9 czerwcaczas żegnać Jakuck i wygodny hotel
czyste ubranie rano deszcz zmoczył zatem Konrad jedzie w mokrym mundurze, średnia przyjemność
ale przynajmniej czysto

tylko przez jakiś czas
bo już po kilkudziesięciu kilometrach wyglądał tak

tak wygląda droga na Handygę
zaledwie 350km i aż 350km w takich warunkach...piach, glina, błoto...błoto, glina, piach, acha i kamienie
tzn. nie na całym odcinku droga była taką męką,
Konrad upadał i się podnosił
po pewnym czasie przestał liczyć gleby, a w pewnym momencie przestał się podnosić
po prostu czekał aż przejedzie jakiś samochód, wysiądą ludziska, zrobią sobie focie, a potem dźwigną motocykl

takie ciągłe upadanie i powstawanie może zmęczyć zatem należy się posilić w przydrożnym barze
i tu niesamowita historia
jak babeczki z kuchni dowiedziały się, że jedzie taki jeden z Polski na motocyklu na Magadan
zrobiły zciepe w barze i uzbierały 900 rubli na poczet podróży
czujecie klimat


o odmowie przyjęcia kasiory nie było mowy
wszelka możliwa obraza i nie fart na tym i każdym innym świecie


jak czyste ubranie i czyste moto pozostało tylko wspomnieniem
przez te całą kołomyje z drogą ucieka Konradowi prom na Handygę ...dosłownie 10min.
i znowu dobry los kieruje go do dobrych ludzi
miło, jest prysznic, napitek, i co widać po zdjęciu mnóstwo robactwa
rodzina ta jedzie właśnie z Magadanu na Krym

tymczasem
Piotr dociera do Neryungri
dystans między nimi się zmniejsza