Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Kwietnia 20, 2026, 05:39:02 am

Ostatnie wiadomości

Strony: 1 2 3 4 5 [6] 7 8 9 10
51
Turystyka zagraniczna / Odp: Do krainy wikingów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Października 07, 2020, 04:40:04 pm »
Opuszczając krainę wikingów, poruszamy się po terenach ich grabieży, dzięki którym przez system rzek i jezior dotarli do Morza Czarnego skąd udali się na dalsze podboje, np. w obrębie Morza Śródziemnego. W nawiązaniu do pierwszych dni naszego wyjazdu, znalazłem ciekawy artykuł o polskiej osadzie Wikingów - [/url] https://www.radiator-mototurystyka.pl/forum/index.php?topic=5972.msg9460#msg9460 . Cytuję:

Średniowieczny Wolin. Jedno z największych i najwspanialszych miast północnej Europy

Autor
Mateusz Waśkowski

Tekst zaczerpnięty z:
https://wielkahistoria.pl/sredniowieczny-wolin-jedno-z-najwiekszych-i-najwspanialszych-miast-polnocnej-europy/

Na obszarze dzisiejszej Polski istniało we wczesnym średniowieczu miejsce, o którym opowiadano z zachwytem nawet w krajach oddalonych o tysiące kilometrów. Wolin był znany zarówno na dalekiej i mroźnej nordyckiej Północy, jak też w ciepłych krajach muzułmańskiego Południa. Wspominano o nim w skandynawskich sagach oraz w niemieckich kronikach, ale również w arabskiej Księdze dróg i królestw Abu Abd Allah al-Bakriego.

Za czasów pierwszych Piastów Wolin był ważnym emporium handlowym i jedną z największych osad o miejskim charakterze w północnej Europie. Kronikarz i geograf Adam z Bremy tak pisał o nim w latach 70. XI wieku:

Odra to najbogatsza rzeka Slavonii. Przy jej ujściu stoi poważne miasto Iumne [pod taka nazwą Adam z Bremy znał Wolin – MW], ośrodek wielce odwiedzany przez Barbarzyńców i Greków mieszkających naokoło. Rzeczywiście stanowi największe z miast, które mieści Europa, a zamieszkują je Słowianie wraz z innymi ludami, Grekami i Barbarzyńcami. (…) Także Sasi otrzymali jednakowe prawo współzamieszkiwania, o ile tam przebywając nie będą publicznie wyznawać chrześcijaństwa.

Wszyscy dotąd grzeszą uprawianiem pogańskich obrzędów, lecz poza tym, pod względem obyczajów i gościnności, nie sposób znaleźć jakiegokolwiek ludu dorównującego im szlachetnością i uprzejmością. Miasto to pełne jest towarów sprowadzanych ze wszystkich narodów Północy, nie brak w nim niczego, co cieszy, czy jest rzadko spotykane.

Adam z Bremy, podobnie jak inni wczesnośredniowieczni kronikarze, celowo przesadzał, upiększał obraz rzeczywistości. Ale Wolin, położony na wyspie o tej samej nazwie, naprawdę mógł imponować. Jeszcze większe wrażenie robił zaś kilka dekad wcześniej: przyjmuje się, że czasy świetności osady trwały do 1043 roku, gdy spadła na nią krwawa napaść duńskiego króla Magnusa zwanego Dobrym.

Idealna lokalizacja i niepozorne początki

Jak mógł wyglądać Wolin (w tekstach z epoki określany jako Vulin, Willin, Liuilni, Iumne, Iulin lub Jóm) w okresie, gdy nic jeszcze nie zagrażało jego rozwojowi? Ilu mógł mieć wtedy mieszkańców? Jak postępował rozwój tego portowego miasta, kojarzonego ze słynną twierdzą wikingów znajdującą się właśnie u ujścia Odry – Jómsborgiem czy legendarną Winietą? I co wpłynęło na jego sukces?

Początki Wolina sięgają przełomu VIII i IX wieku. W pierwszych latach i dekadach nic nie zapowiadało, że ośrodek będzie się szybko rozwijać i że zyska dominującą pozycję w regionie.

Najstarszą osadę zaczęto budować nad Dziwną, w świetnej lokalizacji – na najwyższym wzniesieniu w okolicy, przy samej przeprawie przez rzekę. Na jej obrzeżach archeolodzy odnaleźli pozostałości świadczące o obróbce żelaza i innych metali oraz o wytwarzaniu tu przedmiotów codziennego użytku.

Wolin, czyli gród Wolimira

Nazwa Wolin najprawdopodobniej pochodzi od słowiańskiego imienia, możliwe, że założyciela osady – Wolimira. Mieszkający tu Słowianie zachodni, należący do plemienia Wieletów, z którego z czasem wyłoniło się ich własne – Wolinian, trudnili się głównie rybołówstwem, wypływając na wody zalewu szczecińskiego lub łowiąc wzdłuż Dziwny.

W pierwszej połowie IX wieku od południa ośrodek otoczono palisadą. Stanowiła ona pierwsze umocnienia Wolina. Około roku 850 już cała osada została okolona wałem i przekształcona w gród. Funkcjonował w nim na razie niewielki targ. Możliwe jednak, że nawet w tym wczesnym okresie podejmowano na nim działalność kupiecką o zasięgu dalekomorskim.



Handel prowadził do bogacenia się lokalnych rzemieślników i kupców, ale pobudzał też wymianę myśli oraz idei. Wolinianie nawiązywali nowe, coraz szersze kontakty. Wzrastała liczba mieszkańców osady, spośród których wyłoniła się elita zarządzająca kwitnącym ośrodkiem, a także całym plemieniem.

70 osad Wolinian

W okolicy Wolina powstawały nowe osady, stanowiące ogniwa w sieci powiązań i zależności. W połowie IX wieku plemię Wolinian (Uelunzani), posiadało już ponoć 70 takich „civitates”, o czym w swoim Opisie grodów i ziem z północnej części Dunaju, sporządzonym w Ratyzbonie dla króla Ludwika II, napisał tzw. Geograf Bawarski.

Rozwijał się też sam Wolin. Obok Starego Miasta wyrosły dwie nowe „dzielnice” – określane późniejszymi nazwami Przedmieścia Południowego i Srebrnego Wzgórza. Z kolei w centralnym grodzie postawiono kilka sporych i wyjątkowych pod względem konstrukcyjnym budynków, nie występujących w innych częściach Wolina, a należących prawdopodobnie do najbogatszych i najpotężniejszych członków społeczności.

Okres prosperity Wolina

Okres największego rozkwitu Wolina przypadł na przełom IX i X wieku. Wtedy w centralnej części aglomeracji powstał port z zapleczem magazynowym. Jego nabrzeże z czasem osiągnęło imponującą, jak na warunki epoki, długość około 300 metrów. Powstała także kolejna dzielnica, Ogrody, z budynkami stawianymi na nowy sposób (tzw. konstrukcja palisadowa).

Wolinianie budowali również nowe warownie, mające strzec ich stolicy przed najeźdźcami marzącymi o zdobyciu zgromadzonych u ujścia Odry bogactw. Cztery potężne grody stanęły na północ od Wolina – po obu stronach Dziwny, w Sabinowie i Jarzębowie oraz w Płochowie nad Zatoką Cichą, a także w Kamieniu. Centrum i południe miasta zyskało nowe potężne umocnienia.

Nieopodal Wolina rosły też liczne osady pełniące rolę zaplecza, w których trudniono się rolnictwem, hodowlą zwierząt i rzemiosłem.

Imponująca liczba mieszkańców Wolina

Każda z dzielnic została rozbudowana i otoczona oddzielnym wałem. Na Srebrnym Wzgórzu powstała przystań oraz uruchomiono tam duży targ, który z roku na rok nabierał znaczenia i do którego docierały towary z coraz odleglejszych zakątków Europy.

To ważne centrum handlu na Bałtyku brało udział w wymianie towarów z nordycką Północą i Rusią na wschodzie, ale także z Flandrią czy Fryzją.

Zabudowa Wolina była gęsta, a jej różnorodność niemal bezprecedensowa. Mieszkańcy osady z otwartością przyjmowali licznych przybyszy z zewnątrz – głównie Skandynawów oraz Sasów. Przeważały domy jedno- i dwuizbowe, a szerokość ulic między nimi wynosiła około dwóch metrów.

W połowie X wieku w Wolinie mogło żyć już nawet 10 tysięcy osób! Dla porównania 150 lat później w całym państwie Piastów nie było żadnego grodu czy miasta liczącego więcej niż 5000 mieszkańców.

Niebezpieczny konkurent

Rozkwit Wolina wiązał się z ekspansją terytorialną, a ta z kolei doprowadziła do sporu z rosnącym w siłę rywalem z południowego wschodu – Mieszkiem Pierwszym.

Ibrahim ibn Jakub, podróżnik pochodzący z Tortosy w kalifacie kordobańskim, w latach 60. X wieku pisał o plemieniu Wolinian (lub Wieletów – Weltaba), że:

(…) posiadają oni potężne miasto nad Oceanem, mające dwanaście bram. Ma ono przystań, do której używają przepołowionych pni. Wojują oni z Meszko, a ich siła bojowa jest wielka. Nie mają króla i nie dają się prowadzić jednemu, a sprawującymi władzę wśród nich są ich starsi.

Ten trwający przynajmniej kilka lat konflikt Wolinian z Mieszkiem miał wkrótce zaważyć nie tylko na przyszłości regionu i jednego z największych wczesnośredniowiecznych miast północnej Europy, ale także na narodzinach państwa polskiego. To już jednak temat zasługujący na odrębne omówienie.

Bibliografia:
Buko Andrzej, Archeologia Polski wczesnośredniowiecznej, Trio 2011.
Stanisławski Błażej, Filipowiak Władysław, Wolin wczesnośredniowieczny, t. 1-2, Instytut Archeologii i Etnologii PAN 2013-2014.
Miśkiewicz Maria, Życie codzienne mieszkańców ziem polskich we wczesnym średniowieczu, Trio 2010.
52
Weekendowe wypady / Okolice wsi Krzywe - wieczorna przejażdżka
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Września 16, 2020, 09:39:28 pm »
Krzywe, nie jednemu tak na imię. Wsi o tej nazwie jest wiele.
Po prostu złapało mnie pragnienie. Mimo późnej pory wsiadłem na siodło i w drogę koło swojego komina, oczywiście po bezdrożach z małymi przerywnikami.

Trudno to nazwać weekendowym wyjazdem ale aktualne mgły zwiastują nieuchronnie nadchodzącą jesień oraz zimę, która zapowiada się równie ciekawie :-)
Krótka foto relacja po prostu z telefonem w dłoni :-)

Rozpoczęło się niewinnie z szybkim przelotem drogą szutrową z Borowej Góry do Baszni. Później wszystko kręciło się wokół Krzywego. Przejazdy kolejowe wprost w bagna. Szybka nawrotka, bo moim czołgiem na łysych raczej nie podołam a ciągniki styrane daleko ...


Na dowód, że to mnie naszło :-)


Po wizycie w wybudowanej załadowni siarki przy linii kolejowej, szybko w stronę miejscowości Krzywe.


Odnowiona dzwonnica


Mój rumak. Jak widać - żyje :-)


O zabytkowej dzwonnicy w miejscowości Krzywe


Mogiła, o której mowa w powyższym opisie na zdjęciu w swojej okazałości




Z trzech stron, bo czwartą przez przypadek wykasowałem


Sprawdzam, czy rumaka bąki nie gryzą. Spokojny ...


Miejscowa zapomniana ale odkopana nekropolia i jej upadłe mogiły




Śmiało mogę stwierdzić, że jest tu wiele intrygujących eksponatów






Tutejszy cmentarny lasek mógłby być doskonałą scenerią dla horrorów a może to tylko wpływ chwili i danej godziny ;-)


W drogę. Pora wymusza galopem. Jeszcze tyle ciekawostek. Sam nie wiem ... ???


Przypadkowy zachód słońca a za plecamipasący się koziołek :D


Kolejna atrakcja, to oryginalnie malowana studnia.


Nieopodal wsi Krzywe. Hmmm takich rarytasów coraz mniej ale nadal u nas dostatek, wystarczy dobrze poszukać.
Tych współczesnych z drewna nie fotografują. Każdy znajdzie u siebie pod nosem.


Kawałek dalej dojeżdżam do kolejnego bagienka, gdzie zaskoczyła mnie przemykająca mgła. W jednej chwili totalne mleko, chwilę później rzednie.
Na szczęście w ostatniej chwili powstrzymałem się od wjazdu w nieznane i do tego przysłonięte "białym".


Po nawrotce.




Kolejny wyłowiony mglisty kadr. Szkoda, że nie zabrałem odrobinę lepszego sprzętu do fotografowania.


Wieża widokowa, dla innych ambona. Każdy swoją nazwę ma.

Na podsumowanie tego krótkiego wywodu wytłumaczę się. Troszeczkę wypadłem z rytmu.
Poprawię się.
Wracam :-)

53
Turystyka zagraniczna / Odp: Do krainy wikingów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Lipca 14, 2020, 02:51:53 pm »
Cd ...

Feeee, karbowany wężyk to najgorsze co może być do spuszczania paliwa.
Hobbystycznie wolnych chwilach zajmuję się akwarium. Z doświadczenia wiem co oznacza ściąganie wody. Kiedyś próbowałem również karbowanym wężykiem. W skrócie porażka.
NIESTETY.
Zaznałem zaszczytu spuszczenia z baku Moto Guzzi upragnionego paliwa za pomocą karbowanego wężyka. Byłem na 100% pewien, że bez dwóch zdań opiję się tego wstrętnego dla ust płynu. Co lepsze? Pchanie motocykla przez kolejne ... km, czy może wątpliwie przyjemna próba zaczerpnięcia benzyny. Cóż, kolejna okazja może przytrafić się za kolejną godzinę, bo tyle czekaliśmy na skuteczną pomoc. Pierwsze zassanie paliwa z degustacją. Czynność co chwilę do powtórki, jak to w karbowanym wężyku. Degustacja na cały dzień. Wszystko w smaku do wieczora spalone.

Dzięki Wam szwajcarskie anioły za pomoc.

Nasze szwajcarskie anioły / Unsere Schweizer Engel

Tym hasłem pożegnaliśmy się z naszymi wybawcami, z którymi spotkaliśmy się na naszej stacji benzynowej, do której zabrakło nam 25 km. Byłem pewien, że zabrakło nam niewiele ale z braku pewności ile km do upragnionej stacji benzynowej sprawiło, że teraz jechałem bardzo ekonomicznie.
Zamiana kilku zdań z poznanymi wybawcami i z uśmiechami na twarzy rozjeżdżamy się w różnych kierunkach.
Po powrocie do domu dowiedzieliśmy się więcej.
Najdalej na północ wysunięta stacją paliw jest duża stacja już na wyspie Mageroya w mieście Honnigsvag (trzeba nieco zboczyć z trasy na Nordkapp i wjechać do miasta).
https://goo.gl/maps/MVVyDbZ86gt
Dlaczego tym razem nie skorzystaliśmy z naszej żelaznej zasady "koniec języka za przewodnika"?
Jedno pytanie do tubylców często pomaga bardziej niż wszelkie wyczytane, czy zasłyszane mądrości.
Cóż, tym razem przejechaliśmy się z mało wygodną przygodą.

Czy to koniec dzisiejszych nieprzewidzianych przygód?

Kto to wie. Tak poważnie, to dopiero zaczynamy dalszą jazdę w deszczu, deszczu, ulewie i deszczu ...

FINLANDIA - deszcz, deszcz, ulewa, deszcz i w międzyczasie dwa przebłyski słońca, którego nie widać. Ciągle gęste chmury. W ulewie przejeżdżamy obok trzeciego co do wielkości jeziora w Finlandii - Inari. Dla pobudzenia wyobraźni jest ono niemal dziesięciokrotnie większe od naszego Jeziora Śniardwy. Nic nam z tego, że ma bardzo urozmaiconą linię brzegową i ponad 3000 wysp. W potwornej ulewie trudno podziwiać jego uroki. Dodatkowa ciekawostka, to jezioro jest otwarte jedynie przez 4 miesiące w roku lipiec-październik i ma bardzo wysokie natlenienie 80-90%.



Wody w Finlandii stanowią 10,6% całkowitej powierzchni kraju, czyli dla amatorów wypoczynku nad wodą, jest gdzie spędzić wolny czas.
Dalsza część krajobrazów to lasy. Koniec końców znajdujemy się w kraju o największej lesistości w Europie, która wynosi 73% powierzchni. Inne elementy krajobrazu, to owce i renifery.
Ufff, chwila bez deszczu i w jednym momencie w oddali widać policyjny samochód jadący na sygnałach. Zapewne policja. Zerkam na prędkość czy oby nie przekraczam a tu z zaskoczenia za samochodem jadącym z naprzeciwka jedzie policjant na motocyklu, który zatrzymuje kierowcę jadącego przed sobą. Ocho, dzieje się. Ciekawe, czy zapolują na nas. Korzystając z chwili przejaśnienia zatrzymujemy się w przydrożnej restauracji/campingu na ciepłą strawę. Mamy dość panującego chłodu wspieranego deszczem, może tu osuszymy odrobinę nasze przemoczone ubrania. W oczekiwaniu na zamówioną strawę odtajaliśmy odrobinę z nadmiaru wilgoci. Nasz aparat na odwrót, po zmianie otoczenia i panującej temperatury gromadzi wodę na soczewkach. Przecieranie pomaga jedynie na chwilę.
Delektujemy się omletem z mięsem renifera (zwierzęta hodowlane), który smakował wyśmienicie. Ku mojemu zdziwieniu Tamara zjadła to mięso jedynie z tego powodu, że nie była to dziczyzna, której się nie czepia.







Oprócz strawy, czy możliwości przenocowani, w tym miejscu również można zrobić zakupy lapońskich wyrobów za kosmiczne dla nas stawki. Może będzie jeszcze okazja na ciekawy nabytek lub zakup bezpośrednio u wytwórcy. Okaże się, czy to faktycznie realne.
W tej wolnej chwili można podsumować kraj. Patrząc na powierzchnie lasów i jezior, to w Finlandii pozostaje 16,4% powierzchni pod uprawy rolne i działalność człowieka, w tym zabudowania. Hmmm, może odrobinę więcej, ponieważ około 60 % powierzchni lasów, to własność prywatna, gdzie hoduje się samopas renifery. W północnej części kraju znajdują się niemal same lasy, więc częstotliwość występowania zabudowy i mieszkańców jest znikoma.

Z Nordkapp startowaliśmy notując temperaturę +8°C. Jazda w ulewnym deszczu, to wątpliwa przyjemność. Z upływem czasu z różnymi wahaniami temperatura urosła nam do +11°C. Mamy powód do radości. Wygląda na to, że będzie cieplej. Przynajmniej tak nam się wydaje, że jedziemy w dobrą stronę. Nagle ku naszemu zaskoczeniu widać odrobinę błękitnego nieba. Z upływem czasu podczas połykania km przybywa tego pięknego koloru. Zaczyna przeważać błękit. Pojawia się tęcza, chwilę później renifery, kolejna tęcza ... i nagle przestaje padać.









Do ROVANIEMI zostało nam około 200 km.

Dalsza droga, bez deszczu. Przez kolejne kilometry zdążyliśmy trochę przeschnąć. To przełamanie suchego z mokrym wywołało u nas uczucie zziębnięcia. Zatrzymujemy się więc na kolację i rozgrzewającą herbatę. Do celu pozostało około 80 km. Wielka Marthha z saniami stała się naszą atrakcją. To pod jej bacznym okiem chcąc się posilić walczyliśmy z komarami. Próby łyknięcia rozgrzewającej herbaty bez komara przerabialiśmy w 2012 roku w równoległej Karelii (Rosja) >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/forum/index.php?topic=4566.msg4692#msg4692 . W tym miejscu przypomniała nam się historia tłoczących się rojów komarów nad naszymi ciałami. Wydawało nam się, że tutaj jest ich odrobinę mniej. Dlaczego? Udawało nam się pić herbatę, bez zbędnych insektów.







Chwilę później znajdujemy się już w siedzibie świętego Mikołaja. Pusto i pozamykane wszystko. Obeszliśmy całą wioskę delektując się najwyższą temperaturą od momentu opuszczenia Danii. Rozkoszne +20°C stało się naszym obiektem westchnień. ROVANIEMI położone jest kilka kilometrów na południe od północnego koła podbiegunowego (współrzędne geograficzne 66°30′N – 25°42′E) ale znajduje się tam symboliczna linia koła podbiegunowego północnego, przy której robimy sobie sesję zdjęciową. Odwiedzamy jeden z namiotów, w którym zapewne można przenocować. Oglądamy zimową siedzibę Mikołaja zastanawiając się jak musi być tu pięknie podczas białej zimy, nocy polarnych z kolorami zorzy polarnych. Zdążyliśmy obejść wszystko, wiemy od której przyjmuje św. Mikołaj. Wstęp za Free więc zostajemy na noc.




















Mimo, że stal tu dostępny dla turystów darmowy wigwam, postanowiliśmy, że rozbijemy swój w innym atrakcyjnym miejscu.

Wracamy za koło podbiegunowe północne kilkanaście kilometrów na północ, do uprzednio upatrzonego przez nas miejsca nad jeziorem, doskonałe na nocleg. Pod nosem znajdują się domki, w których można nocować za free, z opałem i ogólnodostępną toaletą.

Po naszym powrocie spotykamy czteroosobową motocyklową ekipę z Polski jadącą na trzech motocyklach (Pruszków i okolice). Byli na Nordkapp dzień przed nami i widzieli takie samo mleko. Krótka wymiana zdań i udajemy się na rozbicie namiotu na jeziornej grobli. Za nami męczące ponad 700 km i do końca nie wiemy w jakim stanie mamy nasze rzeczy do spania. Może inaczej. To jeszcze dobry moment aby wszystko przesuszyć. Zażywamy odświeżającej kąpieli w Jeziorze Lahdenperä o lokalizacji GPS: N 66.58232, E 26.02437 (N 66°34'56", E 26°01'28") w miejscu zwanym Olkkajärven Venesatama.









Chłopaki z Pruszkowa zaopatrzeni w moskitiery łowią ryby, choć do końca nie wiedzą czy można. Ich dziewczyny a może żony szykują spanie w specjalnych domkach. Narzekają na pająki i pajęczyny ale czego nie robi się dla spokojnego snu. W cieniu i leśnym gąszczu komary mają raj, stąd tyle łowczych w postaci pająków w najbliższym otoczeniu. Na grobli mamy niemal święty spokój. Moskitiera zbędna.











Przed "nocnym" wypoczynkiem podziwiamy naturę zmierzającą do swych ostoi w tym samym celu. Kolejna biała noc.

Dobranoc :-)

Cdn ...
54
Turystyka zagraniczna / Odp: Do krainy wikingów
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Lipca 14, 2020, 02:13:45 pm »
Cd. cz. 15


a na koniec


10.07.2016 - dzień 17 - niedziela

Wiało całą białą noc. Prawdę mówiąc duło, bo momentami mieliśmy wrażenie, że nasz namiot zostanie porwany z całą zawartością. Naciągi w naszym wigwamie w końcu się przydały. Bez nich mogłoby się wiele wydarzyć. Można stwierdzić, że brakowało spokoju i ciszy aby zaznać pełni odpoczynku. Co chwilę silny podmuch i pobudka, do tego w białą noc. Ponadto bez przerwy leje deszcz.

Ciągła jasność sprawia naszą dezorientację. Która jest godzina?
Wstajemy o 7:40. Z powodu warunków panujących na zewnątrz nikomu z nas nie chce się wychodzić z namiotu, a pęcherze pełne. Jeszcze chwila i eksplodują z przesycenia. Do tego dodatkowa udręka to ubranie się w przemoczone, odrobinę podsuszone ciuchy. Ktoś tu musi podjąć męską decyzję.
Ubieram się pierwszy i wychodzę przyjąć na siebie pierwsze krople deszczu. Tego dnia jeszcze go nie poczuliśmy, choć zdążyliśmy przywyknąć do takiej właśnie pogody. Szybkie pakowanie wewnątrz tego co suche, wyjście z naszego wigwamu i próba złożenia namiotu w porywistym wietrze. To była ciężka walka mimo posadowienia się w zaciszu motocykla, który jako pierwszy przyjmował silne uderzenia wiatru. Po chwilowej walce i świetnej współpracy, namiot złożony. To co zdążyło się podsuszyć podczas snu już zdążyło przyjąć odpowiednią dawkę wody. Szybko udajemy się pod słynny globus aby sprawdzić czy dziś jest lepiej z widocznością. Później do wnętrza budynku owinąć się workami przed kolejnym etapem podróży.







Tuż przy wejściu pewien pan z obsługi podchodzi do nas z zaskakującym pytaniem.

Obsługa: Czy to wy spaliście w namiocie?
Burza myśli. Będzie mandat, bo rozłożyliśmy się w złym miejscu? Powiedziano nam, że można rozbić na parkingu, na którym płynęły potoki wody. My wybraliśmy odrobinę bardziej suche miejsce aby oprócz deszczu woda nie zalewała nas jeszcze od spodu.
Cóż najwyżej będziemy musieli się pogodzić ze słonym mandatem, w tym mało gościnnym dla nas miejscu.

Odpowiadamy (Tamara): TAK.

Obsługa: W takim razie zapraszam was na kawę.

Tym samym nasze ubieranie się w foliowe worki i wyjazd zostały odroczone w czasie. Turystów brak a oczekiwana kawa i herbata pojawiła się w ratach ostatecznie po ok. 30 minutach. W międzyczasie w części restauracyjnej pojawił się motocyklista. Mówił tylko po francusku. Mimo to jakoś udawało nam się dogadywać. Facet ze szronem na głowie opowiada nam jak wyruszył z Francji i robi trasę niemal wokół całej Europy. Zaplanował zrobić około 20 000 km. Na wieść, że jesteśmy z Polski pokazał nam swoje zdjęcia z kraju nad Wisłą. Opowiadał też wiele o swojej maskotce, bez której nie rusza się na krok. Tutaj wielu szczegółów niestety nie udało nam sie zrozumieć. Zbyt specjalistyczne słownictwo sprawiło, że snuliśmy jedynie domysły o czym do nas mówi.



Miło się gaworzy, jednak na nas najwyższy czas. Herbata dla Tamary dotarła szybko, jednak ja na swoją kawę musiałem jeszcze chwilę poczekać. Może tak tu mają z darmówką. Tak czy siak darowanemu koniowi ... Po wypiciu zaskakującej kawy zaczynamy się ubierać i w drogę. Nasz francuski kompan trzymał się przy nas cały czas. Trudno mu było sobie odpuścić sesji zdjęciowej tak umundurowanych motocyklistów. Jak widać ubranie też może cieszyć :-)







W pogodzie bez zmian. Po wyjściu na zewnątrz momentami masakrycznie wieje. Psa by nie wypędził w taką pogodę. My jednak musimy wracać.
Po dotarciu do motocykla okazuje się, że porywisty wiatr przewrócił nasz motocykl. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Motocykl postawiony na asfalcie w wyniku podmuchu wiatru wsparł się na aluminiowym kufrze. Miał trzy punkty podporu tylne koło+podnóżka boczna+kufer z przednim kołem w powietrzu. Solidna robota - dzięki brat za pancerne Pakunki i bezbolesny upadek motocykla. Można rzec, szczęście w nieszczęściu. Kto wie co mogłoby się stać po upadku tego kolosa na krawężnik.



Nie zwlekając wsiadamy na nasz sprzęt z nadzieją, że teraz będzie już tylko z górki. Nie mogłem jednak zaznać spokoju z powodu paliwa w baku, którego miało nam wystarczyć do stacji benzynowej odległej o około 180 km. Wszystkie moje obawy podyktowane były silnie wiejącym bocznym wiatrem zarówno w drodze na Nordkapp jak i z powrotem. Z małą różnicą, dzisiaj wieje zdecydowanie mocniej. Takie warunki nie dawały mi spokoju. Do tego trzeba bardzo uważać, szczególnie przy mijankach z autobusami. Chwilowe odpuszczanie silnego bocznego wiatru, po czym silne uderzenie. Trudno utrzymać motocykl na tym samym pasie a przy zbyt bliskiej jazdy przy poboczu można wylądować w przydrożnym rowie. Chwila nieuwagi i po chwili w próżni można wjechać w pojazd jadący z przeciwka. Szczególnie niebezpieczne miejsca są w zakrętach, których wiele na trasie. Widocznie ta nadbrzeżna trasa tak ma. Wspominając z innych podróży, z tak silnymi i stałymi w pewnych porach roku bocznymi podmuchami wiatru spotkaliśmy się jeszcze w jednym miejscu na świecie. Stepy pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym, to obszar z równie uporczywymi, silnymi i gwałtownymi podmuchami wiatrów. Na stepach w Kałmucji nasz motocykl również został powalony przez wiatr. W tamtym przypadku poleciał na Hondę GoldWing 1800 >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/forum/index.php?topic=4566.msg4707#msg4707



Droga powrotna

Podczas jazdy długo trzymał się nas norweski motocyklista. Widziałem go w lusterkach. Odstawał jedynie w zakrętach. Z obawy o paliwo starałem się utrzymywać równe tempo. Cały czas odliczałem pozostałe kilometry do przydrożnej stacji benzynowej. Odliczałem również przejechane kilometry od momentu włączenia się rezerwy. Miało być dobrze. Pesymistycznie na styk. A jednak. Około 30 km do stacji benzynowej zabrakło nam paliwa. To nasz pierwszy raz, kiedy na rezerwie udało nam się przejechać jedyne 52 km. Deszcz, wiatr i włączone ogrzewanie manetek dołożyły się do faktu, którego chciałem uniknąć.


Podziwiamy widoki



W takim przypadku łapie nas złudzenie, że być może ktoś wiezie odrobinę paliwa. Na wierzchu mamy kanister służący nam za turystyczny prysznic. Chwytamy go do ręki i wyma[słowo niecenzuralne]emy wymownym gestem do przejeżdżających pojazdów. Niestety, bez efektu. Każdy omija nas jak trędowatych. Pchamy więc motocykl do przodu. Deszcz, wiatr i w końcu jakaś zatoczka. Poniżej domek. Schodzę z nadzieją, że ktoś w nim jest i z całą pewnością posiada odrobinę paliwa chociażby do łodzi rybackiej. Wszystko zamknięte. Zmoknięci, trędowaci zaczynamy dalej pchać motocykl. Niestety pod górkę idzie zdecydowanie gorzej. Oprócz deszczu, dopada nas wilgoć pochodząca od ciała. Pot jest efektem przegrzania organizmu. To typowa forma skutecznego chłodzenia ciała. Niestety, mało przydatna i pożądana podczas jazdy motocyklem. Kiedy jest upał, to normalne. Natomiast w temperaturze poniżej 10 °C, jazdy w deszczu i do tego silnie wiejącego wiatru, jest to jak prośba o złapanie infekcji. Jakie jednak mamy wyjście widząc tą znieczulicę obojętnie przejeżdżających pojazdów. W końcu zatrzymują się dwaj włoscy motocykliści. Niestety wszystko mają tak zabudowane, że trudno cokolwiek wskórać bez dodatkowego wężyka. Pchamy dalej. Momentami z górki, możemy chwilę odpocząć.
Przekora losu
Jeszcze przed chwilą wyprzedzaliśmy tego niezmordowanego rowerzystę. Teraz on w przeciwdeszczowej pelerynie wyprzedza nas. Widok i uczucie - bezcenne.



Pchamy dalej, 3 km za nami. Przed nami jeszcze ... ?
Zatrzymuje się kolejny motocyklista. Tym razem para ze Szwajcarii. Po nakreśleniu naszego problemu wszystko stało się jasne. Paliwo wydobędziemy z baku, jednak potrzebujemy wężyka. My zrezygnowani machamy bezskutecznie. Bardziej zdeterminowany Szwajcar zastępuje drogę jednemu, drugiemu, trzeciemu pojazdowi w celu zdobycia wężyka. W tym ostatnim jest karbowany wężyk do dmuchania materacy. Sprawdzamy czy wejdzie do baku. Tak. Odcinamy kawałek a kierowca pojazdu odjeżdża.

Cdn ...
55
Powitalnia / Odp: Witam
« Ostatnia wiadomość wysłana przez siCk_BoY_ dnia Marca 03, 2020, 12:04:43 am »
Witaj na forum. LwG.
56
Powitalnia / Odp: Witam
« Ostatnia wiadomość wysłana przez arturlubaczow dnia Marca 02, 2020, 09:48:16 pm »
Powitać

Wysłane z mojego SM-G390F przy użyciu Tapatalka

57
Zloty - imprezy - wyjazdy / Odp: X Nasze Wyprawy Motocyklowe - Narol 21-23.02.2020
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Glazio dnia Marca 02, 2020, 12:47:23 pm »
Witam ponownie.
Trochę to trwało zanim udało mi się wszystko poskładać w całość. Silne prochy (kto był na wydarzeniu ten wie o co chodzi) nie ułatwiają mi życia, a tym bardziej sensownego myślenia.
Stąd składanie wszystkiego w całość trochę trwało.

Dla zainteresowanych całością relacji z wydarzenia podaję link do lektury >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/19837/po-imprezie-x-nwm/

oraz kilka zdjęć:











































Dla kogo zabrakło miejsc, były dostępne z drugiej strony ekranu :-)





Na zakończenie muzycznie



Pełna relacja, zdjęcia, fragmenty wypowiedzi na żywo, wywiad do radia itp. w pełnej relacji na stronie organizatora >>> https://www.radiator-mototurystyka.pl/19837/po-imprezie-x-nwm/

Wszystkim uczestnikom wielkie dzięki za wizytę. Liczę, że zaspokoiła mały głód do podróżowania.

Do zobaczenia za rok.

Szerokości.
58
Zloty - imprezy - wyjazdy / Odp: X Nasze Wyprawy Motocyklowe - Narol 21-23.02.2020
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dangerousrider dnia Marca 01, 2020, 08:46:50 pm »
Warto posłuchać wywiadów z prelegentami przeprowadzonych przez Polskie Radio Rzeszów.
Link do audycji:
https://www.radio.rzeszow.pl/audycje/29469/nasze-wyprawy-motocyklowe?fbclid=IwAR05owFkQytlz0CTaE5PruZebxAn3WwQ-DoNlr60nb2bu318dOMusWqMnTQ

Gratuluję organizatorom super imprezy.  ;)
59
Powitalnia / Odp: Witam
« Ostatnia wiadomość wysłana przez dangerousrider dnia Marca 01, 2020, 09:40:57 am »
Raz miałem przyjemność zapuścić się na Roztocze motocyklem. Nawet udało się pojeździć SCOT-em

Niestety nie pamiętam w jakiej to było miejscowości. Poza tym macie super lasy, szumy i kamieniołom. Będę musiał powtórzyć wypad w tamte rejony.
60
Powitalnia / Odp: Witam
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Jaco dnia Lutego 29, 2020, 10:39:15 pm »
Cześć! Witamy i zapraszamy nie tylko na forum ale i ponownie na roztocze tym razem na moto!
Strony: 1 2 3 4 5 [6] 7 8 9 10