Aktualności: W związku obecnie obowiązującymi przepisami RODO prosimy o zapoznanie się z Polityka prywatności i Polityką cookies pod adresem https://www.radiator-mototurystyka.pl/polityka-prywatnosci/
Kwietnia 20, 2026, 03:55:21 pm

Autor Wątek: Wyprawa do Gruzji  (Przeczytany 21442 razy)

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 818
  • Karma: +8/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #15 dnia: Sierpnia 11, 2010, 12:36:18 am »
Właśnie niedawno się dowiedziałem, że zdarli z nich straszne pieniądze za prom bo jakoś 540 dolarów i przetrzymali ich 4 dni Jakieś problemy były. Później Głazio pewnie wszystko opisze, ale mały cyrk wyszedł chyba. Podobno nawet ich przesłuchiwali :) jak przygoda to przygoda :)

Offline bwh

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 188
  • Karma: +6/-0
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #16 dnia: Sierpnia 11, 2010, 10:57:18 am »
My narazie bez przygod, ;) Juz jestesmy w Styrczy na Moldavi. Karpaty na UA i RO za nami, w tym wesoy cmentarz w Sapancie ;)

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 818
  • Karma: +8/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #17 dnia: Sierpnia 11, 2010, 02:21:27 pm »
W takim razie szerokości i ciekawych przygód (niekoniecznie takich jak Głazie) :)

Offline bwh

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 188
  • Karma: +6/-0
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #18 dnia: Sierpnia 13, 2010, 09:38:49 am »
Drobna przygoda juz byla, na Nadniestrzu. Dostalismy turystyczna bezplatną wize (wjazd bo to trudno nazwac wiza do kraju ktorego nie ma na mapach) na 10h i w drodze z Raszkowa do Slobody Raszkowskiej padlo cisnienie na wtryskach. Ale sytuacja opanowana byla na drodze i powrot na granice w czasie. Mamy wykupiony wjazd na Nadniestrze na 30 dni takze do Odessy jedziemy przez Tyraszpol.. Start w dalszą drogę jutro skoro swit..

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #19 dnia: Sierpnia 14, 2010, 02:56:23 pm »
Wróciliśmy - bogatsi o nowe doświadczenia.

Gruzją jesteśmy oczarowani i zachwyceni.

 
Kiedy zapakowaliśmy się na prom do Kerczu łezka w oku się zakręciła. Może tylko my doznaliśmy takiej gościnności Gruzinów. Spotkaliśmy wielu Polaków, którzy mieli podobne doświadczenia (wśród nich jeden z Lubaczowa mieszkający obecnie na śląsku). Gruzini są po prostu niesamowici-brak słów by to opisać.
Zacytuję tylko jeden ze szczególnych momentów - zatrzymaliśmy się przy jednym z przydrożnych straganów z warzywami - Jeden Pan zrobił taki raban, że nie chcąc nic kupować, musieliśmy wziąć śliwki, jabłka i inne produkty (za free) - a cytat brzmi tak \\\"Zdjes nie Rasija, tu nie nada za wsio platit\\\"
czyli
\\\"To nie Rosja, tu nie za wszystko trzeba płacić\\\". I w takim oto skrócie podsumowałbym to czego doznawaliśmy każdego dnia w Gruzji. Polaków traktują jak najlepszych przyjaciół - oby nikt kto tam będzie jeździł nie pozostawił po sobie złej pamiątki.
Gruzińska droga wojenna - tam po prostu trzeba pojechać - widoki niesamowite jeśli ktoś kojarzy Rumuńską trasę Transfogaraską.

Prom. Przyjechaliśmy do Poti wieczorem. Oczywiście nieoceniona pomoc Gruzinów. Załatwiamy bilet w 3 h. Prom odpływa jutro rano.
Decyzja zapadła płyniemy promem mimo przerażającej nas ceny - nie chcemy wracać przez Turcję. Płacimy 530 $.
Prom oczywiście Ukraiński - mieliśmy odpłynąć rano - ruszamy pod wieczór (Ukraińska punktualność). Następnego dnia stoimy na morzu 8h. Dopływamy do Kerczu. Odprawa celna 11 pasażerów trwała bagatela 8h. Przejazd przez mostek (trap 3-5 m) kosztuje kolejne 30 $. My wyjechaliśmy inni jeszcze zostali - masaraksz.
Na Ukrainie też poznaliśmy wspaniałych ludzi - zaprosili nas do siebie na ruski samogon i nie tylko. Było super.
Ukraina lubi jednak zostawić po sobie zły ślad - mandaty (czytaj łapówki). Można przejechać całą Europę nie płacąc nic - na Ukrainie mi się to jeszcze nie udało. Zdobyłem tam jednak kolejne doświadczenie - nie zatrzymałem się do kolejnej kontroli. Dreszczyk emocji i bez żadnych konsekwencji - zatrzymamy innego jelenia.
To tak na zakończenie. Dłuższa relacja - wkrótce.

BWH - już niestety się nie spotkamy na Krymie - szerokości. Szczęśliwego powrotu i do zobaczenia u Ciebie na imprezie. Tam zdamy szczegółowe informacje. Czekamy też z niecierpliwością na Twoje.

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 818
  • Karma: +8/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #20 dnia: Sierpnia 14, 2010, 05:31:12 pm »
Czyli przygoda udana :) My w Hiszpanii i Portugalii nie mieliśmy takich :) Czasami jedynie z dogadaniem się bo nie wszyscy hiszpanie mówią po angielsku :) ja niestety nie potrafię po hiszpańsku :) za rok lub za dwa kolejna wyprawa na półwysep iberyjski. Tylko wtedy już może motocyklem :)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #21 dnia: Sierpnia 15, 2010, 11:11:58 am »
KRÓTKA RELACJA

Na początek:
jedziemy sami Tamara i ja. Moto BMW R 1150 GS.
Długość trasy motocyklem 6651 km do tego ok. 420 drogą morską (prom Poti (Gruzja) - Kercz (Ukraina)).
Planowo nie zwiedzamy nic aż do Gruzji, ponieważ kraje na naszej trasie już odwiedzaliśmy.
W Rumunii trafia nam się jedno miejsce w ramach naszych zainteresowań - wulkany błotne (Vulcanii Noroiosi) koło miejscowości Buzau.
Na zdjęciu wulkan.

Potem - Morze Czarne - nocleg w Vama Veche (kończą się tam już czasy dla hipisów). Zgubiona śrubka od stelaża motocykla-pomoc kolegów motocyklistów z Rumunii. Ruszamy do Bułgarii. Po drodze spotykamy ok. 10 motocykli BMW R 1200 GS z Łańcuta - kawałek jedziemy razem. Nocleg koło Carewa na dzikiej plaży.
Turcja - po prostu gonimy. Kierowca samochodu na zablokowanej przez nas bramce potrąca moto - przewracamy się (bez zadrapań). Koniecznie musimy kupić kartę na autostrady - wyskakujemy z 30 Euro. Nocleg na dziko za Samsunem.
Gruzja - Batumi/Makhinjauri - nocujemy u Pata.


Port w Batumi - trzy Tamary ...

Wieczorem syta kolacja - świeży pstrąg i chaczapuri. Nie podołaliśmy i część zabieramy ze sobą. Jedzenia dają naprawdę dużo-i tanio.
Następny wieczór - jemy i pijemy już za darmo. SZOK ? Nie, to dopiero początek. Rano koniecznie musieliśmy przyjechać na chaczapuri - na drogę. Dostajemy propozycję nie do odrzucenia - zostańcie u nas 10 dni - wszystko za darmo - tylko nie jedźcie dalej...ruszamy w głąb Gruzji.
Sklep w drodze między naszą kwaterą a barem :-)

Początkowo jedziemy drogą asfaltową. Sporo nowości jak dla nas - wszechobecne krowy są wszędzie nawet na ulicach i nie wzruszają ich przejeżdżające pojazdy. Atrakcji masa, ruiny różnej maści.
Prawie 1000. letni most Dandalo

Droga powoli zmienia się w szuter, momentami ciężki szuter poprzecinany strumieniami i różnymi ciekami wodnymi włącznie z osuwiskami. Na trasie sporo studzienek (coś w rodzaju kranów, z których ciągle płynie zimna woda-w tym upale to naprawdę zbawienne). Co chwilę napełniamy butelki (jej picie przebiegało bez żadnych rewolucji żołądkowych (bynajmniej u nas)).
Przy jednej ze studni - Gruzini zawsze chętni do pomocy - w tle wracający z robót.

Jedziemy coraz wyżej w górach. Zatrzymujemy się by wdziać swoje ubrania moto - robi się chłodno. Kolejni chętni by nam pomóc jadący samochodem.

Inni napotkani młodzieńcy - początkowo biegnący za nami - teraz przechodzą ... :-)

Jedziemy dalej - zatrzymujemy się przy jednym z ciekawszych wodospadów - oczywiście woda przepływa przez drogę. Foto pomagają nam zrobić zwiedzający Turcy. Pytają skąd przyjechaliśmy, czy na pewno na moto i stwierdzają, że jesteśmy (CRAZY) zwariowani.

Niedaleko Chertwisi zaczyna się znowu asfalt. Dojeżdżamy do Chertwisi - znajdujemy miejsce na nocleg tuż pod królewską twierdzą za przydrożnym sklepem.


Gospodarz Giorgi (student z Tbilisi) ciągle nam towarzyszy i pomaga. Konsumujemy dziadkową wódkę 60% - wznosi długie toasty (nie należy mu wtedy przerywać) - jest tzw. tamadą.
Po konsumpcji oprowadza nas po okolicy i pokazuje swoje? uprawy ...
Te na zdjęciu małe ale w ogrodzie 3 metrowe :-)

Dzień następny - chcemy zapłacić za nocleg - jednak nie chcą przyjąć żadnych pieniędzy. Dziękujemy i jedziemy dalej.
Wardzia - spore miasto skalne z 13 poziomami, tunelami ... jedna z ważniejszych atrakcji. W tle skalne miasto Wardzia - otwory jak w plastrze miodu :-)
Nieopodal znajduje się inne skalne miasto Wanis Kwabebi - chcemy podjechać motocyklem - wywrotka - zbyt stromy podjazd powoduje, że motocykl zaczyna nam się osuwać w dół stoku (małe zadrapania i osty w d....).
Jedziemy dalej - zaczynają się ciężkie górskie szutry z serpentynami i innymi niespodziankami. Chcieliśmy dotrzeć do Dmanisi i mimo pomocy tubylca, który swoim terenowym nissanem patrolem pokazuje nam bardzo ciężki skrót - zostawia nas przed najgorszym - nie dojechaliśmy. Po drodze stada krów i wiosek pasterzy, w których z powodu zapachów nie chcemy nocować. Zatrzymujemy się w owczej wiosce gdzie ... ? Niedaleko Dmanisi - w nocy pytamy o nocleg. Bardzo mili starsi państwo chcą nam dogodzić - pytają czy nam czegoś nie trzeba - jak mówimy, że wszystko mamy z niedowierzaniem przychodzą i nadal pytają - podobnie rano. Żegnają nas jak wszyscy do tej pory - żarliwie machając.
Przed nami spory kawałek do pokonania - z powodu jakości dróg zaczynamy redukować nasze plany zwiedzania. Docieramy do Dmanisi - robimy fotki zaglądamy na wykopaliska, na których wykopano ludzkie szczątki sprzed prawie 2 mln lat.
Kawałek asfaltu potem 80 km do Tbilisi szutry (kładą obecnie asfalt) dobrej jakości - pocinamy na nich ok. 100 km/h jadąc wolno za bardzo nosiło i ręce nie wytrzymywały. Potem w miarę dobre drogi więc ku naszemu zdziwieniu dojeżdżamy do Sihnahi. Pierwsze piękne miasteczko na naszej trasie (czego nie możemy powiedzieć o rozkopanym Batumi gdzie piesi na przejściu walczą o życie chcąc przebrnąć na drugą stronę). W Sihnahi nocleg proponuje nam przemiły Pan Policjant (ze świecą - nie znajdziecie u nas takiego). Gościł u siebie Polaków, których oprowadzając po mieście prowadził z żalem na marszrutkę. Kasy za nocleg nie przyjął, ugościł ich i suto zakropił im kolację. Zanim z niechęcią się ich pozbył przyprowadził do nas pod restaurację, w której spożywaliśmy gruzińskie potrawy. Polacy od lewej koleżanka z Biłgoraja i dwaj koledzy z Jarosławia - pozdrawiamy :-)
Jedziemy dalej - o dziwo idzie dobrze, bo i drogi lepsze. Mamy ambitny plan dojechać do Ananuri. Po drodze tradycyjny już dla nas widok - wieczorne oczekiwanie kierowców na mycie swoich cacek w potokach i rzekach.
Nie możemy znaleźć katedry Alawerdi ale docieramy w końcu do jednej z najwyższych świątyń Kaukazu. To znak, że drogi będą różne. Tak też było - nie dojeżdżamy tego dnia do Ananuri. Pytamy o nocleg w okolicy Tianeti tradycyjnie w sklepie - i mamy. Tu słyszymy, że nie możemy rozbić namiotu ponieważ Gruzini nie przyjmują tak gości. Dostajemy pokój (wielką halę z łożem małżeńskim). Kolację (sałatkę z arbuza) i internet. Widzimy przerażające obrazki w gruzińskiej TV jak wyglądała wojna w Południowej Osetii (przerażające - Rosjanie strzelali w głowy dzieciom jak na egzekucji). Słyszymy też powtarzającą się w ustach Gruzinów teorie dot. śmierci naszego prezydenta.

Tak w Gruzji wygląda łączność ze światem - nawet w zabitych deskami wioskach.
Cd. dalej >>>

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #22 dnia: Sierpnia 15, 2010, 05:54:59 pm »
Cd. relacji :-)
Oczywiście dla wytrwałych - a jeszcze bardziej wytrwali niedługo będą mogli poczytać nieco więcej w wakacyjnych wyprawach.

W okolicy Tianeti. Budzimy się - już czeka na nas kawa. Rozmowy - Tamara rzuca gospodyni komplement związany z ogrodem za co otrzymuje na pożegnanie wiązankę kwiatów. Nie chcą od nas przyjąć żadnej kasy za nocleg (jak zwykle), pytamy czy możemy kupić u właściciela wino - za to też nie możemy zapłacić (otrzymujemy 1,5 l butelkę do degustacji na drogę). Zakłopotani szukamy czegoś co możemy zostawić. Dajemy od siebie chustę arafatkę (całe szczęście ku naszemu zadowoleniu przynajmniej tyle przyjęli - a że na moto nie zabiera się raczej zbędnych rzeczy więc nie mieliśmy zbyt wiele do zaoferowania).
Tamara podczas degustacji jeszcze sporych domowych zasobów wina oraz gospodarz, który 2 tygodnie wcześniej gościł również ekipę z Polski - na rowerach. Kolejny punkt zwiedzania - Kutaisi - jedno z najstarszych miast na świecie z zabytkową katedrą Bagrati (niestety w remoncie) udajemy się więc do restauracji, by odetchnąć od upału i oddać się degustacji innych gruzińskich potraw.
Zdjęcie bukietu, który długo z nami jechał mimo pyłu, trudnej szutrowej, krętej i wyboistej górskiej drogi (w tle).

Dojeżdżamy do twierdzy w Ananuri i na wiadukcie tuż przed nią tradycyjny widok. Żywe rondo - nie wiedzieć dlaczego krowy w tym kraju bardzo uwielbiają przebywać na mostach o czym świadczy gruba warstwa odchodów. Nocą same podążają do domów - na oślep - trzeba na nie uważać - jedną z powalonych przez pojazd krów widzieliśmy w przydrożnym rowie - obok zbiegowisko i policjant. Śmiało można powiedzieć, że krowy w Gruzji są jak \\\"święte krowy\\\" w Indiach z małym wyjątkiem - ich mięso oraz cieląt jest przysmakiem w tym kraju. Żywe rondo - dużo większa część stada obok nas.

Malowniczo położona nad wodami zbiornika Żinwalskiego twierdza Ananuri. Można powiedzieć, że tak naprawdę od tego miejsca zaczyna się Gruzińska Droga Wojenna.

W większości zamków w Gruzji w tym Ananuri - wstęp za darmo. Wchodzimy gdzie chcemy (wieża widokowa, podziemia ...) - tylko nieliczne obiekty mają wejściówki (bilety) w granicach 5,50zł (3 lary). To na prawdę niewiele.


Kolejny etap to GRUZIŃSKA DROGA WOJENNA, która właściwie ciągnie się od Tbilisi do Władykaukazu. Zaprojektowana przez polskiego inżyniera. To odrębny rozdział, o którym można pisać, pisać ... Jest malownicza z licznymi przepaściami, źródłami, źródłami wód mineralnych, przeróżnymi wodospadami. Po prostu ogrom tych gór nas urzekł. Zdjęcia tego nie ukażą - tam po prostu trzeba być i zobaczyć na własne oczy. Możliwości zwiedzania też są ogromne. Polaków również nie brakuje. Widok na Kaukaz - ogrom tych gór dopiero przed nami. Telefon do domu. Zachwyceni Gruzją zapominamy o całym świecie :-) Jesteśmy coraz wyżej.
 Brakuje słów, by to opisać - zatyka dech w piersi ... Okazały i ciekawy wodospad. U jego podnóża w studzience można się napić, uzupełnić butelkę naturalnie gazowaną wodą mineralną. Jako geograf wyjaśnię sposób powstania tej ciekawej kolorystycznie formy. Powstaje w skałach wapiennych, które woda zawierająca dwutlenek węgla rozpuszcza. Wydostając się na powierzchnię (ochładzana) wytrąca się z niej węglan wapnia tworząc malownicze nacieki. Można się po nich poruszać - przyczepność doskonała :-) Okazały i ośnieżony szczyt Kazbek 5033 m.n.p.m. oraz Tsminda Sameba XIV-wieczny kościół - symbol Gruzji. Po drodze przejeżdżaliśmy Przełęcz Krzyżową - na słupie 2395 m.n.p.m. wg mapy 2379 m.n.p.m.

Dotarliśmy do granicy z Rosją. Bez wizy nie mogliśmy przejechać. Co okazało się później? Mimo otwartego przejścia granicznego nasi koledzy z Łańcuta (poznani wcześniej) jadący na BMW, posiadający wizy rosyjskie nie zostali wpuszczeni. Wrócili więc do Trabzonu (Turcja), by przepłynąć promem do Soczi (Rosja). Na razie nieznane są mi losy tego rejsu.
Opuszczamy tą piękną drogę i nocujemy w Mccheta. W tle za nami od lewej (3 obiekty na liście UNESCO) na wzgórzu monastyr Dżwari, w środku lekko na prawo Katedra Sweti Cchoweli i po prawej cerkiew Samtawro.
Jedziemy dalej. Gori - to właśnie tutaj urodził się i ma swoje muzeum Stalin. Nas jednak bardziej interesowało położone w pobliżu kolejne skalne miasto Upliscyche założone w epoce brązu i dawna rezydencja gruzińskich królów. Z daleka nie wygląda okazale jednak jak zaczyna się zwiedzać poznaje się jego prawdziwe rozmiary. Kolejny punkt zwiedzania - Kutaisi - jedno z najstarszych miast na świecie z zabytkową katedrą Bagrati - niestety w remoncie. Postanawiamy więc udać się do restauracji na degustację kolejnych gruzińskich potraw. Przetrzymujemy najgorszy upał.
Jedziemy do Poti. Docieramy wieczorem prosto na nabrzeże portowe. Tam otrzymujemy kolejną pomoc. W ciągu 3-4 h załatwiamy najważniejsze - bilet na prom Ukrferry, który odpływa jutro rano(płatne tylko w $). To wszystko z pomocą bardzo miłego Pana pracującego w porcie. Zamieniamy gotówkę na $ resztę wybieramy z bankomatu (ciekawostka - w tamtejszych bankomatach można wybrać lary oraz dolary). Otwieramy zamknięte już biura, ściągamy księgową i wielu innych pracowników oraz innych cudów. Wydajemy 500 $ (140$ za osobę+100$ motocykl+opłata portowa/celna?(reszta)). Zostajemy zawiezieni na zakupy. W tym czasie naszego moto pilnuje 2 jego pracowników. W końcu odstawieni na odprawę. Tam zostaje nam tylko gorące pożegnanie, uściski i całusy. Wjeżdżamy na prom towarowy, który zabiera maks 12 osób. Nocleg - kajuta z klimą.
Jak to bywa na Ukrainie (czytaj ukraiński prom) mieliśmy odpłynąć rano, wypływamy pod wieczór.
Pożegnanie z Gruzją z łzami w oczach. Takich ludzi długo nie spotkamy.
Płyniemy całą noc. Nad ranem stoimy na otwartym morzu do 15.00 nie wiedząc dlaczego. Znowu płyniemy - czas spędzamy na wypatrywaniu kolejnych stad delfinów, jedzeniu i spaniu. Prom okazał się oazą życia dla wielu ptaków, owadów i kto wie jakich jeszcze zwierzątek. Na promie spędzamy 3 noce a mieliśmy być następnego dnia. Jeszcze trochę a zaliczylibyśmy kolejną nockę. Do portu mieliśmy wpłynąć o 6.00 (rano) ruszamy po obiedzie. Wpływamy. Czekamy na celników - odprawa 11 osób (pasażerowie) trwa 6h. Jakieś dziwne przesłuchania, pytania i ... Wszystko przez jednego służbistę, który podwładnego pytał o wszystko (nawet o litery na klawiaturze) - masaraksz. Wyjeżdżamy z promu - kolejna opłata za zjazd na nabrzeże (ile bramek tyle opłat - wyskakujemy z kolejnych 30 $ - w sumie 530 $). My wyjeżdżamy - inni zostają - bo lista pasażerów nie dotarła, Ormianie musieli załatwiać zieloną kartę w zamkniętych już biurach i wiele innych niespodzianek ... :S
Ruszamy nad Morze Azowskie. Dojeżdżamy - rozbijamy namiot a tu plaga owadów (komary, muszki, modliszki, szarańcze i nie wiemy co jeszcze). Męczymy się więc w namiocie zamiast spać na plaży.

Następnego dnia obok rozbijają się bardzo mili Ukraińcy z Krymu. Zapraszają nas na kolację, potem śniadanie, arbuza oraz do siebie na ruską imprezę z samogonem. Chcą byśmy zrezygnowali z wyjazdu do Koktebelu. Ulegamy pokusie.  W gościnie na plaży - Morze Azowskie.
Nie żałujemy suto zastawionego stołu z napojami. Wymieniamy adresy i dostajemy zaproszenie. Zawsze możemy wpaść gdy będziemy w pobliżu - włącznie z kolegami. Następnego dnia wyruszamy w kierunku Lubaczowa. Cel dotarcie do domu (ponad 1200km). Po drodze - jak to bywa na Ukrainie - milicja/mandaty (czytaj łapówki).
Można objechać całą Europę bez mandatów a i tak zapłacisz na Ukrainie. No i zapłaciłem. Nie ma się czym chwalić, ale za drugim razem już się nie zatrzymałem. Było ciemno więc korzystając z osłony nocy liczyłem na to, że mnie nie dogonią na swoich cudownych drogach cudownymi maszynami. Tak też było. Nawet do nich nie wsiedli. Sprawdzone drugi raz (jednak nie polecam testowania).
Dreszczyk emocji ogromny. Z tego powodu postanowiliśmy przenocować nieopodal drogi i w sobotę 14.08.2010 r. przed południem dotarliśmy cało do domu.

Na sam koniec chcieliśmy podziękować Gruzinom za to, że przyciągnęli do nas kawałek nieba. Może faktycznie u nich jest do niego bliżej.
Z całego serca dziękujemy.

Chciałem też podziękować mojej ukochanej żonie za wytrwałość. Mieliśmy spore jednodniowe przebiegi, za to te mniejsze bardziej wymagające ... Warto mieć takiego towarzysza podróży.

Uwaga dla turystów. Jadąc do Gruzji i okolic warto znać język rosyjski. Angielski przydaje się sporadycznie (może na lotnisku - nie byłem więc nie wiem :-)). Z innych źródeł wiem, że wizę do Armenii można kupić na granicy - koszt ok. 10-15 $ taniej niż w Polsce. Granicę Rosji z Gruzją jeżeli uda się przekroczyć to właśnie w takiej kolejności. Mam nadzieję, że za rok to się zmieni. Za błędy przepraszam :D

Offline KamilOo

  • Pełnoprawny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 175
  • Karma: +1/-0
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #23 dnia: Sierpnia 16, 2010, 12:14:50 am »
Przeczytałem i mógłbym czytać i czytać i czytać... Gratuluje Wam takiej wyprawy bo jest to coś pięknego. Życzę powtórki ;) Pozdrawiam.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #24 dnia: Sierpnia 16, 2010, 09:19:23 pm »
Kolejna wyprawa już za rok ... itd.
Dopóki będą siły i chęci :D
Odnośnie długich przebiegów - to Tsarevo (Bułgaria) do Ordu (Turcja) ok. 1200 km/1 dzień.
Sadove (Ukraina - Krym) - Zolochiv (Ukraina) 1100 km/1 dzień.
Najtrudniejsze jednak były te najkrótsze odcinki w Gruzji po trudnych szutrach z niespodziankami. Te dawały się najbardziej we znaki.

Offline ŁELO

  • Młodszy użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 36
  • Karma: +0/-0
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #25 dnia: Sierpnia 16, 2010, 11:23:10 pm »
super wyprawa;) glaziu ty masz jaja z betonu ja bym tam sie bał jechac.

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #26 dnia: Sierpnia 17, 2010, 08:44:41 am »
Łelo - jak widać masz inne preferencje motocyklowe a co za tym idzie drogowe. Wolisz ulice jak stół.

Ja jak widać zróżnicowane - a na wschód bardziej mnie ciągnie, bo tam jest jeszcze tak naturalnie ... (chodzi o ludzi).

Co do jaj - nie jest tak strasznie - jak już to taką trzeba mieć d ... :D

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #27 dnia: Sierpnia 17, 2010, 08:45:40 am »
Krótko o przygotowaniach - bo takie padło pytanie na jednym forum.

Więcej fotek wrzucę później - na dana chwilę czasu brak. Po powrocie mam sporo innych obowiązków - a relację napisałem wykorzystując wolną niedzielę. Już w pracy.
Jeśli się zmobilizuję - to relacja pojawi się również na ścigacz.pl
W ubiegłym roku po wyprawie do Albanii też miała się być - ale zabrakło zacięcia i właśnie tej najważniejszej mobilizacji.

Przygotowania od strony technicznej nie były skomplikowane. Zlikwidowałem usterkę po poprzedniej wyprawie. Rutynowe wymiana oleju, filtra, świec. Ustawienie zaworów.
Do ok 9 dni przed wyjazdem jeszcze nie zdecydowaliśmy gdzie jedziemy - początkowo miała być Hiszpania i Portugalia, potem Krym (na którym byliśmy już 2 razy) i w końcu padł pomysł Gruzja - szybki zakup przewodnika (za mało) - szukanie info na necie.

Sprzęt jak co roku ten sam - 2 kufry alu (made in randal-polecam), torba (centralnie), namiot, kuchenka turystyczna + zapasowy nabój, garneczek, 2 talerzyki, 2 miski, sztućce - turystyczne, zupki chińskie, konserwy, potrzebne klucze w razie w ... Do nowego wyposażenia doszły 2, 10 litrowe kanistry plastikowe. Jeden na paliwo żeby zaoszczędzić w Turcji (cena za litr ok. 7,50zł) drugi po przeróbkach służył jako prysznic - przetestowany i udany (nie to co proponują na necie).
Najbardziej obawiałem się o zeszłoroczne opony Metzeler Tourance o przebiegu ponad 10 000 km - wytrzymały dodatkowy przebieg :D.

Jak są pytania to dawajcie - postaram się odpowiedzieć :-)

Offline Glazio

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 3 086
  • Karma: +48/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #28 dnia: Sierpnia 20, 2010, 01:17:28 pm »
Mapa z trasą przejazdu:

Trasa w Gruzji:

Offline siCk_BoY_

  • Administrator
  • Hero
  • *****
  • Wiadomości: 1 818
  • Karma: +8/-3
O:Wyprawa do Gruzji
« Odpowiedź #29 dnia: Sierpnia 22, 2010, 12:41:04 pm »
Tą mapkę z trasą przejazdu mógłbyś troszkę powiększyć bo słabo widać z daleka i czachę trzeba zbliżać do monitora żeby dokładniej zobaczyć. nie każdy ma tv zamiast monitora :P