Mówisz i masz!
Zaczęliśmy oczywiście od napojenia rumaków na Orlenie, po czym ruszyliśmy w dal
Drogi były różne oczywiście lepsze były te mniej przejezdne, a troszeczkę ich było. W sumie przejechane 230 km, więc jak na tego typy wyjazd to dość sporo. Zmęczenie - raczej nie wchodziło w grę, każdy był głodny jazdy. Parę wywrotek się oczywiście trafiło ale co tam.... użytkujemy sprzęty zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem

Chwila nieuwagi, może zbyt mocne odkręcenie manetki gazu, a może niewidoczny kamień w koleinie iiiiiii babka ligła - może chciała odpocząć

jak się okazało po podniesieniu, oprócz lekko wygiętej dźwigni hamulca nożnego nic się nie stało.



aaaa jakby ktoś był zainteresowany losem jeźdźca to cały

Nie zawsze był czas na robienie zdjęć - to jeden z mijanych krzyży przy Lublińcu

Mała przerwa




Z przypadku zauważamy tablicę informacyjną o pomniku i bunkrach. Pomnik znaleziony, bunkry niestety nie, zbyt zarośnięta jeszcze okolica dobrze skrywa wojenną tajemnicę.




Jakimś cudem trafiamy do szałasu a stamtąd pod Gargamela, robimy małą przerwę i czekamy na Andrzeja.

Głazio prowadzi nas na jakiś plac zabaw - jak się okazuje całkiem fajowy

więc jeździmy sobie tam i z powrotem ... tam i z powrotem... z powrotem i tam
Jeden gość stwierdził, że jest mimo wszystko za mało wilgotno i postanowił się trochę schłodzić

.... chyba pomogło!



Następnie Dachany a później droga, którą poprowadził Andrzej - nie do odtworzenia bez mapy.



O 20:00 kończymy przejażdżkę ale rozmowy trwają jeszcze trochę
Małżonka Andrzeja nie mogła za bardzo dobrać słów po tym jak zobaczyła nie do końca czyste sprzęty


Dzięki ekipie za miło spędzoną niedzielę! Proszę o więcej!!!!