Zlot na Radawie w tym roku w porównaniu do poprzedniego to różnica nie tylko w ilości motocykli, ale także moim zdanie w jakości zlotu.
Najbardziej zauważalne opóźnienie to przed wyjazdem na paradę zrobił się jakiś dziwny zator.
Zaczęło się w Piątek, w sumie nie miałem jechać miał pojechać mój syn, ale dojechali znajomi których dawno nie widziałem więc w końcu po telefonach pojechałem i ja.
Pogoda super przejazd także w tempie Doś żwawym, bo młodszy ma w tym sezonie maszynkę dużo żwawszą i pędziliśmy
całe 75/h.
Na miejscu oczywiście nie mogłem sobie darować zakopałem się po sam łańcuch, śmiesznie nawet nie zdążyłem dobrze dodać gazu a już siedział, potem namiocik jak stara zasada mówi najpierw namiot potem browar ;-). Małe zwiedzano i imprezka.
Rozbiłem się na prawo na samym końcu bywalcy wiedzą w miejscu gdzie było mega piasku i tak w piątek do 24,00 leżało tam około 15 motocykli wraz ze swoimi kierowcami. ?Najlepiej z piaskiem radziły sobie WSK, MZ, no i Transalpy.
W sobotę okazało się że na zlocie jest sporo znajomych twarzy arę udało się sfotografować, nawet dawno zaginiony Jankes.
Problemy z upadającymi motocyklami koło naszego obozowiska rozwiązał się sam bo w sobotę doładowało tyle ludzi, że przejazdów już nie było, bo blokowały je namioty, motocykle i samochody.
Zespoły grały fantastycznie, jedzenie super, browar zimny, parę motocykli wyzionęło ducha tak jak to często bywa, jeden wypluł płyn pod siebie inny olej, jakaś opona strzeliła.
Było szybko spokojnie i kolorowo. W niedzielę od 6,00 zaczęły się powroty.
