro,
- rozpalać ogniska w lasach lub pobliżu terenów leśnych w okresie od 15 kwietnia do 15 września,
Źle postrzegane jest nocowanie w samochodzie przy schroniskach, przy drodze i w zatoczkach.

Wyruszamy w dalszą podróż wzdłuż
Handargenfjord do miejscowości
Eidfjord w poszukiwaniu norweskiego cmentarzyska wikingów. Brak jednolitej informacji uzyskanej od tubylców sprawiła, że odpuszczamy dalsze błąkanie się po okolicy. Mimo porannych chmur i deszczu słoneczna pogoda przy spokojnych wodach fiordu jest niczym bajeczne odbicie kadrów z władcy pierścieni. Do tego naszą uwagę przykuły miejscowe drzewa, których konary ubrane były w kolorowe włóczkowe wyroby.
W jednej chwili nasze oczy ucieszył wspaniały obraz obowiązującego tu zwyczaju
Allemannsretten. Widok namiotu rozbitego nad brzegiem fiordu w pobliskim sąsiedztwie budynku to miód na nasze serca.



Pogodny i słoneczny dzień przypalił naszą trzeźwość umysłów i nie wiedzieć czemu, mijamy most Hardanger, który miał być dalszą drogą na północ. Takim oto sposobem oślepieni niczym cyklop, przejeżdżamy ponownie pod słynnym wodospadem Låtefossen. Kilkadziesiąt kilometrów dalej łapiemy się na błędzie w nawigacji. Nie ma to, jak przejechać po raz trzeci pod tą wspaniałą kaskadą z uczuciem powiewu rześkości.
Te zawirowania sprawiły, że most Hardanger przejeżdżamy ponad 3 godziny później.
W dalszej drodze na przeszkodzie płynne jazdy staje szlaban. Remonty dróg w Norwegii podobnie jak w wielu innych krajach odbywają się w okresie letnim. Widzieliśmy już wcześniej rogatki występujące wzdłuż dróg. Teraz poznaliśmy ich przeznaczenie. Podczas prac remontowych za ich pomocą wstrzymuje się ruch. Stoimy w miejscu około godziny a przy tym miły "Pan Stójkowy" informuje nas o przebiegu prac i przewidywanym czasie udrożnienia ruchu. Informuje również o opcjonalnym objeździe, na który trzeba poświęcić nieco więcej czasu. Czas plonów w Norwegii jest nieco opóźniony w stosunku do Polski a to daje nam dodatkową przyjemność. Owocująca obok wiśnia z widokiem na fiord umilała nam czas postoju.


Słodki czas świeżo przesuszonych ubrań ponownie został przerwany przez prześladujący nasz deszcz. Szkoda słów. Jak widać, nic nie trwa wiecznie. Skąpani w deszczu docieramy do
wodospadu Skjervsfossen. Tutaj w punkcie obsługi podróżnych zastajemy grupę rowerzystów z Polski, chroniącą się przed opadami w toaletach umiejscowionych nad brzegiem rzeki. Z przeszklonego wychodka, na wyciągnięcie ręki są rwące wody zmierzające do pobliskiego wodospadu. Planowany postój chcieliśmy wykorzystać jako miejsce do sporządzenia posiłku, jednak kapryśna pogoda pokrzyżowała nasze plany. Po raz wtóry z ust Tamary pada hasło towarzyszące nam bardzo długo podczas podróży
"co za tumany robią ławki bez zadaszania, wiedząc, że tu codziennie pada". Nie bacząc na opady udajemy się na przegląd okolicy wodospadu. Właśnie tu udało nam się udokumentować chwilę, że kiedy świeci słońce, mimo wszystko pada deszcz.





Jadąc krainą tysiąca wodospadów ciągnących się kilometrami docieramy do najdłuższego fiordu w Norwegii a drugiego na świecie -
Sognefjord (Sognefjorden) o długości 203 km. Najdłuższy fiord na świecie Kangertittivaq (Scoresby Sund) znajduje się na Grenlandii i ma długość 350 km.
Sognefjord posiada liczne rozgałęzienia. Największa głębokość to 1308 m p.p.m. a szerokość waha się od 1,5 do 6 km. Ów fiord jest jedną z najczęściej wykorzystywany scenografii filmowych. Trudno opisać ogromne przestrzenie tego miejsca. Jedyne porównanie mogące oddać odrobinę przestrzeni widocznej przed nami, to jedenastopiętrowy prom, wyglądający niczym kruszynka chleba odpadła na stół z pożeranej kanapki.












Punkt widokowy w Aurland to miejsce, w którym warto zatrzymać się na chwilę wjeżdżając na
Śnieżną Drogę (Snøvegen lub Aurlandsvegen).
Stegastein to najpiękniejsza
platforma widokowa w Europie (wg sieci telewizyjnej CNN). Jej nowoczesny projekt i wspaniałe widoki rozciągające się z wysokości 650 metrów nad lustrem wody przyciągają turystów niczym pszczoły do plastra miodu, gwarantując piorunujące doznania krajobrazowe przy bezchmurnej pogodzie. Tu zaczyna się nasza kolejna przygoda.
Śnieżna Droga to kolejny szlak, na którym już jesteśmy i kierujemy się coraz wyżej. Motocykliści wyraźnie rezygnują z dalszej wspinaczki w górskimi serpentynami, na teren pokryty śniegiem nawet w środku lata. Wszystko ze względu na panujące tu temperatury. My oswojeni już z tutejszym klimatem, temperaturami, codziennymi deszczami, doświadczamy, że mimo białych nocy, wieczorami mocno się wychładza. Tak jest i teraz. Z każdym kilometrem robi się coraz chłodniej, aż przeszywający ziąb daje się nam mocno we znaki. Temperatura oscyluje w granicach 0 °C mimo, że do wieczora jeszcze daleko.
Śnieżna Droga prowadzi przez górski grzbiet
z Aurland do Lærdal, miasteczka zlokalizowanego nad inną odnogą
Sognefjord. Dominujący śnieg z licznymi jeziorami są niczym pustynia lodowa z przegryzającymi się skałami i roślinnością. Z drogi na wysokości 1300 m n.p.m. rozciąga się surowy krajobraz na ośnieżone szczyty gór osiągające wysokość 1500 m n.p.m. Wszystko w temperaturach 0-3 °C. Górskie jeziora, sporadycznie występujące gospodarstwa, zmieniające się kolory z dominującą bielą, zaskakują swoimi kontrastami. Kilkadziesiąt minut wcześniej przewaga zieleni w połączeniu z błękitnymi wodami fiordu zachęcały do kąpieli w słonej wodzie. Kilkaset metrów wyżej, odmieniony krajobraz z jeziorami skutymi lodem lub krą lodową, zachęcają do kąpieli jedynie morsów. Na przekór faktom zamiast sprawdzić temperaturę wód fiordu, zaczynam igrać z zimnymi wodami jezior aby zobaczyć podwodny obraz gór lodowych. Podczas dalszej jazdy dodatkowe ochłodzenie organizmu dawało się ostro we znaki aż do momentu opuszczenia górskiego grzbietu.










Przyjemne ciepło, o ile temperatury w okolicy 10-13°C można nazwać komfortem w podróży motocyklowej, pozwoliło na szybkie odzyskanie sił witalnych. Z
Lærdal szybko dojeżdżamy do kolejnej atrakcji na naszej trasie -
kościół klepkowy w Borgund (Borgund stavkirke). To jedyny klepkowy (słupowy) kościół Norwegii, który dotrwał do naszych czasów w nienaruszonym stanie. Właśnie z tego względu stanął na naszej liście podróżnej, jako żelazny punkt do odwiedzenia.
Kościół klepkowy (stavkirke) - to
nazwa szczególnego rodzaju drewnianych kościołów norweskich, wznoszonych od X do XIII w., w czasach gdy wiara chrześcijańska mieszała się z wierzeniami w pogańskich bogów wikińskich. Kościoły te należą do najstarszych drewnianych zabytków Europy.
Źródło: wikipedia




Po uprzedniej wizycie
w kościele klepkowym w Heddal jest to drugi obiekt tego typu odwiedzony w Norwegii. Wybudowano ich około 1000, z czego do naszych czasów zachowało się kilkadziesiąt. Jeden z nich znajduje się w Polsce.
Kościół Górski Naszego Zbawiciela (Kościół Wang lub Świątynia Wang - więcej z historii >>>)znajduje się w Karpaczu. Pierwszy raz miałem przyjemność oglądać go w 1998 roku, podczas trasy motocyklowej dookoła Polski z forumowymi Sleyerkami, motocyklowym jeszcze Hieną oraz moim szwagrem Jankesem.
Przekrój konstrukcji kościoła słupowegoŚwiątynia Wang wybudowana na przełomie XII i XIII wieku, z sosnowych bali w miejscowości Vang w południowej Norwegii, kupiona przez Niemców ostatecznie znalazła się w Polsce. Obiekt uważany jest za najstarszy drewniany kościół w Polsce.
Części wspólne wymienionych świątyniPrzyglądając się trzem kościołom klepkowym
w Borgund, w Heddal i w Karpaczu, oprócz części wspólnych związanych z charakterem budowli, łączy je dodatkowy nierozłączny element. Wszystkie trzy świątynie otaczają cmentarze. Szukając podobieństw wśród różnych odłamów chrześcijan, taki zwyczaj panuje w obrządku greko-katolickim. Stare cerkwie także otaczają cmentarze.


Powoli opuszczamy teren kościoła klepkowego w Borgund bijącego spokojem. Przyglądamy się jeszcze pobliskiej dzwonnicy, nowszemu drewnianemu kościołowi oraz małej drewnianej stodółce pokrytej roślinnością. Tu zyskujemy odpowiedź na pytanie, jak wykonuje się dachy tego typu, starymi metodami.

Na koniec fotografujemy reklamowaną w tym miejscu starą
drogę Vindhella (Vindhelleveien (Lærdal)) między Kyrkjevoll i Husum, która podlega ochronie przez narodowy plan ochrony dróg, mostów i drogowych
zabytków kultury >>> . Początkowo wybudowana droga, była zbyt stroma nawet dla koni. Wielokrotnie przebudowywana w celu przystosowania do ruchu samochodowego, ostatecznie zamknięta dla ruchu drogowego w 1971 roku.
Wracamy w stronę
Aurland do wspaniałych wodospadów. Tym razem korzystamy z najnowszej opcji drogowej przeprawy między
Lærdal i Aurland, wybudowanej dla skrócenia podróży między miastami Oslo i Bergen. Nasza trasa prowadzi przez
najdłuższy drogowy tunel świata łączący wspomniane miasta. Całkowita długość
Lærdal tunnelen to 24510 metrów. Pierwsze prace nad konstrukcją rozpoczęto w 1995 roku i zakończono pięć lat później. Budowa kosztowała 2 miliardy NOK i uchodzi za jeden z najbezpieczniejszych tuneli na świecie mimo, że nad nim górują szczyty o wysokości około 1700 metrów. Dla wygody kierowców podzielony został na cztery odcinki. Co 6 km, znajdują się trzy poszerzenia tworzące ogromne jaskinie, ze specjalnym fioletowym oświetleniem. Długie korytarze oświetlone na żółto, mają sprawiać wrażenie wschodu słońca. Na całej podziemnej trasie znajduje się 15 punktów zawracania oraz pełny monitoring.

Jazda tak długim tunelem może być uciążliwa dla klaustrofobików. Uciążliwe spaliny dają się we znaki w każdym tunelu.




W mgnieniu oka powracamy do krainy tysiąca wodospadów. Dość sprawnie znajdujemy miejsce na nocleg przy głośnej i rwącej rzece. Czerpanie wody do picia i kąpieli, pokazało nam jaki głaz jest malutki, zderzając się z siłą wody. Co chwilę dochodzą do nas odgłosy przetaczanych mas skalnych na dnie. Zawsze czujemy respekt do żywiołów. Kąpiel w tej rzece to zbyt wielkie ryzyko. Za to nocleg z widokiem na kilka wodospadów, to kolejny hotel pod niezliczoną liczbą gwiazd. Stwierdzam, że ten wspaniały zwyczaj
Allemannsretten został stworzony właśnie pod nas. W takich miejscach wszystko smakuje inaczej - lepiej.
Cdn.