Żyję.... była to najdramatyczniejsza przygoda mojego życia, plecy mam ubite po 2 glebach z konia. I nie wiem skąd podrapany policzek. Szczerze w ogóle mi się nie podobało i nie widziałam niczego zabawnego w pobitym woźnicy który darł się na cały las i zamęczonego konia naszymi nieudolnymi próbami powożenia.
Oby nigdy więcej czegoś takiego. Jak puściły mi nerwy w samochodzie (za co przepraszam) tak nie mogłam się pozbierać przez całą noc, dopiero nad ranem spokojnie zasnęłam.
Cieszę się że nikomu z nas nic poważnego się nie stało,(złamania, stratowanie, lub zgubienie w lesie mogłoby mieć naprawdę dramatyczne skutki.