Miałem ochotę stworzyć nowy temat w zakładce weekendowe wypady lub turystyka krajowa.
Zostaję w tym miejscu.
Umawianie na wspólny wyjazd szło jak krew z nosa. Chętnych nie brakowało ale jak to zazwyczaj bywa pogoda rozdaje karty.
Takie życie motocyklisty :-)
Umówieni na wspólny wyjazd 10.10.2015 na godzinę 9:00.
A przed wyjazdem około 6:30 ...

... na niebie grasował księżyc niczym symbol na szczycie minaretu hmmmm ...

Przed wyjazdem spojrzenie na termometr. Temperatura nie rozpieszcza o godz. 9:00 około 6 stopni na plusie ale najważniejsze, że nie pada deszcz.
W miejscu spotkania 4 motocykle. Jeden z małym poślizgiem z powodu braku przeglądu. Jak pisał Bohun dzwonił aby przypomnieć Kamilowi o przeglądzie.
Start - 10.10.2015 (sobota), godz. 9:20.

Wyruszyliśmy z 20 minutowym poślizgiem na południe przez Beskidy czyli grupę pasm górskich w Karpatach w składzie:
- Slayer
- Juno
- Kamiloo
- Tamara i Głazio.Cztery maszyny ale za to jakie :-)
Trasa wiodła nas przedpolem Bieszczad na zachód przez Przemyśl, Krosno, Gorlice, Limanową, Mszanę Dolną do pierwszego punktu zwiedzania czyli Suchej Beskidzkiej.
Po drodze nie obyło się bez tankowania. Juno zaznaczył na starcie, że tankowanie co 200 km - nie więcej. Zasobność baku faktycznie nie pozwalała mu na większe przebiegi ale o tym później.

Na postoju nastąpiło szybkie odpowietrzenie sprzęgła.

Gorąca herbatka ...

... i gotowi do dalszej drogi.

Temperatura w ciągu dnia była całkiem przyzwoita do podróżowania. Jak powiedział Sleyer
"wolę jeździć w takiej temperaturze niż w masakrycznym upale". Trudno się nie zgodzić.
Podczas pierwszego dnia podróży towarzyszyło nam słoneczko dając komfort jazdy. Temperatura była odpowiednia. W pewnym momencie osiągnęła ponad +14 stopni.
Mimo to wzbudzaliśmy i tak nie małe zainteresowanie. Na jednej stacji benzynowej ekspedientka grzejąc się do piecyka z parówkami do hot dogów zadawała pytanie czy nie jest Wam zimno ? Sezon jeszcze trwa ? Itp ...
Z uśmiecham na twarzy usłyszała odpowiedź - zapraszamy na przejażdżkę, na pewno zrobi się cieplej (jak staniemy :-)).
Niestety po drodze mijaliśmy kilka wypadków w tym jeden młody motocyklista, który nie wyhamował i wtarabanił się w tył samochodu.
Zatrzymaliśmy się na chwilę aby upewnić się czy nic mu się nie stało.
Był trochę przyćmielony, nie mógł podnieść motocykla, utykał. Postawiliśmy uszkodzoną maszynę ale najbardziej interesował nas stan kierowcy. W sprawnym rozpoznaniu nie pomagał nam rozjuszony kierowca samochodu, któremu bardzo spieszyło się na wesele.
Po zawiadomieniu odpowiednich służb ruszyliśmy w dalszą drogę.

Pierwsze oznaki jesieni były bardziej wyraźne im bardziej zbliżaliśmy się do Żywca.

Juno namówiony przez Bartka do wyjazdu nie miał ochoty rezygnować. Obiecał to jedzie. Koniec. Basta.
Parł do przodu z uśmiechem na twarzy - przynajmniej podczas postojów


Wiemy, że jest weekend i może być problem ze znalezieniem noclegu dlatego mieliśmy ze sobą odpowiedni ekwipunek na spędzenie nocy w namiotach.


Niemal po całym dniu jazdy docieramy do
Suchej Beskidzkiej. To był nasz pierwszy postój. Zatrzymaliśmy się a jakże - pod Karczmą Rzym.


Ponoć do Suchej Beskidzkiej przyjeżdża się, aby zobaczyć Zamek Suski, piękne widoki czy zabytkowy kościół udając się później na jadło do słynnej drewnianej budowli, która stoi tu od XVIII wieku.

Wchodząc do "Rzymu" trudno nie odnieść wrażenia, że czas zatrzymał się w miejscu. Panujący półmrok, skrzypiące deski, diabeł i Twardowski.
Jak przystało na karczmę - niczego nie brakuje.

To właśnie tu Adam Mickiewicz umieścił akcję ballady "Pani Twardowska". Tak, to właśnie ten Rzym, w którym biesiadował słynny Twardowski.
Kiedy mija pierwsze zauroczenie panującą atmosferą oględzinach czy aby pasujemy do tego miejsca, zasiadamy za stołem aby zamówić "szatańską" potrawę...

...a potem tylko jedzenie i motocyklistów rozmowy

Jak podane zobaczycie w filmie. Kiedy ? Nie wiem !
Menu karczmy jest równie "diabelskie" co cały jej wystrój i legenda. Specjał Twardowskiego, Lody Pani Twardowskiej, Mikstura Szatańska, Diablik Twardowskiego, Napitek Zbójnicki i wiele innych potraw brzmiących bardziej swojsko dla mniej odważnych gości.
W naszym menu znalazły się:
- specjał Twardowskiego
- żur suski
- pierogi z mięsem.
Szczególną atrakcją jest Pan Twardowski, który pojawia się na większości uroczystościach - niestety nie zapowiedzieliśmy wcześniej imprezy.
Nie zdążył wrócić z imprezy z pinokiem pozostawiając swoją drewnianą posturę.


Po jedzonku mały spacerek, czas na poprawienie fryzury ...


... pamiątkowe zdjęcie pod Karczmą Rzym ...


... spojrzenie na tutejszą fontannę ...


... i w drogę.

Jak na motocyklistów przystało, po całym dniu drogi konieczny był postój na strawę. W odwrotnej kolejności, po zaspokojeniu głodu ruszamy pod Zamek Suski zwany "Małym Wawelem". Ku naszemu zaskoczeniu Slayerek przejechał stwierdzając, że cienka ta budowla do tego jest wesele. Myślał, że Wawel to na pewno będzie większa. Aby zobrazować posiłkuję się zdjęciem z innych portali. Ja zdążyłem uwiecznić jedynie na kamerze.


Nikt nie chciał wracać aby zatrzymać się na chwilę więc mkniemy dalej. Tym razem koncentrujemy się na poszukiwaniu noclegu. Mijamy kilka, podjeżdżamy pod szykowną restaurację, hotel, spa, nie pytając o cenę jedziemy dalej.
Po dotarciu do Jeziora Żywieckiego objeżdżamy je od północy.
Tresna - Zarzecze - ten odcinek pokonujemy kilka razy w poszukiwaniu noclegu. Piękny widok na jezioro, sporo miejsc noclegowych - NIESTETY WSZYSTKIE ZAJĘTE. Odsyłani z jednego miejsca w drugie itd. zatrzymujemy się w centrum wypoczynku Odys.

Hol centrum wypoczynku Odys - całkiem przyjemny.
Tam na pewno będą miejsca. Po poprzednich, gdzie na zgrupowaniach byli zapaśnicy, tudzież inni sportowcy podobnie i tu. Miejsc noclegowych BRAK. Miła recepcjonista zaproponował pomoc, będzie wyszukiwał miejscówki, gdzie na pewno będą wolne pokoje.
Jeden telefon - bardzo nam przykro,
drugi telefon - podobnie,
- namioty w pogotowiu,
trzeci telefon - a jakże - to samo ale ...
mogę podać kontakt do moich rodziców z tego co wiem mają wolne miejsca.
Za telefon - pokoje są ale są też pytania ile par, osób ...
Skąd jesteście? Z podkarpacia.
Kiedy będziecie? Muszę wiedzieć czy odpalać termę itd. Będziemy za chwilę za 10-15 minut.
Cena za noc 30 zł od osoby zrekompensowała nam stracony czas.
Nocleg nieco na północ od Tresnej w
Międzybrodziu Żywieckim na Jeziorem Międzybrodzkim.
Po 10 minutach jesteśmy na miejscu. Z dodatkowego budynku wychodzi jakiś pan z zapytaniem kim jesteśmy ? Dzwoniliśmy przed chwilą w sprawie z noclegu. To Wy już na miejscu z podkarpacia ?
Takie są efekty głuchego telefonu - przekazanie szczątkowych informacji kończy się zazwyczaj sporym zaskoczeniem.
Jedno jest pewne - rozmawialiśmy przed chwilą z właścicielką a właściciel zdążył już podłożyć do centralnego. Czyli ma być ciepło.
Zaproponował nam rozpalenie grilla powiedział gdzie znajduje się najbliższy sklep i w drogę. Tym razem z buta. Szybkie zakupy bez uwzględniania grilla ponieważ było już dość chłodno, chyba około +5 stopni.
Po krótkim spacerze zalegamy w ciepłych już pomieszczeniach i degustujemy złociste trunki tocząc nocne motocyklistów rozmowy.
Ba, był nawet telewizorek ale fale były momentami zakłócane.


Na razie dobranoc !