Moto komin
Szutry, brody i przygody - do WerchratyKolejna z moto przejażdżek odbyła się jeszcze przed pełnymi kolorami jesieni. Z Lubaczowa do granicy z UA jest 13 km, mimo to i tak wyruszam na wschód, gdzie musi być cywilizacja a zarazem występuje sporo atrakcji.

Na start obieram kierunek na Werchratę/Horyniec-Zdrój sprawny przejazd asfaltem i tuż po opuszczeniu miasta Lubaczowa zjazd w lewo na szutrową "autostradę" z Młodowa w stronę Pilipów, koło starej strzelnicy z czasów zaboru austriackiego. Po drodze mijam pola uprawne, wśród których mój przelot i podnoszony tuman kurzu przynajmniej na chwilę odrywa wzrok rolników od prac polowych. Po skręceniu w prawo zjeżdżam w odcinek drogi trawiastej i po ponownym skręcie w prawo wracam na szuter. Przecięcie DW 867 i przez Karolówkę mknę do Borowej Góry, w której wjeżdżam na kolejną szutrową autostradę (szutry, piaski, betonowe płyty) wiodącą do Baszni Dolnej. Hmm, ponownie asfalt do Baszni Górnej, skąd kieruje się w stronę Horyńca. Na skrzyżowaniu, kontrola Straży Granicznej - przekroczenie granicy UE, stąd pierwsze pytanie "czy widziałem jakieś dziwne zachowania lub osoby, lub jeśli będę coś takiego widział, to proszony jestem o informację". Mknę dalej, początkowo asfaltem, później drogą z płyt wybudowaną przez pobliską kopalnię siarki (aktualnie zamkniętej) wjeżdżam na powiatową drogę gruntową prowadzącą przez las do Wólki Horynieckiej. Mimo braku opadów deszczu, ku mojemu zaskoczeniu pojawiły się również błotniste przeprawy. Moja lekko łysawa opona słabo wybiera trawiaste podłoża oraz błota. Na szczęście obyło się bez upadków.
Asfaltem dojeżdżam do miejscowości uzdrowiskowej Horyniec-Zdrój, gdzie kieruję się pod zabytkowy Pałac Ponińskich z XVIII wiecznym parkiem podworskim. Niegdyś siedziba PGR-u, aktualnie Sanatorium Bajka. Z tego miejsca przechodzę na drugą stronę pod Teatr Dworski, w którym raz do roku odbywa się "Biesiada Teatralna" >>>
http://biesiada.horyniec.info/teatr-dworski-w-horyncu-zdroju/
W Horyńcu jest szereg innych ciekawostek ale pobliski obiekt UNESCO wzywa mnie jeszcze mocniej. Jest to miejsce, które odwiedzam wiele razy w ciągu roku i nadal mi mało. Wjeżdżam do Radruża.








Zespół Cerkiewny w Radrużu od 2013 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, zaś w 2017 r. otrzymał status Pomnika Historii na mocy rozporządzenia Prezydenta Rzeczpospolitej. Obiekt w zarządzaniu Muzeum Kresów w Lubaczowie można zwiedzać solo, grupowo, z przewodnikiem lub bez >>>
http://www.muzeumkresow.eu/zespol-cerkiewny-w-radruzu . Wnętrze obiektu oraz zapach wiekowego drewna sprawia, że chce się tam wracać ilekroć jestem w pobliżu. Spokój, cisza, otaczająca przyroda z grasującymi w najbliższej okolicy bobrami ze swoimi budowlami powoduje, że praca wre po każdej ze stron. W tym miejscu sesja zdjęciowa obowiązkowa.




Kamieniarka Bruśnieńska - nagrobki

Kamieniarka Bruśnieńska - nagrobki

Z Radruża ponownie wracam do Horyńca przez bezdroża. Tym razem polną drogą z większą lub mniejszą ilością trawy sprawiła mi psikusa. Niespodziewana koleina, wilgotna trawa i łysawa opona wyrzuca mnie z obranego toru jazdy i ... gleba. Na szczęście bez większych konsekwencji. Dalsza część tej polnej przejażdżki pokonywana z większą ostrożnością, moim ulubionym szlakiem w niewielkim wąwozie z przeprawą przez strumień, odrobiną błotka i jazda po liściastym podłożu do parafii i klasztoru Franciszkanów w Horyńcu-Zdrój. Odrobina historii obiektu pod tym linkiem >>>
http://www.horyniec.franciszkanie.pl/index.php?page=6



Z Horyńca w stronę WerchratyNa tym odcinku trudno znaleźć inny trakt niż lichej jakości DW 867. To jeden z najgorszych odcinków drogi wojewódzkiej na podkarpaciu. Z mojego doświadczenia łatwo dochodzę do wniosku, że czasami więcej pewności w poruszaniu się dają moje przysłowiowe "szutrowe autostrady" występujące pomiędzy polami uprawnymi. Wyboistość tej drogi przypomina mi obrazki asfaltowych fałdów niczym z Ukrainy, te najbardziej niebezpieczne znajdują się na zakrętach. Jeśli ktoś planuje jazdę tym odcinkiem, to niech "asfalt" w tym miejscu będzie dla Was przestrogą.
Jadąc dalej w stronę Werchraty zatrzymuję się na chwilę w Dziewięcierzu, przy gospodarstwie hodowlanym bydła szkockiej rasy wyżynnej. Ich ubarwienie i pokaźne rogi zawsze przykuwają moją uwagę jeśli są w zasięgu wzroku.



Kolejne miejsce, do którego wiodą mnie koła, to Cerkwisko w Moczarach (Dziewięcierz). O magii tego miejsca tętniącego niegdyś życiem nieco więcej.
Za: www. or-bad.horyniec.info
https://or-bad.horyniec.info/cuda-na-moczarach/
Cuda na MoczarachPotocznie nazywa się okolicę z ruinami cerkwi Moczarami, jednak prawidłowo jest to Dziewięcierz, można nawet powiedzieć, że było to kiedyś ścisłe centrum tej wioski.
...
Żeby mieć prawidłowy widok na tę okolicę, posłużymy się przedwojenną mapą, z wycinkiem centrum Dziewięcierza. Widać na niej, że droga główna biegła inaczej niż dziś, czyli obok cerkwi, plebanii z kapliczką, i dalej do współczesnej drogi relacji Horyniec Werchrata.

Dziś kilkaset metrów od kompleksu po cerkiewnego mamy granicę, dlatego drogi zostały wytyczone w inny sposób. To jest też powód, dlaczego dziś tę okolicę lepiej nazywać Moczarami, a nie centrum Dziewięcierza.
Jedno jest pewne. Dziewięcierz, to jedna z wielu miejscowości przedzielonych sztucznie granicą. Po dziś dzień po obu stronach granicy mamy tą samą miejscowość o tej samej nazwie.Przy istniejących cerkwiach, każdy będzie miał swój typ najciekawszej i najpiękniejszej. Przy cerkwiskach, czyli miejscach, gdzie stała kiedyś cerkiew, chyba nikt nie zaprzeczy, że na skalę całego areału występowania grekokatolicyzmu, tutaj, na Moczarach, mamy obiekt numer jeden. Poznajmy historię tego obiektu, pomoże nam w tym opracowanie z
www.cerkiewne.tematy.net:
Cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Świętego powstała w latach 1837-39 r. Znajdowała się na usypanej terasie, wzmocnionej kamiennym murem z kaplicami i bramami. Cerkiew była drewniana, miała podpiwniczoną zakrystię i charakteryzowała się typowym trójdzielnym układem, gdzie każda część przekryta była kopułami.
Została rozebrana ok. 1951 roku, na skutek wcześniejszej dewastacji przez żołnierzy radzieckich, którzy jeszcze w latach 40-tych XX w. ściągnęli z cerkwi i dzwonnicy blachę. Część materiału z rozebranej świątyni wojsko użyło do budowy mostu w Horyńcu.
Do dziś przetrwały jedynie fundamenty, piwnica, krzyż wystawiony na pamiątkę misji w 1927 r. oraz kamienny mur z dwoma przeciwległymi bramami. W pobliżu cerkwiska znajduje się cmentarz greckokatolicki z zabytkowymi nagrobkami bruśnieńskimi.
Parafia w Dziewięcierzu w XIX i na pocz. XX w. wchodziła do składu dekanatu rawskiego. Drewnianą cerkiew parafialną pod wezwaniem Podniesienia Św. Krzyża ukończono w 1839 r. W latach 1840-1875 proboszczem był ks. Józef Czechowicz, a po jego śmierci syn Konstanty Czechowicz (1877-1887), późniejszy biskup przemyski. Ostatnim duszpasterzem przed II Wojną Światową był ks. Włodzimierz Hojdysz (na zdjeciu poniżej). W 1938 r. parafia liczyła 2210 wiernych, do jej składu wchodziły liczne przysiółki, takie jak: Łazy, Krynica, Sołotwina, Huski, Dolina, Śniegury, Moczary, Kowale i inne. Po ustanowieniu w 1945 r. granicy polsko-radzieckiej wieś została przedzielona pasem granicznym. Po polskiej stronie znalazła się cerkiew, zaś po radzieckiej cmentarz. W latach 1945 i 1947 miały miejsce przymusowe deportacje ludności ukraińskiej do ZSRR i na ziemie północnej Polski, opustoszałe domy zostały w większości rozebrane. We wsi pozostało zaledwie 10 rodzin.
W wyniku późniejszej regulacji granicy, w Polsce znów znalazł się cmentarz parafialny z grobem ks. Józefa Czechowicza.
Nawet jeżeli ktoś był w tym miejscu, dopiero teraz, po obejrzeniu tego zdjęcia, zrozumie, co mieli na myśli twórcy strony Apokryf Ruski, pisząc o tej bajkowej budowli:
Żadna inna cerkiew na całym areale kulturalnym bizantyjsko-ruskim w powojenne Polsce nie miała tak wspaniałego otoczenia architektonicznego w postaci murów, bram i kapliczek analogicznych jak te z Dziewięcierza.

...
Przyglądając się temu miejscu, zobaczymy wiele niezwykłych elementów, które składają się na całość. Niespotykane mury z kapliczkami, stanowią bajeczną otoczkę pięknego nieistniejącego obiektu. Dla tych, którzy szukają ciekawostek, warto się przyjrzeć schodom do obu bram, mają bardzo ciekawy zaokrąglony kształt i są zrobione z kamienia. Warto też wejść do piwnicy, umiejscowionej niegdyś za ołtarzem. Piwniczka ma małe okienko, które sprawia ciekawe wrażenie, gdy się przez nie spogląda.




Osobiście, bardzo uwielbiam to miejsce i panujący tu klimat - cisza, przyroda, strumień rozpływający się na rozległy teren tworzący moczary. Z przykrością stwierdzam, że z każdym rokiem przyroda małymi kroczkami zaciera dawną świetność tego obiektu.
Przyległy do cerkwiska cmentarz greckokatolicki jest zarazem zbiorem zabytkowych nagrobków sztuki kamieniarstwa bruśnieńskiego.





Opuszczam to magiczne miejsce stając prawie u bram Werchraty. Zanim do niej zjadę, przed przejazdem kolejowym skręcam w prawo aby przejechać przez bród. Trudno wyczuć, czy tym razem będzie przejezdny, ponieważ bobry ze swymi budowlami lubią podnosić wysokość lustra kryształowo czystej wody. Pewnego razu, gdybym w pierwszej kolejności nie sprawdził głębokości wody wchodząc uprzednio pieszo do strumienia, zapewne utopiłbym pojazd, którym chciałem przejechać. W takich przypadkach najważniejsze jest gruntowanie przed wjechaniem pojazdem sporadycznie odwiedzanych brodów. Tym razem przejazd był możliwy, choć tydzień temu wysokość lustra wody była nieco niższa.



Bobry nie próżnują a wzdłuż ostatniego odcinka drogi, co chwile można podziwiać ich budowle, które zdecydowanie negatywnie wpływają na podbudowę owego szlaku komunikacyjnego.
Przeprawa przez wodę zawsze sprawia mi frajdę. Tym razem woda przydała się również do oczyszczenia motocykla oraz szybki w kasku.
Wracam do drogi głównej, po przejechaniu torów kolejowych wspinam się pod górę z której rozpościera się wspaniały widok na kolejny skłon. W dolinie osada, która zwie się Werchrata. To jedna z największych wsi w Polsce pod względem powierzchni. Werchrata, czyli wierch nad Ratą "wzgórza nad Ratą". Z kolei Rata, to jedna z najpiękniejszych, najczystszych a zarazem najchłodniejszych polskich rzek.
Werchrata była wsią królewską w województwie bełskim a jej właścicielem był August Łoś, powstaniec, poseł na Sejm Galicyjski i do Rady Państwa. W czasie II wojny światowej zdobyta przez wojska radzieckie. Wieś niemal w całości zamieszkiwana przez ludność ukraińską została zniszczona niemal w całości podczas starć z oddziałami UPA w 1947 roku a ludność niemal w całości wysiedlono. Nieopodal centrum wsi w rejonie Monastyru rozebrano stojącą na terenie dawnego klasztoru cerkiew Opieki Bogurodzicy wzniesioną około 1680. Była to jedna z najstarszych i najcenniejszych drewnianych cerkwi w Polsce, które uległy zniszczeniu po II wojnie światowej.
Ja zatrzymuję się pod dawną cerkwią, aktualnie kościół rzymskokatolicki, pod którym znajduje się mapa obrazowa Pustelni Albertyńskich ściśle powiązanych z pobliskim Monastyrem.
W tym miejscu warto dodać, że cudowna ikona Matki Boskiej Werchrackiej (Werchracka Ikona Matki Bożej)znajduje się obecnie w Krechowskim Monasterze na Ukrainie.


W pobliżu cerkwi po drugiej stronie drogi w centrum miejscowości znajduje się cmentarz z I wojny światowej. Przy tej okazji moją uwagę przykuwa zabytkowy już wóz strażacki marki Star, po widniejącym na drzwiach napisie wygląda na to, że jest to spadek z OSP Horyniec-Zdrój.


Widząc słońce uciekając za horyzont chciałem sprawdzić, czy uda mi się zlokalizować dobre miejsce aby zrobić zdjęcie cerkwi na jego tle. Wjechałem w jakieś niepozorne pole koniczyny, które szybko okazało się oranką niczym pole kopcowanych ziemniaków. Póki jechałem w górę stoku, to wszystko wyglądało w porządku. Koniec końców musiałem jakoś zawrócić i chciałem koniecznie uczynić to bez zsiadania z motocykla i tu popełniłem karygodny błąd. Na tzw. kartoflisko zdecydowałem się na nawrotkę zjeżdżając w dół. Szybka gleba, tym razem zbieram klosz z kierunkowskazu, po czym odechciało mi się zdjęcia.
Zawróciłem do wąskiej drogi asfaltowej wspinając się na przeciwległy skłon. Tutaj wyciągnąłem aparat, widząc kolejny czynny zabytek. Tym razem traktor pracujący na roli zwrócił moją uwagę.
cdn.